| Polka w świecie hindusów. |
|
|
|
| Utwory - Książki | |||
| Wpisany przez ewa s | |||
| Środa, 10 Marzec 2010 11:23 | |||
|
Praca w wielkim mieście Przyjechałam do dużego miasta jak dziesiątki młodych dziewczyn w poszukiwaniu pracy, lepszego życia i może miłości wymarzonego typu mężczyzny do której w moim miasteczku nie miałam szczęścia.Nie czekając długo znalazłam fajną i dobrze płatną prace w hinduskiej restauracji. Mając 21 lat pierwszy raz w życiu zobaczyłam hindusa w turbanie który mówił w dziwnym dla mnie języku. Bałam się trochę ponieważ nie znałam tej kultury , ludzi którzy mają tak twarde zasady moralne i zakorzenione przyzwyczajenia. Na szczęście poznałam polke rok odemnie młodszą która pracowała tam jakiś czas i która opowiedziała mi jak to wszystko wygląda. Zamieszkałyśmy razem, byłyśmy super koleżankami przemęczone ( bo nie powiem pracowałyśmy ciężko) ale szczęśliwe że mamy swoje pieniądze za które mogłyśmy pozwolić sobie na dosłownie wszystko.Poznawałam nieco świat hinduski ale starałam się trzymać od nich na dystans. Ciekawiło mnie życie w Indiach, często rozmawiałyśmy z kucharzami na temat ich religii, zachowań kobiet i zwyczajów które nas zazwyczaj szokowały. Po około dwóch latach pracy dostałam wspaniała propozycję pracy w biurze prawniczym gdzie również miałam kontakt z obcokrajowcami. Zajmowałam się kompletowaniem dokumentów dotyczących ich legalnego pobytu. Pewnego razu szef wysłał mnie do jednej firmy gdzie miałam przygotować dokumentacje. W drzwiach przywitał mnie wysoki szczupły mężczyzna twierdząc że to on pomoże mi w mojej pracy. Na pierwszy rzut oka wydawał się spokojny i bardzo sympatyczny. Długo rozmawialiśmy, aż w końcu zapytał mnie o numer telefonu. Byłam wtedy bardzo wstydliwa i mało ufna, niewiele myśląc podałam mu jakiś zmyślony numer nie zauważając że wystukuje go na swoim telefonie. Po chwili poprosił mnie jeszcze raz, stwierdzając że nie podałam mu prawdziwego numeru. Spojrzawszy ukratkiem w jego oczy powiedziałam , myśląc że i tak nie zadzwoni. Do tej pory zastanawiam się dlaczego tak łatwo i bez większego oporu zgodziłam się na jego zaloty. Następnego dnia z samego rana zjawił się u mnie w biurze wymyślając jakiś powód, aby tylko móc mnie zobaczyć. Zaprzyjażniliśmy się, nawet nie wiedziałam kiedy, szczerze mówiąc zbytnio za nim nie przepadałam, zawsze miał zaniedbane paznokcie i kiepsko chodził ubrany. Po jakim czasie przestało mi to przeszkadzać, był czuły i bardzo miły, troszczył się o mnie i dbał żeby niczego mi nie brakowało..... nawet się nie zorientowałam a zakochałam się w nim do szaleństwa. Myślałam o nim bez przerwy, pisał do mnie boskie sms-y i przysyłał do pracy cudne kartki....czułam się jak w bajce.Pewnego wieczoru przyjechał do mnie do domu, kupiliśmy pizze, piwo i oglądaliśmy jakiś film kiedy czule dotknął mnie za szyje i wyszeptał że bardzo mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie....te słowa były jak balsam na moje uczucia, nie wiedząc kiedy znalezlismy się w łóżku tylko on, ja i nasze uczucia...było mi wspaniale ...tej nocy czułam się jak w niebie, czułam że nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne...do czasu gdy.. ... .. .do czasu gdy pod moim wynajmowanym mieszkaniem zaczepił mnie jakiś wytatuażowany chłoptaś...zapytał czy pracuje w tym biurze? wyciągnął spod kurtki prawdziwą broń i zagroził że użyje jej gdy następnego dnia pójdę do pracy...i oczywiście mam nie zawiadamiać policji bo pożałuje.Czułam jak moje nogi uginają się pode mną i brakuje mi tchu... zapytałam tylko o co mu chodzi i dlaczego mam zrezygnować z pracy... nic nie odpowiedziawszy pokazał mi moją piżamę która leżała w moim zamkniętym pokoju...do tej pory nie wiem jak to zrobił...tej nocy nie mogłam zasnąć zadzwoniłam wystraszona do mojego ukochanego który zjawił się u mnie błyskawicznie, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy przed siebie myśląc tylko o tym komu zależy tak bardzo aby mnie wystraszyć.Mój ukochany przytulił mnie i powiedział że nie muszę się bać bo on jest przy mnie i będzie się mną opiekował. Poczułam że rzeczywiście nie jestem sama i że mam na kogo liczyć.Następnego dnia normalnie jakby się nic nie stało wyszłam do pracy, jadąc w autobusie nagle zadzwonił telefon...ten sam głos co poprzedniego wieczora odezwał się w słuchawce powiedział bardzo głośno i wyraznie że widzi mnie i jak wejdę do biura to mnie załatwi, ze strachu przełknęłam ślinę ale dalej pewna siebie wysiadłam z autobusu i tylnym wejściem weszłam do biura informując mojego szefa co się dzieje. Szef człowiek starszy i doświadczony życiem bez myślenia stwierdził że muszę zgłosić to zdarzenie na policje.....Wystraszyłam się wspominając słowa chłoptasia, w oczach miałam cały czas zarys jego wydzierganej twarzy. Niewiele myśląc wyszłam z biura i pierwsze co zadzwoniłam do mojego mężczyzny. Martwiąc się o mnie zwolnił się z pracy i przyjechał dosłownie za chwilę, pocieszając mnie że już mnie samej nie zostawi.Doszłam do wniosku że zrezygnuje z tej pracy przez którą miałam stacić życie, wynajęłam inne mieszkanie u starszej pani która jest moją przyjaciółką do dziś. Mieszkanko było ciasne ale bardzo przytulne, spotykaliśmy się z moim mężczyzną prawie codziennie, po jakimś czasie uspokoiłam się i wyciszyłam, w końcu zaczęłam szukać nowej pracy co okazało się niełatwe. Brakowało mi pieniędzy, nie mogłam znaleźć pracy, mój ukochany odwiedzał mnie coraz rzadziej. Pracował u hindusa, który wykorzystywał pracowników do niewolniczej całodobowej pracy. Był pod telefonem 24 godziny na dobę co mi bardzo przeszkadzało ponieważ nie mogłam się z nim widywać tak często jak tego potrzebowałam.Zaczęłam zastanawiać się nad moim życiem, nad sensem związku z mężczyzną którego kultura była tak odmienna od mojej. Jak na złość nie mogłam znaleźć pracy, finansowo pomagał mi Dinu co coraz bardziej mi przeszkadzało, lubił jak siedzę w domu i czekam na niego, chociaż to czekanie doprowadzało mnie do obłędu, zaczęłam pić. Wieczorami siedząc sama i bezustannie wpatrując się w okno piłam coraz więcej. Spotykaliśmy się przelotnie jak jechał gdzieś coś załatwić, wpadał do mnie na chwile powiedzieć że mnie kocha i że ten czas kiedyś minie. Prosił abym jeszcze trochę wytrzymała a nasze życie całkiem się zmieni.Jego szef dowiedział się od jakieś przychylnego kolegi że Dinu spotyka się z polką co u niego było kategorycznie zakazane. Zagroził mu że jeżeli jeszcze raz spotka się ze mną to wyrzuci go z pracy i poinformuje rodziców w Indiach. Wtedy nie dopuszczałam sobie do mojej głowy że rodzina ma tak wielki wpływ na Dino szczególnie jego matka, tym bardziej że był jedynym synem. Synem który miał zapewnić jej utrzymanie i opiekę na starość.Wszystko runęło na mnie jak grom z jasnego nieba. Dinu przestał do mnie przychodzić bojąc się że wyleci z pracy i zostaniemy bez grosza, coraz mniej do mnie telefonował bo jego telefon był kontrolowany. Piłam coraz więcej a co najgorsze po jakimś czasie przestałam miesiączkować. Tak, byłam w ciąży. W jednej chwili w mojej głowie przebiegło tysiące myśli co dalej? Co z nami będzie? A raczej co ze mną będzie?.Tak jak wspomniałam spotykaliśmy się z Dinu coraz rzadziej, obawiając się reakcji mężczyzny którego tak bardzo kochałam nie powiedziałam mu o ciąży. Bałam się a zarazem nie chciałam zwalać mu na głowę jeszcze jednego problemu, miał ich wtedy naprawdę wiele. Stwierdziłam, że powiem mu jak będzie na to odpowiednia chwila.Moje dni mijały w samotności, rozmyślając jak ułoży się moje życie, życie które nie miało najmniejszego sensu. Często tłumaczyłam sama sobie że ten związek nie ma najmniejszych szans na przetrwanie a co dopiero na wspólne życie. Pogrążałam się w moich myślach dniami i nocami, nie mogłam spać, wpatrywałam się w telefon z nadzieją że mój ukochany zadzwoni i powie:-misiu nie przejmuj się, wszystko się jakoś ułoży, miłość zawsze zwycięży.Niestety telefon nie zadzwonił, mijały dni a ja nie widziałam się z Dinu tak dawno, umierałam z tęsknoty a jeszcze bardziej ze strachu co dalej. Pewnej nocy bardzo zle się poczułam, bolał mnie brzuch, nie wiedząc co się dzieje wstałam, napiłam się wody i z bólem próbowałam zasnąć. Udało się, zasnęłam ale nie pamiętam na jak długo, obudził mnie przeszywający ból w brzuchu. Wystraszyłam się zauważywszy kałużę krwi na moim łóżku. Zaczęłam panicznie płakać ale niestety nikt nie zdołał mi pomóc, byłam sama jak palec. Niewiele myśląc zadzwoniłam po panią Alice która wynajmowała mi mieszkanie, zżyłyśmy się a to że mieszkała obok pozwalało nam na częste pogaduchy przy herbatce.Przybiegła jak mi się wtedy wydawało błyskawicznie, popatrzyła na mnie i rzekła:-dziecko ty poroniłaś, zaraz zabiorę cię do szpitala;-nie, nie to niemożliwe, to jakiś koszmar odrzekłam i zemdlałam.Kiedy się ocknęłam leżałam w szpitalu a przy moim łóżku siedział Dinu, którego tak dawno nie widziałam, dowiedział się od pani Alice, która zadzwoniła do niego i opowiedziała co się wydarzyło, w oczach miał łzy, wziął mnie mocno za rękę i wyszeptał:-dlaczego mi nie powiedziałaś? Dlaczego? Gdybym wiedział wszystko byłoby inaczej, byłbym z tobą…-chciałam ci powiedzieć ale nie teraz, czekałam na odpowiednią chwile, bałam się że mnie zostawisz odrzekłam i rozpłakałam się jak małe dziecko.Dinu przybliżył się do mnie, wytarł moje łzy i cichutko szepnął:- wiedz moja kochana, że nigdy cię nie zostawię, jesteś moją miłością pierwszą i ostatnią zarazem, razem pokonamy wszystko, jesteśmy przecież silni, to nasza miłość dodaje nam siły do walki z całym światem, kocham cię tak bardzo jak nikogo na świecie. Po tych słowach pocałował mnie w czoło i mocno przytulił.Poczułam wtedy jak bardzo go kocham i niezależnie od tego co się stanie chce być zawsze przy jego boku. Następnego dnia wróciłam do domu, znów byłam sama z moimi myślami, otworzyłam lodówkę i wyjęłam butelkę mocnego alkoholu, nie mogłam wytrzymać tej ciszy która tak bardzo mi doskwierała. Pijąc kolejnego drinka zastanawiałam się jakby to było gdybym nie była z Dinu, może moje życie byłoby szczęśliwsze, odkąd go poznałam wszystko waliło mi się na głowę. Pijąc i myśląc przesiedziałam całą noc. Tak mijały moje dni, piłam coraz więcej, codziennie.Byłam już u kresu wytrzymałości, nie wiedziałam co mam robić, nie mogłam zadzwonić do mojego ukochanego z obawą że odbierze jego szef.Pewnego wieczoru zapukał ktoś do drzwi, otworzyłam i zobaczyłam mojego ukochanego, tak to był Dinu, stał w drzwiach i uśmiechał się do mnie po czym po chwili zapytał:-czy mogę wejść? Teraz już będziemy zawsze razem, zrezygnowałem z pracy bo chcę być z tobą, teraz to jest dla mnie najważniejsze, tylko ty i ja…Moje serce zamarło, nie mogłam uwierzyć że teraz już będziemy razem, zawsze razem, moje marzenie jak wtedy mi się wydawało spełniło się, byłam najszczęśliwszą istotą na świecie. Tej nocy kochaliśmy się nie myśląc o przyszłości. Przytulona do niego czułam zapach jego skóry do którego tak tęskniłam. Zasneliśmy wtuleni w siebie. Te piękne chwile trwały kilka dni ale rzeczywistość była nieunikniona. Musieliśmy pomyśleć co dalej. Dinu coraz częściej był nieobecny myślami, w milczeniu siedział i rozmyślał, nie miał pracy i co najgorsze kończył mu się termin czasowego pobytu. Starałam się go uspokoić twierdząc:-kochanie damy rade, znam się na dokumentach, ja to załatwię.Problem był jednak naprawdę duży ponieważ jego były szef ze złości ze odszedł z pracy, zabrał mu wszystkie dokumenty niezbędne do przedłużenia pobytu. Niewiele myśląc wzięłam prysznic i ubrałam się stosownie do urzędu. Czekając w milczeniu około godziny nadeszła nasza kolej. Zdenerwowani weszliśmy do pokoju gdzie siedziała bardzo elegancka pani. Zapytała nas o nazwisko i wyjęła grubą teczkę z dokumentami Dinu i przeglądając je dłuższą chwile rzekła:-przykro mi ale pana pobytu nie da się przedłużyc, musi Pan opuścić Polskę za dokładnie dwa tygodnie i ma Pan zakaz powrotu przez okres jednego roku.Moje serce waliło jak oszalałe, ze łzami w oczach zapytałam kobietę dlaczego decyzja jest negatywna, jak się okazało były szef Dinu wysłał do urzędu stosowne pismo krytykujące zachowanie pracownika, same oszczerstwa które uniemożliwiały pobyt w Polsce.Byliśmy załamani, pierwszy raz zobaczyłam jak mój kochany mężczyzna płacze, tak płakał jak małe dziecko, przytulił mnie mocno do siebie i powiedział:-kochanie ja umrę bez ciebie, ja nie mogę zostawić cię samej, nie teraz, zakochałem się w tobie do szaleństwa, jak mam wytrzymać bez ciebie te całe dwanaście miesięcy, tak długo czekałem na chwilę gdy będziemy razem a teraz gdy się udało znów muszę odejść i czy wrócę???- nie martw się wszystko się jakoś ułoży – odrzekłam- w co sama przestałam już wierzyć.Dni mijały bardzo szybko, zbliżał się czas wyjazdu, staraliśmy się o tym nie rozmawiać, choć było to ciężkie. Był październik, chłodne i długie wieczory spędzaliśmy razem przytulając się do siebie i patrząc sobie w oczy jakbyśmy wyczuwali że więcej się nie zobaczymy. Starałam się nie płakać, żeby pokazać jak jestem silna i że nasza miłość znów zwycięży.Nadszedł dzień wyjazdu. Z trudem mogłam utrzymać łzy. Dinu przygotował się i pojechaliśmy na lotnisko. Mieliśmy jeszcze godzinę dla siebie. Długo patrzyliśmy na siebie nic nie mówiąc. - pora już na mnie moje kochanie powiedział i wstał z krzesła aby przygotować paszportPrzytuliłam go do siebie pocałowałam w usta i powiedziałam, że jak tak tego nie zostawię, jeżeli nie uda mu się zrobić wizy to jestem gotowa polecieć do Indii. Łzy popłynęły mu z oczu, spojrzał na mnie i powiedział- kochanie jesteś moim całym życiem ale masz ze mną tylko same kłopoty, wiedz że nigdy o tobie nie zapomnę i że kocham cię ponad wszystko na świecie, wziął walizkę i odszedł do przejścia. Stałam sama na środku lotniska i wpatrywałam się w oddalającą postać mojego mężczyzny. Kiedy przeszedł już przejście graniczne zrozumiałam jak bardzo go kocham, strach że już go więcej nie zobaczę paraliżował mi nogi. Stał jeszcze jakąś chwile po drugiej stronie, widziałam jak łzy spadają mu po policzkach, aż w pewnym momencie postać zniknęła. Nie wiem jak długo tam stałam, nie wiedziałam co mam robić, co jakimś czasie ocknęłam się, wytarłam łzy i powiedział w duchu- dziewczyno weź się w garść, musisz zrobić wszystko żeby znów móc przytulić się do twojego mężczyzny, znów móc go pocałować i powiedzieć, że już nigdy mnie nie opuści. Wyszłam z lotniska i udałam się do domu zastanowić się w spokoju, co dalej. Kiedy już usiadłam w domu z mocnym drinkiem cały świat przewrócił mi się do góry nogami, każdy kąt, każda rzecz na która spoglądałam przypominała mi mojego Dinu, znów zaczęłam płakać zaraz po chwili zadzwonił telefon, to Dinu po raz ostatni przed wejściem na pokład samolotu chciał usłyszeć mój głos.-kochanie, wylatuję ale na pewno do ciebie wrócę czy będziesz na mnie czekała? Czy kochasz mnie na tyle mocno aby przetrzymać ten zły czas sama beze mnie? Wiem że jest ci teraz ciężko nie masz pracy ale o pieniądze się nie martw w szuflatce zostawiłem ci większą sumę która spokojnie wystarczy ci na kilka miesięcy. Zaraz po przyjeżdzie do Indii udam się do Konsulatu i na pewno wszystko będzie dobrze tylko czekaj na mnie. Po tych słowach zrozumiałam że mój Dinu to cały mój świat, moja przyszłość, bez namysłu odrzekłam- nie martw się o mnie, będę tu na ciebie czekać choćby trwało to kilka długich lat, kocham cię bardzo dużoRozłączył się a ja zostałam sama z moimi myślami. Nie spałam całą noc wspominając chwile spędzone z moim ukochanym, o tym jak bardzo się o mnie troszczył i martwił. Pijąc drink za drinkiem nawet nie zauważyłam jak już świtał nowy dzień. Położyłam się na poduszce, która pachniała Dinu, rozmarzona zasnęłam. Kiedy otworzyłam oczy był już dzień, nie wiedząc co ze sobą robić leżałam dalej rozmyślając nad swoim życiem. W pewnej chwili zadzwonił telefon, odebrałam, w słuchawce usłyszałam głos mojej starej koleżanki, która wprosiła się do mnie na kawę, nie byłam tym zbytnio zachwycona, chciałam pobyć trochę sama ale mimo to uporczywie nalegała twierdząc że nie powinnam w takiej chwili być sama i że ma dla mnie propozycje pracy. Z jednej strony ucieszyłam się , nareszcie czymś się zajmę i nie będę myślała cały czas kiedy ujrzę znów mojego ukochanego. Po skończonej rozmowie wstałam, wzięłam prysznic i przygotowałam się trochę na wizytę koleżanki chociaż nie powiem przychodziło mi to z trudem. Nagle zadzwonił dzwonek, otworzyłam drzwi, Mona wpadła jak oszalała zadając tysiące pytań, jak się czuje, co dalej będzie, kiedy wraca Dinu itd., na większość pytań sama nie znałam odpowiedzi. Zrobiłam obiecaną kawę i długo rozmawiałyśmy, zaproponowała mi pracę w restauracji hinduskiej w której zaczynałam moją karierę po przyjeżdzie do wielkiego miasta. Nie zastanawiać się zgodziłam się od razu, znałam szefa i wszystkich pracowników także nawet było mi to na rękę a tym bardziej że szef potrzebował kogoś od zaraz. Umówiłyśmy się na drugi dzień na dziesiątą. Zaraz po tym zadzwoniłam do mojej właścicielki z zapytaniem czy wszystko u niej w porządku, poznała mnie po głosie że bardzo cierpię, kazała mi przyjść to postawi mi karty. Po wejściu do jej domu popatrzyła na mnie i rzekła:-dziecko, jak ty bardzo Go kochasz, twoje cierpienie widać przez twoje ogromne oczy, siadaj postawie karty to będziemy wiedziały jaka czeka cię przyszłość.Nie wierzyłam jej kartom, tym bardziej że nigdy dotąd nie przepowiadałam sobie przyszłości, lecz cóż miałam do stracenia? Usiadłam przetasowałam jej karty i podzieliłam na trzy kupki tak jak kazała, oglądała je, przekładała i powiedziała że czeka mnie daleka podróż i że nie mam czym się martwić bo i tak będziemy z Dinu razem. Jak nigdy zaczęłam zastanawiać się nad jej przepowiednią chociaż o podróży nie myślałam na serio tym bardziej że nie miałam jeszcze paszportu ale to wystarczyło mi aby poczuć się lepiej.Po powrocie do domu zadzwonił telefon, to Dinu, tak to on zadzwonił do mnie z Indii że doleciał szczęśliwie i że bardzo mnie kocha i zamierza powiedzieć o nas swoim rodzicom. Nogi ugięły się pode mną, czyli on naprawdę planuje ze mną przyszłość, on naprawdę chce ze mną być. Łzy szczęścia popłynęły mi z oczu, jeszcze nigdy żaden mężczyzna nie mówił do mnie tak ciepło i z tak ogromną miłością. Wieczorem znów nalałam sobie drinka, usiadłam przed telewizorem i rozmyślałam. On mnie kocha ale czułam że najgorsze jeszcze przede mną, co zrobić aby naprawdę być razem?Na drugi dzień poszłam do pracy, co było dla mnie nawet wskazane. Po tak długim czasie będącej bezrobotną trochę się bałam ale zaraz po kilku godzinach strach minął. Zajęłam się pracą, chociaż nie było chwili abym nie myślała o Dinu. Szef bardzo się cieszył że wróciłam bo sama na jednej zmianie dawałam rade obsłużyć około dziesięciu stolików. Kończyłam pracę bardzo późno co bardzo mi się podobało, wreszcie miałam jakieś zajęcie. Każdego wieczoru wracając do domu zachodziłam na stacje aby zadzwonić do mojego ukochanego. Bardzo za nim tęskniłam, nie umiałam żyć sama bez niego. Po miesiącu pracy byłam już trochę zmęczona ale praca sprawiała mi radość. Mój Dinu pisał do mnie piękne sms-y. Pewnego dnia z samego rana zadzwonił, wyczułam w jego głosie ogromny smutek- kochanie nie dam rady załatwić wizy, byłem w Konsulacie w Bombaju i mam zakaz wracania do Polski przez dwanaście miesięcy. Czułam jak robi mi się słabo, nie zniosę jeszcze roku sama, - nie martw się kochanie coś wymyślimy odrzekłam nie wiedząc co takiego jestem stanie wymyśleć ja nic nie znaczący zwykły człowiek który nie ma nawet dość odłożonych pieniędzy na wyjazd do Indii. Tego wieczoru upiłam się do tego stopnia że na drugi dzień w pracy trzęsły ni się ręce i nie mogłam swobodnie nosić tacy z napojami. Po pracy wstąpiłam do pani Alice opowiedzieć jej o moim problemie. Zapytała mnie co zamierzam ale w głowie miałam tylko wielką pustkę. Pożegnałam się z nią i poszłam do siebie. Po drodze dostałam wiadomość od mojego Dinu, napisał że nie może spać beze mnie i że mama pyta się o mnie. Byłam w lekkim szoku, ponieważ z jego opowiadań wynikało że mama jest bardzo stanowcza. Od wielu hindusów słyszałam że w Indiach starsze kobiety nie zgadzają się na związki swoich jedynych synów z obcokrajowcami tym bardziej kobietami innego wyznania. Przyszła synowa ma za zadanie opiekować się matką męża i być stale przy jej boku, wszystkie prace domowe to zadanie synowej, matka odpoczywa i mówi tylko co dalej. Bałam się spotkać kiedykolwiek z matką Dinu, widziałam jej twarz nieraz na zdjęciach i już na pierwszy rzut oka nie wydała mi się zbyt sympatyczna. Na drugi dzień rano ponownie dostałam wiadomość że mama chce mnie poznać. Wtedy wydawało mi się że to może jest prawda, uwierzyłam. Codziennie wieczorem gdy dzwoniłam do Dinu pozdrawiałam ją chociaż nawet nie zdawałam sobie sprawy że mój ukochany nie powtarzał jej niczego. Jak się póżniej okazało matka słyszała o jakiejś dziewczynie która pomagała mu w trudnych chwilach ale nic poza tym. Nie powiedział matce prawdy obawiając się jej reakcji. Tak więc uwierzyłam opowieściom o matce która chce mnie koniecznie poznać. W pracy coraz częściej słyszałam od hindusów abym dała sobie spokój z Dinu bo nic z poważnego tego nie wyjdzie. Opowiadali mi że rzadko się zdarza aby jedyny syn wziął sobie za żonę Polkę. Im dłużej tego słuchałam tym bardziej byłam przekonana że nasz związek nie ma szans na przetrwanie, z drugiej strony trzymało mnie to że mój Dinu bardzo mnie kocha i jego matka nie ma nic przeciwko dziewczynie innego wyznania. Pewnego wieczoru kiedy zbierałam się już do domu po ciężkiej pracy dostałam wiadomość od Dinu, która brzmiała tylko „ You merry me?, serce zaczęło walić mi jak oszalałe, nie wierzyłam własnym oczom, mój ukochany właśnie mi się oświadczył i chce abym została jego żoną. Wtedy zniknęły mi w głowie opowieści o jedynym synu i jego obowiązkach, wiedziałam że chce być z Dinu i chce zostać jego żoną chćby za wszelką cenę. I jak się pozniej okazało cena była zbyt wysoka ale to pózniej. Nie wiele myśląc odpisałam „YES”Tej nocy nie mogłam spać, serce o mało nie wyskoczyło na moje łóżko. Myślałam tylko o moim ukochanym i zdałam sobie sprawę że jestem w stanie pojechać nawet po niego do Indii. Wymyśliłam że na drugi dzień pójde do banku i zapytam się o kartę kredytową za którą mogłabym kupić bilet lotniczy. Nie miałam odłożonych pieniędzy a pieniądze od Dinu już dawno się skończyły. Tak, wiedziałam że muszę pojechać. Z tą myślą zasnęłam. Na drugi dzień rano poszłam do banku i co się okazało mogę mieć kartę bez żadnego problemu. Zgodziłam się i nie myśląc o konsekwencjach podpisałam stosowne dokumenty. Karte miałam dostać za dwa tygodnie. Z uśmiechem na twarzy poszłam do pracy. Przed samym wejściem zadzwonił telefon, to Dinu, z zadowolonym głosem powiedział że bardzo mnie kocha i chce abym przyjechała do Indii, mama o wszystkim wie i już zaczęła sprzątać mieszkanie do uroczystości. Wzruszyłam się i pomyślałam że wszystkie te opowieści hindusów to jedno wielkie kłamstwo i na pewno mówią tak bo są zazdrośni. Odpowiedziałam mojemu Dinu że pojadę ale nawet nie mam paszportu nie wspominając o wizie na którą też się czeka. Powiedział mi że to wszystko można załatwić szybciej poprosząc w urzędzie i że ze mną do Indii również poleci dziewczyna jego kolegi który też obecnie jest w Delhi. To wszystko wydawało mi się wtedy takie proste. Oczywiście wzięłam kilka dni wolnego z czego mój szef nie był zbytnio zadowolony ale powiedziałam mu że moja mama jest chora i muszę ją odwiedzić. Zgodził się, także na drugi dzień pojechałam do rodziców. Nie przyznałam się mamie że planuje wyjechać bo na pewno skończyłoby się to dla mnie ogromnym kazaniem. Wiedziała z ojcem że zakochałam się w hindusie ale miała cichą nadzieje że teraz jak wyjechał o wszystkim zapomnę i znajdę sobie polaka. W tak małej miejscowości z której pochodzę ludzie nadal są uprzedzeni do ludzi o innym kolorze skóry chociaż mój Dinu nie ma bardzo ciemnej skóry czym charakteryzują się ludzie np ze Sri Lanki. Pojechałam do urzędu paszportowego gdzie wypełniłam wniosek i zapytałam panią czy jest szansa o przyspieszenie terminu. Nie było z tym problemu za dwa tygodni miałam odebrać paszport. Wróciłam do domu porozmawiałam jeszcze trochę z mamą i powiedziałam że muszę wracać do Warszawy. Zdziwiła się, myślała że zostanę kilka dni tym bardziej że tak długo mnie nie widziała. Była smutna, wyczuła że mam jakiś problem i że mogę na nią liczyć. Zawsze dziwiła mnie tymi swoimi przeczuciami, zawsze strzelała w dziesiątkę. Nawet najmniejszy problem jaki miałam mama zawsze wyczuła. Czasem dzwoniła do mnie w nocy pytając czy wszystko u mnie porządku bo ma złe przeczucie. Mając problemy zawsze kłamałam śmiejąc się do słuchawki że wszystko u mnie dobrze. Po powrocie do Warszawy zaszłam jak zwykle do pani Alice mówiąc jej o moich planach. Zdziwiła się lekko mówiąc że jestem bardzo odważna i że muszę bardzo kochać Dinu skoro zdecydowałam się na taką wyprawę. Wróciłam do siebie, wzięłam prysznic i położyłam się z drinkiem do łóżka. Myśli napływały mi jak oszalałe. Zastanawiałam się jak poradzę sobie nie znając dobrze jeżyka angielskiego, wiedziałam też ze dziewczyna z którą jadę też ma taki sam problem. Wiedziałam też że nie ma bezpośredniego lotu do Indii więc czeka mnie jeszcze przesiadka w jakimś innym kraju, przecież będę leciała samolotem pierwszy raz w życiu. Strach nie pozwolił mi zasnąć, wstałam zrobiłam drinka i zamyślałam się w samotności. Nie wiem ile wypiłam nie pamiętam ale nieżle zakręciło mi się w głowie i w końcu zasnęłam. Rano kiedy otworzyłam oczy pokój wirował mi jak na karuzeli, postanowiłam że zostanę większość dnia w łóżku ciesząc się że mam jeszcze dwa dni wolne. Ten dzień przeleżałam odczytując kilka wiadomości od Dinu zapewniających mnie o jego miłości. Pisał także o naszym ślubie, że nie mam czego się bać ponieważ mama jest bardzo zadowolona i czeka na nasze pierwsze spotkanie. Kolejnego dnia zdecydowałam że zadzwonię do dziewczyny która wraz ze mną leci do Indii. Była starsza ode mnie o kilka lat, również zakochała się w hindusie kilka lat od niej młodszym. Ashish wyjechał na dwa miesiące do Indii do mamy ponieważ nie widział jej kilka lat. Jego dziewczyna jechałą poznać przyszłą teściową jak ja oraz zwiedzić ten piękny kraj. Jechała do Delhi chociaż wiedziałam że mój Dinu mieszka w Bombaju zastanawiałam się jak my to zrobimy. Przecież jedno miasto leży od drugiego jakieś tysiąc pięćset kilometrów. Agata bo tak miała na imię ta dziewczyna powiedział że bardzo się cieszy i że słyszała od Ashisha że mój Dinu będzie na mnie czekał w Delhi w domu jej chłopaka. Dojedzie tam wcześniej pociągiem. Ucieszyłam się bo powiem szczerze bałam się samotnej wyprawy do nieznanego mi świata. Zapytałam ją czy ma już rezerwacje na wyjazd. Jak się okazało czekała że zrobimy ją razem jak będę miała już paszport i wklejoną w niego wizę. Agata była już w Wietnamie także takie wyprawy nie były jej obce. Byłam strasznie ciekawa samego lotu i klimatu który tam spotkam. Zadawałam jej dziesiątki pytań, moje podekscytowanie było ogromne. Jechałam do innego świata, świata który jak się pózniej okazało nie był dla mnie. Wróciłam do domu jak na skrzydłach, byłam szczęśliwa że nie będę sama. Znów nalałam sobie drinka i usiadłam w miękkim fotelu. Zaczęłam zastanawiać się nad prezentami które powinnam kupić rodzinie Dinu. Na moje szczęście miał tylko jedną siostrę co w Indiach jest rzadkością. Nie mając zbyt wiele pieniędzy zdjęłam z palca swój złoty pierścionek i postanowiłam że będzie on prezentem dla mamy mojego ukochanego. Jeden prezent miałam już z głowy. Pamiętałam jak Dinu przed wyjazdem robił zakupy. Większość były to słodycze, pasty do zębów, kremy Nivea, dezodoranty i farby do włosów w kolorze czarnym i odcieniach czerwieni dla siostry. Wszystko to w Indiach jest bardzo drogie. Postanowiłam więc że zrobię tak samo. Nie miałam oszczędności bo wszystkie jakie miałam poszły już na opłacenie czynszu, opłaty i wyżywienie które w Warszawie trochę kosztuje. Dla taty Dinu postanowiłam kupić skórzany portfel z które bardzo się ucieszył, siostrze komplety z długą spódnicą i spodniami wiedząc że kobiety nie noszą tam mini. Z takimi planami zasnęłam. Tęskniłam za moim mężczyzną tak bardzo że często śnił mi się jak się uśmiecha lub tuli mnie w ramionach. Dni mijały jak oszalałe nie mogłam doczekać się kiedy wreszcie zobaczę Dinu. W między czasie odebrałam paszport nie odwiedzając mamy aby nie wzbudzić podejrzeń, zapytałam w Aeroflocie ile kosztuje bilet do Delhi i załatwiłam w Ambasadzie wizę. Suma za bilet była kosmiczna ale dostałam wreszcie kartę kredytową która tak naprawdę uratowała mnie w ciężkiej sytuacji. Wizę załatwiłam w ciągu dwóch dni i to bezpłatnie, bo jak się okazało wiza turystyczna na trzy miesiące do Indii nie jest obciążona odpłatą. Wszystko szło jak po maśle, teraz zastanawiam się nad tym i twierdze że to było po prostu przeznaczenie, tak miało być dlatego wszystko szło mi bez mniejszego problemu. Dinu dzwoniąc powiedział mi że mam zarezerwować lot do Delhi gdzie będzie na mnie czekał a po kilku dniach pojedziemy razem do Bombaju do jego domu. Miałam wziąć ze sobą kartę kredytową bo on nie ma żadnych pieniędzy a koszt przejazdu i załatwienie wizy w Indiach będzie nas trochę kosztowało. Tak więc zrobiłam. Wyjeżdżając do Indii zostawił mi wszystkie pieniądze nie myśląc co będzie tam, co powie jego mama która liczyła na to że ukochany syn przywiezie ze sobą trochę grosza, tym bardzie że przeliczając na rupie hinduskie to jedna średnia wypłata miesięczna w Polsce czasem starcza w Indiach na trzy lub cztery miesiące. Bardzie marwił się o mnie a nie co powie mama z czego byłam później bardzo dumna.Wreszcie zarezerwowałyśmy z Agatą lot do Indii który miał nastąpić dwudziestego siódmego grudnia 2001 roku. Napisałam do Dinu o mojej rezerwacji i od razu odpisał że będzie na mnie czekał. Na święta pojechałam do rodziców z myślą że powiem mamie o moich planach. Od razu wiedziałam że tacie nie przyznam się do wyjazdu bo będzie temu na pewno przeciwny. Wiedziałam też, że jak dobrze urobię mamę to nic mu nie powie. Także przed wyjazdem do rodziców spakowałam się dokładnie przemyślając co będzie mi potrzebne ponieważ nie mogłam wziąć więcej jak dwadzieścia kilo a po powrocie będę miała tylko kilka godzin na dotarcie na lotnisko. Wigilia odbyła się w gronie rodzinnym, wszyscy byli uśmiechnięci i zadowoleni, mój starszy brat przyszedł z żoną i synem, siostra z chłopakiem tylko mi było smutno że moje kochanie jest daleko ode mnie. W pierwszy dzień świąt zabrałam mamę do mojej siostry która mieszkała sama, zdecydowałam że powiem jej o wszystkim. Siedząc przy stole zaczęłam mówić:-mamo co byś powiedziała jakbym pojechała do Indii?, mama zaczęła się śmiać i patrząc na mnie rzekła ze spokojem: - wiesz dobrze że nie masz paszportu bo zaczęłabym się bać że mówisz prawdę, wiem że stać cię na wszystko ale na wyjazd na koniec świata chyba bym ci nie pozwoliła. Nie myśląc zbyt wiele rzuciłam: - mam paszport i zrobiłam już wizę, pojutrze wyjeżdżam do Indii i jestem zdecydowana pobrać się z Dinu, mama patrzyła się na mnie dłuższą chwilę i zrozumiała że nie żartuje. Łzy spływały jej po policzkach i nie mogła wydobyć z siebie ani słowa, dopiero po jakiejś chwili odezwała się; - dziecko nie rób tego, wiem że pojedziesz znam cię dobrze ale nie rób mi tego, mając tam problemy nie będę mogła ci pomóc, to jest drugi koniec świata. Próbowałam ją uspokoić ale długo nie dawała się przekonać, jednak stwierdziła że i tak zrobię po swojemu, tylko mam jej obiecać że będę dzwoniła aby tata nie zorientował się gdzie ja jestem bo wtedy ona będzie miała poważne problemy. Tata był bardzo zaborczy, mama była przez niego wystraszona i bała się cokolwiek powiedzieć, to on był głową domu, często dużo pił i zdarzało się że nie raz przez niego płakała. Obiecałam jej że nic się nie dowie i najpóźniej za miesiąc będę już w Polsce. Wróciłyśmy do domu, siostra również nie była zbytnio zadowolona z mojego wyjazdu. W domu mama mało się odzywała, dużo myślała. W drugi dzień świąt wróciłam do Warszawy, zadzwoniłam do Agaty czy jest gotowa i umówiłyśmy się że rano podjedzie pod mój blok taksówką gdyż nie damy rady jechać autobusem z taką ilością bagaży. Wróciłam do siebie, usiadłam na łóżku i wpatrując się w walizki myślałam czy kiedykolwiek wrócę jeszcze do Polski. Zastanawiałam się czy naprawdę znam tego człowieka z którym planuję dalszą przyszłość. Co będzie jak okaże się że tam jest całkiem inny albo nie uda zrobić się wizy. Wreszcie stwierdziłam że czeka mnie ciężki dzień i idę spać. WyjazdRano budzę się pełna emocji, Boże ja rzeczywiście wyjeżdżam, już za kilkanaście godzin będę w ramionach mojego kochanego mężczyzny, moja tęsknota była już silniejsza ode mnie. Przygotowałam się i zaraz po tym przyjechała Agata. Pomogła mi zaciągnąć walizki do taksówki i razem wyruszyłyśmy w nieznaną nam podróż. Na lotnisku byłam lekko wystraszona ale wszystko poszło tak jak powinno. Polskim samolotem poleciałyśmy do Moskwy gdzie następnie po kilkugodzinnym czekaniu przesiadłyśmy się w ogromny rosyjski samolot który leciał do Delhi. Widoki które widziałam przez okno na długo utkwiły mi w pamięci przecież pierwszy raz w końcu leciałam samolotem, Lot do Delhi trwał ponad dwanaście godzin gdzie z powodu gęstej mgły krążył kilka razy nad lotniskiem w Delhi. Udało się wylądowałyśmy. Kiedy wyszłyśmy z samolotu odrzuciło mnie gorące i duszne powietrze jakie panowało w nocy w Delhi, czekała nas jeszcze odprawa celna, zdenerwowana czekałam w kolejce aż nadeszła nasza kolej. Celnik zaczął obrzucać nas pytaniami: -You are from Rossia? Na to pytanie wkurzyłam się strasznie gdyż jestem stuprocentową patriotką i nigdy bym nie zdradziła własnego kraju i skąd w ogóle przyszło mu do głowy że jestem rosjanką –No I Am from Polan odrzekłam z zadowoleniem że idzie mi to dosyć łatwo. Pytał jeszcze do kogo przyjechałyśmy i co robi mój chłopak, gdzie mnie poznał itd., wreszcie wręczył nam paszporty i życzył miłego pobytu w Indiach. Nie mogłam doczekać się kiedy wreszcie rzucę się w ramiona mężczyźnie którego tak dawno już nie widziałam. Wyszłyśmy z Agatą jak najszybciej na główny hol gdzie roiło się od ludzi w turbanach i białych ubraniach typowo hinduskich. Nie wiedziałam gdzie mam patrzyć, wreszcie usłyszałam jak ktoś krzyczy do mnie po imieniu, to Dinu mój ukochany Dinu stał przy samej barierce z ogromną różą i z wielkim uśmiechem machał do mnie. Serce zaczęło walić mi jak oszalałe, zostawiłam walizki i rzuciłam się w ramiona ukochanego, lecz gdy byłam już blisko niego przytrzymał mnie rękami i powiedział - miniu możemy przywitać się tylko uściskiem ręki gdyż tutaj w Indiach nie jest zbyt mile widziane przytulanie się do siebie w obecności starszych, kochanie to nie jest Polska. No cóż musiałam dostosować się do tego przecież ten kraj i obyczaje znałam tylko z opowiadań. Dinu i Asish wzieli nasze walizki i poszliśmy do samochodu. Siedząc z tyłu przytulił się do mnie i powiedział że strasznie za mną tęsknił i że jest dumny z tego że nie bałam się przylecieć. Była już póżna noc więc rozpakowywałam ubrań, wyszłam na chwilę na balkon gzie siedziały piękne kolorowe papugi i przypatrywały się nowej istocie która zawitała w nowe miejsce. Wszystko wydawało mi się inne, nieznane, pełne tajemnicy a zarazem ekscytujące. Dinu wyszedł do mnie i cichutko powiedział: -wiedziałem że przyjedziesz, to moja miłość cię przyciągnęła aż tak daleko, kocham cię z całego serca i nieważne co się stanie zawsze będziemy razem. Wtedy nie zastanawiałam się nad tymi słowami, byłam szczęśliwa że jestem w jego ramionach i czuję zapach jego ciała za którym tak tęskniłam. Do rana zostało nam jakieś trzy godziny więc aby nie marnować czasu kochaliśmy się stęsknieni za sobą. W końcu przysnęłam zmęczona podróżą, rano obudził mnie głośny krzyk handlarza który rozwoził na wózku świeże warzywa i owoce. Wchodząc do kuchni zobaczyłam kobietę w długim sari która z sympatią kiwała na mnie abym podeszła. Była to mama Ashisha starsza kobieta z której oczu mogłam od razu wyczytać dobroć i spokój. Zapytała mnie jak mi się spało i zaprosiła na śniadanie. Znałam już kuchnię indyjską także nie było dla mnie problemem skosztowanie ostrych potraw. Za chwilę pojawił się mój Dinu i Ashish i we troje zaczęli rozmawiać w ich języku co chwila uśmiechając się i patrząc na mnie. Rozumiałam trochę hindu także wywnioskowałam że mówią o ślubie który Dinu zaplanował w Bombaju wraz ze swoją rodziną.Po śniadaniu przebrałam się w świeże ubrania i poszliśmy zwiedzać miasto. Byłam zachwycona beztroskim życiem ludzi, którzy nie przejmują się dniem jutrzejszym. Na ulicach kram obok kramu, ludzie handlują wszystkim co się da, przez myśl przeleciało mi że na pewno nie ma tu sanepidu bo co trzeci hindus sprzedaje ugotowane przez siebie jedzenie. Ludzie oglądali się za nami tym bardziej, że Agata była oryginalną blondynką co dla niektórych hindusów był to nie lada widok. W pewnym momencie jakiś człowiek podszedł do mnie i zaczął dotykać moją skórę wystraszyłam się nie wiedząc o co mu chodzi lecz Dinu uratował sytuacje i stwierdziliśmy że jednak będziemy poruszać się samochodem. Zmęczeni wróciliśmy do domu planując, że na drugi dzień udamy się z Dinu do polskiej ambasady zapytać jaka jest procedura wzięcia ślubu aby bez problemu móc razem wrócić do Polski. Następnego dnia udaliśmy się więc do Ambasady, ogromy biały budynek ogrodzony był murem którego pilnowali strażnicy. Po sprawdzeniu paszportów wpuścili nas do środka. Po jakiejś chwili zszedł ambasador i z uśmiechem przywitał się ze mną i Dinu pytając co sprowadza mnie aż tak daleko. Opowiedziałam mu w skrócie naszą historię i że chce wyjść za Dinu ale nie wiem co mam dalej zrobić. Dowiedziałam się że po ślubie który zawrzemy w Indiach muszę jeszcze raz przyjechać do Delhi po pieczątki stwierdzające fakt ślubu które niezbędne będą w Polsce aby móc zarejestrować nasz ślub w urzędzie. Podziękowaliśmy za pomoc i wyszliśmy. Nagle uświadomiłam sobie że muszę zadzwonić do mamy na pewno martwi się o mnie. Kiedy usłyszała mój głos uspokoiła się trochę i pytała jak podoba mi się w Indiach i czy rodzice Dinu są dla mnie mili. Potwierdziłam i skończyłam rozmowę bo trochę to kosztuje. Po powrocie do domu naszych znajomych Dinu powiedział mi że pojutrze jedziemy do Bombaju pociągiem i że podróż będzie długa dlatego muszę się dobrze wyspać i odpocząć. Przed wyjściem na dworzec mama Ashisha pobłogosławiła nas i powiedziała że możemy do niej przyjechać kiedy tylko będzie taka potrzeba, podziękowałam jej stosownie składając ręce i nachylając się do jej nogi oddając jej tym samym szacunek. Miała łzy w oczach, położyła mi dłoń na głowie i powiedziała że jestem bardzo dobrym człowiekiem i życzy nam dużo szczęścia. Na dworzec pojechaliśmy z Ashim i Agatą, nie musieliśmy się spieszyć ponieważ tata Dinu pracował w PKP i zarezerwował nam miejsca wcześniejszej rozmowie z Dinu, mieliśmy jeszcze trochę czasu więc kupiliśmy kawę i usiedliśmy pod palmą. Ashi również planował ślub ale bał się jeszcze powiedzieć o tym mamie, przedstawił Agatę jako koleżankę z Polski która chciała zwiedzić Indie. Nadjechał nasz pociąg. Pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do naszego przedziału. Czułam jak ludzie patrzą się na mnie i na Dinu. Jechaliśmy bardzo długo około dwudziestu czterech godzin, czasami szłam do toalety aby móc zapalić papierosa, myślałam że oszaleje. Czas dłużył mi się i dłużył, jedyną atrakcją był handlarz kokosów na każdym przystanku który za 10 rupi umiejętnie odcinał wierz kokosa aby móc wypić z niego sok. Nie smakował mi zbytnio, miał cierpki smak i w ogóle nie był słodki chociaż piłam bo po tym jakiś czas nie chciało się pić. W nocy Dinu powiedział iż położymy się gdyż czeka nas jeszcze kilka godzin jazdy. Ubrana w czarny żakiet i spodnie położyłam się na twardym łóżku i zasnełam. Nagle poczułam jak robi mi się gorąco. Wjeżdżaliśmy już do Bombaju gdzie temperatura przekraczała ponad czterdzieści stopni. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Delhi było około piętnastu więc różnica temperatur dała mi się odczuć tym bardzie że przyjechałam z Polski gdzie była zima. Dinu siedział naprzeciwko mnie i wpatrywał się z uśmiechem. –dzień dobry kochanie, jak się czujesz ? jesteś głodna? Mam śniadanie ale tak słodko spałaś że nie mogłem cię obudzić, jedzenie jest zamknięte więc nie ma problemu bo cały czas jest ciepłe, podziękowałam ale miałam jednak ochotę najpierw się troche umyć, chociaż warunki w których przebywaliśmy pozwoliły mi tylko na szybkie umycie zębów i to w dodatku w zimnej wodzie. Zjadłam szybko śniadanie i zaczęliśmy pakować nasze rzeczy gdyż za dziesięć minut mieliśmy być już na miejscu. Bombay Ulice tego miasta bardzo różniły się od ulic Delhi, klimat również, było tu gorąco a zarazem wiał świeży i orzeźwiający wiatr od morza. Nie wiem, dlaczego ale spodobało mi się to miasto od momentu jak tylko się tu znalazłam. Jadąc taksówka do Chembur obserwowałam ludzi, krowy, które chodziły dosłownie wszędzie, samochody inne niż w Polsce, zazwyczaj marki Ambasador nieco podobne do naszej warszawy, chociaż nie powiem bardzo wygodne. Na myśl, że już niedługo zobaczę mamę Dinu wpadałam w panikę, zadawałam mu dziesiątki pytań jak mam się zachować, gdzie będziemy spać, jak ja mam się z nią porozumieć itd., na co mój kochany stwierdzał: - nie przejmuj się wszystko będzie dobrze, przez cały czas trzymał moją rękę jakby również czegoś się obawiał. Po wyjściu z taksówki dzieliło nas tylko kilka kroków do jego domu w którym czekała niby na mnie jego mama. Poczułam strach, stanęłam i nie wiem dlaczego nie mogłam dalej zrobić ani kroku. Dinu nie nalegał, wiedział jak dużo znaczy dla mnie to spotkanie dlatego czekał na mój ruch w milczeniu. Po jakichś kilku minutach zebrałam wszystkie siły i ruszyliśmy dalej, wokół nas zgromadziło się dużo dzieci, przechodnie stawali aby zobaczyć do kogo idzie z wizytą biała ubrana w czarny europejski kostium. Weszliśmy do domu gdzie w progu przywitał mnie przyjaciel Dinu, gruby ale zarazem sympatyczny mężczyzna, w głębi siedziała kobieta i nie zwracając zbytnio na mnie uwagi obierała warzywa. Podeszliśmy z Dinu gdzie schylając się do niej oddałam jej stosowny szacunek. Uśmiechnęła się, chociaż oczy jej były jak ze zdjęć, zimne i mało sympatyczne. Moje przywitanie lekko ją zdziwiło, pokazała mi miejsce gdzie mam usiąść i zrobiła herbatę z mlekiem mocno pachnącą kardamonem. Kiedy tak siedzieliśmy czułam jak spogląda na mnie ukratkiem, byłam zdziwiona jej zachowaniem, przecież Dinu pisał że sprząta mieszkanie na nasz ślub i czeka na chwilę aby móc mnie poznać. Zrozumiałam że kobieta która siedzi niedaleko nie wie o żadnym ślubie i nie tryska zbytnią chęcią poznania przyszłej synowej. Nie wiedząc jak mam się zachować spojrzałam na nią i rzekłam: - Dinu jest bardzo podobny do Pani, cała mama, w jednej chili parsknęła śmiechem i odpowiedziała –pagal, co tłumacząc na polski oznacza głupia, skleiło mnie, nie wiedziałam co dalej, spojrzałam na Dinu ale i on nie czuł się z tym najlepiej, kolega który siedział z nami nagle wstał i wyszedł przed dom. Zmieszany Dinu próbował uratować sytuacje i zaczął opowiadać mi o swojej siostrze która strasznie chce mnie poznać. Nadal nie wiedziałam co powiedzieć, mój ukochany po prostu mnie oszukał. Mama wcale nie czekała na mnie jak opowiadał i pisał. Widać było, że nie była zbytnio zachwycona z mojej wizyty. Stwierdziłam, że jednak porozmawiam ż Dinu o tym póżniej gdyż znając mnie zaraz wybuchnę płaczem. Nagle poczułam ogromną ochotę na papierosa, na co Dinu kategorycznie odmówił, mówiąc, że w Indiach kobiety nie palą i mamie może się to nie spodobać. Ja jednak postanowiłam na swoim. Kolega pożegnał się z nami mówiąc, że odwiedzi nas następnego dnia, my natomiast wsiedliśmy w rikszę aby móc pobyć chwilę sami. W ten sposób mogłam swobodnie zapalić nie bojąc się, że ktoś mnie zobaczy. Zaczęłam rozmowę z Dinu na temat tego co się stało, przeprosił mnie i powiedział abym dała mamie trochę czasu. Prawdą jest, że mnie okłamał bo inaczej nigdy nie przyjechałabym do Indii. Wiedział jak ważna jest dla mnie zgoda rodziców i dlatego wymyślił to wszystko abym dała się przekonać na przyjazd. Byłam zła, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, zranił mnie bardzo głęboko ale to że bardzo go kochałam pozwalało mi wybaczyć. Starałam się go zrozumieć, wiedziałam jak bardzo mu na mnie zależy a przecież mama nie pojedzie z nami do Polski, więc jaki jest problem? Żaden. Przytulam się do niego i zamknęłam oczy. Po powrocie do domu czułam się trochę niezręcznie ale pragnęłam tylko wziąć prysznic. Kiedy już zmieniłam ubranie poczułam się znów pełna energii i chęci do życia, mama krzątała się po kuchni przygotowując kolację. Zadzwonił telefon, siostra Dinu dzwoniła z pracy, aby potwierdzić nasz przyjazd, poprosiła abym podeszła do słuchawki i zapytała jak się czuje i czy podoba mi się w Indiach, stwierdziła że zwolni się wcześniej z pracy aby móc razem z nami wybrać się do pobliskiego marketu. Nagle w drzwiach stanął mężczyzna, wysoki, dobrze zbudowany, ubrany w białą koszule i ciemne spodnie, uśmiechnięty głośno się przywitał – Namaste, to był tata , poznałam go ze zdjęć które Dinu pokazywał mi jeszcze w Polsce. Podszedł do mnie i niewiele myśląc powiedział:- miło cię gościć w naszym domu, jestem bardzo szczęśliwy że mogę cię poznać, przychyliłam się do niego i próbowałam ręką dotknąć jego nóg bo tak wygląda powitanie młodszych ze starszymi oddając im tym samym szacunek i respekt lecz on odciągnął mnie do góry i uśmiechnął się sympatycznie że nie muszę tego robić. Poprosił mnie abym usiadła i cały czas uśmiechając się patrzył na mnie swymi dużymi pięknymi oczami. Czułam że jest osoba dla której moja obecność nie jest obojętna, było widać jak bardzo cieszy się z mojego przyjazdu i że wreszcie pozna dziewczynę o której jak twierdził Dinu dużo opowiadał. Mama spoglądała z kuchni ale nie wtrąciła ani jednego słowa. Obserwowała całą tą sytuacje i nie za bardzo spodobała jej się reakcja jej męża. Kiedy Dinu rozmawiał z tatą nagle z wielkim hukiem wpadła siostra witając mnie już z drzwi, tuż za nią jej mąż i dwóch synów. Jeden z nich młodszy bał się trochę białej kobiety którą widział pierwszy raz, starszy był natomiast bardzo ciekawy i przechodził koło mnie kilka razy nieswojo się przy tym uśmiechawszy. W domu zrobił się nagły chaos, siostra raz rozmawiała ze mną to znów z Dinu, szwagier swoim donośnym głosem dyskutował o czymś z mamą, tata zaś jako jeden siedział cichutko w swoim fotelu i spoglądał raz na mnie a innym razem na pozostałych domowników. Zasiedliśmy do kolacji co bardzo mnie zdziwiło na podłodze, czułam się niezręcznie gdyż nigdy dotąd nie jadłam w taki sposób, siostra poprawiła mi nogi tłumacząc że w ten sposób oddaje się szacunek do pokarmu który zaraz spożyjemy. Wszystko było dla mnie nowe i dziwne. Mama nie siedziała z nami, co chwile donosiła tylko gorące placki Ciapati. Zjadła dopiero gdy wszyscy się nasycili. Po kolacji otworzyłam walizki aby wręczyć prezenty które miałam dla całej rodziny Dinu. Mama przyjęła złoty pierścionek z dosyć zaskoczoną miną, tata był bardzo zadowolony ze skórzanego portfela do którego zaraz przełożył swoje dokumenty i pieniądze, siostrze i szwagrowi również podobały się podarunki lecz najbardziej zadowoleni byli chłopcy z dużych ilości słodyczy które dostali.Po ceremonii rozdania prezentów tata zapytał mnie czy mam jakieś wygodne hinduskie ubranie, bo chce nas zabrać na zakupy. Znalazłam w walizce ubranie, które dostałam od Dinu jeszcze w Polsce. Przebrałam się i wyszliśmy. W sklepie miałam sobie kupić wszystko, co jest mi potrzebne i najlepiej krem z filtrem gdyż mogę przy takiej temperaturze poparzyć skórę. Kiedy pakowałam się w Warszawie nie pomyślałam o tak ważnej rzeczy jaką jest krem ochronny. Tata zadbał o wszystko z czego Dinu był bardzo dumny że w odróżnieniu od mamy troszczył się o mnie i dbał aby niczego mi nie zabrakło. Kiedy wróciliśmy do domu czułam się zmęczona. Jak na jeden dzień wystarczająco dużo miałam emocji. Zastanawiałam się jak będziemy spać, wiedziałam że nie wypada spać z Dinu w jednym łóżku zapytałam gdzie jest moje miejsce. Dinu pozwolił mi sobie wybrać na podłodze pod wiatrakiem lub na łóżku ale w dosyć dusznym zakątku. Wybrałam oczywiście miejsce pod wiatrakiem który chodził całą dobę. Siostra Dinu poszła już z rodziną do siebie, także spaliśmy w jednym pokoju z Dinu a rodzice w drugim. Pokoje przedzielała ściana lecz bez drzwi. Kiedy rodzice już spali co było wiadomo przez głośne chrapanie Dinu po cichutku przyszedł do mnie na podłogę, gładził długo moje włosy całując mnie po czole i oczach, jego dłonie zjeżdżały coraz niżej i niżej. Tak długo czekałam na tą chwile że nawet rodzice śpiący obok nie sprawiali większej przeszkody, wręcz przeciwnie dreszczyk emocji dodawał nam mocniejszego podniecenia. Kochaliśmy się, tak długo na to czekałam, tej nocy myślałam że śnie. Byłam wreszcie z moim ukochanym i to było dla mnie najważniejsze, czułam się bardzo szczęśliwa. Zrozumiałam że jednak dobrze zrobiłam podejmując taką decyzję. Dinu wrócił do swojego łóżka a ja ze szczęściem na twarzy zasnęłam. Rano jak zwykle obudził mnie głos handlarza przechadzającego się przez miejscowe osiedle, mama robiła już śniadanie, Dinu siedział i oglądał jakąś hinduską stację w telewizji. Wzięłam prysznic zjedliśmy śniadanie i stwierdziliśmy że pojedziemy razem do Konsulatu w Bombaju zapytać i wizę dla Dinu. Jadąc w piętrowym autobusie obserwowałam znajdującym się w nim ludzi, gdzieniegdzie przez okno można było zobaczyć muzułmanki zakryte w czarne ubranie, było widać im tylko oczy, niekiedy szło ich kilka z jednym mężczyzną i kilkoma dziećmi. Był to dla mnie niesamowity widok, niewiele myśląc wyjęłam aparat aby uwiecznić ten widok na zdjęciu, jednak Dinu powstrzymał mnie wyjaśniając że mogę mieć przez to nieprzyjemności od męża tych kobiet, gdyż nie jest dozwolone robić im zdjęcia. Wszystko było dla mnie nowe i tajemnicze. Starałam zachowywać się spokojnie i słuchałam wszystkiego co mówił Dinu. Wreszcie znalezliśmy się w Konsulacie który mieścił się na wzgórzach Bombaju. Rozmowa z Konsulem nie zaliczała się do przyjemnych, stwierdził że nie może nam pomóc ponieważ z Polski przyszła wiadomość że Dinu przez kolejne dwanaście miesięcy nie może wjechać na karcie którą wydano mu na podstawie pracy u jego byłego szefa. Niewiele myśląc podziękowaliśmy i wyszliśmy z budynku. Dinu zabrał mnie nad morze abym zobaczyła piękne widoki którymi mógł się poszczycić. Rzeczywiście było to piękne miejsce, wokół handlarze sprzedawali lody które maczało się w słodkich syropach, obok znajdował się piękny hotel w orientalnym stylu przed którym Dinu zrobił mi zdjęcie. Wielu hindusów podchodziło do nas i pytało czy za odpłatą mogą zrobić sobie pamiątkę z biłą na co Dinu stanowczo odmawiał. Zaplanowaliśmy ślub, który miał się odbyć za kilka dni, byłam lekko wystraszona. Kochałam Dinu ale nie byłam pewna czy jestem gotowa na ślub z człowiekiem o tak odmiennej kulturze. Wiedziałam, że jak nie dojdzie do ślubu to już nigdy nie zobaczę mojego ukochanego. Myśli rozdzierały mi umysł. Po spotkaniu z jego matką odczuwałam strach i niepewność jak będzie wyglądała moja przyszłość.Po niemiłym przyjęciu przez mamę Dinu postanowiliśmy że zatrzymamy się w domu siostry, która bez namysłu wyraziła zgode. Siostra mieszkała w domu swych teściów i miała nadto swoje mieszkanie które czekało na dobre czasy aby w nim zamieszkać.Mieszkanie było w stanie surowym, nie miało mebli jedynie toaletę i prysznic z zimną wodą, spaliśmy na podłodze na grubym kocu co mi wtedy zbytnio nie przeszkadzało. Byłam szczęśliwa że obok mnie był mój ukochany i nie musiałam znosić humorków mamy. Jedynym problemem były tylko ogromne komary, które znalazły sobie nową przynętę o cienkiej skórze. Jednak i to zniosłam, cóż się nie robi dla wielkiej miłości. Kupiłam spirale, która odganiała te straszne bestie. Co wieczór Dinu chodził do domu na kolacje, zostawałam sama, zdałam sobie sprawę, że nie jestem mile widzianym gościem. Pewnego wieczora zostaliśmy zaproszeni przez tatę na kolację urodzinową która miała odbyć się w jednym z pobliskich hoteli. Ubrałam się stosownie do tamtejszych zwyczajów i pojechaliśmy z Dinu rikszą na umówione miejsce. Tata był dumny z przyszłej synowej w przeciwieństwie do mamy która unikała mojego wzroku. Usiedliśmy cała rodziną do stolika, byłam spięta ponieważ wszyscy którzy tam siedzieli patrzyli na mnie z uwagą. Wreszcie Dinu oznajmił:- kochanie tata pyta na co mamy ochotę, ale proszę cię nie pij alkoholu bo to mogłoby zostać żle przyjęte przez moją rodzinę:niewiele myśląc zamówiłam wodę gazowaną z cytryną, byłam zdumiona, ale dostosowałam się do prośby Dinu. Podczas kolacji mój mężczyzna oznajmił o decyzji ślubu co niemile przyjęła mama. Tata był zachwycony. Wziął mnie za rękę i stwierdził że jest dumny że będzie mnie miał za synową. Czułam się tym wszystkim zmęczona, wróciliśmy do domu i położyłam się na naszym posłaniu, zbliżał się dzień ślubu, zastanawiałam się w co mam się ubrać w ten wielki dla mnie dzień i jak będzie wyglądała cała ta ceremonia. Podczas moich rozmyślań nagle zadzwonił dzwonek, to mama Dinu przyszła prosić abyśmy zrezygnowali ze ślubu, zapłakana rzuciła mi się do stóp i błagała abyśmy zrezygnowali. Tłumaczyła że nasze horoskopy nie pasują do siebie i zdaży się wielkie nieszczęście gdy tylko zawrzemy związek małżeński. Nie wiedziałam co mam począć, spojrzałam się na Dinu i prosiłam aby się odezwał. Po pewnej chwili Dinu odciągnął matkę i oznajmił że bardzo mnie kocha co doprowadziło ją do większego płaczu. Wstałam i patrzyłam na całą tą sytuacje jak wmurowana. Dinu zaczął rozmawiać z matką w ich języku i po kilku minutach matka opuściła mieszkanie. Nazajutrz pojechaliśmy do sądu gdzie planowaliśmy się pobrać. Dinu znalazł muzułmańskiego prawnika, który zdecydował się za niewielką opłatą nam pomóc. Powiedział, że nie będzie problemu bo Dinu jest kawalerem i że następnego dnia mamy się zgłosić do niego do sądu. Musimy mieć jeszcze trzech świadków dopiero wtedy możemy legalnie być małżeństwem. Wróciliśmy do domu. Jak co dzień Dinu poszedł na kolację do mamy. Poszłam sama do pobliskiego sklepu i kupiłam sobie piwo, siedziałam na kocach i rozmyślałam czy aby rzeczywiście jest to dobry pomysł. Wiedziałam że nie mam co liczyć na błogosławieństwo ze strony matki. Chciałam do domu. Nagle zebrała mnie ogromna tęsknota za moją mamą i domem rodzinnym. Tysiące kilometrów dzieliły mnie od Polski, miałam jeszcze kilka dni do powrotu. Czułam że jestem w życiowej rozterce. Mogłam wrócić do Polski gdzie czekali na mnie znajomi, praca i rodzina albo wziąć ślub z mężczyzną którego matka tak bardzo mnie nienawidziła. Siedziałam tam sama i nie wiedziałam co dalej. Dinu kochał mnie bardzo ja jego też ale ważne była dla mnie akceptacja rodziny. Czułam się jakbym kradła matce jedynego syna, do którego żywiła nadzieje na swoją przyszłość. Pijąc piwo miałam żal również do Dinu, przecież nie tak miało być. Matka miała mnie mile przywitać i niby z utęsknieniem czekała aby mnie poznać. Gdybym wiedziała o tym wcześniej zanim wyjechałam do Indii szczerze bym się nad tym zastanowiła. Świat wirował mi przed oczami, marzyłam o wielkim weselu jak każda młoda dziewczyna, o pięknej białej sukni, gośćmi i prezentami. Jednak w moim życiu wszystko zawsze było odwrotnie, nie tak jak planowałam czy choćby marzyłam. Bałam się do tej pory nie wiem dlaczego ale odczuwałam strach przed nieznanym mnie życiem. Położyłam się na nasze legowisko i za krótką chwile wrócił Dinu, przytulił mnie mocno i powiedział:-kochanie, jesteś dla mnie wszystkim, marzyłem o tym abyś przyjechała tutaj i na własne oczy zobaczyła mój świat, jeszcze raz przepraszam cię za całą tą sytuacje ale nie mogłem ci powiedzieć o mamie, tak bardzo cię kocham, bałem się że cię stracę. Mama musi się z tym pogodzić to tylko kwestia czasu. Jutro nasz wielki dzień, zawrzemy ślub i już zawsze będziemy razem, do końca naszych dni…to powiedziawszy przestałam się bać, przytuliłam się do niego tak mocno jak to możliwe i zasneliśmy. Ślub Rano obudził mnie Dinu, stwierdzając że mamy mało czasu aby dojechać do centrum Bombaju gdzie umówiliśmy się z adwokatem. Wstałam i nie miałam zielonego pojęcia w co się ubrać, wiedziałam że hinduski zakładają piękne czerwone stroje, obwieszają się złotem i robią henne na dłonie. Ja niestety nie miałam pięknego stroju ani złotej biżuterii, jedyny swój złoty pierścionek oddałam teściowej w prezencie. Ubrałam się więc w długą hinduską spódnice i zwykła bluzkę którą zabrałam z Polski. Pojechaliśmy na miejsce, w sądzie był ogromny chaos, kobiety z zakrytymi twarzami siedziały na krzesłach, inni ciągle się spieszyli. Nadszedł nasz adwokat z niezbędnymi dokumentami które musieliśmy wypełnić. Dinu zrobił to umiejętnie i pojechaliśmy w jakieś dziwne miejsce gdzie sprawdzili nasze paszporty. Na miejscu czekał na nas odświętnie ubrany tata Dinu wraz ze swoim pracownikiem, był pierwszy. Uśmiechnął się do nas i pogratulował nam ślubu. Spisali nasze nazwiska na dużym dokumencie który przypieczętowali stosowną pieczątką. Po całej tej procedurze zabrał nas do pobliskiej restauracji na herbatę, poszliśmy wraz i adwokatem i jego muzułmańską asystentką. Byłam bardzo wystraszona bo czekał nas jeszcze ślub kościelny, który miał się odbyć w jakiejś pobliskiej świątyni. Widziałam jak tata patrzył na nas z dumą co mnie lekko zawstydzało, byłam szczęśliwa że przyszedł ale smuciło mnie że mama jednak nie zaakceptowała naszego wyboru. Dowiedziałam się tylko że dzwoniła do taty i pytała gdzie jest. Nie wiedziała że ślub odbył się tak szybko, domyślała się tylko co jak póżniej się dowiedziałam nie odzywała się do męża przez miesiąc że przyszedł i dał nam błogosławieństwo.Nagle adwokat stwierdził że musimy się zbierać, tata pożegnał się z nami i wrócił do pracy. Poszliśmy do świątyni, był to mały obskurny pokoik gdzie zamiast podłogi był beton, ściany poobdrapywane, na jednej widniał ogromny posąg hinduskiej religii, na środku paliło się ognisko. Przywitał nas ksiądz który już wcześniej umówiony był z naszym adwokatem za niewielką opłatą. Staliśmy z moim Dinu przed księdzem który miał uwiecznić nasz związek. Byłam lekko wystraszona, ksiądz mówił do nas po hindusku dlatego umówiłam się z Dinu że będzie mi mówił co mam robić. Ksiądz kazał nam stanąć przed ołtarzem wziąć kokos w dłonie i powtarzać jego słowa, z trudem ale powiedziałam wszystko co sobie zażyczył, póżniej związał nam dłonie szalem i wskazał na sztuczne ognisko na środku pomieszczenie, Dinu prowadził mnie cztery razy dookoła następnie ja jego trzy, co oznaczało że mąż będzie miał jeden obowiązek więcej. Po skończonej ceremonii założył mi mój stary wcześniej zdjęty srebrny pierścionek i założyliśmy sobie wieńce ze Świerzych kwiatów jako uwieńczenie ceremonii. Nawet nie zauważyłam ilu gapiów stało w drzwiach i robiło nam zdjęcia. Widok mieszanego małżeństwa był rzadkością dlatego każdy chciał zobaczyć jak najwięcej. Po całej ceremonii dostałam dokument z nowym imieniem i nazwiskiem. Przyjęłam nowe imię Deepa oraz nazwisko po mężu. Moje polskie również zostawiłam. Byłam całkiem inną osobą. Czułam się szczęśliwa i dumna że wreszcie już na zawsze zostanę z moim Dinu. Podziękowaliśmy adwokatowi za pomoc i udaliśmy się nad morze wyrzucić nasze wieńce. Nasze wieńce odpłynęły daleko w otchłań wody a my staliśmy i nic nie mówiąc obserwowaliśmy jak nasz symbol ślubu odpływa gdzieś daleko.Wróciliśmy do domu, Dinu poszedł do rodziców a ja rozmarzona wzięłam kartke i długopis i wylałam na nią moje uczucia, może gdyby był ktoś bliski z rodziny przy mnie nie musiałabym tego robić ale nie miałam z kim podzielić się moim szczęściem.Na drugi dzień udaliśmy się do Delhi do Ambasady aby załatwić wszystkie stosowne dokumenty. Z konsulatu w Bombaju zrezygnowaliśmy bo bałam się że i tak nic z tego nie wyjdzie.Delhi.Po długiej i męczącej podróży na dworcu przywitali nas nasi znajomi. Kiedy powiedzieliśmy im, że wzięliśmy ślub cieszyli się razem z nami, uściskali nas mocno i pojechaliśmy do domu świętować, niestety w Bombaju nie było szans a może nie było z kim, rodzina Dinu nie piła alkoholu jedynie tata ale szacunek nie pozwala na picie razem z najstarszym członkiem rodziny. W domu pogratulowała nam również mama Assiego, na naszą cześć przygotowała pyszną kolacje. Po kolacji pojechaliśmy do znajomego singla który również niedawno wziął ślub. Niestety kultura hinduska nakazuje wstrzemięźliwość do alkoholu wobec starszych więc pojechaliśmy do Ashiu i tam w pokoju piliśmy whiski, pierwszy raz widziałam hinduskę która po jednym drinku była niezle wstawiona. Biedna bała się pózniej wrócić do domu. Następnego dnia pojechaliśmy do ambasady, tak dostaliśmy potrzebne nam pieczątki i po gratulacjach ambasadora pojechaliśmy do najbliższego bankomatu wyciągnąć z mojej karty kredytowej trochę pieniędzy które potrzebne były mi na przełożenie rezerwacji. Kończyły nam się pieniądze a musiałam jeszcze wrócic do Polski i jakoś przeżyć kolejny miesiąc zanim dostane pensje. Wiedziałam tylko że muszę sobie jakoś poradzić sama do momentu aż zrobię Dinu zaproszenie na które będzie mógł wrócić do Polski. Byłam trochę przerażona bo czas oczekiwania na zaproszenie, wysłanie go do Indii i zrobienie wizy to około dwóch miesięcy. Tego dnia zrobiliśmy rezerwacje, miałam wyjechać za trzy dni. Po powrocie do domu mało ze sobą rozmawialiśmy, leżeliśmy wtuleni w siebie i myśleliśmy o naszej ciężkiej przyszłości. Dinu nie miał pracy, ja zarabiałam tyle że ledwo starczało na mieszkanie nie mówiąc o jedzeniu i jakich innych rzeczach które każda kobieta pragnęłaby mieć. Chociaż wtedy nie myślałam zbytni o pieniądzach, byłam szczęśliwa że jestem z Dinu i wierzyłam że jakoś wszystko się ułoży, nie zdawałam sobie sprawy co tak naprawdę czeka nas w życiu, jakie męczarnie musimy przejść i ilu upokorzeń musimy doznać w tym podłym świecie. Czując bliskość mojego ukochanego zasnęłam. Rano znajomi odprowadzili nas znowu na dworzec, wracaliśmy do Bombaju gdzie za dwa dni będę musiała opuścić mojego męża. Powrót do Polski. Nadszedł dzień wyjazdu. Dinu ze łzami w oczach siedząc w kąciku obserwował jak pakuje swoje rzeczy. Nagle wstał, przytulił mnie mocno i powiedział:-kochanie serce mi pęka gdy widzę jak mnie zostawiasz, obiecuje Ci że to już ostatni raz, kiedy wrócę do Polski już zawsze będziemy razem. Nie zniosę tych dwóch miesięcy bez ciebie, tak bardzo cię kocham nie zapominaj o tym;- ja też bardzo cię kocham i przyrzekam że załatwię wszystko jak najszybciej, już niedługo znów będziemy razem odrzekłam i pocałowałam go tak gorąco jak tylko potrafiłam. Spuścił głowę i rozpłakał się jak małe dziecko. – kocham cię tak bardzo że nie potrafię wyrazić mojej miłości słowami powiedział; nie przejmuj się mamą kiedyś wszystko zrozumie, zrozumie jak bardzo cię kocham i wszystko jakoś się ułoży.Pojechaliśmy taksówką na lotnisko, mieliśmy trochę czasu więc poszliśmy do małej knajpki na gorącą herbatę. Kiedy tak siedzieliśmy podszedł do naszego stolika mężczyzna, nagle zrozumiałam że tata Dinu przyjechał się pożegnać, dał nam wywołane zdjęcia ze ślubu i przysiadł się do nas na chwile. Pamiętam jak dziś jak głęboko patrzył mi w oczy i powiedział jedno zdanie które utkwiło mi w głowie do dziś:-Ewa, moja synowo zabierz Dinu jak najszybciej z Indii, on tutaj się nie nadaje, zabierz go do Polski; to powiedziawszy łzy popłynęły mu z oczu.- oczywiście tato- odrzekłam zabiorę go tak szybko jak będę mogła, postaram się załatwić wszystkie dokumenty jak najszybciej.Nadszedł czas odprawy, tata pożegnał się ze mną i pojechał do domu, była już noc, bałam się trochę ponieważ nie znałam dobrze języka i pierwszy raz leciałam sama. Kiedy chcieliśmy wejść na lotnisko, straż poprosiła mnie o paszport i bilet, po sprawdzeniu wpuściła mnie ale Dinu kazali się wycofać na zewnątrz, wtedy dopiero moje przerażenie było ogromne. Lotnisko było kilka razy większe od lotniska na Okęciu, dziesiątki okienek i wejść niewiadomo dokąd. Spojrzałam na Dinu i rozpłakałam się, widziałam również jego przerażenie czy sobie poradzę. Uścisnął mnie i powiedział żebym się nie bała, że jestem mądrą dziewczyną i mam zapytać kogoś gdzie mam się udać. Widziałam Dinu jak przez okno pokazuje mi gdzie mam się udać. Podeszłam do pierwszego okienka i pokazałam mój bilet do Polski, jakaś pani pokierowała mnie do odprawy bagażu, po jej zakończeniu udałam się do następnego okienka gdzie sprawdzili mój paszport i pokierowali mnie do ogromnej kolejki. Wtedy nie wytrzymałam zebrałam ostatki sił i pobiegłam z powrotem do drzwi wyjściowych, nie wiem jak namówiłam ochronę ale jeszcze na minutkę wypuścił mnie do męża abym mogła się pożegnać. Rzuciłam się w ramiona Dinu i zaczęłam płakać jak małe dziecko. -boje się Dinu, bardzo się boje że już cię nigdy nie zobaczę;-moja kochana żono wszystko będzie dobrze, nie wiem jak przeżyję te dwa miesiące ale będę żył nadzieją że resztę życia spędzę tylko z Tobą, otarł moje łzy i przyrzekł że przyjedzie do Polski tak szybko jak tylko będzie to możliwe. Pocałowałam go ostatni raz i widząc dziesiątki gapiów dla których niecodzienny był widok ściskającego się publicznie hindusa z białą kobietą wróciłam na lotnisko. Stanęłam na końcu długiej kolejki czekałam na moją kolej. W pewnym momencie zapytał się jakiś hindus czy wszystko dobrze i że jak będę potrzebowała pomocy to on z przyjemnością mi pomorze. Podziękowałam i zamyślona czekałam. Kiedy nadeszła moja kolej stuardessa pokierowała mnie do samolotu który leciał do Moskwy, skąd miałam już polskim samolotem dotrzeć do Polski. Usiadłam na swoim miejscu gdzie okazało się że obok mnie siedzi ten sam hindus który zaproponował mi pomoc. Odetchnęłam z ulgą przynajmniej jakaś znajoma twarz. Samolot wystartował w nocy, byłam trochę głodna dlatego zjadłam z przyjemnością posiłek który dostałam w samolocie, jak się okazało był to jedyny posiłek na całą podróż. Po kilku godzinach lotu nagle ktoś oznajmił że musimy wylądować w Karachi w Pakistanie ponieważ mamy kogoś chorego na pokładzie. Po wylądowaniu doznałam szoku, na pokład weszli żołnierze z bronią w ręku i sprawdzali cały pokład. Staliśmy tam cztery godziny, miałam już dość, nie wiedziałam o co chodzi, na szczęście miałam w torbie jedną paczkę orzeszków które Dinu włożył mi przed podróżą. Jednak po tak długim oczekiwaniu okazało się że jest to trochę za mało. Byłam głodna, zmęczona i zdesperowana a w dodatku strasznie chciało mi się palić. Poszłam więc na tył samolotu i zobaczyłam jak inni pasażerowie palą papierosy, zapytałam czy któryś z nich mógłby mnie poczęstować. Zapaliłam i poczułam się wreszcie lekko zrelaksowana ale dalej nie wiedziałam jak długo będziemy jeszcze czekać, pamiętam że było to strasznie długo. Nareszcie pilot przeprosił i kazał zapiąć pasy. Po jeszcze kilku godzinnym locie wreszcie znalazłam się w Moskwie. Miałam tylko siedem dolarów co starczyło mi na jedną kanapkę, papierosy i małe piwo. Podeszłam do okienka, podałam swój bilet i zapytałam kiedy wreszcie odlecę do Polski. Pani w okienku uświadomiła mi że niestety jeszcze całą noc muszę spędzić na lotnisku ponieważ samolot który odlatuje za dwie godziny do Polski nie ma już wolnych miejsc. Moje nerwy już nie wytrzymały i po prostu zaczęłam płakać, nie docierały do tej kobiety żadne argumenty że jestem już ponad piętnaście godzin w podróży i naprawde chce być już w Polsce. Nagle jakiś mężczyzna odezwał się do mnie po Polsku że mi pomoże, że on również jest polakiem i nie może patrzeć jak jego rodaczka płacze. Rozmawiał z kobietą długo po rosyjsku aż wreszcie kazała dać mi swój paszport. Kiedy postawiła na nim pieczątkę byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Serdecznie podziękowałam nieznajomemu mężczyźnie i udałam się w stonę wyjścia. Kiedy znalazłam się w polskim samolocie wreszcie uświadomiłam sobie że za dwie godziny będę wreszcie w Warszawie. Ze smakiem zjadłam posiłek który dostałam na pokładzie a w szczególności polskie świeże bułeczki. Wreszcie zobaczyłam światełka warszawskiego lotniska. Tak nareszcie byłam w domu. Na lotnisku czekał na mnie kolega Dinu który był bardzo przerażony. Miałam być w Polsce o dziewiątej rano a byłam o dziewiątej ale wieczorem. Poinformował mnie że dzwonił do niego Dinu i dowiedział się że samolot miał problemy dlatego tak długo stał na lotnisku w Pakistanie. Szczęśliwa wróciłam do mojego mieszkania, wykąpałam się i zasnęłam jak mała dziewczynka. Czekanie na męża. Nazajutrz udałam się do pracy. Wszyscy przywitali mnie bardzo serdecznie, co było bardzo miłe. Wreszcie wszyscy rozmawiali w moim języku, tęskniłam za tym. Kiedy pochwaliłam się że wyszłam za mąż dziewczyny nie dały mi żyć, zamęczały mnie dziesiątkami pytań, nawet szef pogratulował mi i zapytał czy się nie boje. Dał mi do zrozumienia że nie będzie nam lekko, że ludzie w Polsce nie lubią mieszanych małżeństw i że w związku z tym możemy doznać wielu przykrości. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy co to znaczy i tak naprawdę nie obchodziło mnie to, wtedy najważniejsze było dla mnie załatwienie zaproszenie i jak najszybszy przyjazd mojego Dinu.Następnego dnia udałam się do mojego miasteczka aby zalegalizować nasz związek małżeński. Będąc u rodziców nie przyznałam się ojcu do mojej podróży do Indii a tym bardziej do ślubu. Opowiedziałam wszystko mamie, chociaż temat teściowej zachowałam dla siebie. Mama nie wiedziała czy ma się cieszyć czy bać zarazem. Była szczęśliwa że wróciłam cała i zdrowa, chociaż nie powiem nie zrobiłam żadnej szczepionki jadąc do Indii a w ostatnie dni pobytu komary rozmiaru xxl dały mi się we znaki.Po rozmowie z mamą pojechałam do Urzędu Stanu Cywilnego przedstawić akt ślubu przypieczętowany przez Ambasadora w Delhi. Do tej pory kiedy przypomnę sobie miny urzędniczych chce mi się śmiać. Pierwszy raz w życiu widziały dokumenty z Indii, nawet pytały, które jest imię męża a które nazwisko, nie mówiąc o pytaniach typu czy się nie bałam.Na zaproszenie miałam czekać dwa tygodnie. Wróciłam, więc do Warszawy i pracowałam dalej tęskniąc za moim ukochanym. Oczywiście codziennie po pracy chociaż na minutkę dzwoniliśmy do siebie usłyszeć chociaż swój głos. Dni dłużyły się w nieskończoność. Codziennie piłam w samotności, chociaż jedno piwo z czasem kończyło się na więcej. Miałam duże problemy finansowe. Dużo pomagali mi koledzy Dinu którzy w tym czasie przebywali w Polsce. Nadszedł dzień, kiedy odebrałam zaproszenie i z pomocą kolegi wysłałam je do Indii. Oczywiście wiązało się to z kosztami, które pokryli znajomi. Nie mając pieniędzy na mieszkanie przeniosłam się do znajomych Dinu oczywiście z poprzednim uzgodnieniem z moim mężem. Pewnego dnia dostałam sms-a który naprawdę poprawił mi humor. To Dinu napisał, że za kilka dni będzie w Polsce. Byłam tak szczęśliwa, że nie mogłam powstrzymać się od łez.Dzień przed jego przyjazdem pożyczyłam samochód i pojechałam do rodziców. Nie miałam z kim podzielić się moim szczęściem tak więc pragnęłam podzielić się nim z moją mamą. Wracając padał ogromny śnieg, nagle czułam, że tracę kontrolę nad kierownicą i niesamowita siła spycha mnie z jezdni. Wpadłam w poślizg i nie wiedząc kiedy wpadłam w barierkę dzielącą jezdnie. Na szczęście nic mi się nie stało. Kiedy wyszłam z szoku otworzyły się drzwi i policjant zapytał czy nic mi nie jest bo jadąc za mną widział całe zdarzenie. Jak się okazało jechałam zepsutym samochodem, któremu całkowicie zablokowała się skrzynia biegów. Policjanci wezwali holowanie i nie mając pieniędzy wracałam kilka kilometrów na pieszo. Dosyć, że najadłam się strach tu jeszcze musiałam oddać koledze Dinu duże pieniądze za holowanie auta i naprawę. Nie wiem dlaczego ale cały świat walił mi się pod nogami, czego się nie dotknęłam zawsze kończyło się dużymi problemami.Następnego dnia pojechałam na lotnisko po Dinu, czekając około trzech godzin nagle zadzwonił telefon, to Dinu powiedział, że ma problem z dostaniem się do Warszawy i że będzie dopiero następnego dnia. Tego było już za wiele. Następnego dnia pojechałam znów na lotnisko do końca nie wiedząc czy zobaczę moje męża. Na szczęście samolot wylądował i w drzwiach zobaczyłam Dinu. Na jego twarzy zauważyłam szczęście i ogromny uśmiech kiedy mnie zobaczył.Byłam bardzo szczęśliwa, pojechaliśmy do domu autobusem bo niestety nie było nas stać na taksówkę. Cały wieczór opowiadałam mu co mi się przytrafiło podczas jego nieobecności. Kochaliśmy się upajając zapachem skóry i stęsknieni za sobą tak bardzo jak nigdy przedtem. Czułam, że kocham go bardziej niż kogokolwiek na świecie. Byłam dumna że jestem jego żoną. Rozmarzeni i wtuleni zasnęliśmy wtuleni w siebie. Poszukiwanie pracy. W tym czasie było nam naprawdę ciężko, ja straciłam pracę a Dinu był w trakcie jej szukania. Złoto które miałam sprzedawałam powoli na jedzenie. Pamiętam jak Dinu powiedział kiedy sprzedałam kolejny pierścionek że w Indiach jest to oznaka prawdziwej biedy. Obiecał mi że każdą rzecz którą sprzedałam kiedyś odkupi mi dwa razy większą. Dinu znalazł prace u hindusa w hurtowni tkanin. Mieszkaliśmy w domu razem z jego szefem przez jakiś rok. Mało zarabiał, bo odliczał mu za mieszkanie i utrzymanie. Po jakimś czasie dostał lepszą propozycje również w hurtowni tkanin. Musieliśmy opuścić dom i znaleźć coś własnego. Zamieszkaliśmy w ogromnym domu na parterze naprawdę za małe pieniądze. Ja zaczęłam pracować w barze do póżnych godzin. Byłam zmęczona ale pieniądze były niezłe. Pracowałam codziennie, po skończonej pracy Dinu czekał na mnie i razem wracaliśmy do domu. Po jakimś czasie właściciel wypowiedział nam mieszkanie i znów szukaliśmy lokum. Znalezliśmy dwa pokoje z kuchnią za dość dużą sumę ale niestety nie mieliśmy wyjścia. Śmierć taty. Pracowaliśmy razem. Dinu kończąc prace codziennie przyjeżdżał po mnie do baru i taka sytuacja trwała kilka miesięcy dopóki dopóty nie dostał wiadomości, że jego tata jest ciężko chory i leży nieprzytomny w szpitalu. Był to dla nas mnie ogromny szok. Dinu zapożyczył się u szefa i niezwłocznie wyjechał do Indii. Znów zostałam sama. Dzwoniłam do niego ale niestety nigdy nikt nie odpowiadał. Czułam, że coś jest nie tak ale nie miałam gwarancji że rzeczywiście mam rację. Pewnego dnia zadzwonił telefon, tak jak przeczuwałam, odebrałam i dowiedziałam się od Dinu, że jego tata nie żyje. Odczułam w jego głosie ogromny smutek i żal. Nie umiałam mu pomóc, nie wiedziałam jak. To było straszne, człowiek, który był dla mnie kimś ważnym, kimś bardzo ważnym, którego bardzo szanowałam i jako jedyny bardzo mnie lubił nie żyje. Moje życie stanęło w miejscu. Siedząc sama zastanawiałam się co tak naprawdę w życiu jest ważne. Tak ważna dla mnie osoba, opuściła świat żyjących, opuściła świat w którym czułam się bezpieczna. Rozmyślając znów piłam alkohol i płakałam sama do siebie. Był to człowiek, który zrobił dla mnie bardzo dużo, zaakceptował mnie taką jaką jestem, taką jaką byłam naprawdę, słabą i biedną dziewczyną która zakochała się w jego synu bez pamięci. To on jeden okazał mi miłość i dobroć przez cały czas pobytu w Indiach, to on jeden był dumny z przyszłej żony swojego syna, której nikt inny nie zaakceptował. Do tej pory a minęło już kilka lat mam zdjęcie mojego ukochanego teścia w moim salonie. Patrząc na niego jestem w stanie zrobić wszystko, to on podtrzymuje mnie na duchu i jest ze mną cały czas, kiedy go potrzebuje. Pisząc o nim płaczę bo to on dał mi siłę do walki z całym światem, siłę która jest we mnie do dziś. Mogłabym o nim pisać w nieskończoność i tak naprawdę była to osoba która zainspirowała mnie do napisania tej książki. Po powrocie Dinu, nasze życie bardzo się odmieniło, mało ze mną rozmawiał, dużo rozmyślał. Kiedy przyjechał nie poznałam go, miał całkowicie ogoloną głowę, jedynie z tyłu został mu długi kosmyk włosów.Tradycja w Indiach nakazuje synowi ściąć włosy po śmierci ojca i podpalić jego ciało na stosie. Dinu jako jedyny syn musiał zrobić to sam. Jeszcze długo po powrocie odczuwałam szok jakiego doznał po kremacji ukochanego ojca. Po spaleniu zwłok musiał rozsypać prochy taty w rzece Ganges w ciągu dwunastu dni i w tym samym czasie musiał wrócić na miejsce śmierci traty, co również wiązało się z dużym przeżyciem. Po powrocie Dinu był innym człowiekiem. Zamknięty w sobie, smutny i pogrążony w przeszłości mało co kontaktował się ze mną a tym bardziej z obcymi nam ludżmi. Jego świat zamknął się w czerech ścianach. Rano szedł do pracy, po pracy wracał do domu i siedział w samotności. Tęsknota po śmierci taty nie dawała mu normalnie żyć. Nie wiedziałam co robić, postanowiłam że przeczekam ten smutny i ciężki dla niego czas ale byłam przy nim w każdej chwili. Dni mijały, po kilku miesiącach mój mąż zaczął ze mną rozmawiać, pogodził się ze śmiercią taty chociaż widziałam że cały czas coś go gryzie. Modlił się jak nigdy wcześniej codziennie rano. Pracowaliśmy razem chociaż nasza sytuacja była ciężka, teraz jak jego tata nie żyje to on jeden miał utrzymać matkę. Także wszystkie zarobione pieniądze słał do Indii. Pieniądze starczały jedynie na opłacenie mieszkania, jedliśmy codziennie groch i jajka które były najtańsze. Często zastanawiałam się nad naszym życiem, nad tym czy ja to przetrwam czy się nie złamie. Piłam coraz częściej. PRZYJAZD SIOSTRY.Pewnego dnia Dinu przyszedł z pracy i rzekł: żono, wiesz że teraz będzie ciężko, rozmawiałem z moją siostrą, chce przyjechać do Polski, może znajdzie tutaj jakąś pracę a w przyszłości może uda się sciągnąć dzieci i męża, razem jakoś sobie poradzimy; Słuchałam ale do końca nie wierzyłam że jest to dobry pomysł, myśląc swoje zgodziłam się chociaż wiedziałam że wtedy nasze życie zmieni się całkowicie. Zrobiłam trzy miesięczne zaproszenie na mieszkanie moich rodziców gdzie mieliśmy stały meldunek. Po miesiącu przyjechała Vimi, siostra męża. Ubrana bardzo skromnie przywitała się z nami na lotnisku. Po powrocie do domu położyła się spać a ja poszłam do pracy. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać. Codziennie po powrocie do domu sprzątałam mieszkanie które było w strasznym stanie. Pytałam męża dlaczego siostra nie sprząta, odpowiadał: siostra nie może zmiatać w naszym mieszkaniu, bo u nas oznacza że nie będziemy mieć pieniędzy. Osłupiałam, nic nie powiedziawszy sprzątałam dalej. Często wieczorami mąż wychodził sam z siostrą nie pytając mnie o zdanie. Łzy napływały mi do oczu. Było mi przykro ale postanowiłam że jeszcze poczekam. Czułam się zmęczona, codzienna praca wykańczała mnie doszczętnie. Nie mogłam odpocząć, po powrocie do domu sprzątałam, prałam w sumie robiłam wszystko. W pewnym momencie ocknęłam i stwierdziłam że mój mąż oddala się ode mnie. Nie mieliśmy już wspólnych tematów do rozmów, cały wolny czas spędzał z siostrą która nagminnie coś mu tłumaczyła w języku sandhi. Czasem prosiłam męża czy może rozmawiać po angielsku to przyłącze się do rozmowy chociaż mówiłam słabo ale dużo rozumiałam. Moje prośby były na marne. Po pewnym czasie nie chciało mi się wracać do domu. Czułam się jak intruz. Siedziałam w pracy po godzinach i często piłam piwo aby zapomnieć o zaistniałej sytuacji. Pocieszałam się że kiedyś to minie i znów będzie jak dawniej. Lecz na próżno. Miałam dzień wolny więc postanowiłam że się wyśpię, nagle Vimi przyszła do mojego pokoju i zapytała czy możemy porozmawiać, odparłam dobrze. Usiadła blisko przy mnie i zaczęła: -jesteś żoną mojego brata, dlatego bardzo cię kocham ale niestety stwierdziłyśmy z mamą że nie możecie być razem. Wasz ślub przyniósł pecha całej rodzinie, najpierw umarł tata teraz umarł jego młodszy brat, nie wiem co jeszcze się wydarzy, powinniście zamieszkać oddzielnie. Zamarłam, zatkało mnie, już nie rozumiałam, najpierw w Indiach twierdziła że jesteśmy dla siebie przeznaczeni teraz słowa o naszym rozstaniu wychodzą z jej ust tak łatwo. Zaczęłam płakać, przez łzy zdążyłam tylko odpowiedzieć: jak możesz mi to robić, twój brat tyle dla mnie znaczy, zapożyczyłam się w banku aby móc go ściągnąć do Polski a ty tak po prostu mówisz abyśmy się rozstali. Z goryczą w oczach popatrzyła na mnie i odeszła do drugiego pokoju. Niewiele myśląc wyciągnęłam wódkę i zaczęłam pić jeden kieliszek po drugim, było mi wszystko jedno co o mnie pomyśli, czułam się zdradzona. Jak mogła mi coś takiego powiedzieć, uświadomiłam sobie co tak codziennie tłumaczyła mojemu mężowi. Była zakłamaną kobietą która przyjechała do Polski spełnić swój cel, rozdzielić mnie i Dinu bez żadnych skrupułów. Pijana poszłam do jej pokoju i powiedziałam że muszę usłyszeć od Dinu co na ten temat ma do powiedzenia. Po powrocie męża do domu usłyszałam że jestem okropną dziewczyną bo upiłam się na oczach siostry do której powinnam mieć szacunek i dystans. Zaczęłam płakać, to ja chciałam z nim porozmawiać o naszej przyszłości a on stanął w obronie Vimi. Czułam się zdradzona, wiedziałam już że on myśli tak samo, niewiele myśląc wstałam wzięłam torebkę i wyszłam z domu. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, szłam przed siebie nie mogąc opanować łez, nie wiem jak długo szłam, samochody mijały mnie trąbiąc aż znalazłam się w jakimś autobusie. Siedząc zauważyłam że ktoś na mnie patrzy, to był mój mąż a u jego boku siostra która skreśliła całe moje życie. Nie podszedł do mnie. Widziałam jak Vimi pokazuje na mnie i coś mu tłumaczy. Na następnym przystanku wysiedli nie zważając na mnie. Siedziałam jak wryta, nagle z kochającego męża zrodził się ktoś obcy, ktoś kogo nie znałam. Pojechałam do koleżanki, upiłam się do nieprzytomności i zasnęłam nie wiedząc co będzie z moim małżeństwem. Po dwóch dniach wróciłam do domu, nie miałam gdzie pójść, przecież tam było moje miejsce, myślałam że to tylko zły sen, że jak wrócę do domu to wszystko będzie po staremu. Przeliczyłam się, po wejściu do domu mąż poprosił mnie abym przy nim usiadła. Zacisnął ze złości zęby i rzekł: - dwa dni temu pokazałaś jaka jesteś naprawdę, pijana i nieodpowiedzialna, teraz na pewno Vimi powtórzy wszystko mojej mamie, wiesz jaki to wsyd, broniłem cię, zawsze byłem za tobą ale tym razem nic nie mogę zrobić, proszę cię jeszcze o jedno abyś przedłużyła pobyt mojej siostrze, straciła dużo pieniędzy na bilet i może wreszcie znajdzie jakąś prace ale za trzy tygodnie kończy jej się wiza; spojrzawszy na niego zapytałam:- co się z Tobą dzieje, mężu dlaczego mnie odsuwasz po tym wszystkim co razem przeszliśmy, dwa miesiące pobytu twojej siostry przekreśli nasze kilka lat życia? Dlaczego to robisz? Czy ty już mnie nie kochasz? -kocham, bardzo cię kocham ale siostra ma rację, nasz związek przynosi całej rodzinie pecha, na jakiś czas musimy się rozstać a wtedy przekonam się czy rzeczywiście Vimi ma rację; - mężu czy ty sądzisz że śmierć twojego taty to moja wina?;- zapytałam -nie to nie jest twoja wina, tylko naszego małżeństwa, nasze daty urodzin nie pasują do siebie dlatego to wszystko się zdarzyło-odparł smutny Dinu; -mężu co ty opowiadasz, twoja siostra zamąciła ci w głowie, nie możesz tak mówić, to jest zbieg okoliczności, przecież twój tata był ciężko chory, nie możemy przez to się rozstać; -kochanie musimy spróbować, może będzie inaczej, czy przedłużysz jej pobyt- zapytał-dobrze, jutro mam wolne, przygotuj dokumenty to pojadę do i zrobię to chociaż nie powinnam- odrzekłam i odeszłam. Nazajutrz udałam się do rodziców, miałam przedłużyć Vimi pobyt ale jadąc wiedziałam że do żadnego urzędu nie pójdę. Kiedy weszłam w drzwi mama od razu zapytała czy wszystko porządku, odparłam że tak i poszłam do swojego pokoju. Po chwili weszła mama usiadła obok mnie i zapytała; -córko wiem że coś jest nie tak, powiedz mi co cię gryzie, mnie nie musisz kłamać ja widzę w twoich oczach smutek; Rozpłakałam się i opowiedziałam mamie w skrócie nie wspominając o wyprowadzce, przytuliła mnie mocno i poradziła abym nie robiła żadnej wizy, siostra wyjedzie i wszystko się jakoś ułoży a jak nie to żebym dała sobie z Dinu spokój. -jesteś jeszcze bardzo młoda, po co ci te problemy, zostaw to wszystko, weż rozwód i wróc do domu- odrzekła ze łzami w oczach. -nie mogę mamo, tak bardzo go kocham, on nie wie co robi, to nie jest on to jego siostra i matka tak nim manipulują ale ja już nie mam więcej sił z nimi walczyć-odrzekłam i poprosiłam aby nic nie mówiła tacie. Wieczór spędziłam z moimi siostrami na sączeniu drinków, znów się upiłam, następnego dnia wróciłam do domu i powiedziałam Dinu że w urzędzie odmówili z powodu niemożności przedłużenia wizy turystycznej. Następnego dnia znalazłam pokój u koleżanki i tak jak postanowił mąż wyprowadziłam się z domu. Widząc uśmiech w oczach Vimi nie wytrzymałam płaczu, nie żegnając się opuściłam mieszkanie. Byłam załamana, codziennie wieczorem piłam w moim małym pokoju, pytając głośno nieżyjącego tatę Dinu dlaczego na to pozwolił. W płaczu patrzyłam na jego zdjęcie i zadawałam mu pytania dlaczego? Dlaczego nic nie może zrobić? Następnego ranka zadzwonił do mnie Dinu i opowiedział że Vimi miała w nocy okropny sen, śnił jej się tata ale do końca nie chciała powiedzieć co od niej chciał, płakała i krzyczała całą noc. Pomyślałam że jednak tata jest po mojej stronie, biedny za grobu nie może patrzeć co ona wyczynia- miesza w czyimś małżeństwie i próbuje zniszczyć to nad czym tak długo pracowaliśmy. Nie wychodziłam z pokoju, często koleżanka pukała do mnie i prosiła abym coś zjadła, dziękując że nie jestem głodna, piłam dalej. Szef w pracy również zauważył że jest ze mną coś nie tak, już nie byłam uśmiechniętą i wesołą dziewczyną jak kiedyś, w moich oczach był tylko ogromny smutek i żal. Miałam dopiero dwadzieścia cztery lata, powinnam się bawić i być szczęśliwa a ja czułam się jak starsza pani której umarł mąż. Wstając rano myślałam aby zacząć życie od początku, spotkać kogoś kto będzie ze mną a szczególnie myślałam aby to był polak, nie chciałam już być z obcokrajowcem. Dni mijały, pewnego ranka zadzwonił Dinu i poprosił mnie abym odwiozła Vimi z nim na lotnisko. Zgodziłam się chociaż nie powinnam. W aucie całą drogę nie odzywała się do mnie, zadzwonił jej telefon, po rozmowie wywnioskowałam że rozmawiała ze swoją mamą, często padało moje imię i słowo wiza. Była strasznie zła że nie przedłużyłam jej pobytu. Na lotnisku długo rozmawiała z Dinu, żałowałam że zgodziłam się ją odprowadzić ale chciałam zobaczyć jak opuszcza mój kraj i wraca do siebie. W ten dzień ja miałam uśmiech na twary a tym razem to ona płakała. To straszne ale czułam ogromną satysfakcję z jej płaczu. Tak jak mówił jej nieżyjący tata „czas wraca, ten kto robi zle po jakimś czasie zło wraca do niego”. Wychodząc na strefę celną nawet na mnie nie spojrzała. Zapłakana zniknęła z horyzontu. Droga z powrotem również nie należała do przyjemnych. Dinu nie rozmawiał ze mną, zapytałam tylko wychodząc z samochodu po co tak naprawdę zabrał mnie ze sobą?, nic nie odpowiedział, zamknęłam drzwi i poszłam do siebie. Mój mąż dzwonił do mnie codziennie, pytał co u mnie słychać i jak się czuje, często zapraszał mnie gdzieś za miasto. Żal po wyjezdzie siostry z czasem przeszedł. CIĄŻA.Pewnego dnia pojechaliśmy do niego, długo rozmawialiśmy aż w końcu objął mnie i powiedział że bardzo za mną tęskni. Gładził mnie po włosach, po twarzy, nie wiedząc kiedy znaleźliśmy się w łóżku. Kochaliśmy się całą noc. Było cudownie. Byliśmy ze sobą a zarazem stawaliśmy się dla siebie obcymi ludzmi. Mieszkaliśmy oddzielnie a byliśmy małżeństwem. Myślałam o nim codziennie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo go kocham. Tłumaczyłam sobie że jeżeli jesteśmy dla siebie stworzeni to kiedyś i tak będziemy razem. Dni mijały na rozmyślaniach i tęsknocie do własnego męża. Uświadomiłam sobie po jakimś czasie że nie dostałam okresu, który powinien być już tydzień temu. Wystraszona poszłam do koleżanki i razem stwierdziłyśmy że muszę kupić test. Bałam się go zrobić, myślałam o tym co będzie jak teraz będę w ciąży? Dziecko? Jak nie wiadomo czy będę miała męża? Test wyszedł pozytywnie, po wizycie u lekarza który potwierdził że jestem w ciązy załamałam się. Chciałam się upić ale świadomość że żyje we mnie małą istota nie pozwoliły tknąć alkoholu. Nie wiedziałam co robić? Koleżanka uświadomiła mnie że kiedyś i tak muszę powiedzieć to Dinu w końcu jest moim mężem. Przez kilka dni nie odbierałam od niego telefonu. Byłam w strasznym stanie. Myśli rozrywały mi umysł. Wreszcie odważyłam się powiedzieć o ciąży Dinu. Zaskoczony nie dopuszczał do siebie myśli, że zostanie ojcem. - nie możemy teraz mieć dziecka, nie teraz kiedy nie wiadomo co z nami będzie- odparł. - musisz usunąć ciążę, tak postanowiłem. Świat zawirował wokół mnie, to koniec, to już koniec, doszło do mnie że rzeczywiście nasze małżeństwo już się rozpadło. Byłam w amoku nie wiedziałam co mam mówić, co mam robić, próbował mnie jeszcze przytulić ale już nie mogłam dłużej znieść jego zakłamania. Dzwoni do mnie, spotyka się ze mną, jest moim mężem a kiedy dowiaduje się że jestem w ciąży odrzuca mnie i jeszcze próbuje przytulić. Wszystko pomieszało mi się nagle w głowie. Czego on jeszcze ode mnie chce, po co ja jeszcze z nim rozmawiam. To już koniec, koniec. Odepchnęłam go z całej siły i wyszłam próbując poukładać sobie wszystko w mojej głowie. Nie chodziłam kilka dni do pracy, załatwiłam sobie zwolnienie od lekarza siedziałam w domu i rozmyślałam nad moją przyszłością, nieciekawą przyszłością. Dużo rozmawiałam z koleżanką która była zdecydowanie za tym abym urodziła to dziecko. - to jest dar od Boga, nie zmarnuj tej szansy, bo już nigdy możesz tego szczęścia nie doświadczyc- rzekła trzymając mnie mocno za rękę. – pomogę ci tylko nie zrób głupstwa, posłuchaj mnie i nie daj się namówić Dinu na aborcję. Tego grzechu nigdy sobie nie darujesz, będzie cię prześladował do końca życia. Wtedy wiedziałam, że nie usunę ciąży, nagle poczułam jak ogromna energia wchodzi w moje ciało i że mam dużo siły w sobie aby poradzić sobie sama. Po kilkukrotnej rozmowie z mężem który próbował nakłonić mnie do usunięcia upierałam się przy swoim. -postanowiłam że urodzę to dziecko i czy będziesz ze mną czy nie już mnie to nie obchodzi- odparłam z nienawiścią w oczach. Nagle poczułam jak robi się dla mnie obojętny. Tak długo był dla mnie kimś ważnym a w jednej chwili stał się nikim. Najważniejsze że będę mieć dziecko. Pojechałam do rodziców chociaż nie powiem bałam się reakcji ojca który w tej kwestii miał żelazne poglądy. Poprosiłam aby usiedli i tak po prostu zapytałam: -jestem w ciąży, Dinu nie chce tego dziecka czy pomożecie mi? -oczywiście dziecko, pomogę ci jak tylko potrafię- odrzekł tata i głośno się rozpłakał. Było mi strasznie wstyd, że związałam się z kimś tak nieodpowiedzialnym. Miałam do siebie pretensje dlaczego dałam się wkręcić w związek który od początku nie miał szans. Widocznie chodziło tylko o wizę. Tak, byłam potrzebna tylko po to aby załatwić mu wiże, po nic więcej. Te piękne słowa o miłości to tylko jedno wielkie kłamstwo. Wróciłam do siebie, stwierdziłam że będę pracować dotąd ile zaleci mi lekarz. Powiedziałam o ciąży szefowi i o tym że mój mąż mnie zostawił. Obiecał że on też mi pomoże. W pracy kucharze pomagali mi bardzo dużo, nosili za mnie ciężkie skrzynki i pilnowali abym dobrze się odżywiała. Pewnego dnia konsumując pyszny obiad wszedł do restauracji Dinu, popatrzyła na mnie, przyłożył ręce do mojego brzucha i głośno się rozpłakał. -przepraszam cię, że tak przeze mnie cierpisz, przepraszam, czuję się odpowiedzialny za ciebie i dziecko, proszę wróć do mnie, zostaw to mieszkanie i zamieszkaj ze mną, przynajmniej w ten sposób ci pomogę -nie byłam do końca przekonana w to co do mnie mówił, wiedziałam jednak że mam do spłacenia w banku dług który zaciągnęłam na bilet do Indii aby mógł wrócić do Polski. Teraz musiałam odkładać każdy grosz, nie stać było mnie na opłacenie pokoju. Co miesiąc płaciłam raty karty kredytowej i to co zostanie chciałam odłożyć na przyszłe wydatki kiedy urodzi się moje dziecko. Po dłuższym namyśle zgodziłam się na powrót do męża, wiedziałam że z naszego małżeństwa zostały tylko strzępy ale teraz musiałam pomyśleć o sobie i dziecku. Zaczęliśmy znów ze sobą rozmawiać. Z dnia na dzień sytuacja między nami ulegała poprawie. Nie było już tak jak kiedyś ale wciąż miałam cichą nadzieję że dziecko złączy nas znowu razem. I znów bardzo się myliłam. Mąż przyjeżdżał po mnie codziennie po pracy. Pewnego dnia usłyszałam potworny hałas i krzyk na zewnątrz, kiedy wyszłam zobaczyłam jak inny hindus popychał go i strasznie krzyczał po hindusku, mówił, że jest potwornym bydlakiem, krzyczał że skrzywdził tak wspaniałą dziewczynę i że zmarnował jej życie. Tak chodziło o mnie. Stanęłam jak wryta, jak się okazało wieść o mojej ciąży rozniosła się w świecie hindusów i to że nie chciał dziecka wzburzyło w nich gniew. Patrzyłam na to ale nie zrobiłam nic, zastanawiałam się nawet że ten ktoś miał absolutną rację. Patrzyłam na popychanego mężczyznę który był ojcem mojego dziecka i nie zrobiłam nic absolutnie nic. Nie miałam w sobie już żadnych uczuć. Mężczyzna, którego kiedyś bardzo kochałam i byłam w stanie oddać za niego wszystko spowodował, że byłam zimna jak lód. Nie interesowało mnie że ktoś zrobi mu krzywdę, „czas wraca pomyślałam”. Poobijany odsunął mężczyznę od siebie, podszedł do mnie i z przerażeniem poprosił abym wróciła z nim do domu. Po kilku dniach ten sam hindus przyszedł do restauracji, popatrzył na mnie i ze łzami w oczach, rzekł; -jest mi strasznie wstyd, że osoba jak twój mąż zachowała się w ten sposób, powinnaś wiedzieć że jest z rodziny sindhi i że ci ludzie nie mają serca, tam liczą się tylko korzyści jakie możesz wnieść, jest mi strasznie wstyd że ktoś taki zmarnował ci życie, przepraszam za niego, rozpłakał się i wyszedł….. Myśli o tym człowieku i o tym co powiedział nie opuszczały mnie nawet na moment. Zastanawiałam się dlaczego i po co obcy dla mnie człowiek tak przeżywa moją porażkę?.. Dinu też długo nie mógł zapomnieć zajścia które uświadomiło mu że jestem kimś szanowanym i lubianym wśród ludzi. To fakt, znałam dużo ludzi, wszyscy ci którzy przychodzili do mnie z pomocą zawsze mogli na mnie liczyć, wiedzieli że jestem osobą słowną i zawsze dotrzymywałam tajemnicy, wiedzieli też że mam zbyt miękkie serce i kocham kogoś kto bardzo mnie krzywdzi. Będąc w ósmym miesiącu ciąży Dinu wyjechał do Indii na dwa tygodnie. Powiedział, że musi odprawić modły po śmierci taty. Może to zrobić tylko syn. Miałam dziwne przeczucie, gdzieś w głębi serce przeczuwałam coś złego ale starałam się nie denerwować ze względu na ciąże. Pewnego dnia usiadłam przed komputerem i otworzyłam mail mojego męża. Zamarłam, wiedziałam że coś jest nie tak. Wiadomości były przede wszystkim od Vimi, która opisywała mu jakąś cudowną dziewczynę o imieniu Kiran. Z następnych maili wynikało że mama mojego męża nie jest zadowolona ze mnie i czeka kiedy wreszcie ze mną małżeństwo. Pytała kiedy wreszcie zrobi rozwód. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To jednak była prawda. Przyjechała do Polski tylko po to aby pomóc mamie w ogromnym planie o nowej bogatej żonie z Indii która poprawi jej sytuację życiową. Te wszystkie kłamstwa że nie pasujemy do siebie? Wreszcie uświadomiłam sobie prawdę! Straszną prawdę, nie byłam już im potrzebna, załatwiłam wizę. Teraz jak tata nie żyję Dinu ma słuchać się matki. Nie mogłam oderwać oczu od nadesłanych wiadomości, serce mi pękało czytając przyszłość mojego męża ale beze mnie. Wydrukowałam je i wróciłam do domu. Starałam sobie wmówić że nie będę z Dinu i wreszcie muszę zaplanować moje życie bez niego. Nie miałam szans. Nie poznawałam go, zawsze miał swoje zdanie a teraz został całkowicie zdominowany przez dwie kobiety. Nadszedł dzień przyjazdu męża. Wyszłam na lotnisko jak zawsze, nie dałam po sobie znać że coś wiem. Był całkiem inny, znów zamyślony jak po śmierci taty. Przyjechaliśmy do domu. Dał mi w prezencie figurkę młodej pary na której napisane było ”na zawsze razem”. Wyjmując ją z torebki zauważyłam że jest jeszcze coś na jej dnie. Był to breloczek w kształcie połówki serce na której widniał napis „4 U” co znaczyło dla ciebie. Czułam, że to nie jest dla mnie ale podniosłam twardo głowę do góry i zapytałam co to jest. Wystraszony spojrzał na mnie i rzekł: - to pewnie siostra wrzuciła mi na lotnisku, nawet nie zauważyłem. O nic więcej nie pytałam, byłam pewna że breloczek nie był od Vimi. PORÓD.Zbliżał się dzień porodu. Dinu był ze mną ale tylko ciałem, cały czas myślał o czymś, gdzieś dzwonił. Pewnego wieczoru zadzwonił telefon, odebrał. Zaskoczony tym kto do niego dzwoni odparł po hindusku że jest z kolegą, nie może rozmawiać i że oddzwoni na drugi dzień. -Dinu dlaczego kłamiesz, powiedz mi prawdę, dłużej tego nie zniosę, po co ze mną jesteś, nigdzie ze mną nie chodzisz boisz się, że ktoś nas razem zobaczy? Zapytałam - nie kochanie, co ty opowiadasz; odrzekł, -jak mogę się ciebie wstydzić? Przecież jesteś moją żoną. Niedługo będziesz miała dziecko, musimy być razem. Zmieniłam temat chociaż po głowie chodziła mi myśl że na pewno w Indiach nie wiedzą że jestem w ciąży. Następnego dnia rano poszłam do koleżanki , wyjęłam wydrukowane maile i sprawdziłam adres mailowy siostry. Napisałam do niej wiadomość, że jestem w ciąży i niedługo Dinu będzie miał córkę. Jestem bardzo szczęśliwa bo znów jesteśmy razem. Nie wiedziałam co będzie ale wiedziałam że muszę to zrobić. Następnego dnia jadąc z Dinu zadzwonił telefon. To była Vimi, głośno coś krzyczała w ich języku. Tak jak się spodziewałam, nic nie wiedziały. Dinu będąc w Indiach nie przyznał aię, że będzie miał dziecko. Rozłączył się i zły zapytał mnie czy wysłałam mail do jego siostry. Nie myśląc długo odparłam -tak, wysłałam jej wiadomość, mówiłeś przecież że wiedzą w domu o mojej ciąży, kłamałeś? -nie, nie kłamałem- odpowiedział cichutko i zamilkł. Rano poczułam się zle, odeszły mi wody. Zaczęłam rodzić. Byłam przerażona. Zadzwoniłam do mamy i powiedziałam jej że chyba zaczynam rodzić, przeraziła się, byłam sto kilometrów daleko i nie miałam samochodu. Ubrałam się szybko i poszłam na autobus. Pociłam się coraz bardziej, kierowca zauważył mnie w lusterku i zapytał czy wszystko dobrze. Kiedy zobaczył że jestem w ciąży przeraził się bardziej ode mnie. Kierował tak szybko jak było to możliwe. Zatrzymał się na przystanku na którym czekała już zdenerwowana mama. Odprowadziła mnie do domu. Skórcze miałam już co pięć minut. Starsza siostra wsadziła mnie w samochód i zawiozła do szpitala. Była przy mnie. Jako jedyna była przy mnie. Pracowała jako pielęgniarka także pozwolili jej zostać przy mnie. Rodząc trzymałam ją za ręke. Niewiele później urodziłam śliczną córkę. Poród był szybki i bez większych problemów. Pamiętam jak patrzyłam na nią całą noc i cichutko płakałam aby jej nie obudzić. Widziałam jak na korytarzu stali tatusiowie niecierpliwie czekając aby móc zobaczyć swoje pociechy. Byłam sama. Wysłałam tylko sms-a Dinu, że urodziłam zdrową córkę. Nie dostałam odpowiedzi. Rano przyjechała cała rodzina zobaczyć maleństwo. Cały czas płakałam. Powiedziałam wszystkim że to po porodzie ale tak naprawdę było mi strasznie smutno. Bałam się. Na drugi dzień przyjechał Dinu. Ostrożnie wziął córkę na ręce i rozpłakał się jak dziecko. Patrzył na nią przez kilka godzin. Nic nie mówił, ja nic nie pytałam. Obraz jego z dzieckiem w ramionach pozostał mi na długo w pamięci. Znów zostałam sama. Po trzech dniach wróciłam do domu rodziców. Opiekowałam się córką wraz z moją mamą. Nie wracałam do siebie bo do tej pory mąż mi tego nie zaproponował. Czułam się nie potrzebna. Jeździłam sama do szpitala na badania kontrolne, sama na zakupy, sama wszędzie. Czułam się bardzo samotna. Inaczej sobie wyobrażałam przyjście na świat mojego pierwszego dziecka. Mój obraz to ja, mąż i dziecko, jednak po kilku tygodniach obraz ten prysł jak bańka mydlana. POWRÓT DO DOMU.Dinu dzwonił do mnie coraz częściej, przyjeżdżał co weekend lecz nie interesował się zbytnio dzieckiem. Wchodząc do domu witał się ze mną, z rodziną siadał w konciku i patrzył na Sonię z daleka. Nie brał jej na ręce. Mało rozmawiał, był wciąż zamyślony i smutny. Pewnego dnia kiedy tak siedzieliśmy razem wziął mnie za rękę i rzekł: -wróć do domu, jesteś moją żoną, kocham ciebie i naszą córkę, zawsze cię kochałem, wróć proszę, namieszałem w naszym życiu ale wszystko naprawię, obiecuję, kiedyś powiem ci wszystko, całą prawdę, przepraszam że tak cię skrzywdziłem, przepraszam; - czy kiedyś mi wybaczysz? - nie wiem mężu, odrzekłam, nie wiem i wysunęłam dłoń. Wrócił sam. Długo myślałam nad tym co mi powiedział. Czułam, jednak, że jeszcze jest coś o czy nie wiem. Mieszkając u rodziców często słuchałam niezadowolenia ojca. Nie było dnia aby nie wspomniał jaki to los sobie zgotowałam. Żyłam na granicy wytrzymania. Straciłam pokarm. Znów zaczęłam popijać. Zostawiałam córkę z mamą a sama wieczorami piłam żeby nie myśleć o moim życiu. Ojciec dokuczał mi coraz bardziej. Postanowiłam wrócić do Dinu. Muszę jeszcze raz spróbować, tłumaczyłam sobie, dziecko musi mieć ojca. Pewnego dnia zdecydowałam, wracam. Zadzwoniłam do Dinu. Jeszcze tego samego dnia przyjechał po nas pożyczonym samochodem. Znów byliśmy razem. Ciekawe na jak długo tym razem zadawałam sobie pytanie. Układało się między nami coraz lepiej. Jeździliśmy razem na zakupy, nawet zaczął brać Sonię na ręce. Bawił się z nią, karmił w nocy. Jednak coś nie dawało mi spokoju. Nie rozmawialiśmy o jego rodzinie. Na jego twarzy coraz częściej zaczął pojawiać się uśmiech. Znów czułam się szczęśliwa. Moje piękne życie trwało przez rok. MÓJ LOS.Dinu pracował, ja byłam na macierzyńskim, finansowo było nam bardzo ciężko. Moi rodzice pomagali nam bardzo wiele. Dziwne prawda? Moi rodzice dawali pieniądze a mój mąż wysyłał swoje zarobione swojej mamusi. Kilka lat wcześniej taka sytuacja nie mieściłaby mi się w głowie, teraz jednak wiedziałam że tak już jest. Wychodząc za hindusa nie spodziewałam się że moje życie będzie tak pokręcone. Często próbowałam je ułożyć w jakąś konkretną całość lecz bez skutku. Moja córka miała już grubo ponad roczek kiedy zadzwonił telefon. To co usłyszałam w słuchawce przekroczyło wszelkie granice. Była to moja koleżanka, która spotykała się z jakimś hindusem. Zapytała mnie: - czy ty nadal jesteś z Dinu?, jej drący głos przeraził mnie; tak-odrzekłam, dlaczego pytasz? - pamiętasz hindusa z którym kiedyś się spotykałam, pyta o twój numer bo chce z Tobą porozmawiać; -dobrze, niech zadzwoni, czekam na telefon, powiedziałam i odłożyłam słuchawkę. Nie minęło kilka minut rozległ się ponownie dzwonek mojej komórki. Czując problemy ostrożnie odebrałam; -słucham -rozmawiam z Eliza, mam na imię Raj, przepraszam że cię niepokoję ale muszę ci zadać jedno pytanie? -tak, słucham, odrzekłam ale naprawdę bałam się tego co mi powie; -czy ty jesteś z Dinu, czy mieszkacie razem? Zapytał -tak, dlaczego pytasz - nie chcę ci tego mówić przez telefon, może spotkamy się na 15 min na przystanku, muszę ci coś pokazać, rzekł; -nie, proszę mów teraz o co chodzi? Zapytałam -Eliza twój mąż zrobił zaręczyny w Indiach, dlatego jak jesteście razem musisz coś dla mnie zrobić Zamarłam, nagle czułam jak robi mi się słabo, ręce trzęsły mi się jak oszalały, serce waliło strasznie szybko. -skąd wiesz? Zapytałam, masz na to dowody? -tak, jeżeli przyjdziesz za 15 min to pokaże ci zdjęcia. Odłożyłam słuchawkę. Miałam już dość kłamstwa które zamieszkało w moim domu. Ubrałam siebie i córkę, całość zajęła mi około pięciu minut, stałam już na przystanku i czekałam na nowe straszne wiadomości, które bezpośrednio dotyczyły mojej osoby. Podjechał samochód. Otworzył drzwi i przez mgłę w oczach zobaczyłam jakiego hindusa który coś do mnie mówił. Stałam jak wryta. Podszedł do mnie wziął wózek i poprosił abym się go nie bała. Ma dla mnie wiadomość. Wsiadłam bez namysłu do auta. Zaprosił mnie do domu, dał mojej córce misia i zapytał czy czegoś się napiję -nie, dziękuje, odrzekłam -usiądż Elizo, to co ci powiem nie będzie zbyt przyjemne ani dla ciebie ani dla mnie -twój mąż będąc ostatnio w Indiach zrobił zaręczyny z dziewczyną która jest moją kuzynką; -ani ty ani ta dziewczyna nie miałyście pojęcia o sobie dlatego muszę to wyjaśnić, matka tej dziewczyny prosiła mnie abym dowiedział się trochę o twoim Dinu. Głos załamywał mu się kiedy mówił patrzył jednocześnie na mnie. Usiadł, włączył komputer i pokazał mi zdjęcia. Usiadłam, widziałam przez łzy mojego męża w odświętnym stroju u boku pięknej młodej dziewczyny. Miała na imię Kiran. Tak samo jak ta z maila od Vimi. Zrobiło mi się słabo i zemdlałam. Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna, chyba kilka minut. Kiedy się ocknęłam, mężczyzna stał przy mnie zapłakany i patrzył na Sonię. Zaczęłam płakać. Dlaczego on mi to zrobił? Pytałam, dlaczego? Przecież tak go kocham… Mężczyzna, pokiwał głową i przytaknął -tak Elizo widzę jak bardzo go kochasz, dlatego muszę zadzwonić do Indii i powiedzieć prawdę, matka tej dziewczyny chce z tobą rozmawiać, jeżeli się zgodzisz dam jej twój numer; -acha jeszcze jedno czy możesz mi dać twój dokument ślubu, zeskakuję go i prześle do Indii. -jak chcesz, odrzekłam i poprosiłam o wydrukowanie zdjęć mojego męża z przyszłą jego żoną. Wróciłam do domu. Wykąpałam córkę i położyłam ją spać. Po powrocie Dinu nie mogłam na niego patrzeć. Nie próbowałam też z nim rozmawiać. Po jakimś czasie zauważył, że coś jest nie tak. -żono wszystko dobrze, jesteś strasznie smutna? Zapytał -zdaje ci się; odpowiedziałam, miałam tylko zły sen. -jaki sen; -opowiedz? -śniło mi się że zrobiłeś zaręczyny w Indiach; -rzekłam -zaręczyny, co ty opowiadasz, miałaś jakiś koszmar; Śniło mi się, że zaręczyłeś się z dziewczyną, miałeś jasne hinduskie ubranie, dziewczyna czerwoną piękną sukienkę, opowiadałam wszystko co zapętałam ze zdjęcia. Dinu stał przerażony i nic więcej nie odpowiedział. Wreszcie nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć w ogromnym szale. -oddałam ci całe swoje życie, krzyczałam; - jak mogłeś tak mnie okłamać, jak mogłeś- pojechałam po ciebie do Indii, miałam być z tobą szczęśliwa a jak na razie tylko cierpię rozumiesz mam dość, między nami koniec, teraz ja mówię koniec !, teraz rozumie po co przyjechała Twoja siostra, rozumię maile od niej, przeczytałam wszystko, jutro ma zadzwonić do mnie matka tej dziewczyny, powiem jej że może sobie ciebie wziąć rozumiesz, już teraz jesteś dla mnie nikim, odejdż… Rzuciłam zdjęcia wydrukowane przez obcego dla mnie hindusa i rzekłam -świat jest jednak mały, myślałeś że nie dowiem się jak bardzo mnie okłamujesz, co chciałeś tutaj mieć jedną żonę , w Indiach jeszcze jedną, niestety nie ma tak dobrze, już teraz będziesz miał tylko jedną hinduską bo ja już dla ciebie nie istnieje… Łzy spływały mu po policzkach, stał ze spuszczoną głową, nagle odważył się na mnie spojrzeć i rzekł -nie wiem czy mi kiedyś wybaczysz, zrobiłem to dla matki ale kiedy urodziłaś Sonię już dawno chciałeś się wycofać, kocham cię i wiem że bardzo cię zawiodłem, zrobiłem ogromny błąd nie powiedziałem matce prawdy ani tobie, chciałem aby tu i tam było dobrze, rozumiesz, zrobiłem straszne głupstwo; - kiedy Vimi dowiedziała się od ciebie że jesteś w ciąży strasznie na mnie nawrzeszczała ale tak daleko zabrnąłem że w pewnym momencie nie wiedziałem jak się wycofać; rodzina tej dziewczyny dała już pieniądze mojej mamie, owoce i prezenty dla całej rodziny, próbowałem pożyczyć od kogoś aby oddać i ciągle odkładałem termin ślubu na kolejny rok tłumacząc że mam dużo pracy i nie mogę mieć urlopu. Rozpłakał się, spojrzał na mnie jeszcze raz i sam wiedział już że stracił wszystko. Poprosiłam tylko aby opuścił mieszkanie i zostawił mnie w spokoju; -jutro jak wrócisz z pracy już mnie nie będzie, nie chcę abyś do mnie dzwonił ani przyjeżdżał, to już między nami koniec Dinu, miałeś wszystko a teraz nie masz już nic, jeszcze możesz uratować związek w Indiach, jeżeli chcesz to skłamię, że Sonia nie jest Twoją córką, tylko tyle mogę dla ciebie zrobić chociaż mogę zrobić ci wielki Sajgon że cała okolica będzie wyśmiewać twoją rodzinę , a teraz proszę cię wyjdż. ZNÓW SAMA.Nie mogłam spać, myśli przychodziły mi do głowy jak szalone, układały wszystko w jedną całość. Rano Dinu wrócił do domu, nie wiem gdzie spał, prawdopodobnie w parku na ławce. Wyglądał strasznie. Przebrał się i bez słowa wyszedł do pracy. Za godzinę zadzwonił do mnie pytając czy kiedykolwiek mu przebaczę. Nic nie odpowiedziałam. Próbował zagadywać, chciał się dowiedzieć czy rozmawiałam już z matką Kiran. Zapytał tylko czy moja propozycja o kłamstwie co do ojcostwa Sonii jest aktualna. Płakał ale wiedział że jak powiem prawdę jego matka i siostra zarazem wylądują w więzieniu za namowę do bigamii. - nie powinnam ci więcej pomagać; powiedziałam, - naważyłeś piwo to teraz go wypij, - na razie; rzekłam i odłożyłam słuchawkę. Tak jak mówił nieznajomy mężczyzna, zadzwoniła matka Kiran. Miała miły i ciepły głos. Zapytała mnie o imię i imię hinduskie które przyjęłam po ślubie w Indiach. Długo rozmawiałyśmy. Zadawała mi pytania. Była bardzo inteligentna. Wreszcie padło pytanie o Sonię. -Eliza, czy Sonia jest córką Dinu? Po tym pytaniu zapadła cisza.. -serce rozdzierał mi żal, łzy spływały po policzkach, w tym czasie Sonia zaczęła strasznie płakać, tak jakby przeczuła że rozmawiamy o niej. - nie; odrzekłam, Sonia nie jest córką Dinu, mieszkamy razem ale nasz ślub był jedynie dla wizy, odrzekłam patrząc na płaczącą nadal córkę. - Elizo dziękuje ci za tę rozmowę, ty naprawdę bardzo kochasz Dinu, tak bardzo że skłonna jesteś skłamać dla jego dobra, takiej miłości nie widziałam nigdy w życiu, jeżeli możesz to wybacz mu i bądź z nim, jesteście rodziną, nie można was rozdzielać, wiem również że Sonia jest córką Dinu. Mężczyzna, który pokazywał ci zdjęcia powiedział że patrząc na nie bardzo płakałaś co oznacza absolutną miłość i twoje oddanie. Przełknęłam ślinę ale nie byłam zdolna przerwać tego co do mnie mówiła. -Elizo, jeszcze raz powtarzam, jeżeli umiesz to przebacz mężowi, dla dobra waszego i waszej córki. Tutaj jest taki zwyczaj, ślub organizują rodzice, teraz wiem że nigdy nie mogłabym spojrzeć tobie w oczy gdybym postąpiła inaczej, zaręczyny zerwane a teraz idż do swojej córki bo słyszę jak bardzo płacze, po tym pożegnała się i odłożyła słuchawkę. Stałam jeszcze chwilę w ogromnym osłupieniu po czym wzięłam Sonię na ręce. Płacząc nie mogłam sobie wybaczyć że wyrzekłam Sonię od rodzonego ojca i to tylko dlatego żeby uratować teściową. Ale jak to mówił teść „czas wraca”, wierzyłam że nadejdzie kiedyś czas kiedy to ona będzie płakać przez swojego syna. Nadszedł ale wiele później. Spakowałam rzeczy i tak jak sobie przyrzekłam jeszcze w ten sam dzień wyprowadziłam się z mieszkania. Wynajęłam mieszkanie wraz z moim bratem i jego kolegą którzy pracowali również w Warszawie. Było mi ciężko, nie pracowałam, nie miałam pieniędzy. Znów byłam sama. Przedzierałam się przez życie sama z moimi myślami. Często zastanawiałam się co takiego zrobiłam Bogu że muszę tak ciężko odpokutować. Najpierw ciężkie dzieciństwo później weszłam w dorosłe życie również ciężko. Piłam, wtedy piłam już bardzo dużo. Zostawiałam Sonię z bratem lub koleżanką a ja próbowałam się pocieszyć w piwie. Na nic lepszego nie było mnie stać. IZBA WYTRZEZWIEŃ.Piłam alkohol codziennie. Miałam małe dziecko także nie mogłam sobie pozwolić na upijanie się. Codziennie musiałam napić się chociaż trochę, już nie mogłam normalnie prosperować. Pewnego popołudnia wysyłasz z Sonią na spacer. Weszłam do pobliskiej restauracji. Posadziłam córkę na specjalnym krzesełku, zamówiłam zupę i jedno piwo. Siedziałam długo zamyślona w moje koszmarne życie, usłyszałam jak ktoś prosi mnie na zewnątrz. Policjant wziął mnie za rękę i wyprowadził z restauracji. Drugi wziął Sonię na ręce i wyszedł za nami. Jak się okazało właścicielka restauracji widząc mnie jak Sącze piwo z małym dzieckiem zadzwoniła na policję. Poczuł ode mnie alkohol. Wezwali pogotowie które miało zabrać moją córkę na izbę dziecka. Jeden policjant powiedział mi , że niestety muszą mnie zabrać na izbę wytrzeźwień a córka trafi do szpitala. Jeszcze dziś pamiętam zapłakaną Sonię która przeraźliwie płacząc wyciągała do mnie ręce. Wpadłam w szał. Zaczęłam krzyczeć aby oddali moje dziecko, przecież nie jestem pijana. Wezwali policjantkę która miała zająć się moim dzieckiem. Nie kontrolowałam słów, widząc płaczącą córkę zaczęłam wrzeszczeć w niebogłosy. Powiedziałam policjantce że nie ma serca i że na pewno nie ma dzieci bo nie jest w stanie zrozumieć co do niej mówię. Silniejszy policjant skuł mnie w kajdanki i wciągnął do samochodu. Widziałam jedynie zanoszącą się z płaczu Sonię która nie wiedziała co się dziej. Serce krajało mi się na kawałki. Plułam sobie w twarz dlaczego przyszłam do tej cholernej restauracji. Przypomniało mi się jak jakiś czas temu prosiłam Boga aby naprowadził mnie na dobrą drogę i pokazał co mam w moim życiu robić. Może tak musiało być- pytałam sama siebie?, nie nie musiało zaprzeczałam sama sobie, nie kosztem mojego dziecka. Na izbie kazali rozebrać mi się do bielizny i założyć biały niezbyt czysty fartuch. Nie odpowiadałam na zadawane mi pytania. Cały czas myślałam o Sonii i o krzywdzie jaką jej wyrządziłam. Byłam załamana już doszczętnie. Moje życie nie miało już sensu. Wtedy chciałam tylko wiedzieć gdzie jest moje dziecko. Jakaś kobieta widząc jak bardzo płaczę w koncie podała mi telefon komórkowy który ukryła gdzieś przy sobie. Nie wiele myśląc zadzwoniłam do Dinu - czy jest z Tobą Sonia ?, zapytałam; -tak, Elizo, Sonia jest cała i zdrowa, nic jej nie jest, za to boję się o ciebie, czy wszystko gra?- nie przejmuj się wszystko jakoś się ułoży, jestem z tobą, to wszystko moja wina powiedział i urwało mi rozmowę. Telefon który zdobyłam rozładował się. Wpadłam w jakiś do tej pory nie określony amok, nie wiedziałam co robić, próbowałam uciec ale jak się okazało wszystkie okna i drzwi nie miały od wewnętrznej strony klamek. Zaczęłam krzyczeć, nagle weszło dwóch ogromnych mężczyzn i przywiązali mnie sznurkami dłońmi i nogami do łóżka. Czułam się potwornie, czułam się jak ostatnia szmata, która straciła cały szacunek do siebie. Traktowali mnie jak zbira, potwora który chce zamordować swoje dziecko. Nikt mnie nie rozumiał. Stwierdziłam, że nie ma sensu walczyć i że muszę przeczekać. Kiedy już się uspokoiłam rozwiązali mi ręce. Nie spałam całą noc. Rano wszedł mężczyzna z moimi rzeczami i kazał mi się ubrać. Czekałam jeszcze kilka godzin kiedy wreszcie jakiś policjant kazał iść za nim, poszliśmy do szatni gdzie odebrałam swoje rzeczy. Posadzili mnie z jakimś mężczyzną w wozie policyjnym i skuli mi z nim ręce kajdankami. To było przerażające. Nigdy wcześniej nie czułam się tak poniżona. Na komisariacie czekałam w zamknięciu jeszcze kilka godzin głodna i bez picia. Wreszcie zaczęli mnie przesłuchiwać. Zrobili mi zdjęcia i pobrali odciski palców. Postawili mi zarzuty zniewagi policjantki a ponadto mam oczekiwać rozprawy w sądzie rodzinnym że opiekowałam się dzieckiem po pijanemu. To wszystko spadło na mnie jak ciężki młot. Zrozumiałam że teraz mam poważne problemu i że mogę stracić Sonię. POWRÓT DO DOMU.Kiedy wyszłam z komisariatu, stanęłam na ulicy i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Całe moje życie legło w gruzach, Boże miałeś mi pomóc a nie jeszcze bardziej karać. Co dalej, myślałam? Nie tak miało być, nie tak miało wyglądać moje życie. Zadzwoniłam do Dinu i zapytałam gdzie jest moje dziecko. Jak tylko się dowiedziałam zaraz zadzwoniłam do mamy. -mamo daj mi Sonię do telefonu? powiedziałam -córko ona nie chce z tobą rozmawiać, siedzi smutna w piaskownicy i z nikim nie rozmawia. Jak ty się czujesz? Zapytała -strasznie mamo, jaki wstyd, jaki straszny wstyd, przepraszam mamo, bardzo cię przepraszam, płacząc odłożyłam telefon, nie byłam w stanie dalej rozmawiać. Zrozumiałam, że zrobiłam coś strasznego, naraziłam własne dziecko na tak wielkie niebezpieczeństwo, jaką ja jestem straszną matką, tak bardzo ją kocham, była całym moim życiem i zrobiłam coś takiego. Jak mogłam pytałam wciąż sama siebie. Zapłakana wróciłam do domu, wzięłam gorący prysznic aby zmyć ten straszny wstyd który blokował mnie od wewnątrz. Położyłam się i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Przez sen poczułam jak ktoś gładzi mnie po włosach i głośno szlocha. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Dinu. Jak sparaliżowany siedział obok mnie i automatycznie głaskał moje włosy. -przepraszam kochanie, wszystko to moja wina, całe moje życie się pogmatwało, dowiedziałem się od mamy że skłamałaś dla mnie, wiem jak dużo cię to kosztowało, w jednej chwili przekreśliłem całe moje szczęście, kocham cię słyszysz;- rzekł, kocham cię, wybacz mi, błagam cię wybacz mi, padł na kolana i strasznie płakał. -wybaczam ci Dinu, wybaczam ale teraz mam ogromny problem, mogą mi zabrać Sonię, rozumiesz, mogą mi ją zabrać, nie myślałam wtedy logicznie. -nie zabiorą, nie mogą zabrać jesteś kochającą matką, to co zrobiłaś naprowadzi cię na dobrą drogę, przestaniesz pić i jeżeli mi wybaczysz już zawsze będziemy razem, będąc razem nie mają szans odebrać na dziecka, nie martw się wszystko będzie dobrze, pogłaskał mnie po włosach i zasnęliśmy objęci w ramionach. Rano razem pojechaliśmy do moich rodziców. Wszystko co się wydarzyło dało nam dużo do myślenia, mieliśmy dla kogo żyć, mieliśmy piękną i mądrą córkę. Rodzina tym razem nie przyjęła nas zbyt mile. Wszystko co działo się wtedy kręciło się wokół mnie i tego co zrobiła. Krytykowali mnie i wyśmiewali. Miałam naprawdę dość. Sonia na początku nie chciała do mnie podejść lecz po kilku godzinach siedziała tylko przy mnie. Ojciec podszedł do nas i powiedział, że nie mam najmniejszych szans na wyjazd do Warszawy. Teraz jeżeli wyjadę to zadzwoni na policję że nie umie opiekować się dzieckiem i na pewno zabiorą mi Sonię. Dinu kazał wrócić do domu i więcej nie kontaktować się ze mną. Całe wieczory spędzałam w swoim pokoju zapłakana. Nie mogłam tak dalej żyć. Kolejna porażka w moim życiu, jak na ten wiek było ich stanowczo za dużo. Dinu dzwonił do mnie codziennie i pytał kiedy wracam do domu. Bałam się ojca. Postanowiłam że muszę coś z tym zrobić, że wezmę się w garść. Myślałam całą noc. Nie chciałam stracić córki a zarazem chciałam wrócić do męża. Wiedziałam, że też cierpi. Popełnił tak jak ja wielki błąd w swoim życiu i wiedziałam że bardzo go żałuje. To była szkoła życia dla nas obydwoje. Rano, kiedy nakarmiłam Sonię poszłam do siostry i zapytałam czy ma pożyczyć mi trochę pieniędzy. -po co ci pieniądze? -zapytała -nie mogę tu mieszkać, nie mogę stracić mojego dziecka, odrzekłam, -chcę wszczepić sobie esperal i już nigdy nie dotknąć alkoholu, to jest mój cel, chce na nowo odbudować moją rodzinę, jeszcze mam szansę tylko proszę pomóż mi, proszę – rzekłam; - siostra, nie wiem czy dasz radę, twoje życie to pasmo kłopotów ale wiem jak ci ciężko, dobrze pożyczę ci ale obiecaj że dasz radę, pamiętaj jestem z tobą; podała mi pieniądze i poklepała po ramieniu. -dziękuje, nigdy ci tego nie zapomnę, przyłączyłaś się teraz do mojego ponownego narodzenia, dziękuje powiedziałam i odeszłam do samochodu. Nie mówiąc nic rodzicom wsiadłam w ojca samochód i pojechałam do najbliższego szpitala. Na dole w recepcji znalazłam ulotki z nazwiskami chirurgów którzy pomagali ludziom takim jak ja, niewiele myśląc zadzwoniłam do pierwszego i umówiłam się za godzinę w jego gabinecie. Była to jedyna deska ratunku jaką potrafiłam wtedy znaleźć. Wstydziłam się ale córka była dla mnie najważniejsza, idąc do lekarza myślałam tylko o niej i rozprawie która miała być za miesiąc. Wszystko trwało około pięć minut. Lekarz umiejętnie poinformował mnie co grozi mi po spożyciu chociaż odrobiny alkoholu. Po wyjściu pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do Dinu informując go o moim odważnym czynie. Nie było wyjścia, chcąc być a mężem i córką musiałam podjąć taką decyzje. Do dziś uważam że była słuszna. Po zaszyciu bolała mnie trochę noga lecz dumna wróciłam do domu. Umówiłam się z Dinu że jeszcze tego dnia przyjedzie po nas i wrócimy razem do Warszawy. Mama popłakała się ze szczęścia, zawsze była ze mną, cokolwiek bym zdecydowała zawsze trzymała moją stronę w przeciwieństwie do ojca. Jemu nie tłumaczyłam zbytnio o moich planach, wiedziałam że i tak mu się nie spodobają. Cóż, decyzja podjęta, teraz już nic nie może zrobić. Dinu przyjechał jak najszybciej. Wsiedliśmy szybko do samochodu i dopiero wtedy gdy ojciec zobaczył nas znów razem wpadł w szał. Krzyczał jak opętany, powiedziałam mu co takiego zrobiłam i że nie zostanę w domu. Jestem żoną Dinu i razem damy jakoś radę. Najważniejsze że jesteśmy razem, powiedziałam i odjechaliśmy. Kilka razy ojciec dzwonił do mnie grożąc że tak tego nie zostawi ale w głębi duszy wiedziałam że nie może nic zrobić. WRESZCIE RAZEM.Mieszkanie w którym mieszkał Dinu stało przygotowane specjalnie na nasz powrót. Wszędzie stały kwiaty, w rogu nowe łóżeczko dla Sonii. Czułam, że znowu żyję, stałam się pewniejsza siebie, myślałam że już teraz po takich przejściach już nic nas nie zdziwi i że zawsze już będziemy razem. -Dinu? Zapytałam; -dlaczego tak dużo w życiu cierpimy? Dlaczego nie możemy być po prostu szczęśliwi jak inne małżeństwa? -teraz zaczęłam moje życie od nowa, nie obawiaj się już nigdy nie zobaczysz mnie z alkoholem, powiedziałam -a już nigdy cię nie okłamię, przyrzekam- odparł i mocno mnie przytulił. Postanowiliśmy że zmienimy mieszkanie, to przypominało nam zbyt dużo ciężkich chwil. Po miesiącu znalazłam kawalerkę na ósmym piętrze. Była widna zadbana i słoneczna. Sprawa w sądzie rodzinnym przebiegła pozytywnie dla mnie, jakiś czas przychodził do nas kurator. Sprawdził szczepienia Sonii, rozmawiał ze mną i orzekł że nie widzi żadnych przeciwwskazań do mojego wychowywania. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Miałam moją kochaną córkę i męża któremu przebaczyłam wszystkie grzechy. Rodzina Dinu przez kilka lat nie odzywała się do niego. Siostra obrażona niw wysyłała nawet życzeń w jego urodziny. Często zastanawiałam się czy powiedział mamie że jesteśmy razem ale nie czułam potrzeby pytania go o to. Minęło kilka lat, przestałam pić, nie dotykałam alkoholu, był mi obojętny. Nie przeszkadzało mi nawet że ktoś pije przy mnie. Dla mnie ten trunek już nie istniał. Czułam się wreszcie szczęśliwa i to było najważniejsze. Po kilku latach kupiliśmy swoje mieszkanie, nowy samochód z salonu. Powodziło nam się naprawdę dobrze. Jak to mówił tata Dinu „czas wraca” OPERACJA MĘZA.Czas mijał, żyliśmy razem, razem wychowywaliśmy naszą córkę. Jednak zauważyłam że z Dinu działo się coś złego. Wracał z pracy i kładł się do łóżka, miał bardzo niskie ciśnienie. Zaniepokoiłam się ponieważ trwało to dłuższy czas a z nim było coraz gorzej. Nie mógł jeść, chudł w bardzo szybkim tempie. Nie mogąc znieść cierpienia męża zaciągnęłam go do lekarza, po miesięcznym badaniu okazało się że Dinu ma wadę wrodzoną serca i konieczna jest jak najszybsza operacja. Następnego dnia pojechałam z wynikami do mojej siostry aby poradzić się co mam robić. Agata wzięła badania i skonsultowała z ordynatorem szpitala w naszym miasteczku. Siedząc obok mnie trzymając za rękę i rzekła- - Elizo, jest to ciężki przypadek, ordynator radzi abyś jak najszybciej zawiozła go do szpitala, operacja jest nie unikniona a nawet powiem grozna. Ubytek w jego komorze jest na tyle wielki, że pewnej nocy zaśnie i może się już nie obudzić. Zamarłam, znów zamarłam. Zaczęłam płakać jak bóbr. W ten sam dzień udałam się do kościoła poprosić Boga aby wszystko w moim życiu wreszcie się ułożyło. Teraz kiedy jesteśmy razem, kiedy wreszcie jesteśmy szczęśliwi dowiaduje się że mogę stracić męża . Długo zastanawiałam się dlaczego to ja mam takie problemy. Nie raz pytałam Boga dlaczego? Doszło do tego że zastanawiałam się na inkarnacją, myślałam nawet że może w poprzednim życiu strasznie nagrzeszyłam i teraz muszę wszystko odpokutować. Po dłuższej modlitwie jakaś ogromna siła znów postawiła mnie na nogi. Byłam gotowa znów walczyć o męża z którym byłam bardzo szczęśliwa. Po powrocie do domu zrobiliśmy serję badań. Okazało się że Dinu musi usunąć ząb który był zagrożeniem do operacji. Udaliśmy się więc do stomatologa. Poinformowany o chorobie męża nie zabezpieczył go podaniem antybiotyku. Mąż po dwóch dniach czuł się jeszcze gorzej. Kiedy to mówiłam do niego nagle zauważyłam że zsuwa się z łóżka całkiem nieprzytomny. Ogarnął mnie ogromny strach. W głowie przymykało mi tysiące myśli, że straciłam męża. Zadzwoniłam po pogotowie. Przyjechali tak szybko że nie zdążyłam się obejrzeć. Wszystko działo się kosmicznie szybko. Reanimacja. Dinu odszedł na kilka sekund z tego świata. Zatrzymało mu się serce. Jednak lekarze nie poddawali się. Walczyli o niego z całych sił. Czułam że moje serce również zamarło. Stałam jak posąg. Strach sparaliżował mnie całą. Wreszcie, Dinu otworzył oczy. W ciągu kilku sekund był na noszach. Zdążyłam tylko zapytać do jakiego szpitala go zabierają. Od razu zadzwoniłam do rodziców i do koleżanki, która zostałą z Sonią do przyjazdu mamy. Wsiadłam w samochód i nawek kiedy byłam już na Izbie Przyjęć. Dowiedziałam się że podejrzewają zapelenie wsierdzia. Powinien dostać osłonowo antybiotyk ale tym przypadku nie musimy czekać. Byłam wśiekła na lekarza który podjął się usunięcia zęba. Dosyć że wziął kupę pieniędzy to jeszcze Dinu niezle musi się nacierpieć. Obiecałam sobie że nie zostawie tak tej sprawy i że udam się do adwokata o odszkodowanie za zle wykonane usługi stomatologiczne. W szpitalu przesiedziałąm całą noc. Kiedy Dinu odzyskał przytomność zawieżli go na oddział aby podać odpowiednie leki. Przeleżał tam ponad tydzień. Sonia pojechała do rodziców a ja cały ten czas siedziałam przy jego łóżku. - kochanie, idż do domu, widać że jesteś zmęczona, idż i odpocznij, powiedział Dinu; - nie kochanie, nic mi nie jest, nie zostawię cię samego; rzekłam i mocniej przycisnęłam jego dłoń. Po kilku dniach wrócił do domu. Czekała na nas wizyta w klinice gdzie miał zostać operowany. Oczywiście pojechaliśmy razem. Po rozmowie z ordynatorem dowiedzieliśmy się że ma się zgłosić na następny dzień na operacje. Znów strach. Odczuwałam go ale tak naprawdę stał się dla mnie już przyjazny. Towarzyszył mi praktycznie całe życie także zdążyłam się do niego przyzwyczaić. Wróciliśmy do domu. Kiedy tak leżeliśmy obok siebie Dinu wziął mnie za rękę i powiedział; -kochanie, gdyby coś mi się stało, gdyby operacja się nie udała to wiedz że bardzo cię kocham, w szafce masz wszystkie dokumenty, moje ubezpieczenie za które przeżyjesz kilka lat, opiekuj się naszą córką, dobrze; Łzy spływały mi po policzkach, miałam w głowie pustkę. Próbowałam coś powiedzieć ale nie mogłam wydusić z siebie słowa. Leżałam jeszcze jakiś czas obok niego aż w końcu powiedziałam; - nie możesz umrzeć, rozumiesz ! nie możesz, za długo walczyliśmy o nasze szczęście i spokój żebyś teraz m,nie tak po Prost zostawił; Wzięłam jego twarz w moje dłonie i jeszcze raz powtórzyłam to samo. Przytulił mnie mocno i zasneliśmy w objęciach. Następnego dnia zadzwoniłam do siostry która dosłownie za dwie godziny była w moim mieszkaniu. -w takiej sytuacji nie zostawię cię samej, podczas operacji będę przy tobie; -rzekłą -Agata; odpowiedziałam; - nie ma sensu żebyś była przy mnie ja i tak cały ten czas spędzę w szpitalu - nie , nie możesz być w szpitalu, po operacji i tak nie wpuszczą cię na salę. Musisz odpocząć aby mieć dużo siły, po operacji na otwartym sercu będzie Dinu bardzo potrzebna, przez dłuższy czas nie będzie mógł się ruszać także musisz mieć siłę dla niego, pomyśl o Sonii, mają teraz tylko ciebie; Nie miałam już w ogóle siły, byłam przemęczona wszystkim tym co działo się w moim życiu. Na siłę uśmiechałam się do Dinu aby pokazać mu że wszystko będzie dobrze. Następnego dnia pojechaliśmy do szpitala. Dinu dostał łóżko i na zajutrz miała odbyć się operacja. Nie chciał abym siedziałą przy nim, widział jak bardzo się denerwuje. Pojechałyśmy z Agatą do domu. W tym czasie robili mu badania. Tej nocy nie spałam pytałam ciągle siostry jak odbywa się taka operacja wiedząc że pracuje przy nich więc wiedziała bardzo dużo. Rano ubrałyśmy się i pojechałyśmy z powrotem do szpitala. Lekarz zabronił mu jeść i za godzinę miał zostać zabrany na salę operacyjną. Poproszono mnie abym zgoliła mężowi włosy na klatce. Goląc nie mogłam przełknąć śliny, tak bardzo się bałam. - nie martw się kochanie , wszystko będzie dobrze, rzekł, przepraszam że musisz przeze mnie tyle cierpieć - kocham cię mężu , jak możesz mówić że ja cierpię, moja miłość jest tak ogromna że nie pozwoli aby coś ci się stało. Mówiąc to usłyszałam głos lekarza, który prosił go na wózek. Dinu usiadł, na kolana położyli mu kilka dawek krwi która będzie potrzebna do operacji. Otworzyły się drzwi z których kobieta w białym ubraniu przejęła wózek i pozwoliła nam się pożegnać. Nie wiedziałam co powiedzieć, łzy płynęły mi ciurkiem, w końcu siostra poklepała mnie i Dinu po ramieniu i powiedziała, że na pewno wszystko będzie dobrze. Dinu też miał łzy w oczach ale nie chciał pokazać że płacze. Pożegnał się i kazał mi jechać do domu. Wreszcie zniknął z horyzontu, drzwi zatrzasnęły się a ja zostałam znów sama po tej stronie. Tysiące myśli przechodziło mi przez moją głowę, czy jeszcze go zobaczę? Czy jeszcze zobaczę mojego ukochanego męża? Byłam cała sparaliżowana. Czułam tylko jak siostra bierze nie za ramię i prowadzi przed sobą. Kazała mi usiąść i uspokoić się bo w ten sposób mu nie pomogę. - chodż pojedziemy do kościoła w ten sposób, modlitwą pomożesz mu na pewno. Usiadłam za kierownicą nie wiedząc gdzie mam jechać, zamyślona prowadziłam auto w pewnej chwili siostra wyrwała mi kierownicę i skręciła w w prawo. Zatrzymałam się, tak o mało nas nie zabiłam, nie zauważyłam jak wjeżdżam pod ogromnego tira. Agata wyciągnęła mnie z auta i sama poprowadziła samochód. Dziękowałam Bogu że była obok mnie. Długo modliłam się w kościele po czym pojechałyśmy do domu. Dosłownie co pół godziny dzwoniłam do szpitala czy operacja już się skończyła. Niestety nie miałąm żadnych wieści. Siostra pwiedziała mi że dzisiaj są naszego ojca imieniny. -Elizo Dinu ma operację w imieniny naszego taty, pamiętasz dzisiaj jest ósmy maja, Stanisława, rodzice nie robią żadnej imprezy, zamówili mszę w kościele i cała rodzina modliła się za Dinu. Wieczorem pojechała do domu. Zostałam sama. Siedząc w kuchni zsunięta na podłogę zauważyłam że nagle zapaliło się światło w sypialni gdzie mąż miał swój ołtarzyk i gdzie modlił się codziennie rano. Ciekawa poszłam do pokoju ale nie było tam nikogo. Jakaś siła próbowała powiedzieć mi że operacja skończona, czułam to. Złapałam za telefon. Rzeczywiście okazało się że po kilkugodzinnej operacji wszystko jest dobrze i mój mąż jest już na sali pooperacyjnej. Szczęśliwa podziękowałam lekarzowi i zapytałam czy mogę dzwonić w nocy. Odpowiedział że zawsze ktoś poinformuje mnie o stanie zdrowia męża. Dzwoniłam jeszcze kilka razy ale mąż był jeszcze w śpiączce. Rano pojechałam sama i poprosiłam czy mogą chociażby na chwilkę wpuścić mnie do męża. Ubrałam się w fartuch, maskę i weszłam do środka. Moje przerażenie nie miało końca, na łóżkach leżeli ludzie podłączeni do ogromnej ilości kabelków, na pół siedząco z dużymi oczami patrzyli na siebie. Jak roboty podłączone do sieci. Po prawej stronie leżał Dinu, słaby i obolały. Kiedy mnie zobaczył łzy popłynęły mu z oczy, nie mógł mówić więc o nic nie pytałam. Trzymałam go za rękę i głaskałam po włosach; -widzisz kochanie wszystko się udało, znów będziemy razem; Lekarz podszedł do mnie i powiedział, że muszę wyjść już z sali ale zaraz zawiozą męża na inną sale i tam mogę już przy nim być. Wyszłam. Za chwilę przewiezli Dinu na oddział. Siedziałam przy nim codziennie, od świtu do nocy. Pomagałam mu się podnosić, jeść, czytałam mu gazety.Póżnym wieczorem wracałam do domu. Kilka razy dziennie dzwoniłam do Sonii, która tęskniła za mną i Dinu. Po tygodniu wypisali męża do domu. W ostatni dzień pobytu złapałam jakąś grypę jelitową. Ledwo co chodziłam ale nie poddawałam się. Brałam węgiel, miałam straszne skurcze mięśni. Kiedy przyjechała moja mama rozpłakała się i patrząc na mnie powiedziała; - dziecko bardzo zle wyglądasz, powiedz jak mogę ci pomóc? - już dużo mi pomogłaś, odpowiedziałam; -pilnowałaś mojego dziecka gdy ja siedziałam w szpitalu, nawet nie wiesz jak dużo mi pomogłaś, zawsze mogę na ciebie liczyć; Przemęczona i chora musiałam pilnować jeszcze dwóch sklepów które prowadziliśmy razem z Dinu. Po tygodniu zadzwoniłam do dziewczyn które pracowały u mnie i poprosiłam aby same zajęły się sklepami bo ja już nie mam siły. Zgodziły się bez problemu i kazały mi się nie przejmować. Rodzice zostali u nas kilka dni, kiedy już poczułam się lepiej wrócili do siebie. Przez kolejny miesiąc opiekowałam się Dinu, codziennie przemywałam mu rany po operacji. Rano prowadziłam Sonię do przedszkola , pracowałam, opiekowałam się mężem. Sama nie wiem skąd miałam tyle sił aby wszystko ogarnąć. Często zdarzało się że Dinu płacząc brał mnie za rękę i mówił; - żono dlaczego ty mnie tak bardzo kochasz?, dlaczego? Tak dużo cię skrzywdziłem a ty teraz opiekujesz się kaleką który nie potrafi nawet sam wstać? - na ślubie przyrzekłam że cię nie opuszczę w zdrowiu i w chorobie, nie opuszczę cię aż do śmierci; pamiętasz – odparłam; - pamiętam i dziękuje ci za to z całego serca. Dni mijały, Sonia miała wakacje więc pojechała do babci. Często pytałam Dinu dlaczego nie zadzwonił do swojej mamy i nie poinformował jej o operacji, w końcu to jego matka i na pewno chciałaby wiedzieć. - nie kochanie; odpowiadał; - nie zadzwonię, kiedyś jak będę w Indiach to sam jej powiem. ŻYCIE Z OBCOKRAJOWCEM.Mąż czuł się coraz lepiej, dłuższy czas nie mógł dźwigać niczego co przekraczało dwa kilogramy. Chodził do pracy. Ja coraz częściej zastanawiałam się aby pójść dalej na studia. Po maturze nie miałam okazji i pieniędzy. Teraz mogłam sobie pozwolić na opłaty. Mąż również twierdził że to dobry pomysł. Zapisałam się do Wyższej Szkoły Cła i Logistyki w Warszawie na stosunki międzynarodowe o specjalności służba celna. Coś co zawsze mnie interesowało. Wszystko między nami układało się bardzo dobrze. Jedynie sąsiedzi na nowym mieszkaniu dokuczali nam coraz bardziej. Często zdarzało się jak dozorczyni mówiła na niego „ten cygan się odgrodził”, nie zwarzając że akurat przechodzę obok niej, zaczepiali go przed klatką że zle zaparkował samochód czy też moja córka zamknęła za głośno drzwi. Na samochodzie często znajdowałam bluźniercze napisy o których nie mówiłam Dinu. Pewnego dnia po kolejnej burzy z dozorczynią nie wytrzymałam i powiedziałam kilka brzydkich słów, tacy ludzie nie rozumieją kulturalnie, rozumieją prostackie słownictwo. Udałam się do kierowniczki spółdzielni. Wezwano dozorczynię na dywanik gdzie długo się tłumaczyła aż wreszcie cała czerwona przeprosiła mnie w obecności pracowników. - jest Pani tylko sprzątającą, - powiedziałam; - nie po tak ciężko pracowałam na moje własne mieszkanie żeby taka osoba jak Pani mówiła mi co mam robić, jeszcze raz usłyszę jakieś brzydkie słowo na mojego męża skieruję sprawę do sądu; odwróciłam się i wyszłam. Inna kobieta z drugiego piętra poszła na policję złożyć zażelenie że pająki z mojego ogródka wchodzą jej na balkon. Przemilczałam sprawę tym bardziej że dzielnicowy uznał ją za wariatkę. Do tej pory nie rozmawiamy z sąsadami, długo próbowali zrobić nam chrzest ale niestety nie udało się. Na każdym kroku walczyłam jak lwica o swój teren. W moim przypadku mogę stwierdzić że w Polsce jest ogromny rasizm. Da się zauważyć szczególnie u starszych ludzi. Nie mogą zrozumieć że ja Polka mam czarnego faceta z którym żyję już tyle lat i najgorsze to to że wszystko u nas dobrze. Często słychach kłótnie za ścianą, bo niestety obok nas mieszka dozorczyni ze swoją rodziną. Do tej pory nie wiem ile ludzi mieszka w jej mieszkaniu i w pewnym momencie przestało mnie to interesować. Powiedziałam jej aby nie wtrącała się w nasze życie bo gorzko tego pożałuje. Po jakimś czasie wszystko umilkło. Czasem mam tylko mandat za złę parkowanie, ludzie w blokach znudzeni życiem znajdują sobie rozrywkę dzwoniąc do straży miejskiej. Podkablowanie kogoś sprawia im wielką przyjemność. Pewnego dnia wsiadając do samochodu zauważyłam ogromną rysę wzdłuż mojej nowej hondy. Rozpłakałam się ale co mi to dało nic. Ktoś kto bardzo mnie lubił załatwił mnie inaczej. Czymś ostrym porysował mi samochód. Dużo mnie kosztowało aby to zlikwidować. To jest cena miłości do czarnego. Mąż w porównaniu do innych hindusów nie wyglądał na obcokrajowca, miał jasną karnację czarne włosy i oczy. Jednak wystarczyło inne nazwisko i już było ciekawie. Nie mogę sobie wyobrazić co przeżywają dziewczyny które za mężów wzięły sobie murzyna. Było mi przykro, że moi rodacy segregowali ludzi tym bardziej że będąc w Indiach nie odczułam nienawiści z ich strony. Wręcz przeciwnie gościli mnie wszędzie gdzie nie poszłam. Tam przynajmniej traktują obcokrajowców z szacunkiem. Często przychodziło mi na myśl co by zrobiła taka dozorczyni w obcym kraju gdyby ktoś jej tak dokuczał. Zapłakałaby się na śmierć. Z biegiem czasu stałam się odporna na takie traktowanie. Przestałam zwracać uwagę na przycinki i zachowanie sąsiadów. Zajęłam się pracą, domem i rodziną. Z czasem przestali mi zbytnio dokuczać. Bali się mnie. Zrobiłam się niebezpieczna, na jakiekolwiek uwagi reagowałam już kontra atakiem. Było mi wszystko jedno. Nauczyłam się walczyć o moje miejsce na ziemi. PRZYJAZD TEŚCIOWEJ.Wakacje dobiegały końca. Sonia wróciła do domu i przygotowywałyśmy się do przedszkola. Pewnego dnia mąż usiadł przy mnie i powiedział; - żono moja za dwa tygodnie jadę do Indii, minął czas od śmierci taty gdzie ponownie muszę udać się na modlitwy jako jedyny syn, wrócę z mamą , wreszcie musimy przełamać lody; - co ty opowiadasz, Dinu- odpowiedziałam; - ja razem z twoją mamą pod jednym dachem?, chciałabym ale to jest raczej niemożliwe, przecież ona nie zgodzi się mieszkać z kimś kogo nienawidzi? - rozmawiałem z nią, mówiła że jest już stara i chce wreszcie poznać swoją wnuczkę a przy okazji poznać dobrze synową, nigdy nie było okazji, teraz kiedy wie że nic nas nie rozdzieli nie ma już wyjścia- odpowiedział i wziął mnie za rękę - nie bój się wszystko będzie dobrze, jestem z tobą. Długo zastanawiałam się czy to ma sens. Matka Dinu, była kobietą bez skrupułów. Twardą i zakłamaną. Po ostatnim przyjezdzie siostry Dinu bałam się że sytuacja znów się powtórzy a wtedy nie miałabym już sił do walki. Czułam się przemęczona. Kochałam męża, ale nie wiedziałam do końca czy zostałabym z nim dalej gdyby matka zaczęła ingerować w nasze życie. Trudno, myślałam zgodzę się chociaż do końca nie wiedziałam czy to dobry pomysł. Moja mama nie była zbyt szczęśliwa z przyjazdu teściowej; -dziecko, pamiętasz co było z Vimi, mało miałam kłopotów, zle to widzę, to jest inny świat, mama Dinu ma swoje przyzwyczajenia, nie zgodzicie się razem w jednym domu ale to jest twoja decyzja. Jak się pozniej okazało znów miała rację. Był wrzesień, Odprowadziliśmy Sonię do przedszkola a póżniej udaliśmy się na lotnisko. Dinuucałował mnie mocno i rzekł; - uśmiechnij się, wiem że nie lubisz jak wyjeżdżam ale teraz nie będzie już problemów , mam polski dowód, jestem już polakiem. Jadę tylko w odwiedziny, za dwa tygodnie będę z powrotem. Jeżeli chodzi o mamę to wyluzuj, bądź sobą, to ty jesteś u siebie i to ona musi się dostosować; - wiem ale jak ja mam z nią rozmawiać, słabo znam język, ona wciąż mnie nienawidzi więc jak to będzie? -nie myśl dużo, opiekój się Sonią, dwa tygodnie szybko minie- odpowiedział i podszedł do odprawy. Pomachał mi zza bramki i znów zniknął z horyzontu. W domu przez te dwa tygodnie nie było chwili abym nie myślała o przyjezdzie teściowej. Często przychodziła do mnie koleżanka z którą rozważałyśmy kwestie wspólnego mieszkania z nową babcią Sonii. Wysprzątałam całe mieszkanie, kupiłam nowe firanki i dywany. Chciałam pokazać się z jak najlepszej strony. Nawet rzuciłam palenie. Wysyłałam sms-y do Dinu czy jego mama coś o nas pyta ale niestety nic się nie dowiedziałam. Nadszedł dzień przyjazdu. Poprosiłam męża koleżanki Nepalczyka aby ugotował coś wegetariańskiego dla teściowe. Umyłam samochód i wystrojone z Sonią pojechałyśmy na lotnisko. Nogi uginały się pode mną. Bałam się. Byłam zła na siebie że zgodziłam się na ten wybryk. Znudzona Sonia często pytała co to za babcia, jak wygląda i czy będzie fajna jak babcia Hańcia? Nie potrafiłam jej odpowiedzieć bo sama nie wiedziałam jaka ona jest i na co ją stać. Stanęłyśmy blisko wyjścia aby Dinu zdołał nas zauważyć. Nagle przy kolejnym rozsunięciu ujrzałam męża a zaraz za nim małą osóbkę która ubrana byłą w białe sari, włosy długie do kolan uczesane miała w warkocz, w ręku trzymała różaniec. Wystraszona szła za synem nie wiedząc co ją czeka. Ze strach nie mogłam przełknąć śliny. Sonia zauważywszy Dinu zaczęła głośno krzyczeć; - tato, tato tu jesteśmy, rzuciła mu się na szyję i spojrzawszy na obcą kobietę schowała się za tatę. Ja nie wiedzą co zrobić podeszłam do niej i dotknęłam ręką stóp. W ten sposób oddaje się w Indiach szacunek do starszych od siebie. Zapakowaliśmy walizki do samochodu i w ciszy pojechaliśmy do domu. Ukratkiem widziałam jak spogląda raz na mnie raz na Sonię. Wchodząc do domu dotknęła progu dłonią i roglądając się usiadła cichutko na skórzanej kanapie którą kupiliśmy specjalnie na jej. Patrzyła na mnie dosyć długo, mając łzy w oczach otworzyła walizkę i wręczyła mi kilka złotych bransoletek tłumacząc przez Dinu że jest to prezent od niej i Vimi. Byłam zaskoczona, podejrzewałam że coś jest nie tak bo jest dla mnie taka miłą. Nie chciałam ich przyjąć lecz ona wcisnęła mi je w ręce i po angielsku powiedziała że będzie jej przykro jeżeli odmówię. Dinu pokazał jej łazienkę po czym położyła się na podłodze aby odpocząć po podróży. Przez kilka godzin snu teściowej rozmawialiśmy z mężem jak było w Indiach i jak ja mam się przy niej zachowywać. Bałam się kolejnego dnia gdy Dinu pójdzie do pracy a ja zostanę z nią sam na sam. Wieczorem zjedli kolację i położyliśmy ją spać na naszym ogromnym łożu. Sami zaś położyliśmy się na nowej kanapie. Stęsknieni kochaliśmy się pierwszy raz mając za ścianą matkę Dinu. Nie wiem dlaczego ale nie mogłam się do końca wyluzować. Krępowałam się we własnym mieszkaniu. Następnego dnia rano zawiezliśmy Sonie do przedszkola, Dinu pojechał do pracy a ja musiałam wrócić do domu. Nie wiedziałam co mnie tak naprawdę czeka. Kupiłam w kiosku papierosy i ze strachu znów zaczęłam palić. Kiedy weszłam w drzwi modliła się przy ołtarzyku męża. Usiadłam do komputera i zaczęłam szukać sobie zajęcia. Po chwili przyszła do pokoju i patrząc na mnie zaczęła rozmowę. - jak się masz? – rzekła - nerwowo odrzekłam że dobrze i znów patrzyłam na monitor. Podeszła bliżej i zapytała czy możemy porozmawiać. Nagle jednak zadzwonił telefon. Z rozmowy wywnioskowałam że była to Vimi. Podała mi słuchawkę i kiwnęła ręką, że chce ze mną rozmawiać. Niechętnie podeszłam i powiedziałam -halo? - to ja Vimi, minęło tyle czasu ale twój głos nic się nie zmienił, dziękuje ci że pozwoliłaś na przyjazd mamy do Polski, bez twojej zgody byłoby to niemożliwe. W Indiach jest zwyczaj że matka mieszka z synem i jego rodziną. Zaraz, pomyślałam jaki zwyczaj, ja zgodziłam się tylko na odwiedziny a nie na wspólne życie z teściową. Bez mojej zgody snuły sobie przyszłość która dla mnie nie była realna. - Elizo, jesteś tam; usłyszałam nagle w słuchawce? - tak, jestem; - odparłam - mama siedzi obok ciebie i chce wiedzieć czy Sonia jest dzieckiem Dinu? Zamarłam, zaczyna się pomyślałam. - Vimi nie chcę z Tobą rozmawiać co do Sonii nie będę wam się tłumaczyć tym bardziej że jest tak podobna do teściowej że nie ma wątpliwości, Pan Bóg specjalnie dał mi ją podobną do twojej mamy aby takie pytanie nigdy nie padło a po resztą uważasz że śpię z każdym napotkanym mężczyzną?; - rzekłam i odłożyłam telefon. Spojrzałam na teściową i ze łzami w oczach powiedziałam bez zastanowienia; -jak mogła Pani tak pomyśleć, ja Pani mogła. Pierwszy dzień pobytu a Pani zadaje mi taki ból. Wiedziałam, że przyjazd to kiepski pomysł. Rozpłakała się. Kiedy chciałam opuścić pokój złapała mnie za rękę i powiedziała - nie gniewaj się ale muszę usłyszeć to z twoich ust, Dinu kłamał i przez to miałam problemy w Indiach o mało nie zamknęli mnie w więzieniu. - nic na to nie poradzę, wiedziała Pani że syn ma żonę w Polsce a jednak próbowała Pani ułożyć mu życie po swojemu; - tak, Sonia jest dzieckiem Dinu, czy nie widzi Pani podobieństwa do siebie, przecież Sonia to cała Pani, jakby zdjął skórę; na moje nieszczęście zresztą, co na nią patrzę to tak jakbym patrzyła na Panią, a nie powiem nie jest to dla mnie zbyt miłe;- odsunęłam rękę i wyszłam z domu na papierosa. W tym czasie zadzwonił Dinu, kiedy usłyszał mój zapłakany głos bardzo się zdenerwował. Opowiedziałam mu całe zdarzenie. Obiecał że porozmawia z mamą i postawi jej ultimatum. -jeżeli będzie wtrącać się w moje małżeństwo wyjedzie stąd bardzo szybko, nie płacz kochanie, już więcej nie będzie cię dręczyła. Wróciłam do domu. Tego dnia nie rozmawiałyśmy więcej. Dinu po powrocie z pracy wziął ją na spacer. Po jakiejś godzinie wrócili, matka była zapłakana. Usiadła w kąciku i długo się modliła. Następnego dnia znów usiadła przy mnie i poprosiła mnie abym pokazała jej zdjęcia. Długo oglądała pytając kto na nich jest. Poznawała całą moją rodzinę. Próbowałam zapomnieć o tym co powiedziała mi poprzedniego dnia. Zresztą i tak Dinu powiedział jej parę przykrych słów dlatego starała się być już dla mnie miła. Starała się ale jej to zbytno nie wychodziło. Oglądając zdjęcia zaczęła od początku temat Dinu. Nie mogła zrozumieć dlaczego okłamał własną matkę. - Dinu kocha Panią ale kocha również mnie i Sonię, zadręczała go Pani dlatego żeby mieć spokój postąpił taj jak uznał za stosowne. Chciał aby Pani była szczęśliwa ale również myślał o nas. Teraz jesteśmy razem i nic tego nie zmieni; -odparłam i spojrzałam jej prosto w oczy. -zmieszana, nie wiedziała co mówić dalej, zdała sobie sprawę że rozmawia z inną Eliza niż tą sprzed ośmiu laty, zastraszoną młodą dziewczyną która sama przyjechała do jej domu. - tak, dziecko masz absolutną rację, lepiej nie wracajmy do tego tematu, bo znów Dinu będzie na mnie zły, ty wszystko mu mówisz? –zapytała -oczywiście, obiecaliśmy sobie mówić całą prawdę nawet tą która bardzo boli, tak jest najlepiej, dlatego to co mówi Pani Dinu wiem również ja; -proszę nie mów do mnie Pani; -odparła -jestem twoją teściową, matką twojego męża, jeżeli możesz mów do mnie mamo i proszę przebacz mi za wszystko co ci zrobiłam, za co tak bardzo cierpiałaś. Mówiąc to znów się rozpłakała. Byłam skłonna uwierzyć w jej szczere chęci chociaż cały czas mówiło mi że jest w tym jakiś cel. Spojrzałam na zdjęcie nieżyjącego teścia i obiecałam mu w duszy że spróbuję tylko i wyłącznie dla niego. Po kilku dniach nasze relacje nieco się polepszyły. Codziennie rano wstawała wcześniej i szykowała dla Dinu hinduskie jedzenie do pracy. Później ćwiczyła jogę. Jeździłyśmy razem na zakupy. Widziała jak ciężko pracuję. Sama ogarniałam dwa sklepy, uczelnię i dom. Często mówiła Dinu że za dużo wzięłam na siebie obowiązków i że jestem bardzo pracowita. Mijały tygodnie, miesiące. Często dzwoniła do Vimi układając sobie przyszłość w moim mieszkaniu. Zaczęło mi to przeszkadzać. Zaniepokojona zapytałam Dinu czy to prawda? -nie, kochanie, mama jest tutaj ale kiedyś i tak wróci do domu, mamy małe problemy finansowe dlatego zgodziłem się wejść w spółkę z mężem Vimi, obiecał że zainwestuje trochę pieniędzy w naszą firmę -co ty mówisz przecież oni nie mają grosza; -odparłam -wynajmują mieszkanie w Indiach które przynosi im zyski, te pieniądze chcą zainwestować w naszą firmę, zresztą wujek ma im oddać dużo pieniędzy; - nie wiem mężu, jeżeli chce zainwestować i być członkiem zarządu to wiąże się to z jego przyjazdem do Polski? –zapytałam; -tak, jeżeli się zgodzisz to na zezwolenie przyjedzie już za miesiąc; -odpowiedział - nie wiem czy zniosę w moim domu jeszcze jedną osobę która będzie rozmawiać w niezrozumiałym dla mnie języku; obiecałam Dinu że przemyśle to na spokojnie. Przeglądając naszą księgowość rzeczywiście widziałam że finansowo nie stoimy dobrze. Mieliśmy coraz więcej kredytów. Sklepy zarabiały tylko na czynsz, nie mówiąc o pensji dla pracowników i innych opłatach. Zgodziłam się. Miesiąc później jechaliśmy na lotnisko po szwagra. Był bardzo wystraszony ponieważ zatrzymali go na kilka godzin na granicy. Pytali do kogo przyjechał i po co? Dzwonili do męża aby potwierdzić przyjazd człowieka o takim imieniu. Po sprawdzeniu stosownych dokumentów puścili go ale nie wyglądał najlepiej. Przez cały wieczór mało co się odzywał. Siedział cichutko jak teściowa po swoim przyjezdzie. Kilka dni później udaliśmy się do notariusza aby wpisać go do dokumentów. Przywiózł ze sobą trochę euro i jak się później okazało na tym koniec. Zaczęli z wielkim rozmachem, wydawali bez sensu pieniądze na które ciężko pracowałam. Próbował robić interesy w Indiach które kończyły się fiaskiem. Nie mogłam na to patrzeć, kilka razy upominałam męża żeby trochę uważał i kiedy wreszcie zobaczę obiecane pieniądze. -nie martw się kochanie, już niedługo wpłaci na konto pieniądze które obiecał- odpowiadał mąż -Dinu, szwagier siedzi tutaj już trzeci miesiąc, wydaje nasze pieniądze a tak naprawdę nic nie potrafi zrobić, zainwestowałeś w końcu całe nasze oszczędności tylko po to bo uwierzyłeś komuś takiemu jak on, nie obraz się, to jest twoja rodzina ale zle to widzę, zobaczysz zostawi nas i wyjedzie, skąd wezmiemy pieniądze? –pytałam -Eliza, co ty opowiadasz, teraz założyłem ale on mi wszystko odda, ma teraz zły czas ale wszystko będzie dobrze, zobaczysz; Czekałam, patrzyłam na to wszystko i wiedziałam że znów będą problemy. Teściowa coraz bardziej zaczęła ingerować w nasze życie. Jednak miałam dobre przeczucie. Przyjechała tu po coś ale jeszcze nie wiedziałam po co? Gotowała dla Dinu i szwagra, często rozmawiali we troje w sindhi, języku którego nie znałam. Coraz częściej widziałam że tłumaczą cos Dinu jak jego siostra przed laty. Twierdził, że robią interesy. Znów czułam się obca we własnym mieszkaniu. Mając nauczkę z Vimi byłam zła że znów zgodziłam się na przyjazd jego rodziny. Matka Dinu tak jak powiedziała moja mama miała swoje przyzwyczajenia. Serce mi rozdzierało jak kroiła na moim jedwabnym dywanie roślinki które pozostawiały plamy. Nie dbała o rzeczy. Kuchnia kleiła się od brudu. Siadała brudnymi nogami na skórzanej kanapie razem ze szwagrem. Nie używali sztućców. Nie mogłam na to dłużej patrzeć. Miała swoje naczynia w których nie mogłam gotować. Były przeznaczone tylko dla niej ze względu że nie jadła mięsa a nawet jajek. Często w kuchni dawała mi do zrozumienia że w jej religii nie jada się zwierząt a ja będąc żoną jej syna powinnam się do tego dostosować. Opowiadała że jest z wyższej kasy tzw „bhranin” w której synowie i córki nie mogą robić ślubu z inną religią. Zaciskałam zęby i wychodziłam z kuchni. Pewnego dnia nie wytrzymałam i powiedziałam jej że ona jest „bhranin” a ja jestem katoliczką i że w mojej religii w przeciwieństwie do jej wybacza się innym za ich krzywdzenie, jeżeli chodzi o mięso to bardzo mi przykro ale zawsze jadłam i będę jadła bez względu na to co ona o tym myśli. Jakiś czas dała mi spokój, jednak zauważyłam że sprawia jej przyjemność kiedy mnie krzywdzi. Starałam się z nią nie spoufalać. Zamykałam się w sypialni bo przeszkadza mi jej głośne oglądanie hinduskiej telewizji. Przestałą sprzątać i mi pomagać. Jedzenie robiała tylko dla siebie. Cały dzień nie zmywała po sobie naczyć. Nie dotykałam się do nich jak zauważyłam że po powrocie do domu Dinu robi wszystko. Tak, byłac wana. Kiedy Dinu wchodził do domu pokazywała jak to ona ciężko pracuje. Z nerwów reagowałam już dziwnym ironicznym śmiechem. Mąż wiedział doskonale co się dzieje w jego własnym domu. Często obrażała się na cały świat lub płakała bez powodu aby zwrócić na siebie uwagę. -Dinu, twoja mama płacze, idz zapytaj czy wszystko porządku; -mówiłam -nic jej nie będzie , niech się wypłacze; -odpowiadał i oglądał dalej telewizję w sypialni. Rzeczywiście miał racje. Kiedy tylko zauważała że nikt nie zwraca na nią uwagi przestawałą i sama zaczynała temat. Wieczorami smarowała Dinu jakimiś balsamami na co nie mogłam patrzeć. -dlaczego smarujesz się tymi śmierdzidłami? –pytałam -kiedy byłem mały robiała to codziennie, teraz też mi to nie przeszkadza- odpowiadał ZNÓW SAMI.Sytuacja była coraz cięższa, brakowało nam pieniędzy z teściową nie dało się wytrzymać. Do tej pory zastanawiam się jakim cudem zdałam wszystkie egzaminy na uczelni. Nerwy miała postrzępione jak kawałek oderwanego materiału. Coraz częściej pytałam Dinu kiedy mama zamierza wrócić do Indii. -nie wiem Elizo, nie mogę jej tak po prosu wyrzucić; - odpowiadał; Pewnego dnia zadzwonił telefon. Usłyszałam straszny płacz teściowej. Zaniepokojona zapytałam co się stało. -dzisiaj umarła moja teściowa, dlatego jako najstarsza z całej rodziny muszę wrócić do Indii i poprowadzić ceremonię pogrzebu. Nie mogłam zrozumieć jej żalu, przecież zawsze mówiła że teściowa bardzo ją gnębiła i jej mąż nigdy się za nią nie stawił. Twierdziła, że ja to mam ogromne szczęście mając takiego męża jak Dinu. Dba o mnie i opiekuje się mną i córką. Ona nie miała takiego szczęścia. Pochodziła z bogatej rodziny i mając naście lat rodzice poznali ją z ojcem Dinu ,który był bardzo biedny. Wyszła za niego tylko dlatego że był wykształconym człowiekiem. Jej mama zawsze jej powtarzała że majątek to nie wszystko, liczy się to co ma w głowie. Długo po ślubie płakała, że nie było ją na nic stać, mieszkała z rodzicami męża gdzie musiała sprzątać, gotować i prać. Była służącą teściowej i teraz nie wiedziałam czy płacze po stracie teściowej?, ze szczęścia?, czy dlatego że musi jechać do Indii i nie wie czy ponownie wróci? Za to ja byłam bardzo szczęśliwa. Żyłam myślą że znów będziemy sami. Teściowa miała wrócić ze szwagrem któremu kończył się pobyt w Polsce i niby miał załatwiać interesy w Indiach. Po tygodniu znów byliśmy sami. Zapłakana teściowa pożegnała się n nami na lotnisku. Wróciliśmy do codziennego życia. Kiedy wróciłam do domu pierwsze co zrobiłam to spakowałam jej rzeczy w walizkę i wszystkie garnki które zawalały mi kuchnię. Sytuacja finansowa bardzo się u nas pogorszyła. Brakowało nam pieniędzy na opłaty. Patrzyłam na męża ale starałam się nic nie odzywać. Kilka dni później przyszło nam wezwanie do opłaty podatku. Kiedy zobaczyłam sumę stanęłam jak wryta. - Dinu kiedy szwagier wpłaci pieniądze? –zapytałam; -nie wiem żono, twierdzi że nie może odebrać swoich pieniędzy od wujka- odparł; Nie wytrzymałam. - co ty opowiadasz, jakie pieniądze, on nie ma rzadnych pieniędzy, wkręcił cię i to bardzo, tyle razy tłumaczyłam ci abyś mu nie ufał i teraz co? Zawsze twoja mama powtarzała żebyśmy mu dali szanse bo ma zły czas i to że mu pomagamy Bóg widzi - mam dość, dlaczego uwierzyłeś w to wszystko, on nawet paczki nie potrafi wysłać, nie mówiąc o interesach które nie kleją się kupy- odparłam ze złością; -nie mam zamiaru więcej ci pomagać, mamy ogromne problemu -wiem Elizo, wiem ; -krzyknął wierząc że szwagier odda pieniądze które włożyliśmy w nieudane interesy. Dni mijały. Matka zadzwoniła z Indii, że potrzebuje pieniądze aby pochować teściową. Bez namysłu Dinu przelał większą kwotę co wywołało u mnie ogromną złość. -nie wierze, nie wierze że na jedno zawołanie przelałeś tyle pieniędzy, teraz kiedy mamy takie problemy? –powiedziałam do obrażonego męża; -musiałem, nie znasz naszych obyczajów, mój ojciec był najstarszym jej synem dlatego to ja muszę opłacić pogrzeb; - jeszcze jedno Elizo, mama wraca z powrotem za dwa tygodnie, będzie pilnowała Sonii wtedy ty będziesz mogła spokojnie pracować i chodzić na uczelnie. Kolejny raz uwierzyłam tym brediom. Najgorsze, że nie potrafię wytłumaczyć dlaczego się ponownie na to zgodziłam. POWRÓT MAMY.Nie minęły dwa tygodnie a teściowa znów zawitała w moim domu. Tym razem myślała że na dobre. Przez pierwsze dni była znośna później pokazała jednak na co ją stać. Uroiła sobie wraz z Vimi że zrobią ze mnie pilota który będzie kierował jej synem. Zaplanowały sobie że Dinu skoro mnie tak słucha to przeze mnie będą załatwiały swoje sprawy. Często teściowa mówiła o przyjezdzie Vimi do Polski i jej pracy tutaj. Zaczęły się coraz częstsze kłótnie z mężem o plany jego rodziny. Stałam się bardzo nerwowa. Doszło do tego że wstając rano odczuwałam potężny strach i nie wiedząc dlaczego bałam się wyjść z domu. Teściowa coraz bardziej ingerowała w nasze życie nawet do tego stopnia że zaczęła pokazywać pod moją nieobecność Sonii ołtarzyk hinduski i tłumaczyła jej o Vishnu. Kiedy dowiedziałam się o tym wybuchłam jak pocisk; w obecności męża poprosiłam ją na rozmowę. -nie życzę sobie aby mama wtrącała się w wychowanie mojej córki, -krzyczałam; -została ochrzczona i będzie wychowywana w mojej wierze, rozumie mama, jeżeli będzie dorosła sama zdecyduje a teraz będzie tak jak jak było do tej pory, będzie dalej chodziła ze mną do kościoła i proszę nie mieszać jej w głowie; -wyszłam z pokoju i walnęłam drzwiami. Dinu nic się nie odzywał. Widziałam tylko jak płakała przez cały wieczór. Jednak moje słowa nie utkwiły jej długo w pamięci. Na drugi dzień zaczęła wieszać na ścianach obrazki ze swoim bogiem. Nie było dnia abym nie kłóciła się z mężem. Co najgorsze szwagier zadzwonił z Indii i tak po prosu zrezygnował ze współpracy. Załamałam się. Wrobił nas w takie długi a teraz tak bez żadnych skrupułów rezygnuje. To był chwyt poniżej pasa. Widziałam jak Dinu strasznie się z nim pokłócił. Jednak znów miałam rację. Przyjechali tutaj obydwoje aby zakręcić Dinu w głowie i wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy. Myśleli że uda się może zamieszkać całej rodzinie z nami a ja będę ich służącą. Tego było za wiele. Wreszcie zrozumiał że znów zawiódł się na swojej rodzinie. Tak bardzo im ufał a oni to wykorzystali. Zawsze teściowa powtarzał że Bóg widzi. Wtedy natomiast nic nie widział. Zostawili nas z ogromnymi problemami. Zaczęłam chorować. Nabawiłam się strasznej depresji która bez pomocy specjalisty blokowała mój organizm. Codziennie brałam leki na uspokojenie, rano i wieczorem po dwie tabletki. Dinu widział co się ze mną dzieje i zdecydował sam beze mnie że mama opuści mieszkanie i wróci do Indii. To był dobry moment. Nie mieliśmy pieniędzy na jej wyżywienie które w Warszawie było bardzo kosztowne. Przeczuwała, że chcemy się jej pozbyć. Chwytała się pomysłów które nie mieściły mi się w głowie. W słoneczną niedzielę rano ubrałam się i poszłam sama do kościoła. Czułam potrzebę iść do spowiedzi i pobyć bez nich wszystkich jedynie z Bogiem. Przed samym wejściem zadzwonił Dinu i wystraszony zapytał? -czy mama poszła z tobą do kościoła? -mężu normalny jesteś, twoja mama ze mną do kościoła, chyba żartujesz; -odparłam; -poważnie pytam, nie ma jej w domu; -wychodząc z domu siedziała w pokoju i oglądała telewizję- odparłam, chociaż nie powiem lekko się wystraszyłam. Co by ludzie powiedzieli jakby zginęła mi teściowa- pomyślałam. -dobrze, zobacz na balkonie, ja zaraz wrócę. Potwornie zła zawróciłam z powrotem. Ponownie zadzwonił Dinu i powiedział że znalazł ją w parku i że mam się już nie przejmować. -Dinu, mam dość, opętał ją jakiś diabeł, dlaczego zniknęła ? po to abym nie dotarła do kościoła?; mam serdecznie dość, muszę się przejść, nie wiem kiedy wrócę, muszę się uspokoić- odrzekłam i rozłączyłam telefon. Poszłam do brata. Mieszkał po drugiej stronie ulicy. Czasem przychodził do nas na kawę ale on też nie przepadał za moją teściową. Usiadłam w kuchni przy kawie, nagle poczułam że robi mi się słabo, podeszłam do okna. Czułam jak serce przyspiesza tempa. Zrobiło mi się słabo i w jedej chwili znalazłam się na podłodze. Pamiętam tylko jak brat wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Leżąc nie czułam kończyn, było mi bardzo zimno. W jednej chwili zaczęłam się cała trząść tak jak bym miała padaczkę. Nie mogłam zapanować nad powiekami. Same zamykały się i otwierały. Wystraszony braciszek złapał za telefon i miał już dzwonić po pogotowie, zebrałam wszystkie siły i poprosiłam; -pogotowie mi nie pomoże; -wydusiłam; -zadzwoń do Dinu, niech przywiezie mi moje leki; -dobrze; –odpowiedział; Zaraz pojawił się mój mąż. -kochanie co ci jest? –zapytał; -za bardzo się wszystkim przejmujesz; -daj mi tabletkę-odparłam cała się trzęsąc. Włożył mi ją do ust i podał odrobinę wody. Nie wiem jak długo leżałam w takim stanie, widziałam że za oknem robi się już ciemno. Siedział przy mnie i masował mi ręce. Sonia przytuliła się do mnie i cichutko płakała. Wreszcie brat wziął ją do drugiego pokoju i włączył jej bajki. Dinu położył się obok mnie i leżał ze mną. Czułam że jest mi trochę lepiej. Wieczorem zebrałam wszystkie siły i wróciliśmy do domu. Ponownie położyłam się do łóżka. Teściowa siedziała sama w ciemnym pokoju i płakała. Dinu nie poszedł do niej, był na nią bardzo zły. Zasnęłam. Rano nie mogłam mówić, coś mnie całą blokowało. Zadzwoniłam do mojego lekarza i z trudem opowiedziałam co się wydarzyło. -pani Elizo to są napady lęku, musi pani brać regularnie leki i pomyśleć nad spokojem, takie leczenie wymaga czasu; -powiedziała i głęboko wzdychnęła Dinu zawiózł Sonię do przedszkola. Leżałam w łóżku, widziałam jak teściowa krąży koło mojej sypialni. Wreszcie odważyła się i weszła. Usiadła obok mnie i zapytała; -jak się czujesz? Kiwnęłam głową że lepiej. -Eliza, Dinu powiedział że masz depresję, czy to przeze mnie? Nic nie odpowiedziałam. Zamknęłam oczy. -ja wczoraj wyszłam tylko na spacer; -mówiła dalej -przecież nie jestem małe dziecko; -mamo, przecież ty nigdy nie wychodziłaś sama w domu, chciałaś zobaczyć czy będziemy cię szukać, chciałaś nas wystraszyć? To ci się niezle udało. Mam dość twojego zachowania. -nie pomagasz mi, mamy tyle problemów, szwagier zostawił nas na lodzie, ukradli nam samochód, nie widzisz że wszystko nam się wali? A ty odwalasz jeszcze takie numery? -wiem Elizo, wiem, przepraszam; -powiedziała i wyszła. Tak dwa tygodnie wcześniej ukradli nam naszą hondę z salonu na którą tak ciężko pracowaliśmy. Moje nerwy nie wytrzymały. SPOKÓJ.Miałam wszystkiego dość. Było mi już wszystko jedno. Marzyłam o spokoju.. Po południu Dinu przyszedł do domu i pokazał mi rezerwację matki do Afryki. Postanowił że dość już kłopotów. -jesteś dla mnie najważniejsza na świecie, postanowiłem że jeszcze w tym tygodniu mama wyjedzie; -powiedział i włożył mi do ręki potwierdzenie wylotu -dlaczego do Afryki? –zapytałam -tam jest taty bratowa, jest również sama, pamiętasz niedawno jej mąż zmarł, mama nie chce wrócić do Indii, -Co boi się ludzi? –zapytałam ponownie; - boi się co ludzie powiedzą? Przecież i tak kiedyś wszyscy się dowiedzą że masz żonę w Polsce, wtedy dopiero będzie wstyd jak zobaczą że masz dorosłą córkę a twoja matka nic nie powiedziała -mężu przecież nikt nie będzie jej utrzymywał na dłużej, to jest celowe po to aby za jakiś czas znów wrócić tutaj i to jeszcze na nasz koszt, tym razem daję ci wybór, ja albo twoja matka- powiedziałam twardo -nie możesz mieć nas obydwie, nie zgadzam się aby jeszcze kiedyś tu wróciła, jest fałszywa i cwana ale nie cwańsza ode mnie, bierze cię zawsze na płacz; -kontynuowałam; -jeżeli chcesz z nią być to wróć z nią do Indii, ja się nie zgadzam na mieszkanie jej w tym domu, rozumiesz. -rozmawiałam z bratem, nawet jemu tłumaczyła że ja chce się pozbyć, czego nigdy nie próbowałam, teraz jednak podjęłam decyzję, albo ja albo twoja mama, wybieraj; -już wybrałem żono, już wybrałem; -odpowiedział i poszedł do niej pokazać jej rezerwacje. Do końca myślała że jakoś przekręci syna i zostanie z nami. Jednak Dinu znał mnie dobrze i wiedział że jest to moja ostateczna decyzja. Miała kilka dni do wyjazdu. Do końca płakała w końciku. Przechodząc obok mnie udawała że mnie widzi. Nie jadła, nie spała. Wyjazd był w niedziele kiedy to miałam zajęcia na uczelni. Postanowiłam jednak że nie pójdę do szkoły aby zobaczyć jak opuszcza moje mieszkanie. Rano w niedziele zapłakana ubrała się w to samo sari w którym przyjechała pierwszy raz. Stałam na korytarzu i patrzyłam jak szykuje się do wyjścia. Dinu wziął jej walizki i poszedł do samochodu. Stanęła na środku pokoju, rozejrzała się i podeszła do Soni. Pogłaskała ją po głowie i pożegnała się z nią. Na mnie nawet nie spojrzała . Próbowałam coś powiedzieć ale złapała walizkę i wyszła zatrzaskując przede mną drzwi. Tak oto, jak to mówił teść „czas wraca”. Teraz ja nie odprowadziłam jej na lotnisko jak dziewięć lat temu ona. Nie przyszła się ze mną pożegnać kiedy wyjeżdżałam z Indii. Teraz to ja miałam uśmiech na twarzy. Byłam szczęśliwa chociaż było mi jej szkoda. Stojąc przed zamkniętymi drzwiami myślałam o niej i o tym wszystkim co wydarzyło się podczas jej pobytu. Ponownie spakowałam jej rzeczy i wystawiłam na balkon. Zadzwoniłam do mamy. -jestem znów sama, tak strasznie się cieszę, teraz wiem że minęło tyle lat a ona wciąż mnie tak samo nienawidzi; -odpoczywaj córko, odpoczywaj i niczym się nie przejmuj, wszystkie długi spłacicie, ja wam w tym pomogę, zdecydowaliśmy z twoim ojcem że przepiszemy ci działkę za która spłacisz wszystkie zaciągnięte kredyty; -powiedziała ciepłym głosem i rozłączyła telefon. Minęło już kilka miesięcy, często pytam Dinu jak jego matka. Za pieniądze Vimi wróciła do Indii i siedzi razem z córką. Nie dzwoni do mnie, nie wysyła maili. I znów osiem lat mam z głowy. Praca w wielkim mieście Przyjechałam do dużego miasta jak dziesiątki młodych dziewczyn w poszukiwaniu pracy, lepszego życia i może miłości wymarzonego typu mężczyzny do której w moim miasteczku nie miałam szczęścia.Nie czekając długo znalazłam fajną i dobrze płatną prace w hinduskiej restauracji. Mając 21 lat pierwszy raz w życiu zobaczyłam hindusa w turbanie który mówił w dziwnym dla mnie języku. Bałam się trochę ponieważ nie znałam tej kultury , ludzi którzy mają tak twarde zasady moralne i zakorzenione przyzwyczajenia. Na szczęście poznałam polke rok odemnie młodszą która pracowała tam jakiś czas i która opowiedziała mi jak to wszystko wygląda. Zamieszkałyśmy razem, byłyśmy super koleżankami przemęczone ( bo nie powiem pracowałyśmy ciężko) ale szczęśliwe że mamy swoje pieniądze za które mogłyśmy pozwolić sobie na dosłownie wszystko.Poznawałam nieco świat hinduski ale starałam się trzymać od nich na dystans. Ciekawiło mnie życie w Indiach, często rozmawiałyśmy z kucharzami na temat ich religii, zachowań kobiet i zwyczajów które nas zazwyczaj szokowały. Po około dwóch latach pracy dostałam wspaniała propozycję pracy w biurze prawniczym gdzie również miałam kontakt z obcokrajowcami. Zajmowałam się kompletowaniem dokumentów dotyczących ich legalnego pobytu.Pewnego razu szef wysłał mnie do jednej firmy gdzie miałam przygotować dokumentacje. W drzwiach przywitał mnie wysoki szczupły mężczyzna twierdząc że to on pomoże mi w mojej pracy. Na pierwszy rzut oka wydawał się spokojny i bardzo sympatyczny. Długo rozmawialiśmy, aż w końcu zapytał mnie o numer telefonu. Byłam wtedy bardzo wstydliwa i mało ufna, niewiele myśląc podałam mu jakiś zmyślony numer nie zauważając że wystukuje go na swoim telefonie. Po chwili poprosił mnie jeszcze raz, stwierdzając że nie podałam mu prawdziwego numeru. Spojrzawszy ukratkiem w jego oczy powiedziałam , myśląc że i tak nie zadzwoni. Do tej pory zastanawiam się dlaczego tak łatwo i bez większego oporu zgodziłam się na jego zaloty. Następnego dnia z samego rana zjawił się u mnie w biurze wymyślając jakiś powód, aby tylko móc mnie zobaczyć. Zaprzyjażniliśmy się, nawet nie wiedziałam kiedy, szczerze mówiąc zbytnio za nim nie przepadałam, zawsze miał zaniedbane paznokcie i kiepsko chodził ubrany. Po jakim czasie przestało mi to przeszkadzać, był czuły i bardzo miły, troszczył się o mnie i dbał żeby niczego mi nie brakowało..... nawet się nie zorientowałam a zakochałam się w nim do szaleństwa. Myślałam o nim bez przerwy, pisał do mnie boskie sms-y i przysyłał do pracy cudne kartki....czułam się jak w bajce.Pewnego wieczoru przyjechał do mnie do domu, kupiliśmy pizze, piwo i oglądaliśmy jakiś film kiedy czule dotknął mnie za szyje i wyszeptał że bardzo mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie....te słowa były jak balsam na moje uczucia, nie wiedząc kiedy znalezlismy się w łóżku tylko on, ja i nasze uczucia...było mi wspaniale ...tej nocy czułam się jak w niebie, czułam że nic więcej do szczęścia nie jest mi potrzebne...do czasu gdy.. ... .. .do czasu gdy pod moim wynajmowanym mieszkaniem zaczepił mnie jakiś wytatuażowany chłoptaś...zapytał czy pracuje w tym biurze? wyciągnął spod kurtki prawdziwą broń i zagroził że użyje jej gdy następnego dnia pójdę do pracy...i oczywiście mam nie zawiadamiać policji bo pożałuje.Czułam jak moje nogi uginają się pode mną i brakuje mi tchu... zapytałam tylko o co mu chodzi i dlaczego mam zrezygnować z pracy... nic nie odpowiedziawszy pokazał mi moją piżamę która leżała w moim zamkniętym pokoju...do tej pory nie wiem jak to zrobił...tej nocy nie mogłam zasnąć zadzwoniłam wystraszona do mojego ukochanego który zjawił się u mnie błyskawicznie, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy przed siebie myśląc tylko o tym komu zależy tak bardzo aby mnie wystraszyć.Mój ukochany przytulił mnie i powiedział że nie muszę się bać bo on jest przy mnie i będzie się mną opiekował. Poczułam że rzeczywiście nie jestem sama i że mam na kogo liczyć.Następnego dnia normalnie jakby się nic nie stało wyszłam do pracy, jadąc w autobusie nagle zadzwonił telefon...ten sam głos co poprzedniego wieczora odezwał się w słuchawce powiedział bardzo głośno i wyraznie że widzi mnie i jak wejdę do biura to mnie załatwi, ze strachu przełknęłam ślinę ale dalej pewna siebie wysiadłam z autobusu i tylnym wejściem weszłam do biura informując mojego szefa co się dzieje. Szef człowiek starszy i doświadczony życiem bez myślenia stwierdził że muszę zgłosić to zdarzenie na policje.....Wystraszyłam się wspominając słowa chłoptasia, w oczach miałam cały czas zarys jego wydzierganej twarzy. Niewiele myśląc wyszłam z biura i pierwsze co zadzwoniłam do mojego mężczyzny. Martwiąc się o mnie zwolnił się z pracy i przyjechał dosłownie za chwilę, pocieszając mnie że już mnie samej nie zostawi.Doszłam do wniosku że zrezygnuje z tej pracy przez którą miałam stacić życie, wynajęłam inne mieszkanie u starszej pani która jest moją przyjaciółką do dziś. Mieszkanko było ciasne ale bardzo przytulne, spotykaliśmy się z moim mężczyzną prawie codziennie, po jakimś czasie uspokoiłam się i wyciszyłam, w końcu zaczęłam szukać nowej pracy co okazało się niełatwe. Brakowało mi pieniędzy, nie mogłam znaleźć pracy, mój ukochany odwiedzał mnie coraz rzadziej. Pracował u hindusa, który wykorzystywał pracowników do niewolniczej całodobowej pracy. Był pod telefonem 24 godziny na dobę co mi bardzo przeszkadzało ponieważ nie mogłam się z nim widywać tak często jak tego potrzebowałam.Zaczęłam zastanawiać się nad moim życiem, nad sensem związku z mężczyzną którego kultura była tak odmienna od mojej. Jak na złość nie mogłam znaleźć pracy, finansowo pomagał mi Dinu co coraz bardziej mi przeszkadzało, lubił jak siedzę w domu i czekam na niego, chociaż to czekanie doprowadzało mnie do obłędu, zaczęłam pić. Wieczorami siedząc sama i bezustannie wpatrując się w okno piłam coraz więcej. Spotykaliśmy się przelotnie jak jechał gdzieś coś załatwić, wpadał do mnie na chwile powiedzieć że mnie kocha i że ten czas kiedyś minie. Prosił abym jeszcze trochę wytrzymała a nasze życie całkiem się zmieni.Jego szef dowiedział się od jakieś przychylnego kolegi że Dinu spotyka się z polką co u niego było kategorycznie zakazane. Zagroził mu że jeżeli jeszcze raz spotka się ze mną to wyrzuci go z pracy i poinformuje rodziców w Indiach. Wtedy nie dopuszczałam sobie do mojej głowy że rodzina ma tak wielki wpływ na Dino szczególnie jego matka, tym bardziej że był jedynym synem. Synem który miał zapewnić jej utrzymanie i opiekę na starość.Wszystko runęło na mnie jak grom z jasnego nieba. Dinu przestał do mnie przychodzić bojąc się że wyleci z pracy i zostaniemy bez grosza, coraz mniej do mnie telefonował bo jego telefon był kontrolowany. Piłam coraz więcej a co najgorsze po jakimś czasie przestałam miesiączkować. Tak, byłam w ciąży. W jednej chwili w mojej głowie przebiegło tysiące myśli co dalej? Co z nami będzie? A raczej co ze mną będzie?.Tak jak wspomniałam spotykaliśmy się z Dinu coraz rzadziej, obawiając się reakcji mężczyzny którego tak bardzo kochałam nie powiedziałam mu o ciąży. Bałam się a zarazem nie chciałam zwalać mu na głowę jeszcze jednego problemu, miał ich wtedy naprawdę wiele. Stwierdziłam, że powiem mu jak będzie na to odpowiednia chwila.Moje dni mijały w samotności, rozmyślając jak ułoży się moje życie, życie które nie miało najmniejszego sensu. Często tłumaczyłam sama sobie że ten związek nie ma najmniejszych szans na przetrwanie a co dopiero na wspólne życie. Pogrążałam się w moich myślach dniami i nocami, nie mogłam spać, wpatrywałam się w telefon z nadzieją że mój ukochany zadzwoni i powie:-misiu nie przejmuj się, wszystko się jakoś ułoży, miłość zawsze zwycięży.Niestety telefon nie zadzwonił, mijały dni a ja nie widziałam się z Dinu tak dawno, umierałam z tęsknoty a jeszcze bardziej ze strachu co dalej. Pewnej nocy bardzo zle się poczułam, bolał mnie brzuch, nie wiedząc co się dzieje wstałam, napiłam się wody i z bólem próbowałam zasnąć. Udało się, zasnęłam ale nie pamiętam na jak długo, obudził mnie przeszywający ból w brzuchu. Wystraszyłam się zauważywszy kałużę krwi na moim łóżku. Zaczęłam panicznie płakać ale niestety nikt nie zdołał mi pomóc, byłam sama jak palec. Niewiele myśląc zadzwoniłam po panią Alice która wynajmowała mi mieszkanie, zżyłyśmy się a to że mieszkała obok pozwalało nam na częste pogaduchy przy herbatce.Przybiegła jak mi się wtedy wydawało błyskawicznie, popatrzyła na mnie i rzekła:-dziecko ty poroniłaś, zaraz zabiorę cię do szpitala;-nie, nie to niemożliwe, to jakiś koszmar odrzekłam i zemdlałam.Kiedy się ocknęłam leżałam w szpitalu a przy moim łóżku siedział Dinu, którego tak dawno nie widziałam, dowiedział się od pani Alice, która zadzwoniła do niego i opowiedziała co się wydarzyło, w oczach miał łzy, wziął mnie mocno za rękę i wyszeptał:-dlaczego mi nie powiedziałaś? Dlaczego? Gdybym wiedział wszystko byłoby inaczej, byłbym z tobą…-chciałam ci powiedzieć ale nie teraz, czekałam na odpowiednią chwile, bałam się że mnie zostawisz odrzekłam i rozpłakałam się jak małe dziecko.Dinu przybliżył się do mnie, wytarł moje łzy i cichutko szepnął:- wiedz moja kochana, że nigdy cię nie zostawię, jesteś moją miłością pierwszą i ostatnią zarazem, razem pokonamy wszystko, jesteśmy przecież silni, to nasza miłość dodaje nam siły do walki z całym światem, kocham cię tak bardzo jak nikogo na świecie. Po tych słowach pocałował mnie w czoło i mocno przytulił.Poczułam wtedy jak bardzo go kocham i niezależnie od tego co się stanie chce być zawsze przy jego boku. Następnego dnia wróciłam do domu, znów byłam sama z moimi myślami, otworzyłam lodówkę i wyjęłam butelkę mocnego alkoholu, nie mogłam wytrzymać tej ciszy która tak bardzo mi doskwierała. Pijąc kolejnego drinka zastanawiałam się jakby to było gdybym nie była z Dinu, może moje życie byłoby szczęśliwsze, odkąd go poznałam wszystko waliło mi się na głowę. Pijąc i myśląc przesiedziałam całą noc. Tak mijały moje dni, piłam coraz więcej, codziennie.Byłam już u kresu wytrzymałości, nie wiedziałam co mam robić, nie mogłam zadzwonić do mojego ukochanego z obawą że odbierze jego szef.Pewnego wieczoru zapukał ktoś do drzwi, otworzyłam i zobaczyłam mojego ukochanego, tak to był Dinu, stał w drzwiach i uśmiechał się do mnie po czym po chwili zapytał:-czy mogę wejść? Teraz już będziemy zawsze razem, zrezygnowałem z pracy bo chcę być z tobą, teraz to jest dla mnie najważniejsze, tylko ty i ja…Moje serce zamarło, nie mogłam uwierzyć że teraz już będziemy razem, zawsze razem, moje marzenie jak wtedy mi się wydawało spełniło się, byłam najszczęśliwszą istotą na świecie. Tej nocy kochaliśmy się nie myśląc o przyszłości. Przytulona do niego czułam zapach jego skóry do którego tak tęskniłam. Zasneliśmy wtuleni w siebie. Te piękne chwile trwały kilka dni ale rzeczywistość była nieunikniona. Musieliśmy pomyśleć co dalej. Dinu coraz częściej był nieobecny myślami, w milczeniu siedział i rozmyślał, nie miał pracy i co najgorsze kończył mu się termin czasowego pobytu. Starałam się go uspokoić twierdząc:-kochanie damy rade, znam się na dokumentach, ja to załatwię.Problem był jednak naprawdę duży ponieważ jego były szef ze złości ze odszedł z pracy, zabrał mu wszystkie dokumenty niezbędne do przedłużenia pobytu. Niewiele myśląc wzięłam prysznic i ubrałam się stosownie do urzędu. Czekając w milczeniu około godziny nadeszła nasza kolej. Zdenerwowani weszliśmy do pokoju gdzie siedziała bardzo elegancka pani. Zapytała nas o nazwisko i wyjęła grubą teczkę z dokumentami Dinu i przeglądając je dłuższą chwile rzekła:-przykro mi ale pana pobytu nie da się przedłużyc, musi Pan opuścić Polskę za dokładnie dwa tygodnie i ma Pan zakaz powrotu przez okres jednego roku.Moje serce waliło jak oszalałe, ze łzami w oczach zapytałam kobietę dlaczego decyzja jest negatywna, jak się okazało były szef Dinu wysłał do urzędu stosowne pismo krytykujące zachowanie pracownika, same oszczerstwa które uniemożliwiały pobyt w Polsce.Byliśmy załamani, pierwszy raz zobaczyłam jak mój kochany mężczyzna płacze, tak płakał jak małe dziecko, przytulił mnie mocno do siebie i powiedział:-kochanie ja umrę bez ciebie, ja nie mogę zostawić cię samej, nie teraz, zakochałem się w tobie do szaleństwa, jak mam wytrzymać bez ciebie te całe dwanaście miesięcy, tak długo czekałem na chwilę gdy będziemy razem a teraz gdy się udało znów muszę odejść i czy wrócę???- nie martw się wszystko się jakoś ułoży – odrzekłam- w co sama przestałam już wierzyć.Dni mijały bardzo szybko, zbliżał się czas wyjazdu, staraliśmy się o tym nie rozmawiać, choć było to ciężkie. Był październik, chłodne i długie wieczory spędzaliśmy razem przytulając się do siebie i patrząc sobie w oczy jakbyśmy wyczuwali że więcej się nie zobaczymy. Starałam się nie płakać, żeby pokazać jak jestem silna i że nasza miłość znów zwycięży.Nadszedł dzień wyjazdu. Z trudem mogłam utrzymać łzy. Dinu przygotował się i pojechaliśmy na lotnisko. Mieliśmy jeszcze godzinę dla siebie. Długo patrzyliśmy na siebie nic nie mówiąc. - pora już na mnie moje kochanie powiedział i wstał z krzesła aby przygotować paszportPrzytuliłam go do siebie pocałowałam w usta i powiedziałam, że jak tak tego nie zostawię, jeżeli nie uda mu się zrobić wizy to jestem gotowa polecieć do Indii. Łzy popłynęły mu z oczu, spojrzał na mnie i powiedział- kochanie jesteś moim całym życiem ale masz ze mną tylko same kłopoty, wiedz że nigdy o tobie nie zapomnę i że kocham cię ponad wszystko na świecie, wziął walizkę i odszedł do przejścia. Stałam sama na środku lotniska i wpatrywałam się w oddalającą postać mojego mężczyzny. Kiedy przeszedł już przejście graniczne zrozumiałam jak bardzo go kocham, strach że już go więcej nie zobaczę paraliżował mi nogi. Stał jeszcze jakąś chwile po drugiej stronie, widziałam jak łzy spadają mu po policzkach, aż w pewnym momencie postać zniknęła. Nie wiem jak długo tam stałam, nie wiedziałam co mam robić, co jakimś czasie ocknęłam się, wytarłam łzy i powiedział w duchu- dziewczyno weź się w garść, musisz zrobić wszystko żeby znów móc przytulić się do twojego mężczyzny, znów móc go pocałować i powiedzieć, że już nigdy mnie nie opuści. Wyszłam z lotniska i udałam się do domu zastanowić się w spokoju, co dalej. Kiedy już usiadłam w domu z mocnym drinkiem cały świat przewrócił mi się do góry nogami, każdy kąt, każda rzecz na która spoglądałam przypominała mi mojego Dinu, znów zaczęłam płakać zaraz po chwili zadzwonił telefon, to Dinu po raz ostatni przed wejściem na pokład samolotu chciał usłyszeć mój głos.-kochanie, wylatuję ale na pewno do ciebie wrócę czy będziesz na mnie czekała? Czy kochasz mnie na tyle mocno aby przetrzymać ten zły czas sama beze mnie? Wiem że jest ci teraz ciężko nie masz pracy ale o pieniądze się nie martw w szuflatce zostawiłem ci większą sumę która spokojnie wystarczy ci na kilka miesięcy. Zaraz po przyjeżdzie do Indii udam się do Konsulatu i na pewno wszystko będzie dobrze tylko czekaj na mnie. Po tych słowach zrozumiałam że mój Dinu to cały mój świat, moja przyszłość, bez namysłu odrzekłam- nie martw się o mnie, będę tu na ciebie czekać choćby trwało to kilka długich lat, kocham cię bardzo dużoRozłączył się a ja zostałam sama z moimi myślami. Nie spałam całą noc wspominając chwile spędzone z moim ukochanym, o tym jak bardzo się o mnie troszczył i martwił. Pijąc drink za drinkiem nawet nie zauważyłam jak już świtał nowy dzień. Położyłam się na poduszce, która pachniała Dinu, rozmarzona zasnęłam. Kiedy otworzyłam oczy był już dzień, nie wiedząc co ze sobą robić leżałam dalej rozmyślając nad swoim życiem. W pewnej chwili zadzwonił telefon, odebrałam, w słuchawce usłyszałam głos mojej starej koleżanki, która wprosiła się do mnie na kawę, nie byłam tym zbytnio zachwycona, chciałam pobyć trochę sama ale mimo to uporczywie nalegała twierdząc że nie powinnam w takiej chwili być sama i że ma dla mnie propozycje pracy. Z jednej strony ucieszyłam się , nareszcie czymś się zajmę i nie będę myślała cały czas kiedy ujrzę znów mojego ukochanego. Po skończonej rozmowie wstałam, wzięłam prysznic i przygotowałam się trochę na wizytę koleżanki chociaż nie powiem przychodziło mi to z trudem. Nagle zadzwonił dzwonek, otworzyłam drzwi, Mona wpadła jak oszalała zadając tysiące pytań, jak się czuje, co dalej będzie, kiedy wraca Dinu itd., na większość pytań sama nie znałam odpowiedzi. Zrobiłam obiecaną kawę i długo rozmawiałyśmy, zaproponowała mi pracę w restauracji hinduskiej w której zaczynałam moją karierę po przyjeżdzie do wielkiego miasta. Nie zastanawiać się zgodziłam się od razu, znałam szefa i wszystkich pracowników także nawet było mi to na rękę a tym bardziej że szef potrzebował kogoś od zaraz. Umówiłyśmy się na drugi dzień na dziesiątą. Zaraz po tym zadzwoniłam do mojej właścicielki z zapytaniem czy wszystko u niej w porządku, poznała mnie po głosie że bardzo cierpię, kazała mi przyjść to postawi mi karty. Po wejściu do jej domu popatrzyła na mnie i rzekła:-dziecko, jak ty bardzo Go kochasz, twoje cierpienie widać przez twoje ogromne oczy, siadaj postawie karty to będziemy wiedziały jaka czeka cię przyszłość.Nie wierzyłam jej kartom, tym bardziej że nigdy dotąd nie przepowiadałam sobie przyszłości, lecz cóż miałam do stracenia? Usiadłam przetasowałam jej karty i podzieliłam na trzy kupki tak jak kazała, oglądała je, przekładała i powiedziała że czeka mnie daleka podróż i że nie mam czym się martwić bo i tak będziemy z Dinu razem. Jak nigdy zaczęłam zastanawiać się nad jej przepowiednią chociaż o podróży nie myślałam na serio tym bardziej że nie miałam jeszcze paszportu ale to wystarczyło mi aby poczuć się lepiej.Po powrocie do domu zadzwonił telefon, to Dinu, tak to on zadzwonił do mnie z Indii że doleciał szczęśliwie i że bardzo mnie kocha i zamierza powiedzieć o nas swoim rodzicom. Nogi ugięły się pode mną, czyli on naprawdę planuje ze mną przyszłość, on naprawdę chce ze mną być. Łzy szczęścia popłynęły mi z oczu, jeszcze nigdy żaden mężczyzna nie mówił do mnie tak ciepło i z tak ogromną miłością. Wieczorem znów nalałam sobie drinka, usiadłam przed telewizorem i rozmyślałam. On mnie kocha ale czułam że najgorsze jeszcze przede mną, co zrobić aby naprawdę być razem?Na drugi dzień poszłam do pracy, co było dla mnie nawet wskazane. Po tak długim czasie będącej bezrobotną trochę się bałam ale zaraz po kilku godzinach strach minął. Zajęłam się pracą, chociaż nie było chwili abym nie myślała o Dinu. Szef bardzo się cieszył że wróciłam bo sama na jednej zmianie dawałam rade obsłużyć około dziesięciu stolików. Kończyłam pracę bardzo późno co bardzo mi się podobało, wreszcie miałam jakieś zajęcie. Każdego wieczoru wracając do domu zachodziłam na stacje aby zadzwonić do mojego ukochanego. Bardzo za nim tęskniłam, nie umiałam żyć sama bez niego. Po miesiącu pracy byłam już trochę zmęczona ale praca sprawiała mi radość. Mój Dinu pisał do mnie piękne sms-y. Pewnego dnia z samego rana zadzwonił, wyczułam w jego głosie ogromny smutek- kochanie nie dam rady załatwić wizy, byłem w Konsulacie w Bombaju i mam zakaz wracania do Polski przez dwanaście miesięcy. Czułam jak robi mi się słabo, nie zniosę jeszcze roku sama, - nie martw się kochanie coś wymyślimy odrzekłam nie wiedząc co takiego jestem stanie wymyśleć ja nic nie znaczący zwykły człowiek który nie ma nawet dość odłożonych pieniędzy na wyjazd do Indii. Tego wieczoru upiłam się do tego stopnia że na drugi dzień w pracy trzęsły ni się ręce i nie mogłam swobodnie nosić tacy z napojami. Po pracy wstąpiłam do pani Alice opowiedzieć jej o moim problemie. Zapytała mnie co zamierzam ale w głowie miałam tylko wielką pustkę. Pożegnałam się z nią i poszłam do siebie. Po drodze dostałam wiadomość od mojego Dinu, napisał że nie może spać beze mnie i że mama pyta się o mnie. Byłam w lekkim szoku, ponieważ z jego opowiadań wynikało że mama jest bardzo stanowcza. Od wielu hindusów słyszałam że w Indiach starsze kobiety nie zgadzają się na związki swoich jedynych synów z obcokrajowcami tym bardziej kobietami innego wyznania. Przyszła synowa ma za zadanie opiekować się matką męża i być stale przy jej boku, wszystkie prace domowe to zadanie synowej, matka odpoczywa i mówi tylko co dalej. Bałam się spotkać kiedykolwiek z matką Dinu, widziałam jej twarz nieraz na zdjęciach i już na pierwszy rzut oka nie wydała mi się zbyt sympatyczna. Na drugi dzień rano ponownie dostałam wiadomość że mama chce mnie poznać. Wtedy wydawało mi się że to może jest prawda, uwierzyłam. Codziennie wieczorem gdy dzwoniłam do Dinu pozdrawiałam ją chociaż nawet nie zdawałam sobie sprawy że mój ukochany nie powtarzał jej niczego. Jak się póżniej okazało matka słyszała o jakiejś dziewczynie która pomagała mu w trudnych chwilach ale nic poza tym. Nie powiedział matce prawdy obawiając się jej reakcji. Tak więc uwierzyłam opowieściom o matce która chce mnie koniecznie poznać. W pracy coraz częściej słyszałam od hindusów abym dała sobie spokój z Dinu bo nic z poważnego tego nie wyjdzie. Opowiadali mi że rzadko się zdarza aby jedyny syn wziął sobie za żonę Polkę. Im dłużej tego słuchałam tym bardziej byłam przekonana że nasz związek nie ma szans na przetrwanie, z drugiej strony trzymało mnie to że mój Dinu bardzo mnie kocha i jego matka nie ma nic przeciwko dziewczynie innego wyznania. Pewnego wieczoru kiedy zbierałam się już do domu po ciężkiej pracy dostałam wiadomość od Dinu, która brzmiała tylko „ You merry me?, serce zaczęło walić mi jak oszalałe, nie wierzyłam własnym oczom, mój ukochany właśnie mi się oświadczył i chce abym została jego żoną. Wtedy zniknęły mi w głowie opowieści o jedynym synu i jego obowiązkach, wiedziałam że chce być z Dinu i chce zostać jego żoną chćby za wszelką cenę. I jak się pozniej okazało cena była zbyt wysoka ale to pózniej. Nie wiele myśląc odpisałam „YES”Tej nocy nie mogłam spać, serce o mało nie wyskoczyło na moje łóżko. Myślałam tylko o moim ukochanym i zdałam sobie sprawę że jestem w stanie pojechać nawet po niego do Indii. Wymyśliłam że na drugi dzień pójde do banku i zapytam się o kartę kredytową za którą mogłabym kupić bilet lotniczy. Nie miałam odłożonych pieniędzy a pieniądze od Dinu już dawno się skończyły. Tak, wiedziałam że muszę pojechać. Z tą myślą zasnęłam. Na drugi dzień rano poszłam do banku i co się okazało mogę mieć kartę bez żadnego problemu. Zgodziłam się i nie myśląc o konsekwencjach podpisałam stosowne dokumenty. Karte miałam dostać za dwa tygodnie. Z uśmiechem na twarzy poszłam do pracy. Przed samym wejściem zadzwonił telefon, to Dinu, z zadowolonym głosem powiedział że bardzo mnie kocha i chce abym przyjechała do Indii, mama o wszystkim wie i już zaczęła sprzątać mieszkanie do uroczystości. Wzruszyłam się i pomyślałam że wszystkie te opowieści hindusów to jedno wielkie kłamstwo i na pewno mówią tak bo są zazdrośni. Odpowiedziałam mojemu Dinu że pojadę ale nawet nie mam paszportu nie wspominając o wizie na którą też się czeka. Powiedział mi że to wszystko można załatwić szybciej poprosząc w urzędzie i że ze mną do Indii również poleci dziewczyna jego kolegi który też obecnie jest w Delhi. To wszystko wydawało mi się wtedy takie proste. Oczywiście wzięłam kilka dni wolnego z czego mój szef nie był zbytnio zadowolony ale powiedziałam mu że moja mama jest chora i muszę ją odwiedzić. Zgodził się, także na drugi dzień pojechałam do rodziców. Nie przyznałam się mamie że planuje wyjechać bo na pewno skończyłoby się to dla mnie ogromnym kazaniem. Wiedziała z ojcem że zakochałam się w hindusie ale miała cichą nadzieje że teraz jak wyjechał o wszystkim zapomnę i znajdę sobie polaka. W tak małej miejscowości z której pochodzę ludzie nadal są uprzedzeni do ludzi o innym kolorze skóry chociaż mój Dinu nie ma bardzo ciemnej skóry czym charakteryzują się ludzie np ze Sri Lanki. Pojechałam do urzędu paszportowego gdzie wypełniłam wniosek i zapytałam panią czy jest szansa o przyspieszenie terminu. Nie było z tym problemu za dwa tygodni miałam odebrać paszport. Wróciłam do domu porozmawiałam jeszcze trochę z mamą i powiedziałam że muszę wracać do Warszawy. Zdziwiła się, myślała że zostanę kilka dni tym bardziej że tak długo mnie nie widziała. Była smutna, wyczuła że mam jakiś problem i że mogę na nią liczyć. Zawsze dziwiła mnie tymi swoimi przeczuciami, zawsze strzelała w dziesiątkę. Nawet najmniejszy problem jaki miałam mama zawsze wyczuła. Czasem dzwoniła do mnie w nocy pytając czy wszystko u mnie porządku bo ma złe przeczucie. Mając problemy zawsze kłamałam śmiejąc się do słuchawki że wszystko u mnie dobrze. Po powrocie do Warszawy zaszłam jak zwykle do pani Alice mówiąc jej o moich planach. Zdziwiła się lekko mówiąc że jestem bardzo odważna i że muszę bardzo kochać Dinu skoro zdecydowałam się na taką wyprawę. Wróciłam do siebie, wzięłam prysznic i położyłam się z drinkiem do łóżka. Myśli napływały mi jak oszalałe. Zastanawiałam się jak poradzę sobie nie znając dobrze jeżyka angielskiego, wiedziałam też ze dziewczyna z którą jadę też ma taki sam problem. Wiedziałam też że nie ma bezpośredniego lotu do Indii więc czeka mnie jeszcze przesiadka w jakimś innym kraju, przecież będę leciała samolotem pierwszy raz w życiu. Strach nie pozwolił mi zasnąć, wstałam zrobiłam drinka i zamyślałam się w samotności. Nie wiem ile wypiłam nie pamiętam ale nieżle zakręciło mi się w głowie i w końcu zasnęłam. Rano kiedy otworzyłam oczy pokój wirował mi jak na karuzeli, postanowiłam że zostanę większość dnia w łóżku ciesząc się że mam jeszcze dwa dni wolne. Ten dzień przeleżałam odczytując kilka wiadomości od Dinu zapewniających mnie o jego miłości. Pisał także o naszym ślubie, że nie mam czego się bać ponieważ mama jest bardzo zadowolona i czeka na nasze pierwsze spotkanie. Kolejnego dnia zdecydowałam że zadzwonię do dziewczyny która wraz ze mną leci do Indii. Była starsza ode mnie o kilka lat, również zakochała się w hindusie kilka lat od niej młodszym. Ashish wyjechał na dwa miesiące do Indii do mamy ponieważ nie widział jej kilka lat. Jego dziewczyna jechałą poznać przyszłą teściową jak ja oraz zwiedzić ten piękny kraj. Jechała do Delhi chociaż wiedziałam że mój Dinu mieszka w Bombaju zastanawiałam się jak my to zrobimy. Przecież jedno miasto leży od drugiego jakieś tysiąc pięćset kilometrów. Agata bo tak miała na imię ta dziewczyna powiedział że bardzo się cieszy i że słyszała od Ashisha że mój Dinu będzie na mnie czekał w Delhi w domu jej chłopaka. Dojedzie tam wcześniej pociągiem. Ucieszyłam się bo powiem szczerze bałam się samotnej wyprawy do nieznanego mi świata. Zapytałam ją czy ma już rezerwacje na wyjazd. Jak się okazało czekała że zrobimy ją razem jak będę miała już paszport i wklejoną w niego wizę. Agata była już w Wietnamie także takie wyprawy nie były jej obce. Byłam strasznie ciekawa samego lotu i klimatu który tam spotkam. Zadawałam jej dziesiątki pytań, moje podekscytowanie było ogromne. Jechałam do innego świata, świata który jak się pózniej okazało nie był dla mnie. Wróciłam do domu jak na skrzydłach, byłam szczęśliwa że nie będę sama. Znów nalałam sobie drinka i usiadłam w miękkim fotelu. Zaczęłam zastanawiać się nad prezentami które powinnam kupić rodzinie Dinu. Na moje szczęście miał tylko jedną siostrę co w Indiach jest rzadkością. Nie mając zbyt wiele pieniędzy zdjęłam z palca swój złoty pierścionek i postanowiłam że będzie on prezentem dla mamy mojego ukochanego. Jeden prezent miałam już z głowy. Pamiętałam jak Dinu przed wyjazdem robił zakupy. Większość były to słodycze, pasty do zębów, kremy Nivea, dezodoranty i farby do włosów w kolorze czarnym i odcieniach czerwieni dla siostry. Wszystko to w Indiach jest bardzo drogie. Postanowiłam więc że zrobię tak samo. Nie miałam oszczędności bo wszystkie jakie miałam poszły już na opłacenie czynszu, opłaty i wyżywienie które w Warszawie trochę kosztuje. Dla taty Dinu postanowiłam kupić skórzany portfel z które bardzo się ucieszył, siostrze komplety z długą spódnicą i spodniami wiedząc że kobiety nie noszą tam mini. Z takimi planami zasnęłam. Tęskniłam za moim mężczyzną tak bardzo że często śnił mi się jak się uśmiecha lub tuli mnie w ramionach. Dni mijały jak oszalałe nie mogłam doczekać się kiedy wreszcie zobaczę Dinu. W między czasie odebrałam paszport nie odwiedzając mamy aby nie wzbudzić podejrzeń, zapytałam w Aeroflocie ile kosztuje bilet do Delhi i załatwiłam w Ambasadzie wizę. Suma za bilet była kosmiczna ale dostałam wreszcie kartę kredytową która tak naprawdę uratowała mnie w ciężkiej sytuacji. Wizę załatwiłam w ciągu dwóch dni i to bezpłatnie, bo jak się okazało wiza turystyczna na trzy miesiące do Indii nie jest obciążona odpłatą. Wszystko szło jak po maśle, teraz zastanawiam się nad tym i twierdze że to było po prostu przeznaczenie, tak miało być dlatego wszystko szło mi bez mniejszego problemu. Dinu dzwoniąc powiedział mi że mam zarezerwować lot do Delhi gdzie będzie na mnie czekał a po kilku dniach pojedziemy razem do Bombaju do jego domu. Miałam wziąć ze sobą kartę kredytową bo on nie ma żadnych pieniędzy a koszt przejazdu i załatwienie wizy w Indiach będzie nas trochę kosztowało. Tak więc zrobiłam. Wyjeżdżając do Indii zostawił mi wszystkie pieniądze nie myśląc co będzie tam, co powie jego mama która liczyła na to że ukochany syn przywiezie ze sobą trochę grosza, tym bardzie że przeliczając na rupie hinduskie to jedna średnia wypłata miesięczna w Polsce czasem starcza w Indiach na trzy lub cztery miesiące. Bardzie marwił się o mnie a nie co powie mama z czego byłam później bardzo dumna.Wreszcie zarezerwowałyśmy z Agatą lot do Indii który miał nastąpić dwudziestego siódmego grudnia 2001 roku. Napisałam do Dinu o mojej rezerwacji i od razu odpisał że będzie na mnie czekał. Na święta pojechałam do rodziców z myślą że powiem mamie o moich planach. Od razu wiedziałam że tacie nie przyznam się do wyjazdu bo będzie temu na pewno przeciwny. Wiedziałam też, że jak dobrze urobię mamę to nic mu nie powie. Także przed wyjazdem do rodziców spakowałam się dokładnie przemyślając co będzie mi potrzebne ponieważ nie mogłam wziąć więcej jak dwadzieścia kilo a po powrocie będę miała tylko kilka godzin na dotarcie na lotnisko. Wigilia odbyła się w gronie rodzinnym, wszyscy byli uśmiechnięci i zadowoleni, mój starszy brat przyszedł z żoną i synem, siostra z chłopakiem tylko mi było smutno że moje kochanie jest daleko ode mnie. W pierwszy dzień świąt zabrałam mamę do mojej siostry która mieszkała sama, zdecydowałam że powiem jej o wszystkim. Siedząc przy stole zaczęłam mówić:-mamo co byś powiedziała jakbym pojechała do Indii?, mama zaczęła się śmiać i patrząc na mnie rzekła ze spokojem: - wiesz dobrze że nie masz paszportu bo zaczęłabym się bać że mówisz prawdę, wiem że stać cię na wszystko ale na wyjazd na koniec świata chyba bym ci nie pozwoliła. Nie myśląc zbyt wiele rzuciłam: - mam paszport i zrobiłam już wizę, pojutrze wyjeżdżam do Indii i jestem zdecydowana pobrać się z Dinu, mama patrzyła się na mnie dłuższą chwilę i zrozumiała że nie żartuje. Łzy spływały jej po policzkach i nie mogła wydobyć z siebie ani słowa, dopiero po jakiejś chwili odezwała się; - dziecko nie rób tego, wiem że pojedziesz znam cię dobrze ale nie rób mi tego, mając tam problemy nie będę mogła ci pomóc, to jest drugi koniec świata. Próbowałam ją uspokoić ale długo nie dawała się przekonać, jednak stwierdziła że i tak zrobię po swojemu, tylko mam jej obiecać że będę dzwoniła aby tata nie zorientował się gdzie ja jestem bo wtedy ona będzie miała poważne problemy. Tata był bardzo zaborczy, mama była przez niego wystraszona i bała się cokolwiek powiedzieć, to on był głową domu, często dużo pił i zdarzało się że nie raz przez niego płakała. Obiecałam jej że nic się nie dowie i najpóźniej za miesiąc będę już w Polsce. Wróciłyśmy do domu, siostra również nie była zbytnio zadowolona z mojego wyjazdu. W domu mama mało się odzywała, dużo myślała. W drugi dzień świąt wróciłam do Warszawy, zadzwoniłam do Agaty czy jest gotowa i umówiłyśmy się że rano podjedzie pod mój blok taksówką gdyż nie damy rady jechać autobusem z taką ilością bagaży. Wróciłam do siebie, usiadłam na łóżku i wpatrując się w walizki myślałam czy kiedykolwiek wrócę jeszcze do Polski. Zastanawiałam się czy naprawdę znam tego człowieka z którym planuję dalszą przyszłość. Co będzie jak okaże się że tam jest całkiem inny albo nie uda zrobić się wizy. Wreszcie stwierdziłam że czeka mnie ciężki dzień i idę spać. WyjazdRano budzę się pełna emocji, Boże ja rzeczywiście wyjeżdżam, już za kilkanaście godzin będę w ramionach mojego kochanego mężczyzny, moja tęsknota była już silniejsza ode mnie. Przygotowałam się i zaraz po tym przyjechała Agata. Pomogła mi zaciągnąć walizki do taksówki i razem wyruszyłyśmy w nieznaną nam podróż. Na lotnisku byłam lekko wystraszona ale wszystko poszło tak jak powinno. Polskim samolotem poleciałyśmy do Moskwy gdzie następnie po kilkugodzinnym czekaniu przesiadłyśmy się w ogromny rosyjski samolot który leciał do Delhi. Widoki które widziałam przez okno na długo utkwiły mi w pamięci przecież pierwszy raz w końcu leciałam samolotem, Lot do Delhi trwał ponad dwanaście godzin gdzie z powodu gęstej mgły krążył kilka razy nad lotniskiem w Delhi. Udało się wylądowałyśmy. Kiedy wyszłyśmy z samolotu odrzuciło mnie gorące i duszne powietrze jakie panowało w nocy w Delhi, czekała nas jeszcze odprawa celna, zdenerwowana czekałam w kolejce aż nadeszła nasza kolej. Celnik zaczął obrzucać nas pytaniami: -You are from Rossia? Na to pytanie wkurzyłam się strasznie gdyż jestem stuprocentową patriotką i nigdy bym nie zdradziła własnego kraju i skąd w ogóle przyszło mu do głowy że jestem rosjanką –No I Am from Polan odrzekłam z zadowoleniem że idzie mi to dosyć łatwo. Pytał jeszcze do kogo przyjechałyśmy i co robi mój chłopak, gdzie mnie poznał itd., wreszcie wręczył nam paszporty i życzył miłego pobytu w Indiach. Nie mogłam doczekać się kiedy wreszcie rzucę się w ramiona mężczyźnie którego tak dawno już nie widziałam. Wyszłyśmy z Agatą jak najszybciej na główny hol gdzie roiło się od ludzi w turbanach i białych ubraniach typowo hinduskich. Nie wiedziałam gdzie mam patrzyć, wreszcie usłyszałam jak ktoś krzyczy do mnie po imieniu, to Dinu mój ukochany Dinu stał przy samej barierce z ogromną różą i z wielkim uśmiechem machał do mnie. Serce zaczęło walić mi jak oszalałe, zostawiłam walizki i rzuciłam się w ramiona ukochanego, lecz gdy byłam już blisko niego przytrzymał mnie rękami i powiedział - miniu możemy przywitać się tylko uściskiem ręki gdyż tutaj w Indiach nie jest zbyt mile widziane przytulanie się do siebie w obecności starszych, kochanie to nie jest Polska. No cóż musiałam dostosować się do tego przecież ten kraj i obyczaje znałam tylko z opowiadań. Dinu i Asish wzieli nasze walizki i poszliśmy do samochodu. Siedząc z tyłu przytulił się do mnie i powiedział że strasznie za mną tęsknił i że jest dumny z tego że nie bałam się przylecieć. Była już póżna noc więc rozpakowywałam ubrań, wyszłam na chwilę na balkon gzie siedziały piękne kolorowe papugi i przypatrywały się nowej istocie która zawitała w nowe miejsce. Wszystko wydawało mi się inne, nieznane, pełne tajemnicy a zarazem ekscytujące. Dinu wyszedł do mnie i cichutko powiedział: -wiedziałem że przyjedziesz, to moja miłość cię przyciągnęła aż tak daleko, kocham cię z całego serca i nieważne co się stanie zawsze będziemy razem. Wtedy nie zastanawiałam się nad tymi słowami, byłam szczęśliwa że jestem w jego ramionach i czuję zapach jego ciała za którym tak tęskniłam. Do rana zostało nam jakieś trzy godziny więc aby nie marnować czasu kochaliśmy się stęsknieni za sobą. W końcu przysnęłam zmęczona podróżą, rano obudził mnie głośny krzyk handlarza który rozwoził na wózku świeże warzywa i owoce. Wchodząc do kuchni zobaczyłam kobietę w długim sari która z sympatią kiwała na mnie abym podeszła. Była to mama Ashisha starsza kobieta z której oczu mogłam od razu wyczytać dobroć i spokój. Zapytała mnie jak mi się spało i zaprosiła na śniadanie. Znałam już kuchnię indyjską także nie było dla mnie problemem skosztowanie ostrych potraw. Za chwilę pojawił się mój Dinu i Ashish i we troje zaczęli rozmawiać w ich języku co chwila uśmiechając się i patrząc na mnie. Rozumiałam trochę hindu także wywnioskowałam że mówią o ślubie który Dinu zaplanował w Bombaju wraz ze swoją rodziną.Po śniadaniu przebrałam się w świeże ubrania i poszliśmy zwiedzać miasto. Byłam zachwycona beztroskim życiem ludzi, którzy nie przejmują się dniem jutrzejszym. Na ulicach kram obok kramu, ludzie handlują wszystkim co się da, przez myśl przeleciało mi że na pewno nie ma tu sanepidu bo co trzeci hindus sprzedaje ugotowane przez siebie jedzenie. Ludzie oglądali się za nami tym bardziej, że Agata była oryginalną blondynką co dla niektórych hindusów był to nie lada widok. W pewnym momencie jakiś człowiek podszedł do mnie i zaczął dotykać moją skórę wystraszyłam się nie wiedząc o co mu chodzi lecz Dinu uratował sytuacje i stwierdziliśmy że jednak będziemy poruszać się samochodem. Zmęczeni wróciliśmy do domu planując, że na drugi dzień udamy się z Dinu do polskiej ambasady zapytać jaka jest procedura wzięcia ślubu aby bez problemu móc razem wrócić do Polski. Następnego dnia udaliśmy się więc do Ambasady, ogromy biały budynek ogrodzony był murem którego pilnowali strażnicy. Po sprawdzeniu paszportów wpuścili nas do środka. Po jakiejś chwili zszedł ambasador i z uśmiechem przywitał się ze mną i Dinu pytając co sprowadza mnie aż tak daleko. Opowiedziałam mu w skrócie naszą historię i że chce wyjść za Dinu ale nie wiem co mam dalej zrobić. Dowiedziałam się że po ślubie który zawrzemy w Indiach muszę jeszcze raz przyjechać do Delhi po pieczątki stwierdzające fakt ślubu które niezbędne będą w Polsce aby móc zarejestrować nasz ślub w urzędzie. Podziękowaliśmy za pomoc i wyszliśmy. Nagle uświadomiłam sobie że muszę zadzwonić do mamy na pewno martwi się o mnie. Kiedy usłyszała mój głos uspokoiła się trochę i pytała jak podoba mi się w Indiach i czy rodzice Dinu są dla mnie mili. Potwierdziłam i skończyłam rozmowę bo trochę to kosztuje. Po powrocie do domu naszych znajomych Dinu powiedział mi że pojutrze jedziemy do Bombaju pociągiem i że podróż będzie długa dlatego muszę się dobrze wyspać i odpocząć. Przed wyjściem na dworzec mama Ashisha pobłogosławiła nas i powiedziała że możemy do niej przyjechać kiedy tylko będzie taka potrzeba, podziękowałam jej stosownie składając ręce i nachylając się do jej nogi oddając jej tym samym szacunek. Miała łzy w oczach, położyła mi dłoń na głowie i powiedziała że jestem bardzo dobrym człowiekiem i życzy nam dużo szczęścia. Na dworzec pojechaliśmy z Ashim i Agatą, nie musieliśmy się spieszyć ponieważ tata Dinu pracował w PKP i zarezerwował nam miejsca wcześniejszej rozmowie z Dinu, mieliśmy jeszcze trochę czasu więc kupiliśmy kawę i usiedliśmy pod palmą. Ashi również planował ślub ale bał się jeszcze powiedzieć o tym mamie, przedstawił Agatę jako koleżankę z Polski która chciała zwiedzić Indie. Nadjechał nasz pociąg. Pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do naszego przedziału. Czułam jak ludzie patrzą się na mnie i na Dinu. Jechaliśmy bardzo długo około dwudziestu czterech godzin, czasami szłam do toalety aby móc zapalić papierosa, myślałam że oszaleje. Czas dłużył mi się i dłużył, jedyną atrakcją był handlarz kokosów na każdym przystanku który za 10 rupi umiejętnie odcinał wierz kokosa aby móc wypić z niego sok. Nie smakował mi zbytnio, miał cierpki smak i w ogóle nie był słodki chociaż piłam bo po tym jakiś czas nie chciało się pić. W nocy Dinu powiedział iż położymy się gdyż czeka nas jeszcze kilka godzin jazdy. Ubrana w czarny żakiet i spodnie położyłam się na twardym łóżku i zasnełam. Nagle poczułam jak robi mi się gorąco. Wjeżdżaliśmy już do Bombaju gdzie temperatura przekraczała ponad czterdzieści stopni. Kiedy wyjeżdżaliśmy z Delhi było około piętnastu więc różnica temperatur dała mi się odczuć tym bardzie że przyjechałam z Polski gdzie była zima. Dinu siedział naprzeciwko mnie i wpatrywał się z uśmiechem. –dzień dobry kochanie, jak się czujesz ? jesteś głodna? Mam śniadanie ale tak słodko spałaś że nie mogłem cię obudzić, jedzenie jest zamknięte więc nie ma problemu bo cały czas jest ciepłe, podziękowałam ale miałam jednak ochotę najpierw się troche umyć, chociaż warunki w których przebywaliśmy pozwoliły mi tylko na szybkie umycie zębów i to w dodatku w zimnej wodzie. Zjadłam szybko śniadanie i zaczęliśmy pakować nasze rzeczy gdyż za dziesięć minut mieliśmy być już na miejscu. Bombay Ulice tego miasta bardzo różniły się od ulic Delhi, klimat również, było tu gorąco a zarazem wiał świeży i orzeźwiający wiatr od morza. Nie wiem, dlaczego ale spodobało mi się to miasto od momentu jak tylko się tu znalazłam. Jadąc taksówka do Chembur obserwowałam ludzi, krowy, które chodziły dosłownie wszędzie, samochody inne niż w Polsce, zazwyczaj marki Ambasador nieco podobne do naszej warszawy, chociaż nie powiem bardzo wygodne. Na myśl, że już niedługo zobaczę mamę Dinu wpadałam w panikę, zadawałam mu dziesiątki pytań jak mam się zachować, gdzie będziemy spać, jak ja mam się z nią porozumieć itd., na co mój kochany stwierdzał: - nie przejmuj się wszystko będzie dobrze, przez cały czas trzymał moją rękę jakby również czegoś się obawiał. Po wyjściu z taksówki dzieliło nas tylko kilka kroków do jego domu w którym czekała niby na mnie jego mama. Poczułam strach, stanęłam i nie wiem dlaczego nie mogłam dalej zrobić ani kroku. Dinu nie nalegał, wiedział jak dużo znaczy dla mnie to spotkanie dlatego czekał na mój ruch w milczeniu. Po jakichś kilku minutach zebrałam wszystkie siły i ruszyliśmy dalej, wokół nas zgromadziło się dużo dzieci, przechodnie stawali aby zobaczyć do kogo idzie z wizytą biała ubrana w czarny europejski kostium. Weszliśmy do domu gdzie w progu przywitał mnie przyjaciel Dinu, gruby ale zarazem sympatyczny mężczyzna, w głębi siedziała kobieta i nie zwracając zbytnio na mnie uwagi obierała warzywa. Podeszliśmy z Dinu gdzie schylając się do niej oddałam jej stosowny szacunek. Uśmiechnęła się, chociaż oczy jej były jak ze zdjęć, zimne i mało sympatyczne. Moje przywitanie lekko ją zdziwiło, pokazała mi miejsce gdzie mam usiąść i zrobiła herbatę z mlekiem mocno pachnącą kardamonem. Kiedy tak siedzieliśmy czułam jak spogląda na mnie ukratkiem, byłam zdziwiona jej zachowaniem, przecież Dinu pisał że sprząta mieszkanie na nasz ślub i czeka na chwilę aby móc mnie poznać. Zrozumiałam że kobieta która siedzi niedaleko nie wie o żadnym ślubie i nie tryska zbytnią chęcią poznania przyszłej synowej. Nie wiedząc jak mam się zachować spojrzałam na nią i rzekłam: - Dinu jest bardzo podobny do Pani, cała mama, w jednej chili parsknęła śmiechem i odpowiedziała –pagal, co tłumacząc na polski oznacza głupia, skleiło mnie, nie wiedziałam co dalej, spojrzałam na Dinu ale i on nie czuł się z tym najlepiej, kolega który siedział z nami nagle wstał i wyszedł przed dom. Zmieszany Dinu próbował uratować sytuacje i zaczął opowiadać mi o swojej siostrze która strasznie chce mnie poznać. Nadal nie wiedziałam co powiedzieć, mój ukochany po prostu mnie oszukał. Mama wcale nie czekała na mnie jak opowiadał i pisał. Widać było, że nie była zbytnio zachwycona z mojej wizyty. Stwierdziłam, że jednak porozmawiam ż Dinu o tym póżniej gdyż znając mnie zaraz wybuchnę płaczem. Nagle poczułam ogromną ochotę na papierosa, na co Dinu kategorycznie odmówił, mówiąc, że w Indiach kobiety nie palą i mamie może się to nie spodobać. Ja jednak postanowiłam na swoim. Kolega pożegnał się z nami mówiąc, że odwiedzi nas następnego dnia, my natomiast wsiedliśmy w rikszę aby móc pobyć chwilę sami. W ten sposób mogłam swobodnie zapalić nie bojąc się, że ktoś mnie zobaczy. Zaczęłam rozmowę z Dinu na temat tego co się stało, przeprosił mnie i powiedział abym dała mamie trochę czasu. Prawdą jest, że mnie okłamał bo inaczej nigdy nie przyjechałabym do Indii. Wiedział jak ważna jest dla mnie zgoda rodziców i dlatego wymyślił to wszystko abym dała się przekonać na przyjazd. Byłam zła, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć, zranił mnie bardzo głęboko ale to że bardzo go kochałam pozwalało mi wybaczyć. Starałam się go zrozumieć, wiedziałam jak bardzo mu na mnie zależy a przecież mama nie pojedzie z nami do Polski, więc jaki jest problem? Żaden. Przytulam się do niego i zamknęłam oczy. Po powrocie do domu czułam się trochę niezręcznie ale pragnęłam tylko wziąć prysznic. Kiedy już zmieniłam ubranie poczułam się znów pełna energii i chęci do życia, mama krzątała się po kuchni przygotowując kolację. Zadzwonił telefon, siostra Dinu dzwoniła z pracy, aby potwierdzić nasz przyjazd, poprosiła abym podeszła do słuchawki i zapytała jak się czuje i czy podoba mi się w Indiach, stwierdziła że zwolni się wcześniej z pracy aby móc razem z nami wybrać się do pobliskiego marketu. Nagle w drzwiach stanął mężczyzna, wysoki, dobrze zbudowany, ubrany w białą koszule i ciemne spodnie, uśmiechnięty głośno się przywitał – Namaste, to był tata , poznałam go ze zdjęć które Dinu pokazywał mi jeszcze w Polsce. Podszedł do mnie i niewiele myśląc powiedział:- miło cię gościć w naszym domu, jestem bardzo szczęśliwy że mogę cię poznać, przychyliłam się do niego i próbowałam ręką dotknąć jego nóg bo tak wygląda powitanie młodszych ze starszymi oddając im tym samym szacunek i respekt lecz on odciągnął mnie do góry i uśmiechnął się sympatycznie że nie muszę tego robić. Poprosił mnie abym usiadła i cały czas uśmiechając się patrzył na mnie swymi dużymi pięknymi oczami. Czułam że jest osoba dla której moja obecność nie jest obojętna, było widać jak bardzo cieszy się z mojego przyjazdu i że wreszcie pozna dziewczynę o której jak twierdził Dinu dużo opowiadał. Mama spoglądała z kuchni ale nie wtrąciła ani jednego słowa. Obserwowała całą tą sytuacje i nie za bardzo spodobała jej się reakcja jej męża. Kiedy Dinu rozmawiał z tatą nagle z wielkim hukiem wpadła siostra witając mnie już z drzwi, tuż za nią jej mąż i dwóch synów. Jeden z nich młodszy bał się trochę białej kobiety którą widział pierwszy raz, starszy był natomiast bardzo ciekawy i przechodził koło mnie kilka razy nieswojo się przy tym uśmiechawszy. W domu zrobił się nagły chaos, siostra raz rozmawiała ze mną to znów z Dinu, szwagier swoim donośnym głosem dyskutował o czymś z mamą, tata zaś jako jeden siedział cichutko w swoim fotelu i spoglądał raz na mnie a innym razem na pozostałych domowników. Zasiedliśmy do kolacji co bardzo mnie zdziwiło na podłodze, czułam się niezręcznie gdyż nigdy dotąd nie jadłam w taki sposób, siostra poprawiła mi nogi tłumacząc że w ten sposób oddaje się szacunek do pokarmu który zaraz spożyjemy. Wszystko było dla mnie nowe i dziwne. Mama nie siedziała z nami, co chwile donosiła tylko gorące placki Ciapati. Zjadła dopiero gdy wszyscy się nasycili. Po kolacji otworzyłam walizki aby wręczyć prezenty które miałam dla całej rodziny Dinu. Mama przyjęła złoty pierścionek z dosyć zaskoczoną miną, tata był bardzo zadowolony ze skórzanego portfela do którego zaraz przełożył swoje dokumenty i pieniądze, siostrze i szwagrowi również podobały się podarunki lecz najbardziej zadowoleni byli chłopcy z dużych ilości słodyczy które dostali.Po ceremonii rozdania prezentów tata zapytał mnie czy mam jakieś wygodne hinduskie ubranie, bo chce nas zabrać na zakupy. Znalazłam w walizce ubranie, które dostałam od Dinu jeszcze w Polsce. Przebrałam się i wyszliśmy. W sklepie miałam sobie kupić wszystko, co jest mi potrzebne i najlepiej krem z filtrem gdyż mogę przy takiej temperaturze poparzyć skórę. Kiedy pakowałam się w Warszawie nie pomyślałam o tak ważnej rzeczy jaką jest krem ochronny. Tata zadbał o wszystko z czego Dinu był bardzo dumny że w odróżnieniu od mamy troszczył się o mnie i dbał aby niczego mi nie zabrakło. Kiedy wróciliśmy do domu czułam się zmęczona. Jak na jeden dzień wystarczająco dużo miałam emocji. Zastanawiałam się jak będziemy spać, wiedziałam że nie wypada spać z Dinu w jednym łóżku zapytałam gdzie jest moje miejsce. Dinu pozwolił mi sobie wybrać na podłodze pod wiatrakiem lub na łóżku ale w dosyć dusznym zakątku. Wybrałam oczywiście miejsce pod wiatrakiem który chodził całą dobę. Siostra Dinu poszła już z rodziną do siebie, także spaliśmy w jednym pokoju z Dinu a rodzice w drugim. Pokoje przedzielała ściana lecz bez drzwi. Kiedy rodzice już spali co było wiadomo przez głośne chrapanie Dinu po cichutku przyszedł do mnie na podłogę, gładził długo moje włosy całując mnie po czole i oczach, jego dłonie zjeżdżały coraz niżej i niżej. Tak długo czekałam na tą chwile że nawet rodzice śpiący obok nie sprawiali większej przeszkody, wręcz przeciwnie dreszczyk emocji dodawał nam mocniejszego podniecenia. Kochaliśmy się, tak długo na to czekałam, tej nocy myślałam że śnie. Byłam wreszcie z moim ukochanym i to było dla mnie najważniejsze, czułam się bardzo szczęśliwa. Zrozumiałam że jednak dobrze zrobiłam podejmując taką decyzję. Dinu wrócił do swojego łóżka a ja ze szczęściem na twarzy zasnęłam. Rano jak zwykle obudził mnie głos handlarza przechadzającego się przez miejscowe osiedle, mama robiła już śniadanie, Dinu siedział i oglądał jakąś hinduską stację w telewizji. Wzięłam prysznic zjedliśmy śniadanie i stwierdziliśmy że pojedziemy razem do Konsulatu w Bombaju zapytać i wizę dla Dinu. Jadąc w piętrowym autobusie obserwowałam znajdującym się w nim ludzi, gdzieniegdzie przez okno można było zobaczyć muzułmanki zakryte w czarne ubranie, było widać im tylko oczy, niekiedy szło ich kilka z jednym mężczyzną i kilkoma dziećmi. Był to dla mnie niesamowity widok, niewiele myśląc wyjęłam aparat aby uwiecznić ten widok na zdjęciu, jednak Dinu powstrzymał mnie wyjaśniając że mogę mieć przez to nieprzyjemności od męża tych kobiet, gdyż nie jest dozwolone robić im zdjęcia. Wszystko było dla mnie nowe i tajemnicze. Starałam zachowywać się spokojnie i słuchałam wszystkiego co mówił Dinu. Wreszcie znalezliśmy się w Konsulacie który mieścił się na wzgórzach Bombaju. Rozmowa z Konsulem nie zaliczała się do przyjemnych, stwierdził że nie może nam pomóc ponieważ z Polski przyszła wiadomość że Dinu przez kolejne dwanaście miesięcy nie może wjechać na karcie którą wydano mu na podstawie pracy u jego byłego szefa. Niewiele myśląc podziękowaliśmy i wyszliśmy z budynku. Dinu zabrał mnie nad morze abym zobaczyła piękne widoki którymi mógł się poszczycić. Rzeczywiście było to piękne miejsce, wokół handlarze sprzedawali lody które maczało się w słodkich syropach, obok znajdował się piękny hotel w orientalnym stylu przed którym Dinu zrobił mi zdjęcie. Wielu hindusów podchodziło do nas i pytało czy za odpłatą mogą zrobić sobie pamiątkę z biłą na co Dinu stanowczo odmawiał. Zaplanowaliśmy ślub, który miał się odbyć za kilka dni, byłam lekko wystraszona. Kochałam Dinu ale nie byłam pewna czy jestem gotowa na ślub z człowiekiem o tak odmiennej kulturze. Wiedziałam, że jak nie dojdzie do ślubu to już nigdy nie zobaczę mojego ukochanego. Myśli rozdzierały mi umysł. Po spotkaniu z jego matką odczuwałam strach i niepewność jak będzie wyglądała moja przyszłość.Po niemiłym przyjęciu przez mamę Dinu postanowiliśmy że zatrzymamy się w domu siostry, która bez namysłu wyraziła zgode. Siostra mieszkała w domu swych teściów i miała nadto swoje mieszkanie które czekało na dobre czasy aby w nim zamieszkać.Mieszkanie było w stanie surowym, nie miało mebli jedynie toaletę i prysznic z zimną wodą, spaliśmy na podłodze na grubym kocu co mi wtedy zbytnio nie przeszkadzało. Byłam szczęśliwa że obok mnie był mój ukochany i nie musiałam znosić humorków mamy. Jedynym problemem były tylko ogromne komary, które znalazły sobie nową przynętę o cienkiej skórze. Jednak i to zniosłam, cóż się nie robi dla wielkiej miłości. Kupiłam spirale, która odganiała te straszne bestie. Co wieczór Dinu chodził do domu na kolacje, zostawałam sama, zdałam sobie sprawę, że nie jestem mile widzianym gościem. Pewnego wieczora zostaliśmy zaproszeni przez tatę na kolację urodzinową która miała odbyć się w jednym z pobliskich hoteli. Ubrałam się stosownie do tamtejszych zwyczajów i pojechaliśmy z Dinu rikszą na umówione miejsce. Tata był dumny z przyszłej synowej w przeciwieństwie do mamy która unikała mojego wzroku. Usiedliśmy cała rodziną do stolika, byłam spięta ponieważ wszyscy którzy tam siedzieli patrzyli na mnie z uwagą. Wreszcie Dinu oznajmił:- kochanie tata pyta na co mamy ochotę, ale proszę cię nie pij alkoholu bo to mogłoby zostać żle przyjęte przez moją rodzinę:niewiele myśląc zamówiłam wodę gazowaną z cytryną, byłam zdumiona, ale dostosowałam się do prośby Dinu. Podczas kolacji mój mężczyzna oznajmił o decyzji ślubu co niemile przyjęła mama. Tata był zachwycony. Wziął mnie za rękę i stwierdził że jest dumny że będzie mnie miał za synową. Czułam się tym wszystkim zmęczona, wróciliśmy do domu i położyłam się na naszym posłaniu, zbliżał się dzień ślubu, zastanawiałam się w co mam się ubrać w ten wielki dla mnie dzień i jak będzie wyglądała cała ta ceremonia. Podczas moich rozmyślań nagle zadzwonił dzwonek, to mama Dinu przyszła prosić abyśmy zrezygnowali ze ślubu, zapłakana rzuciła mi się do stóp i błagała abyśmy zrezygnowali. Tłumaczyła że nasze horoskopy nie pasują do siebie i zdaży się wielkie nieszczęście gdy tylko zawrzemy związek małżeński. Nie wiedziałam co mam począć, spojrzałam się na Dinu i prosiłam aby się odezwał. Po pewnej chwili Dinu odciągnął matkę i oznajmił że bardzo mnie kocha co doprowadziło ją do większego płaczu. Wstałam i patrzyłam na całą tą sytuacje jak wmurowana. Dinu zaczął rozmawiać z matką w ich języku i po kilku minutach matka opuściła mieszkanie. Nazajutrz pojechaliśmy do sądu gdzie planowaliśmy się pobrać. Dinu znalazł muzułmańskiego prawnika, który zdecydował się za niewielką opłatą nam pomóc. Powiedział, że nie będzie problemu bo Dinu jest kawalerem i że następnego dnia mamy się zgłosić do niego do sądu. Musimy mieć jeszcze trzech świadków dopiero wtedy możemy legalnie być małżeństwem. Wróciliśmy do domu. Jak co dzień Dinu poszedł na kolację do mamy. Poszłam sama do pobliskiego sklepu i kupiłam sobie piwo, siedziałam na kocach i rozmyślałam czy aby rzeczywiście jest to dobry pomysł. Wiedziałam że nie mam co liczyć na błogosławieństwo ze strony matki. Chciałam do domu. Nagle zebrała mnie ogromna tęsknota za moją mamą i domem rodzinnym. Tysiące kilometrów dzieliły mnie od Polski, miałam jeszcze kilka dni do powrotu. Czułam że jestem w życiowej rozterce. Mogłam wrócić do Polski gdzie czekali na mnie znajomi, praca i rodzina albo wziąć ślub z mężczyzną którego matka tak bardzo mnie nienawidziła. Siedziałam tam sama i nie wiedziałam co dalej. Dinu kochał mnie bardzo ja jego też ale ważne była dla mnie akceptacja rodziny. Czułam się jakbym kradła matce jedynego syna, do którego żywiła nadzieje na swoją przyszłość. Pijąc piwo miałam żal również do Dinu, przecież nie tak miało być. Matka miała mnie mile przywitać i niby z utęsknieniem czekała aby mnie poznać. Gdybym wiedziała o tym wcześniej zanim wyjechałam do Indii szczerze bym się nad tym zastanowiła. Świat wirował mi przed oczami, marzyłam o wielkim weselu jak każda młoda dziewczyna, o pięknej białej sukni, gośćmi i prezentami. Jednak w moim życiu wszystko zawsze było odwrotnie, nie tak jak planowałam czy choćby marzyłam. Bałam się do tej pory nie wiem dlaczego ale odczuwałam strach przed nieznanym mnie życiem. Położyłam się na nasze legowisko i za krótką chwile wrócił Dinu, przytulił mnie mocno i powiedział:-kochanie, jesteś dla mnie wszystkim, marzyłem o tym abyś przyjechała tutaj i na własne oczy zobaczyła mój świat, jeszcze raz przepraszam cię za całą tą sytuacje ale nie mogłem ci powiedzieć o mamie, tak bardzo cię kocham, bałem się że cię stracę. Mama musi się z tym pogodzić to tylko kwestia czasu. Jutro nasz wielki dzień, zawrzemy ślub i już zawsze będziemy razem, do końca naszych dni…to powiedziawszy przestałam się bać, przytuliłam się do niego tak mocno jak to możliwe i zasneliśmy. Ślub Rano obudził mnie Dinu, stwierdzając że mamy mało czasu aby dojechać do centrum Bombaju gdzie umówiliśmy się z adwokatem. Wstałam i nie miałam zielonego pojęcia w co się ubrać, wiedziałam że hinduski zakładają piękne czerwone stroje, obwieszają się złotem i robią henne na dłonie. Ja niestety nie miałam pięknego stroju ani złotej biżuterii, jedyny swój złoty pierścionek oddałam teściowej w prezencie. Ubrałam się więc w długą hinduską spódnice i zwykła bluzkę którą zabrałam z Polski. Pojechaliśmy na miejsce, w sądzie był ogromny chaos, kobiety z zakrytymi twarzami siedziały na krzesłach, inni ciągle się spieszyli. Nadszedł nasz adwokat z niezbędnymi dokumentami które musieliśmy wypełnić. Dinu zrobił to umiejętnie i pojechaliśmy w jakieś dziwne miejsce gdzie sprawdzili nasze paszporty. Na miejscu czekał na nas odświętnie ubrany tata Dinu wraz ze swoim pracownikiem, był pierwszy. Uśmiechnął się do nas i pogratulował nam ślubu. Spisali nasze nazwiska na dużym dokumencie który przypieczętowali stosowną pieczątką. Po całej tej procedurze zabrał nas do pobliskiej restauracji na herbatę, poszliśmy wraz i adwokatem i jego muzułmańską asystentką. Byłam bardzo wystraszona bo czekał nas jeszcze ślub kościelny, który miał się odbyć w jakiejś pobliskiej świątyni. Widziałam jak tata patrzył na nas z dumą co mnie lekko zawstydzało, byłam szczęśliwa że przyszedł ale smuciło mnie że mama jednak nie zaakceptowała naszego wyboru. Dowiedziałam się tylko że dzwoniła do taty i pytała gdzie jest. Nie wiedziała że ślub odbył się tak szybko, domyślała się tylko co jak póżniej się dowiedziałam nie odzywała się do męża przez miesiąc że przyszedł i dał nam błogosławieństwo.Nagle adwokat stwierdził że musimy się zbierać, tata pożegnał się z nami i wrócił do pracy. Poszliśmy do świątyni, był to mały obskurny pokoik gdzie zamiast podłogi był beton, ściany poobdrapywane, na jednej widniał ogromny posąg hinduskiej religii, na środku paliło się ognisko. Przywitał nas ksiądz który już wcześniej umówiony był z naszym adwokatem za niewielką opłatą. Staliśmy z moim Dinu przed księdzem który miał uwiecznić nasz związek. Byłam lekko wystraszona, ksiądz mówił do nas po hindusku dlatego umówiłam się z Dinu że będzie mi mówił co mam robić. Ksiądz kazał nam stanąć przed ołtarzem wziąć kokos w dłonie i powtarzać jego słowa, z trudem ale powiedziałam wszystko co sobie zażyczył, póżniej związał nam dłonie szalem i wskazał na sztuczne ognisko na środku pomieszczenie, Dinu prowadził mnie cztery razy dookoła następnie ja jego trzy, co oznaczało że mąż będzie miał jeden obowiązek więcej. Po skończonej ceremonii założył mi mój stary wcześniej zdjęty srebrny pierścionek i założyliśmy sobie wieńce ze Świerzych kwiatów jako uwieńczenie ceremonii. Nawet nie zauważyłam ilu gapiów stało w drzwiach i robiło nam zdjęcia. Widok mieszanego małżeństwa był rzadkością dlatego każdy chciał zobaczyć jak najwięcej. Po całej ceremonii dostałam dokument z nowym imieniem i nazwiskiem. Przyjęłam nowe imię Deepa oraz nazwisko po mężu. Moje polskie również zostawiłam. Byłam całkiem inną osobą. Czułam się szczęśliwa i dumna że wreszcie już na zawsze zostanę z moim Dinu. Podziękowaliśmy adwokatowi za pomoc i udaliśmy się nad morze wyrzucić nasze wieńce. Nasze wieńce odpłynęły daleko w otchłań wody a my staliśmy i nic nie mówiąc obserwowaliśmy jak nasz symbol ślubu odpływa gdzieś daleko.Wróciliśmy do domu, Dinu poszedł do rodziców a ja rozmarzona wzięłam kartke i długopis i wylałam na nią moje uczucia, może gdyby był ktoś bliski z rodziny przy mnie nie musiałabym tego robić ale nie miałam z kim podzielić się moim szczęściem.Na drugi dzień udaliśmy się do Delhi do Ambasady aby załatwić wszystkie stosowne dokumenty. Z konsulatu w Bombaju zrezygnowaliśmy bo bałam się że i tak nic z tego nie wyjdzie.Delhi.Po długiej i męczącej podróży na dworcu przywitali nas nasi znajomi. Kiedy powiedzieliśmy im, że wzięliśmy ślub cieszyli się razem z nami, uściskali nas mocno i pojechaliśmy do domu świętować, niestety w Bombaju nie było szans a może nie było z kim, rodzina Dinu nie piła alkoholu jedynie tata ale szacunek nie pozwala na picie razem z najstarszym członkiem rodziny. W domu pogratulowała nam również mama Assiego, na naszą cześć przygotowała pyszną kolacje. Po kolacji pojechaliśmy do znajomego singla który również niedawno wziął ślub. Niestety kultura hinduska nakazuje wstrzemięźliwość do alkoholu wobec starszych więc pojechaliśmy do Ashiu i tam w pokoju piliśmy whiski, pierwszy raz widziałam hinduskę która po jednym drinku była niezle wstawiona. Biedna bała się pózniej wrócić do domu. Następnego dnia pojechaliśmy do ambasady, tak dostaliśmy potrzebne nam pieczątki i po gratulacjach ambasadora pojechaliśmy do najbliższego bankomatu wyciągnąć z mojej karty kredytowej trochę pieniędzy które potrzebne były mi na przełożenie rezerwacji. Kończyły nam się pieniądze a musiałam jeszcze wrócic do Polski i jakoś przeżyć kolejny miesiąc zanim dostane pensje. Wiedziałam tylko że muszę sobie jakoś poradzić sama do momentu aż zrobię Dinu zaproszenie na które będzie mógł wrócić do Polski. Byłam trochę przerażona bo czas oczekiwania na zaproszenie, wysłanie go do Indii i zrobienie wizy to około dwóch miesięcy. Tego dnia zrobiliśmy rezerwacje, miałam wyjechać za trzy dni. Po powrocie do domu mało ze sobą rozmawialiśmy, leżeliśmy wtuleni w siebie i myśleliśmy o naszej ciężkiej przyszłości. Dinu nie miał pracy, ja zarabiałam tyle że ledwo starczało na mieszkanie nie mówiąc o jedzeniu i jakich innych rzeczach które każda kobieta pragnęłaby mieć. Chociaż wtedy nie myślałam zbytni o pieniądzach, byłam szczęśliwa że jestem z Dinu i wierzyłam że jakoś wszystko się ułoży, nie zdawałam sobie sprawy co tak naprawdę czeka nas w życiu, jakie męczarnie musimy przejść i ilu upokorzeń musimy doznać w tym podłym świecie. Czując bliskość mojego ukochanego zasnęłam. Rano znajomi odprowadzili nas znowu na dworzec, wracaliśmy do Bombaju gdzie za dwa dni będę musiała opuścić mojego męża. Powrót do Polski. Nadszedł dzień wyjazdu. Dinu ze łzami w oczach siedząc w kąciku obserwował jak pakuje swoje rzeczy. Nagle wstał, przytulił mnie mocno i powiedział:-kochanie serce mi pęka gdy widzę jak mnie zostawiasz, obiecuje Ci że to już ostatni raz, kiedy wrócę do Polski już zawsze będziemy razem. Nie zniosę tych dwóch miesięcy bez ciebie, tak bardzo cię kocham nie zapominaj o tym;- ja też bardzo cię kocham i przyrzekam że załatwię wszystko jak najszybciej, już niedługo znów będziemy razem odrzekłam i pocałowałam go tak gorąco jak tylko potrafiłam. Spuścił głowę i rozpłakał się jak małe dziecko. – kocham cię tak bardzo że nie potrafię wyrazić mojej miłości słowami powiedział; nie przejmuj się mamą kiedyś wszystko zrozumie, zrozumie jak bardzo cię kocham i wszystko jakoś się ułoży.Pojechaliśmy taksówką na lotnisko, mieliśmy trochę czasu więc poszliśmy do małej knajpki na gorącą herbatę. Kiedy tak siedzieliśmy podszedł do naszego stolika mężczyzna, nagle zrozumiałam że tata Dinu przyjechał się pożegnać, dał nam wywołane zdjęcia ze ślubu i przysiadł się do nas na chwile. Pamiętam jak dziś jak głęboko patrzył mi w oczy i powiedział jedno zdanie które utkwiło mi w głowie do dziś:-Ewa, moja synowo zabierz Dinu jak najszybciej z Indii, on tutaj się nie nadaje, zabierz go do Polski; to powiedziawszy łzy popłynęły mu z oczu.- oczywiście tato- odrzekłam zabiorę go tak szybko jak będę mogła, postaram się załatwić wszystkie dokumenty jak najszybciej.Nadszedł czas odprawy, tata pożegnał się ze mną i pojechał do domu, była już noc, bałam się trochę ponieważ nie znałam dobrze języka i pierwszy raz leciałam sama. Kiedy chcieliśmy wejść na lotnisko, straż poprosiła mnie o paszport i bilet, po sprawdzeniu wpuściła mnie ale Dinu kazali się wycofać na zewnątrz, wtedy dopiero moje przerażenie było ogromne. Lotnisko było kilka razy większe od lotniska na Okęciu, dziesiątki okienek i wejść niewiadomo dokąd. Spojrzałam na Dinu i rozpłakałam się, widziałam również jego przerażenie czy sobie poradzę. Uścisnął mnie i powiedział żebym się nie bała, że jestem mądrą dziewczyną i mam zapytać kogoś gdzie mam się udać. Widziałam Dinu jak przez okno pokazuje mi gdzie mam się udać. Podeszłam do pierwszego okienka i pokazałam mój bilet do Polski, jakaś pani pokierowała mnie do odprawy bagażu, po jej zakończeniu udałam się do następnego okienka gdzie sprawdzili mój paszport i pokierowali mnie do ogromnej kolejki. Wtedy nie wytrzymałam zebrałam ostatki sił i pobiegłam z powrotem do drzwi wyjściowych, nie wiem jak namówiłam ochronę ale jeszcze na minutkę wypuścił mnie do męża abym mogła się pożegnać. Rzuciłam się w ramiona Dinu i zaczęłam płakać jak małe dziecko. -boje się Dinu, bardzo się boje że już cię nigdy nie zobaczę;-moja kochana żono wszystko będzie dobrze, nie wiem jak przeżyję te dwa miesiące ale będę żył nadzieją że resztę życia spędzę tylko z Tobą, otarł moje łzy i przyrzekł że przyjedzie do Polski tak szybko jak tylko będzie to możliwe. Pocałowałam go ostatni raz i widząc dziesiątki gapiów dla których niecodzienny był widok ściskającego się publicznie hindusa z białą kobietą wróciłam na lotnisko. Stanęłam na końcu długiej kolejki czekałam na moją kolej. W pewnym momencie zapytał się jakiś hindus czy wszystko dobrze i że jak będę potrzebowała pomocy to on z przyjemnością mi pomorze. Podziękowałam i zamyślona czekałam. Kiedy nadeszła moja kolej stuardessa pokierowała mnie do samolotu który leciał do Moskwy, skąd miałam już polskim samolotem dotrzeć do Polski. Usiadłam na swoim miejscu gdzie okazało się że obok mnie siedzi ten sam hindus który zaproponował mi pomoc. Odetchnęłam z ulgą przynajmniej jakaś znajoma twarz. Samolot wystartował w nocy, byłam trochę głodna dlatego zjadłam z przyjemnością posiłek który dostałam w samolocie, jak się okazało był to jedyny posiłek na całą podróż. Po kilku godzinach lotu nagle ktoś oznajmił że musimy wylądować w Karachi w Pakistanie ponieważ mamy kogoś chorego na pokładzie. Po wylądowaniu doznałam szoku, na pokład weszli żołnierze z bronią w ręku i sprawdzali cały pokład. Staliśmy tam cztery godziny, miałam już dość, nie wiedziałam o co chodzi, na szczęście miałam w torbie jedną paczkę orzeszków które Dinu włożył mi przed podróżą. Jednak po tak długim oczekiwaniu okazało się że jest to trochę za mało. Byłam głodna, zmęczona i zdesperowana a w dodatku strasznie chciało mi się palić. Poszłam więc na tył samolotu i zobaczyłam jak inni pasażerowie palą papierosy, zapytałam czy któryś z nich mógłby mnie poczęstować. Zapaliłam i poczułam się wreszcie lekko zrelaksowana ale dalej nie wiedziałam jak długo będziemy jeszcze czekać, pamiętam że było to strasznie długo. Nareszcie pilot przeprosił i kazał zapiąć pasy. Po jeszcze kilku godzinnym locie wreszcie znalazłam się w Moskwie. Miałam tylko siedem dolarów co starczyło mi na jedną kanapkę, papierosy i małe piwo. Podeszłam do okienka, podałam swój bilet i zapytałam kiedy wreszcie odlecę do Polski. Pani w okienku uświadomiła mi że niestety jeszcze całą noc muszę spędzić na lotnisku ponieważ samolot który odlatuje za dwie godziny do Polski nie ma już wolnych miejsc. Moje nerwy już nie wytrzymały i po prostu zaczęłam płakać, nie docierały do tej kobiety żadne argumenty że jestem już ponad piętnaście godzin w podróży i naprawde chce być już w Polsce. Nagle jakiś mężczyzna odezwał się do mnie po Polsku że mi pomoże, że on również jest polakiem i nie może patrzeć jak jego rodaczka płacze. Rozmawiał z kobietą długo po rosyjsku aż wreszcie kazała dać mi swój paszport. Kiedy postawiła na nim pieczątkę byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Serdecznie podziękowałam nieznajomemu mężczyźnie i udałam się w stonę wyjścia. Kiedy znalazłam się w polskim samolocie wreszcie uświadomiłam sobie że za dwie godziny będę wreszcie w Warszawie. Ze smakiem zjadłam posiłek który dostałam na pokładzie a w szczególności polskie świeże bułeczki. Wreszcie zobaczyłam światełka warszawskiego lotniska. Tak nareszcie byłam w domu. Na lotnisku czekał na mnie kolega Dinu który był bardzo przerażony. Miałam być w Polsce o dziewiątej rano a byłam o dziewiątej ale wieczorem. Poinformował mnie że dzwonił do niego Dinu i dowiedział się że samolot miał problemy dlatego tak długo stał na lotnisku w Pakistanie. Szczęśliwa wróciłam do mojego mieszkania, wykąpałam się i zasnęłam jak mała dziewczynka. Czekanie na męża. Nazajutrz udałam się do pracy. Wszyscy przywitali mnie bardzo serdecznie, co było bardzo miłe. Wreszcie wszyscy rozmawiali w moim języku, tęskniłam za tym. Kiedy pochwaliłam się że wyszłam za mąż dziewczyny nie dały mi żyć, zamęczały mnie dziesiątkami pytań, nawet szef pogratulował mi i zapytał czy się nie boje. Dał mi do zrozumienia że nie będzie nam lekko, że ludzie w Polsce nie lubią mieszanych małżeństw i że w związku z tym możemy doznać wielu przykrości. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy co to znaczy i tak naprawdę nie obchodziło mnie to, wtedy najważniejsze było dla mnie załatwienie zaproszenie i jak najszybszy przyjazd mojego Dinu.Następnego dnia udałam się do mojego miasteczka aby zalegalizować nasz związek małżeński. Będąc u rodziców nie przyznałam się ojcu do mojej podróży do Indii a tym bardziej do ślubu. Opowiedziałam wszystko mamie, chociaż temat teściowej zachowałam dla siebie. Mama nie wiedziała czy ma się cieszyć czy bać zarazem. Była szczęśliwa że wróciłam cała i zdrowa, chociaż nie powiem nie zrobiłam żadnej szczepionki jadąc do Indii a w ostatnie dni pobytu komary rozmiaru xxl dały mi się we znaki.Po rozmowie z mamą pojechałam do Urzędu Stanu Cywilnego przedstawić akt ślubu przypieczętowany przez Ambasadora w Delhi. Do tej pory kiedy przypomnę sobie miny urzędniczych chce mi się śmiać. Pierwszy raz w życiu widziały dokumenty z Indii, nawet pytały, które jest imię męża a które nazwisko, nie mówiąc o pytaniach typu czy się nie bałam.Na zaproszenie miałam czekać dwa tygodnie. Wróciłam, więc do Warszawy i pracowałam dalej tęskniąc za moim ukochanym. Oczywiście codziennie po pracy chociaż na minutkę dzwoniliśmy do siebie usłyszeć chociaż swój głos. Dni dłużyły się w nieskończoność. Codziennie piłam w samotności, chociaż jedno piwo z czasem kończyło się na więcej. Miałam duże problemy finansowe. Dużo pomagali mi koledzy Dinu którzy w tym czasie przebywali w Polsce. Nadszedł dzień, kiedy odebrałam zaproszenie i z pomocą kolegi wysłałam je do Indii. Oczywiście wiązało się to z kosztami, które pokryli znajomi. Nie mając pieniędzy na mieszkanie przeniosłam się do znajomych Dinu oczywiście z poprzednim uzgodnieniem z moim mężem. Pewnego dnia dostałam sms-a który naprawdę poprawił mi humor. To Dinu napisał, że za kilka dni będzie w Polsce. Byłam tak szczęśliwa, że nie mogłam powstrzymać się od łez.Dzień przed jego przyjazdem pożyczyłam samochód i pojechałam do rodziców. Nie miałam z kim podzielić się moim szczęściem tak więc pragnęłam podzielić się nim z moją mamą. Wracając padał ogromny śnieg, nagle czułam, że tracę kontrolę nad kierownicą i niesamowita siła spycha mnie z jezdni. Wpadłam w poślizg i nie wiedząc kiedy wpadłam w barierkę dzielącą jezdnie. Na szczęście nic mi się nie stało. Kiedy wyszłam z szoku otworzyły się drzwi i policjant zapytał czy nic mi nie jest bo jadąc za mną widział całe zdarzenie. Jak się okazało jechałam zepsutym samochodem, któremu całkowicie zablokowała się skrzynia biegów. Policjanci wezwali holowanie i nie mając pieniędzy wracałam kilka kilometrów na pieszo. Dosyć, że najadłam się strach tu jeszcze musiałam oddać koledze Dinu duże pieniądze za holowanie auta i naprawę. Nie wiem dlaczego ale cały świat walił mi się pod nogami, czego się nie dotknęłam zawsze kończyło się dużymi problemami.Następnego dnia pojechałam na lotnisko po Dinu, czekając około trzech godzin nagle zadzwonił telefon, to Dinu powiedział, że ma problem z dostaniem się do Warszawy i że będzie dopiero następnego dnia. Tego było już za wiele. Następnego dnia pojechałam znów na lotnisko do końca nie wiedząc czy zobaczę moje męża. Na szczęście samolot wylądował i w drzwiach zobaczyłam Dinu. Na jego twarzy zauważyłam szczęście i ogromny uśmiech kiedy mnie zobaczył.Byłam bardzo szczęśliwa, pojechaliśmy do domu autobusem bo niestety nie było nas stać na taksówkę. Cały wieczór opowiadałam mu co mi się przytrafiło podczas jego nieobecności. Kochaliśmy się upajając zapachem skóry i stęsknieni za sobą tak bardzo jak nigdy przedtem. Czułam, że kocham go bardziej niż kogokolwiek na świecie. Byłam dumna że jestem jego żoną. Rozmarzeni i wtuleni zasnęliśmy wtuleni w siebie. Poszukiwanie pracy. W tym czasie było nam naprawdę ciężko, ja straciłam pracę a Dinu był w trakcie jej szukania. Złoto które miałam sprzedawałam powoli na jedzenie. Pamiętam jak Dinu powiedział kiedy sprzedałam kolejny pierścionek że w Indiach jest to oznaka prawdziwej biedy. Obiecał mi że każdą rzecz którą sprzedałam kiedyś odkupi mi dwa razy większą. Dinu znalazł prace u hindusa w hurtowni tkanin. Mieszkaliśmy w domu razem z jego szefem przez jakiś rok. Mało zarabiał, bo odliczał mu za mieszkanie i utrzymanie. Po jakimś czasie dostał lepszą propozycje również w hurtowni tkanin. Musieliśmy opuścić dom i znaleźć coś własnego. Zamieszkaliśmy w ogromnym domu na parterze naprawdę za małe pieniądze. Ja zaczęłam pracować w barze do póżnych godzin. Byłam zmęczona ale pieniądze były niezłe. Pracowałam codziennie, po skończonej pracy Dinu czekał na mnie i razem wracaliśmy do domu. Po jakimś czasie właściciel wypowiedział nam mieszkanie i znów szukaliśmy lokum. Znalezliśmy dwa pokoje z kuchnią za dość dużą sumę ale niestety nie mieliśmy wyjścia. Śmierć taty. Pracowaliśmy razem. Dinu kończąc prace codziennie przyjeżdżał po mnie do baru i taka sytuacja trwała kilka miesięcy dopóki dopóty nie dostał wiadomości, że jego tata jest ciężko chory i leży nieprzytomny w szpitalu. Był to dla nas mnie ogromny szok. Dinu zapożyczył się u szefa i niezwłocznie wyjechał do Indii. Znów zostałam sama. Dzwoniłam do niego ale niestety nigdy nikt nie odpowiadał. Czułam, że coś jest nie tak ale nie miałam gwarancji że rzeczywiście mam rację. Pewnego dnia zadzwonił telefon, tak jak przeczuwałam, odebrałam i dowiedziałam się od Dinu, że jego tata nie żyje. Odczułam w jego głosie ogromny smutek i żal. Nie umiałam mu pomóc, nie wiedziałam jak. To było straszne, człowiek, który był dla mnie kimś ważnym, kimś bardzo ważnym, którego bardzo szanowałam i jako jedyny bardzo mnie lubił nie żyje. Moje życie stanęło w miejscu. Siedząc sama zastanawiałam się co tak naprawdę w życiu jest ważne. Tak ważna dla mnie osoba, opuściła świat żyjących, opuściła świat w którym czułam się bezpieczna. Rozmyślając znów piłam alkohol i płakałam sama do siebie. Był to człowiek, który zrobił dla mnie bardzo dużo, zaakceptował mnie taką jaką jestem, taką jaką byłam naprawdę, słabą i biedną dziewczyną która zakochała się w jego synu bez pamięci. To on jeden okazał mi miłość i dobroć przez cały czas pobytu w Indiach, to on jeden był dumny z przyszłej żony swojego syna, której nikt inny nie zaakceptował. Do tej pory a minęło już kilka lat mam zdjęcie mojego ukochanego teścia w moim salonie. Patrząc na niego jestem w stanie zrobić wszystko, to on podtrzymuje mnie na duchu i jest ze mną cały czas, kiedy go potrzebuje. Pisząc o nim płaczę bo to on dał mi siłę do walki z całym światem, siłę która jest we mnie do dziś. Mogłabym o nim pisać w nieskończoność i tak naprawdę była to osoba która zainspirowała mnie do napisania tej książki. Po powrocie Dinu, nasze życie bardzo się odmieniło, mało ze mną rozmawiał, dużo rozmyślał. Kiedy przyjechał nie poznałam go, miał całkowicie ogoloną głowę, jedynie z tyłu został mu długi kosmyk włosów.Tradycja w Indiach nakazuje synowi ściąć włosy po śmierci ojca i podpalić jego ciało na stosie. Dinu jako jedyny syn musiał zrobić to sam. Jeszcze długo po powrocie odczuwałam szok jakiego doznał po kremacji ukochanego ojca. Po spaleniu zwłok musiał rozsypać prochy taty w rzece Ganges w ciągu dwunastu dni i w tym samym czasie musiał wrócić na miejsce śmierci traty, co również wiązało się z dużym przeżyciem. Po powrocie Dinu był innym człowiekiem. Zamknięty w sobie, smutny i pogrążony w przeszłości mało co kontaktował się ze mną a tym bardziej z obcymi nam ludżmi. Jego świat zamknął się w czerech ścianach. Rano szedł do pracy, po pracy wracał do domu i siedział w samotności. Tęsknota po śmierci taty nie dawała mu normalnie żyć. Nie wiedziałam co robić, postanowiłam że przeczekam ten smutny i ciężki dla niego czas ale byłam przy nim w każdej chwili. Dni mijały, po kilku miesiącach mój mąż zaczął ze mną rozmawiać, pogodził się ze śmiercią taty chociaż widziałam że cały czas coś go gryzie. Modlił się jak nigdy wcześniej codziennie rano. Pracowaliśmy razem chociaż nasza sytuacja była ciężka, teraz jak jego tata nie żyje to on jeden miał utrzymać matkę. Także wszystkie zarobione pieniądze słał do Indii. Pieniądze starczały jedynie na opłacenie mieszkania, jedliśmy codziennie groch i jajka które były najtańsze. Często zastanawiałam się nad naszym życiem, nad tym czy ja to przetrwam czy się nie złamie. Piłam coraz częściej. PRZYJAZD SIOSTRY.Pewnego dnia Dinu przyszedł z pracy i rzekł: żono, wiesz że teraz będzie ciężko, rozmawiałem z moją siostrą, chce przyjechać do Polski, może znajdzie tutaj jakąś pracę a w przyszłości może uda się sciągnąć dzieci i męża, razem jakoś sobie poradzimy; Słuchałam ale do końca nie wierzyłam że jest to dobry pomysł, myśląc swoje zgodziłam się chociaż wiedziałam że wtedy nasze życie zmieni się całkowicie. Zrobiłam trzy miesięczne zaproszenie na mieszkanie moich rodziców gdzie mieliśmy stały meldunek. Po miesiącu przyjechała Vimi, siostra męża. Ubrana bardzo skromnie przywitała się z nami na lotnisku. Po powrocie do domu położyła się spać a ja poszłam do pracy. Nie wiedziałam jak mam się zachowywać. Codziennie po powrocie do domu sprzątałam mieszkanie które było w strasznym stanie. Pytałam męża dlaczego siostra nie sprząta, odpowiadał: siostra nie może zmiatać w naszym mieszkaniu, bo u nas oznacza że nie będziemy mieć pieniędzy. Osłupiałam, nic nie powiedziawszy sprzątałam dalej. Często wieczorami mąż wychodził sam z siostrą nie pytając mnie o zdanie. Łzy napływały mi do oczu. Było mi przykro ale postanowiłam że jeszcze poczekam. Czułam się zmęczona, codzienna praca wykańczała mnie doszczętnie. Nie mogłam odpocząć, po powrocie do domu sprzątałam, prałam w sumie robiłam wszystko. W pewnym momencie ocknęłam i stwierdziłam że mój mąż oddala się ode mnie. Nie mieliśmy już wspólnych tematów do rozmów, cały wolny czas spędzał z siostrą która nagminnie coś mu tłumaczyła w języku sandhi. Czasem prosiłam męża czy może rozmawiać po angielsku to przyłącze się do rozmowy chociaż mówiłam słabo ale dużo rozumiałam. Moje prośby były na marne. Po pewnym czasie nie chciało mi się wracać do domu. Czułam się jak intruz. Siedziałam w pracy po godzinach i często piłam piwo aby zapomnieć o zaistniałej sytuacji. Pocieszałam się że kiedyś to minie i znów będzie jak dawniej. Lecz na próżno. Miałam dzień wolny więc postanowiłam że się wyśpię, nagle Vimi przyszła do mojego pokoju i zapytała czy możemy porozmawiać, odparłam dobrze. Usiadła blisko przy mnie i zaczęła: -jesteś żoną mojego brata, dlatego bardzo cię kocham ale niestety stwierdziłyśmy z mamą że nie możecie być razem. Wasz ślub przyniósł pecha całej rodzinie, najpierw umarł tata teraz umarł jego młodszy brat, nie wiem co jeszcze się wydarzy, powinniście zamieszkać oddzielnie. Zamarłam, zatkało mnie, już nie rozumiałam, najpierw w Indiach twierdziła że jesteśmy dla siebie przeznaczeni teraz słowa o naszym rozstaniu wychodzą z jej ust tak łatwo. Zaczęłam płakać, przez łzy zdążyłam tylko odpowiedzieć: jak możesz mi to robić, twój brat tyle dla mnie znaczy, zapożyczyłam się w banku aby móc go ściągnąć do Polski a ty tak po prostu mówisz abyśmy się rozstali. Z goryczą w oczach popatrzyła na mnie i odeszła do drugiego pokoju. Niewiele myśląc wyciągnęłam wódkę i zaczęłam pić jeden kieliszek po drugim, było mi wszystko jedno co o mnie pomyśli, czułam się zdradzona. Jak mogła mi coś takiego powiedzieć, uświadomiłam sobie co tak codziennie tłumaczyła mojemu mężowi. Była zakłamaną kobietą która przyjechała do Polski spełnić swój cel, rozdzielić mnie i Dinu bez żadnych skrupułów. Pijana poszłam do jej pokoju i powiedziałam że muszę usłyszeć od Dinu co na ten temat ma do powiedzenia. Po powrocie męża do domu usłyszałam że jestem okropną dziewczyną bo upiłam się na oczach siostry do której powinnam mieć szacunek i dystans. Zaczęłam płakać, to ja chciałam z nim porozmawiać o naszej przyszłości a on stanął w obronie Vimi. Czułam się zdradzona, wiedziałam już że on myśli tak samo, niewiele myśląc wstałam wzięłam torebkę i wyszłam z domu. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić, szłam przed siebie nie mogąc opanować łez, nie wiem jak długo szłam, samochody mijały mnie trąbiąc aż znalazłam się w jakimś autobusie. Siedząc zauważyłam że ktoś na mnie patrzy, to był mój mąż a u jego boku siostra która skreśliła całe moje życie. Nie podszedł do mnie. Widziałam jak Vimi pokazuje na mnie i coś mu tłumaczy. Na następnym przystanku wysiedli nie zważając na mnie. Siedziałam jak wryta, nagle z kochającego męża zrodził się ktoś obcy, ktoś kogo nie znałam. Pojechałam do koleżanki, upiłam się do nieprzytomności i zasnęłam nie wiedząc co będzie z moim małżeństwem. Po dwóch dniach wróciłam do domu, nie miałam gdzie pójść, przecież tam było moje miejsce, myślałam że to tylko zły sen, że jak wrócę do domu to wszystko będzie po staremu. Przeliczyłam się, po wejściu do domu mąż poprosił mnie abym przy nim usiadła. Zacisnął ze złości zęby i rzekł: - dwa dni temu pokazałaś jaka jesteś naprawdę, pijana i nieodpowiedzialna, teraz na pewno Vimi powtórzy wszystko mojej mamie, wiesz jaki to wsyd, broniłem cię, zawsze byłem za tobą ale tym razem nic nie mogę zrobić, proszę cię jeszcze o jedno abyś przedłużyła pobyt mojej siostrze, straciła dużo pieniędzy na bilet i może wreszcie znajdzie jakąś prace ale za trzy tygodnie kończy jej się wiza; spojrzawszy na niego zapytałam:- co się z Tobą dzieje, mężu dlaczego mnie odsuwasz po tym wszystkim co razem przeszliśmy, dwa miesiące pobytu twojej siostry przekreśli nasze kilka lat życia? Dlaczego to robisz? Czy ty już mnie nie kochasz? -kocham, bardzo cię kocham ale siostra ma rację, nasz związek przynosi całej rodzinie pecha, na jakiś czas musimy się rozstać a wtedy przekonam się czy rzeczywiście Vimi ma rację; - mężu czy ty sądzisz że śmierć twojego taty to moja wina?;- zapytałam -nie to nie jest twoja wina, tylko naszego małżeństwa, nasze daty urodzin nie pasują do siebie dlatego to wszystko się zdarzyło-odparł smutny Dinu; -mężu co ty opowiadasz, twoja siostra zamąciła ci w głowie, nie możesz tak mówić, to jest zbieg okoliczności, przecież twój tata był ciężko chory, nie możemy przez to się rozstać; -kochanie musimy spróbować, może będzie inaczej, czy przedłużysz jej pobyt- zapytał-dobrze, jutro mam wolne, przygotuj dokumenty to pojadę do i zrobię to chociaż nie powinnam- odrzekłam i odeszłam. Nazajutrz udałam się do rodziców, miałam przedłużyć Vimi pobyt ale jadąc wiedziałam że do żadnego urzędu nie pójdę. Kiedy weszłam w drzwi mama od razu zapytała czy wszystko porządku, odparłam że tak i poszłam do swojego pokoju. Po chwili weszła mama usiadła obok mnie i zapytała; -córko wiem że coś jest nie tak, powiedz mi co cię gryzie, mnie nie musisz kłamać ja widzę w twoich oczach smutek; Rozpłakałam się i opowiedziałam mamie w skrócie nie wspominając o wyprowadzce, przytuliła mnie mocno i poradziła abym nie robiła żadnej wizy, siostra wyjedzie i wszystko się jakoś ułoży a jak nie to żebym dała sobie z Dinu spokój. -jesteś jeszcze bardzo młoda, po co ci te problemy, zostaw to wszystko, weż rozwód i wróc do domu- odrzekła ze łzami w oczach. -nie mogę mamo, tak bardzo go kocham, on nie wie co robi, to nie jest on to jego siostra i matka tak nim manipulują ale ja już nie mam więcej sił z nimi walczyć-odrzekłam i poprosiłam aby nic nie mówiła tacie. Wieczór spędziłam z moimi siostrami na sączeniu drinków, znów się upiłam, następnego dnia wróciłam do domu i powiedziałam Dinu że w urzędzie odmówili z powodu niemożności przedłużenia wizy turystycznej. Następnego dnia znalazłam pokój u koleżanki i tak jak postanowił mąż wyprowadziłam się z domu. Widząc uśmiech w oczach Vimi nie wytrzymałam płaczu, nie żegnając się opuściłam mieszkanie. Byłam załamana, codziennie wieczorem piłam w moim małym pokoju, pytając głośno nieżyjącego tatę Dinu dlaczego na to pozwolił. W płaczu patrzyłam na jego zdjęcie i zadawałam mu pytania dlaczego? Dlaczego nic nie może zrobić? Następnego ranka zadzwonił do mnie Dinu i opowiedział że Vimi miała w nocy okropny sen, śnił jej się tata ale do końca nie chciała powiedzieć co od niej chciał, płakała i krzyczała całą noc. Pomyślałam że jednak tata jest po mojej stronie, biedny za grobu nie może patrzeć co ona wyczynia- miesza w czyimś małżeństwie i próbuje zniszczyć to nad czym tak długo pracowaliśmy. Nie wychodziłam z pokoju, często koleżanka pukała do mnie i prosiła abym coś zjadła, dziękując że nie jestem głodna, piłam dalej. Szef w pracy również zauważył że jest ze mną coś nie tak, już nie byłam uśmiechniętą i wesołą dziewczyną jak kiedyś, w moich oczach był tylko ogromny smutek i żal. Miałam dopiero dwadzieścia cztery lata, powinnam się bawić i być szczęśliwa a ja czułam się jak starsza pani której umarł mąż. Wstając rano myślałam aby zacząć życie od początku, spotkać kogoś kto będzie ze mną a szczególnie myślałam aby to był polak, nie chciałam już być z obcokrajowcem. Dni mijały, pewnego ranka zadzwonił Dinu i poprosił mnie abym odwiozła Vimi z nim na lotnisko. Zgodziłam się chociaż nie powinnam. W aucie całą drogę nie odzywała się do mnie, zadzwonił jej telefon, po rozmowie wywnioskowałam że rozmawiała ze swoją mamą, często padało moje imię i słowo wiza. Była strasznie zła że nie przedłużyłam jej pobytu. Na lotnisku długo rozmawiała z Dinu, żałowałam że zgodziłam się ją odprowadzić ale chciałam zobaczyć jak opuszcza mój kraj i wraca do siebie. W ten dzień ja miałam uśmiech na twary a tym razem to ona płakała. To straszne ale czułam ogromną satysfakcję z jej płaczu. Tak jak mówił jej nieżyjący tata „czas wraca, ten kto robi zle po jakimś czasie zło wraca do niego”. Wychodząc na strefę celną nawet na mnie nie spojrzała. Zapłakana zniknęła z horyzontu. Droga z powrotem również nie należała do przyjemnych. Dinu nie rozmawiał ze mną, zapytałam tylko wychodząc z samochodu po co tak naprawdę zabrał mnie ze sobą?, nic nie odpowiedział, zamknęłam drzwi i poszłam do siebie. Mój mąż dzwonił do mnie codziennie, pytał co u mnie słychać i jak się czuje, często zapraszał mnie gdzieś za miasto. Żal po wyjezdzie siostry z czasem przeszedł. CIĄŻA.Pewnego dnia pojechaliśmy do niego, długo rozmawialiśmy aż w końcu objął mnie i powiedział że bardzo za mną tęskni. Gładził mnie po włosach, po twarzy, nie wiedząc kiedy znaleźliśmy się w łóżku. Kochaliśmy się całą noc. Było cudownie. Byliśmy ze sobą a zarazem stawaliśmy się dla siebie obcymi ludzmi. Mieszkaliśmy oddzielnie a byliśmy małżeństwem. Myślałam o nim codziennie. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo go kocham. Tłumaczyłam sobie że jeżeli jesteśmy dla siebie stworzeni to kiedyś i tak będziemy razem. Dni mijały na rozmyślaniach i tęsknocie do własnego męża. Uświadomiłam sobie po jakimś czasie że nie dostałam okresu, który powinien być już tydzień temu. Wystraszona poszłam do koleżanki i razem stwierdziłyśmy że muszę kupić test. Bałam się go zrobić, myślałam o tym co będzie jak teraz będę w ciąży? Dziecko? Jak nie wiadomo czy będę miała męża? Test wyszedł pozytywnie, po wizycie u lekarza który potwierdził że jestem w ciązy załamałam się. Chciałam się upić ale świadomość że żyje we mnie małą istota nie pozwoliły tknąć alkoholu. Nie wiedziałam co robić? Koleżanka uświadomiła mnie że kiedyś i tak muszę powiedzieć to Dinu w końcu jest moim mężem. Przez kilka dni nie odbierałam od niego telefonu. Byłam w strasznym stanie. Myśli rozrywały mi umysł. Wreszcie odważyłam się powiedzieć o ciąży Dinu. Zaskoczony nie dopuszczał do siebie myśli, że zostanie ojcem. - nie możemy teraz mieć dziecka, nie teraz kiedy nie wiadomo co z nami będzie- odparł. - musisz usunąć ciążę, tak postanowiłem. Świat zawirował wokół mnie, to koniec, to już koniec, doszło do mnie że rzeczywiście nasze małżeństwo już się rozpadło. Byłam w amoku nie wiedziałam co mam mówić, co mam robić, próbował mnie jeszcze przytulić ale już nie mogłam dłużej znieść jego zakłamania. Dzwoni do mnie, spotyka się ze mną, jest moim mężem a kiedy dowiaduje się że jestem w ciąży odrzuca mnie i jeszcze próbuje przytulić. Wszystko pomieszało mi się nagle w głowie. Czego on jeszcze ode mnie chce, po co ja jeszcze z nim rozmawiam. To już koniec, koniec. Odepchnęłam go z całej siły i wyszłam próbując poukładać sobie wszystko w mojej głowie. Nie chodziłam kilka dni do pracy, załatwiłam sobie zwolnienie od lekarza siedziałam w domu i rozmyślałam nad moją przyszłością, nieciekawą przyszłością. Dużo rozmawiałam z koleżanką która była zdecydowanie za tym abym urodziła to dziecko. - to jest dar od Boga, nie zmarnuj tej szansy, bo już nigdy możesz tego szczęścia nie doświadczyc- rzekła trzymając mnie mocno za rękę. – pomogę ci tylko nie zrób głupstwa, posłuchaj mnie i nie daj się namówić Dinu na aborcję. Tego grzechu nigdy sobie nie darujesz, będzie cię prześladował do końca życia. Wtedy wiedziałam, że nie usunę ciąży, nagle poczułam jak ogromna energia wchodzi w moje ciało i że mam dużo siły w sobie aby poradzić sobie sama. Po kilkukrotnej rozmowie z mężem który próbował nakłonić mnie do usunięcia upierałam się przy swoim. -postanowiłam że urodzę to dziecko i czy będziesz ze mną czy nie już mnie to nie obchodzi- odparłam z nienawiścią w oczach. Nagle poczułam jak robi się dla mnie obojętny. Tak długo był dla mnie kimś ważnym a w jednej chwili stał się nikim. Najważniejsze że będę mieć dziecko. Pojechałam do rodziców chociaż nie powiem bałam się reakcji ojca który w tej kwestii miał żelazne poglądy. Poprosiłam aby usiedli i tak po prostu zapytałam: -jestem w ciąży, Dinu nie chce tego dziecka czy pomożecie mi? -oczywiście dziecko, pomogę ci jak tylko potrafię- odrzekł tata i głośno się rozpłakał. Było mi strasznie wstyd, że związałam się z kimś tak nieodpowiedzialnym. Miałam do siebie pretensje dlaczego dałam się wkręcić w związek który od początku nie miał szans. Widocznie chodziło tylko o wizę. Tak, byłam potrzebna tylko po to aby załatwić mu wiże, po nic więcej. Te piękne słowa o miłości to tylko jedno wielkie kłamstwo. Wróciłam do siebie, stwierdziłam że będę pracować dotąd ile zaleci mi lekarz. Powiedziałam o ciąży szefowi i o tym że mój mąż mnie zostawił. Obiecał że on też mi pomoże. W pracy kucharze pomagali mi bardzo dużo, nosili za mnie ciężkie skrzynki i pilnowali abym dobrze się odżywiała. Pewnego dnia konsumując pyszny obiad wszedł do restauracji Dinu, popatrzyła na mnie, przyłożył ręce do mojego brzucha i głośno się rozpłakał. -przepraszam cię, że tak przeze mnie cierpisz, przepraszam, czuję się odpowiedzialny za ciebie i dziecko, proszę wróć do mnie, zostaw to mieszkanie i zamieszkaj ze mną, przynajmniej w ten sposób ci pomogę -nie byłam do końca przekonana w to co do mnie mówił, wiedziałam jednak że mam do spłacenia w banku dług który zaciągnęłam na bilet do Indii aby mógł wrócić do Polski. Teraz musiałam odkładać każdy grosz, nie stać było mnie na opłacenie pokoju. Co miesiąc płaciłam raty karty kredytowej i to co zostanie chciałam odłożyć na przyszłe wydatki kiedy urodzi się moje dziecko. Po dłuższym namyśle zgodziłam się na powrót do męża, wiedziałam że z naszego małżeństwa zostały tylko strzępy ale teraz musiałam pomyśleć o sobie i dziecku. Zaczęliśmy znów ze sobą rozmawiać. Z dnia na dzień sytuacja między nami ulegała poprawie. Nie było już tak jak kiedyś ale wciąż miałam cichą nadzieję że dziecko złączy nas znowu razem. I znów bardzo się myliłam. Mąż przyjeżdżał po mnie codziennie po pracy. Pewnego dnia usłyszałam potworny hałas i krzyk na zewnątrz, kiedy wyszłam zobaczyłam jak inny hindus popychał go i strasznie krzyczał po hindusku, mówił, że jest potwornym bydlakiem, krzyczał że skrzywdził tak wspaniałą dziewczynę i że zmarnował jej życie. Tak chodziło o mnie. Stanęłam jak wryta, jak się okazało wieść o mojej ciąży rozniosła się w świecie hindusów i to że nie chciał dziecka wzburzyło w nich gniew. Patrzyłam na to ale nie zrobiłam nic, zastanawiałam się nawet że ten ktoś miał absolutną rację. Patrzyłam na popychanego mężczyznę który był ojcem mojego dziecka i nie zrobiłam nic absolutnie nic. Nie miałam w sobie już żadnych uczuć. Mężczyzna, którego kiedyś bardzo kochałam i byłam w stanie oddać za niego wszystko spowodował, że byłam zimna jak lód. Nie interesowało mnie że ktoś zrobi mu krzywdę, „czas wraca pomyślałam”. Poobijany odsunął mężczyznę od siebie, podszedł do mnie i z przerażeniem poprosił abym wróciła z nim do domu. Po kilku dniach ten sam hindus przyszedł do restauracji, popatrzył na mnie i ze łzami w oczach, rzekł; -jest mi strasznie wstyd, że osoba jak twój mąż zachowała się w ten sposób, powinnaś wiedzieć że jest z rodziny sindhi i że ci ludzie nie mają serca, tam liczą się tylko korzyści jakie możesz wnieść, jest mi strasznie wstyd że ktoś taki zmarnował ci życie, przepraszam za niego, rozpłakał się i wyszedł….. Myśli o tym człowieku i o tym co powiedział nie opuszczały mnie nawet na moment. Zastanawiałam się dlaczego i po co obcy dla mnie człowiek tak przeżywa moją porażkę?.. Dinu też długo nie mógł zapomnieć zajścia które uświadomiło mu że jestem kimś szanowanym i lubianym wśród ludzi. To fakt, znałam dużo ludzi, wszyscy ci którzy przychodzili do mnie z pomocą zawsze mogli na mnie liczyć, wiedzieli że jestem osobą słowną i zawsze dotrzymywałam tajemnicy, wiedzieli też że mam zbyt miękkie serce i kocham kogoś kto bardzo mnie krzywdzi. Będąc w ósmym miesiącu ciąży Dinu wyjechał do Indii na dwa tygodnie. Powiedział, że musi odprawić modły po śmierci taty. Może to zrobić tylko syn. Miałam dziwne przeczucie, gdzieś w głębi serce przeczuwałam coś złego ale starałam się nie denerwować ze względu na ciąże. Pewnego dnia usiadłam przed komputerem i otworzyłam mail mojego męża. Zamarłam, wiedziałam że coś jest nie tak. Wiadomości były przede wszystkim od Vimi, która opisywała mu jakąś cudowną dziewczynę o imieniu Kiran. Z następnych maili wynikało że mama mojego męża nie jest zadowolona ze mnie i czeka kiedy wreszcie ze mną małżeństwo. Pytała kiedy wreszcie zrobi rozwód. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To jednak była prawda. Przyjechała do Polski tylko po to aby pomóc mamie w ogromnym planie o nowej bogatej żonie z Indii która poprawi jej sytuację życiową. Te wszystkie kłamstwa że nie pasujemy do siebie? Wreszcie uświadomiłam sobie prawdę! Straszną prawdę, nie byłam już im potrzebna, załatwiłam wizę. Teraz jak tata nie żyję Dinu ma słuchać się matki. Nie mogłam oderwać oczu od nadesłanych wiadomości, serce mi pękało czytając przyszłość mojego męża ale beze mnie. Wydrukowałam je i wróciłam do domu. Starałam sobie wmówić że nie będę z Dinu i wreszcie muszę zaplanować moje życie bez niego. Nie miałam szans. Nie poznawałam go, zawsze miał swoje zdanie a teraz został całkowicie zdominowany przez dwie kobiety. Nadszedł dzień przyjazdu męża. Wyszłam na lotnisko jak zawsze, nie dałam po sobie znać że coś wiem. Był całkiem inny, znów zamyślony jak po śmierci taty. Przyjechaliśmy do domu. Dał mi w prezencie figurkę młodej pary na której napisane było ”na zawsze razem”. Wyjmując ją z torebki zauważyłam że jest jeszcze coś na jej dnie. Był to breloczek w kształcie połówki serce na której widniał napis „4 U” co znaczyło dla ciebie. Czułam, że to nie jest dla mnie ale podniosłam twardo głowę do góry i zapytałam co to jest. Wystraszony spojrzał na mnie i rzekł: - to pewnie siostra wrzuciła mi na lotnisku, nawet nie zauważyłem. O nic więcej nie pytałam, byłam pewna że breloczek nie był od Vimi. PORÓD.Zbliżał się dzień porodu. Dinu był ze mną ale tylko ciałem, cały czas myślał o czymś, gdzieś dzwonił. Pewnego wieczoru zadzwonił telefon, odebrał. Zaskoczony tym kto do niego dzwoni odparł po hindusku że jest z kolegą, nie może rozmawiać i że oddzwoni na drugi dzień. -Dinu dlaczego kłamiesz, powiedz mi prawdę, dłużej tego nie zniosę, po co ze mną jesteś, nigdzie ze mną nie chodzisz boisz się, że ktoś nas razem zobaczy? Zapytałam - nie kochanie, co ty opowiadasz; odrzekł, -jak mogę się ciebie wstydzić? Przecież jesteś moją żoną. Niedługo będziesz miała dziecko, musimy być razem. Zmieniłam temat chociaż po głowie chodziła mi myśl że na pewno w Indiach nie wiedzą że jestem w ciąży. Następnego dnia rano poszłam do koleżanki , wyjęłam wydrukowane maile i sprawdziłam adres mailowy siostry. Napisałam do niej wiadomość, że jestem w ciąży i niedługo Dinu będzie miał córkę. Jestem bardzo szczęśliwa bo znów jesteśmy razem. Nie wiedziałam co będzie ale wiedziałam że muszę to zrobić. Następnego dnia jadąc z Dinu zadzwonił telefon. To była Vimi, głośno coś krzyczała w ich języku. Tak jak się spodziewałam, nic nie wiedziały. Dinu będąc w Indiach nie przyznał aię, że będzie miał dziecko. Rozłączył się i zły zapytał mnie czy wysłałam mail do jego siostry. Nie myśląc długo odparłam -tak, wysłałam jej wiadomość, mówiłeś przecież że wiedzą w domu o mojej ciąży, kłamałeś? -nie, nie kłamałem- odpowiedział cichutko i zamilkł. Rano poczułam się zle, odeszły mi wody. Zaczęłam rodzić. Byłam przerażona. Zadzwoniłam do mamy i powiedziałam jej że chyba zaczynam rodzić, przeraziła się, byłam sto kilometrów daleko i nie miałam samochodu. Ubrałam się szybko i poszłam na autobus. Pociłam się coraz bardziej, kierowca zauważył mnie w lusterku i zapytał czy wszystko dobrze. Kiedy zobaczył że jestem w ciąży przeraził się bardziej ode mnie. Kierował tak szybko jak było to możliwe. Zatrzymał się na przystanku na którym czekała już zdenerwowana mama. Odprowadziła mnie do domu. Skórcze miałam już co pięć minut. Starsza siostra wsadziła mnie w samochód i zawiozła do szpitala. Była przy mnie. Jako jedyna była przy mnie. Pracowała jako pielęgniarka także pozwolili jej zostać przy mnie. Rodząc trzymałam ją za ręke. Niewiele później urodziłam śliczną córkę. Poród był szybki i bez większych problemów. Pamiętam jak patrzyłam na nią całą noc i cichutko płakałam aby jej nie obudzić. Widziałam jak na korytarzu stali tatusiowie niecierpliwie czekając aby móc zobaczyć swoje pociechy. Byłam sama. Wysłałam tylko sms-a Dinu, że urodziłam zdrową córkę. Nie dostałam odpowiedzi. Rano przyjechała cała rodzina zobaczyć maleństwo. Cały czas płakałam. Powiedziałam wszystkim że to po porodzie ale tak naprawdę było mi strasznie smutno. Bałam się. Na drugi dzień przyjechał Dinu. Ostrożnie wziął córkę na ręce i rozpłakał się jak dziecko. Patrzył na nią przez kilka godzin. Nic nie mówił, ja nic nie pytałam. Obraz jego z dzieckiem w ramionach pozostał mi na długo w pamięci. Znów zostałam sama. Po trzech dniach wróciłam do domu rodziców. Opiekowałam się córką wraz z moją mamą. Nie wracałam do siebie bo do tej pory mąż mi tego nie zaproponował. Czułam się nie potrzebna. Jeździłam sama do szpitala na badania kontrolne, sama na zakupy, sama wszędzie. Czułam się bardzo samotna. Inaczej sobie wyobrażałam przyjście na świat mojego pierwszego dziecka. Mój obraz to ja, mąż i dziecko, jednak po kilku tygodniach obraz ten prysł jak bańka mydlana. POWRÓT DO DOMU.Dinu dzwonił do mnie coraz częściej, przyjeżdżał co weekend lecz nie interesował się zbytnio dzieckiem. Wchodząc do domu witał się ze mną, z rodziną siadał w konciku i patrzył na Sonię z daleka. Nie brał jej na ręce. Mało rozmawiał, był wciąż zamyślony i smutny. Pewnego dnia kiedy tak siedzieliśmy razem wziął mnie za rękę i rzekł: -wróć do domu, jesteś moją żoną, kocham ciebie i naszą córkę, zawsze cię kochałem, wróć proszę, namieszałem w naszym życiu ale wszystko naprawię, obiecuję, kiedyś powiem ci wszystko, całą prawdę, przepraszam że tak cię skrzywdziłem, przepraszam; - czy kiedyś mi wybaczysz? - nie wiem mężu, odrzekłam, nie wiem i wysunęłam dłoń. Wrócił sam. Długo myślałam nad tym co mi powiedział. Czułam, jednak, że jeszcze jest coś o czy nie wiem. Mieszkając u rodziców często słuchałam niezadowolenia ojca. Nie było dnia aby nie wspomniał jaki to los sobie zgotowałam. Żyłam na granicy wytrzymania. Straciłam pokarm. Znów zaczęłam popijać. Zostawiałam córkę z mamą a sama wieczorami piłam żeby nie myśleć o moim życiu. Ojciec dokuczał mi coraz bardziej. Postanowiłam wrócić do Dinu. Muszę jeszcze raz spróbować, tłumaczyłam sobie, dziecko musi mieć ojca. Pewnego dnia zdecydowałam, wracam. Zadzwoniłam do Dinu. Jeszcze tego samego dnia przyjechał po nas pożyczonym samochodem. Znów byliśmy razem. Ciekawe na jak długo tym razem zadawałam sobie pytanie. Układało się między nami coraz lepiej. Jeździliśmy razem na zakupy, nawet zaczął brać Sonię na ręce. Bawił się z nią, karmił w nocy. Jednak coś nie dawało mi spokoju. Nie rozmawialiśmy o jego rodzinie. Na jego twarzy coraz częściej zaczął pojawiać się uśmiech. Znów czułam się szczęśliwa. Moje piękne życie trwało przez rok. MÓJ LOS.Dinu pracował, ja byłam na macierzyńskim, finansowo było nam bardzo ciężko. Moi rodzice pomagali nam bardzo wiele. Dziwne prawda? Moi rodzice dawali pieniądze a mój mąż wysyłał swoje zarobione swojej mamusi. Kilka lat wcześniej taka sytuacja nie mieściłaby mi się w głowie, teraz jednak wiedziałam że tak już jest. Wychodząc za hindusa nie spodziewałam się że moje życie będzie tak pokręcone. Często próbowałam je ułożyć w jakąś konkretną całość lecz bez skutku. Moja córka miała już grubo ponad roczek kiedy zadzwonił telefon. To co usłyszałam w słuchawce przekroczyło wszelkie granice. Była to moja koleżanka, która spotykała się z jakimś hindusem. Zapytała mnie: - Ewo, czy ty nadal jesteś z Dinu?, jej drący głos przeraził mnie; tak-odrzekłam, dlaczego pytasz? - pamiętasz hindusa z którym kiedyś się spotykałam, pyta o twój numer bo chce z Tobą porozmawiać; -dobrze, niech zadzwoni, czekam na telefon, powiedziałam i odłożyłam słuchawkę. Nie minęło kilka minut rozległ się ponownie dzwonek mojej komórki. Czując problemy ostrożnie odebrałam; -słucham -rozmawiam z Ewą, mam na imię Raj, przepraszam że cię niepokoję ale muszę ci zadać jedno pytanie? -tak, słucham, odrzekłam ale naprawdę bałam się tego co mi powie; -czy ty jesteś z Dinu, czy mieszkacie razem? Zapytał -tak, dlaczego pytasz - nie chcę ci tego mówić przez telefon, może spotkamy się na 15 min na przystanku, muszę ci coś pokazać, rzekł; -nie, proszę mów teraz o co chodzi? Zapytałam -Ewa twój mąż zrobił zaręczyny w Indiach, dlatego jak jesteście razem musisz coś dla mnie zrobić Zamarłam, nagle czułam jak robi mi się słabo, ręce trzęsły mi się jak oszalały, serce waliło strasznie szybko. -skąd wiesz? Zapytałam, masz na to dowody? -tak, jeżeli przyjdziesz za 15 min to pokaże ci zdjęcia. Odłożyłam słuchawkę. Miałam już dość kłamstwa które zamieszkało w moim domu. Ubrałam siebie i córkę, całość zajęła mi około pięciu minut, stałam już na przystanku i czekałam na nowe straszne wiadomości, które bezpośrednio dotyczyły mojej osoby. Podjechał samochód. Otworzył drzwi i przez mgłę w oczach zobaczyłam jakiego hindusa który coś do mnie mówił. Stałam jak wryta. Podszedł do mnie wziął wózek i poprosił abym się go nie bała. Ma dla mnie wiadomość. Wsiadłam bez namysłu do auta. Zaprosił mnie do domu, dał mojej córce misia i zapytał czy czegoś się napiję -nie, dziękuje, odrzekłam -usiądż Ewa, to co ci powiem nie będzie zbyt przyjemne ani dla ciebie ani dla mnie -twój mąż będąc ostatnio w Indiach zrobił zaręczyny z dziewczyną która jest moją kuzynką; -ani ty ani ta dziewczyna nie miałyście pojęcia o sobie dlatego muszę to wyjaśnić, matka tej dziewczyny prosiła mnie abym dowiedział się trochę o twoim Dinu. Głos załamywał mu się kiedy mówił patrzył jednocześnie na mnie. Usiadł, włączył komputer i pokazał mi zdjęcia. Usiadłam, widziałam przez łzy mojego męża w odświętnym stroju u boku pięknej młodej dziewczyny. Miała na imię Kiran. Tak samo jak ta z maila od Vimi. Zrobiło mi się słabo i zemdlałam. Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna, chyba kilka minut. Kiedy się ocknęłam, mężczyzna stał przy mnie zapłakany i patrzył na Sonię. Zaczęłam płakać. Dlaczego on mi to zrobił? Pytałam, dlaczego? Przecież tak go kocham… Mężczyzna, pokiwał głową i przytaknął -tak Ewo widzę jak bardzo go kochasz, dlatego muszę zadzwonić do Indii i powiedzieć prawdę, matka tej dziewczyny chce z tobą rozmawiać, jeżeli się zgodzisz dam jej twój numer; -acha jeszcze jedno czy możesz mi dać twój dokument ślubu, zeskakuję go i prześle do Indii. -jak chcesz, odrzekłam i poprosiłam o wydrukowanie zdjęć mojego męża z przyszłą jego żoną. Wróciłam do domu. Wykąpałam córkę i położyłam ją spać. Po powrocie Dinu nie mogłam na niego patrzeć. Nie próbowałam też z nim rozmawiać. Po jakimś czasie zauważył, że coś jest nie tak. -żono wszystko dobrze, jesteś strasznie smutna? Zapytał -zdaje ci się; odpowiedziałam, miałam tylko zły sen. -jaki sen; -opowiedz? -śniło mi się że zrobiłeś zaręczyny w Indiach; -rzekłam -zaręczyny, co ty opowiadasz, miałaś jakiś koszmar; Śniło mi się, że zaręczyłeś się z dziewczyną, miałeś jasne hinduskie ubranie, dziewczyna czerwoną piękną sukienkę, opowiadałam wszystko co zapętałam ze zdjęcia. Dinu stał przerażony i nic więcej nie odpowiedział. Wreszcie nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć w ogromnym szale. -oddałam ci całe swoje życie, krzyczałam; - jak mogłeś tak mnie okłamać, jak mogłeś- pojechałam po ciebie do Indii, miałam być z tobą szczęśliwa a jak na razie tylko cierpię rozumiesz mam dość, między nami koniec, teraz ja mówię koniec !, teraz rozumie po co przyjechała Twoja siostra, rozumię maile od niej, przeczytałam wszystko, jutro ma zadzwonić do mnie matka tej dziewczyny, powiem jej że może sobie ciebie wziąć rozumiesz, już teraz jesteś dla mnie nikim, odejdż… Rzuciłam zdjęcia wydrukowane przez obcego dla mnie hindusa i rzekłam -świat jest jednak mały, myślałeś że nie dowiem się jak bardzo mnie okłamujesz, co chciałeś tutaj mieć jedną żonę , w Indiach jeszcze jedną, niestety nie ma tak dobrze, już teraz będziesz miał tylko jedną hinduską bo ja już dla ciebie nie istnieje… Łzy spływały mu po policzkach, stał ze spuszczoną głową, nagle odważył się na mnie spojrzeć i rzekł -nie wiem czy mi kiedyś wybaczysz, zrobiłem to dla matki ale kiedy urodziłaś Sonię już dawno chciałeś się wycofać, kocham cię i wiem że bardzo cię zawiodłem, zrobiłem ogromny błąd nie powiedziałem matce prawdy ani tobie, chciałem aby tu i tam było dobrze, rozumiesz, zrobiłem straszne głupstwo; - kiedy Vimi dowiedziała się od ciebie że jesteś w ciąży strasznie na mnie nawrzeszczała ale tak daleko zabrnąłem że w pewnym momencie nie wiedziałem jak się wycofać; rodzina tej dziewczyny dała już pieniądze mojej mamie, owoce i prezenty dla całej rodziny, próbowałem pożyczyć od kogoś aby oddać i ciągle odkładałem termin ślubu na kolejny rok tłumacząc że mam dużo pracy i nie mogę mieć urlopu. Rozpłakał się, spojrzał na mnie jeszcze raz i sam wiedział już że stracił wszystko. Poprosiłam tylko aby opuścił mieszkanie i zostawił mnie w spokoju; -jutro jak wrócisz z pracy już mnie nie będzie, nie chcę abyś do mnie dzwonił ani przyjeżdżał, to już między nami koniec Dinu, miałeś wszystko a teraz nie masz już nic, jeszcze możesz uratować związek w Indiach, jeżeli chcesz to skłamię, że Sonia nie jest Twoją córką, tylko tyle mogę dla ciebie zrobić chociaż mogę zrobić ci wielki Sajgon że cała okolica będzie wyśmiewać twoją rodzinę , a teraz proszę cię wyjdż. ZNÓW SAMA.Nie mogłam spać, myśli przychodziły mi do głowy jak szalone, układały wszystko w jedną całość. Rano Dinu wrócił do domu, nie wiem gdzie spał, prawdopodobnie w parku na ławce. Wyglądał strasznie. Przebrał się i bez słowa wyszedł do pracy. Za godzinę zadzwonił do mnie pytając czy kiedykolwiek mu przebaczę. Nic nie odpowiedziałam. Próbował zagadywać, chciał się dowiedzieć czy rozmawiałam już z matką Kiran. Zapytał tylko czy moja propozycja o kłamstwie co do ojcostwa Sonii jest aktualna. Płakał ale wiedział że jak powiem prawdę jego matka i siostra zarazem wylądują w więzieniu za namowę do bigamii. - nie powinnam ci więcej pomagać; powiedziałam, - naważyłeś piwo to teraz go wypij, - na razie; rzekłam i odłożyłam słuchawkę. Tak jak mówił nieznajomy mężczyzna, zadzwoniła matka Kiran. Miała miły i ciepły głos. Zapytała mnie o imię i imię hinduskie które przyjęłam po ślubie w Indiach. Długo rozmawiałyśmy. Zadawała mi pytania. Była bardzo inteligentna. Wreszcie padło pytanie o Sonię. -Ewa, czy Sonia jest córką Dinu? Po tym pytaniu zapadła cisza.. -serce rozdzierał mi żal, łzy spływały po policzkach, w tym czasie Sonia zaczęła strasznie płakać, tak jakby przeczuła że rozmawiamy o niej. - nie; odrzekłam, Sonia nie jest córką Dinu, mieszkamy razem ale nasz ślub był jedynie dla wizy, odrzekłam patrząc na płaczącą nadal córkę. - Ewa dziękuje ci za tę rozmowę, ty naprawdę bardzo kochasz Dinu, tak bardzo że skłonna jesteś skłamać dla jego dobra, takiej miłości nie widziałam nigdy w życiu, jeżeli możesz to wybacz mu i bądź z nim, jesteście rodziną, nie można was rozdzielać, wiem również że Sonia jest córką Dinu. Mężczyzna, który pokazywał ci zdjęcia powiedział że patrząc na nie bardzo płakałaś co oznacza absolutną miłość i twoje oddanie. Przełknęłam ślinę ale nie byłam zdolna przerwać tego co do mnie mówiła. -Ewo, jeszcze raz powtarzam, jeżeli umiesz to przebacz mężowi, dla dobra waszego i waszej córki. Tutaj jest taki zwyczaj, ślub organizują rodzice, teraz wiem że nigdy nie mogłabym spojrzeć tobie w oczy gdybym postąpiła inaczej, zaręczyny zerwane a teraz idż do swojej córki bo słyszę jak bardzo płacze, po tym pożegnała się i odłożyła słuchawkę. Stałam jeszcze chwilę w ogromnym osłupieniu po czym wzięłam Sonię na ręce. Płacząc nie mogłam sobie wybaczyć że wyrzekłam Sonię od rodzonego ojca i to tylko dlatego żeby uratować teściową. Ale jak to mówił teść „czas wraca”, wierzyłam że nadejdzie kiedyś czas kiedy to ona będzie płakać przez swojego syna. Nadszedł ale wiele później. Spakowałam rzeczy i tak jak sobie przyrzekłam jeszcze w ten sam dzień wyprowadziłam się z mieszkania. Wynajęłam mieszkanie wraz z moim bratem i jego kolegą którzy pracowali również w Warszawie. Było mi ciężko, nie pracowałam, nie miałam pieniędzy. Znów byłam sama. Przedzierałam się przez życie sama z moimi myślami. Często zastanawiałam się co takiego zrobiłam Bogu że muszę tak ciężko odpokutować. Najpierw ciężkie dzieciństwo później weszłam w dorosłe życie również ciężko. Piłam, wtedy piłam już bardzo dużo. Zostawiałam Sonię z bratem lub koleżanką a ja próbowałam się pocieszyć w piwie. Na nic lepszego nie było mnie stać. IZBA WYTRZEZWIEŃ.Piłam alkohol codziennie. Miałam małe dziecko także nie mogłam sobie pozwolić na upijanie się. Codziennie musiałam napić się chociaż trochę, już nie mogłam normalnie prosperować. Pewnego popołudnia wysyłasz z Sonią na spacer. Weszłam do pobliskiej restauracji. Posadziłam córkę na specjalnym krzesełku, zamówiłam zupę i jedno piwo. Siedziałam długo zamyślona w moje koszmarne życie, usłyszałam jak ktoś prosi mnie na zewnątrz. Policjant wziął mnie za rękę i wyprowadził z restauracji. Drugi wziął Sonię na ręce i wyszedł za nami. Jak się okazało właścicielka restauracji widząc mnie jak Sącze piwo z małym dzieckiem zadzwoniła na policję. Poczuł ode mnie alkohol. Wezwali pogotowie które miało zabrać moją córkę na izbę dziecka. Jeden policjant powiedział mi , że niestety muszą mnie zabrać na izbę wytrzeźwień a córka trafi do szpitala. Jeszcze dziś pamiętam zapłakaną Sonię która przeraźliwie płacząc wyciągała do mnie ręce. Wpadłam w szał. Zaczęłam krzyczeć aby oddali moje dziecko, przecież nie jestem pijana. Wezwali policjantkę która miała zająć się moim dzieckiem. Nie kontrolowałam słów, widząc płaczącą córkę zaczęłam wrzeszczeć w niebogłosy. Powiedziałam policjantce że nie ma serca i że na pewno nie ma dzieci bo nie jest w stanie zrozumieć co do niej mówię. Silniejszy policjant skuł mnie w kajdanki i wciągnął do samochodu. Widziałam jedynie zanoszącą się z płaczu Sonię która nie wiedziała co się dziej. Serce krajało mi się na kawałki. Plułam sobie w twarz dlaczego przyszłam do tej cholernej restauracji. Przypomniało mi się jak jakiś czas temu prosiłam Boga aby naprowadził mnie na dobrą drogę i pokazał co mam w moim życiu robić. Może tak musiało być- pytałam sama siebie?, nie nie musiało zaprzeczałam sama sobie, nie kosztem mojego dziecka. Na izbie kazali rozebrać mi się do bielizny i założyć biały niezbyt czysty fartuch. Nie odpowiadałam na zadawane mi pytania. Cały czas myślałam o Sonii i o krzywdzie jaką jej wyrządziłam. Byłam załamana już doszczętnie. Moje życie nie miało już sensu. Wtedy chciałam tylko wiedzieć gdzie jest moje dziecko. Jakaś kobieta widząc jak bardzo płaczę w koncie podała mi telefon komórkowy który ukryła gdzieś przy sobie. Nie wiele myśląc zadzwoniłam do Dinu - czy jest z Tobą Sonia ?, zapytałam; -tak, Ewo, Sonia jest cała i zdrowa, nic jej nie jest, za to boję się o ciebie, czy wszystko gra?- nie przejmuj się wszystko jakoś się ułoży, jestem z tobą, to wszystko moja wina powiedział i urwało mi rozmowę. Telefon który zdobyłam rozładował się. Wpadłam w jakiś do tej pory nie określony amok, nie wiedziałam co robić, próbowałam uciec ale jak się okazało wszystkie okna i drzwi nie miały od wewnętrznej strony klamek. Zaczęłam krzyczeć, nagle weszło dwóch ogromnych mężczyzn i przywiązali mnie sznurkami dłońmi i nogami do łóżka. Czułam się potwornie, czułam się jak ostatnia szmata, która straciła cały szacunek do siebie. Traktowali mnie jak zbira, potwora który chce zamordować swoje dziecko. Nikt mnie nie rozumiał. Stwierdziłam, że nie ma sensu walczyć i że muszę przeczekać. Kiedy już się uspokoiłam rozwiązali mi ręce. Nie spałam całą noc. Rano wszedł mężczyzna z moimi rzeczami i kazał mi się ubrać. Czekałam jeszcze kilka godzin kiedy wreszcie jakiś policjant kazał iść za nim, poszliśmy do szatni gdzie odebrałam swoje rzeczy. Posadzili mnie z jakimś mężczyzną w wozie policyjnym i skuli mi z nim ręce kajdankami. To było przerażające. Nigdy wcześniej nie czułam się tak poniżona. Na komisariacie czekałam w zamknięciu jeszcze kilka godzin głodna i bez picia. Wreszcie zaczęli mnie przesłuchiwać. Zrobili mi zdjęcia i pobrali odciski palców. Postawili mi zarzuty zniewagi policjantki a ponadto mam oczekiwać rozprawy w sądzie rodzinnym że opiekowałam się dzieckiem po pijanemu. To wszystko spadło na mnie jak ciężki młot. Zrozumiałam że teraz mam poważne problemu i że mogę stracić Sonię. POWRÓT DO DOMU.Kiedy wyszłam z komisariatu, stanęłam na ulicy i zaczęłam płakać jak małe dziecko. Całe moje życie legło w gruzach, Boże miałeś mi pomóc a nie jeszcze bardziej karać. Co dalej, myślałam? Nie tak miało być, nie tak miało wyglądać moje życie. Zadzwoniłam do Dinu i zapytałam gdzie jest moje dziecko. Jak tylko się dowiedziałam zaraz zadzwoniłam do mamy. -mamo daj mi Sonię do telefonu? powiedziałam -córko ona nie chce z tobą rozmawiać, siedzi smutna w piaskownicy i z nikim nie rozmawia. Jak ty się czujesz? Zapytała -strasznie mamo, jaki wstyd, jaki straszny wstyd, przepraszam mamo, bardzo cię przepraszam, płacząc odłożyłam telefon, nie byłam w stanie dalej rozmawiać. Zrozumiałam, że zrobiłam coś strasznego, naraziłam własne dziecko na tak wielkie niebezpieczeństwo, jaką ja jestem straszną matką, tak bardzo ją kocham, była całym moim życiem i zrobiłam coś takiego. Jak mogłam pytałam wciąż sama siebie. Zapłakana wróciłam do domu, wzięłam gorący prysznic aby zmyć ten straszny wstyd który blokował mnie od wewnątrz. Położyłam się i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Przez sen poczułam jak ktoś gładzi mnie po włosach i głośno szlocha. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Dinu. Jak sparaliżowany siedział obok mnie i automatycznie głaskał moje włosy. -przepraszam kochanie, wszystko to moja wina, całe moje życie się pogmatwało, dowiedziałem się od mamy że skłamałaś dla mnie, wiem jak dużo cię to kosztowało, w jednej chwili przekreśliłem całe moje szczęście, kocham cię słyszysz;- rzekł, kocham cię, wybacz mi, błagam cię wybacz mi, padł na kolana i strasznie płakał. -wybaczam ci Dinu, wybaczam ale teraz mam ogromny problem, mogą mi zabrać Sonię, rozumiesz, mogą mi ją zabrać, nie myślałam wtedy logicznie. -nie zabiorą Ewa, nie mogą zabrać jesteś kochającą matką, to co zrobiłaś naprowadzi cię na dobrą drogę, przestaniesz pić i jeżeli mi wybaczysz już zawsze będziemy razem, będąc razem nie mają szans odebrać na dziecka, nie martw się wszystko będzie dobrze, pogłaskał mnie po włosach i zasnęliśmy objęci w ramionach. Rano razem pojechaliśmy do moich rodziców. Wszystko co się wydarzyło dało nam dużo do myślenia, mieliśmy dla kogo żyć, mieliśmy piękną i mądrą córkę. Rodzina tym razem nie przyjęła nas zbyt mile. Wszystko co działo się wtedy kręciło się wokół mnie i tego co zrobiła. Krytykowali mnie i wyśmiewali. Miałam naprawdę dość. Sonia na początku nie chciała do mnie podejść lecz po kilku godzinach siedziała tylko przy mnie. Ojciec podszedł do nas i powiedział, że nie mam najmniejszych szans na wyjazd do Warszawy. Teraz jeżeli wyjadę to zadzwoni na policję że nie umie opiekować się dzieckiem i na pewno zabiorą mi Sonię. Dinu kazał wrócić do domu i więcej nie kontaktować się ze mną. Całe wieczory spędzałam w swoim pokoju zapłakana. Nie mogłam tak dalej żyć. Kolejna porażka w moim życiu, jak na ten wiek było ich stanowczo za dużo. Dinu dzwonił do mnie codziennie i pytał kiedy wracam do domu. Bałam się ojca. Postanowiłam że muszę coś z tym zrobić, że wezmę się w garść. Myślałam całą noc. Nie chciałam stracić córki a zarazem chciałam wrócić do męża. Wiedziałam, że też cierpi. Popełnił tak jak ja wielki błąd w swoim życiu i wiedziałam że bardzo go żałuje. To była szkoła życia dla nas obydwoje. Rano, kiedy nakarmiłam Sonię poszłam do siostry i zapytałam czy ma pożyczyć mi trochę pieniędzy. -po co ci Ewa pieniądze? -zapytała -nie mogę tu mieszkać, nie mogę stracić mojego dziecka, odrzekłam, -chcę wszczepić sobie esperal i już nigdy nie dotknąć alkoholu, to jest mój cel, chce na nowo odbudować moją rodzinę, jeszcze mam szansę tylko proszę pomóż mi, proszę – rzekłam; - siostra, nie wiem czy dasz radę, twoje życie to pasmo kłopotów ale wiem jak ci ciężko, dobrze pożyczę ci ale obiecaj że dasz radę, pamiętaj jestem z tobą; podała mi pieniądze i poklepała po ramieniu. -dziękuje, nigdy ci tego nie zapomnę, przyłączyłaś się teraz do mojego ponownego narodzenia, dziękuje powiedziałam i odeszłam do samochodu. Nie mówiąc nic rodzicom wsiadłam w ojca samochód i pojechałam do najbliższego szpitala. Na dole w recepcji znalazłam ulotki z nazwiskami chirurgów którzy pomagali ludziom takim jak ja, niewiele myśląc zadzwoniłam do pierwszego i umówiłam się za godzinę w jego gabinecie. Była to jedyna deska ratunku jaką potrafiłam wtedy znaleźć. Wstydziłam się ale córka była dla mnie najważniejsza, idąc do lekarza myślałam tylko o niej i rozprawie która miała być za miesiąc. Wszystko trwało około pięć minut. Lekarz umiejętnie poinformował mnie co grozi mi po spożyciu chociaż odrobiny alkoholu. Po wyjściu pierwsze co zrobiłam to zadzwoniłam do Dinu informując go o moim odważnym czynie. Nie było wyjścia, chcąc być a mężem i córką musiałam podjąć taką decyzje. Do dziś uważam że była słuszna. Po zaszyciu bolała mnie trochę noga lecz dumna wróciłam do domu. Umówiłam się z Dinu że jeszcze tego dnia przyjedzie po nas i wrócimy razem do Warszawy. Mama popłakała się ze szczęścia, zawsze była ze mną, cokolwiek bym zdecydowała zawsze trzymała moją stronę w przeciwieństwie do ojca. Jemu nie tłumaczyłam zbytnio o moich planach, wiedziałam że i tak mu się nie spodobają. Cóż, decyzja podjęta, teraz już nic nie może zrobić. Dinu przyjechał jak najszybciej. Wsiedliśmy szybko do samochodu i dopiero wtedy gdy ojciec zobaczył nas znów razem wpadł w szał. Krzyczał jak opętany, powiedziałam mu co takiego zrobiłam i że nie zostanę w domu. Jestem żoną Dinu i razem damy jakoś radę. Najważniejsze że jesteśmy razem, powiedziałam i odjechaliśmy. Kilka razy ojciec dzwonił do mnie grożąc że tak tego nie zostawi ale w głębi duszy wiedziałam że nie może nic zrobić. WRESZCIE RAZEM.Mieszkanie w którym mieszkał Dinu stało przygotowane specjalnie na nasz powrót. Wszędzie stały kwiaty, w rogu nowe łóżeczko dla Sonii. Czułam, że znowu żyję, stałam się pewniejsza siebie, myślałam że już teraz po takich przejściach już nic nas nie zdziwi i że zawsze już będziemy razem. -Dinu? Zapytałam; -dlaczego tak dużo w życiu cierpimy? Dlaczego nie możemy być po prostu szczęśliwi jak inne małżeństwa? -teraz zaczęłam moje życie od nowa, nie obawiaj się już nigdy nie zobaczysz mnie z alkoholem, powiedziałam -a już nigdy cię nie okłamię, przyrzekam- odparł i mocno mnie przytulił. Postanowiliśmy że zmienimy mieszkanie, to przypominało nam zbyt dużo ciężkich chwil. Po miesiącu znalazłam kawalerkę na ósmym piętrze. Była widna zadbana i słoneczna. Sprawa w sądzie rodzinnym przebiegła pozytywnie dla mnie, jakiś czas przychodził do nas kurator. Sprawdził szczepienia Sonii, rozmawiał ze mną i orzekł że nie widzi żadnych przeciwwskazań do mojego wychowywania. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Miałam moją kochaną córkę i męża któremu przebaczyłam wszystkie grzechy. Rodzina Dinu przez kilka lat nie odzywała się do niego. Siostra obrażona niw wysyłała nawet życzeń w jego urodziny. Często zastanawiałam się czy powiedział mamie że jesteśmy razem ale nie czułam potrzeby pytania go o to. Minęło kilka lat, przestałam pić, nie dotykałam alkoholu, był mi obojętny. Nie przeszkadzało mi nawet że ktoś pije przy mnie. Dla mnie ten trunek już nie istniał. Czułam się wreszcie szczęśliwa i to było najważniejsze. Po kilku latach kupiliśmy swoje mieszkanie, nowy samochód z salonu. Powodziło nam się naprawdę dobrze. Jak to mówił tata Dinu „czas wraca” OPERACJA MĘZA.Czas mijał, żyliśmy razem, razem wychowywaliśmy naszą córkę. Jednak zauważyłam że z Dinu działo się coś złego. Wracał z pracy i kładł się do łóżka, miał bardzo niskie ciśnienie. Zaniepokoiłam się ponieważ trwało to dłuższy czas a z nim było coraz gorzej. Nie mógł jeść, chudł w bardzo szybkim tempie. Nie mogąc znieść cierpienia męża zaciągnęłam go do lekarza, po miesięcznym badaniu okazało się że Dinu ma wadę wrodzoną serca i konieczna jest jak najszybsza operacja. Następnego dnia pojechałam z wynikami do mojej siostry aby poradzić się co mam robić. Agata wzięła badania i skonsultowała z ordynatorem szpitala w naszym miasteczku. Siedząc obok mnie trzymając za rękę i rzekła- - Ewa, jest to ciężki przypadek, ordynator radzi abyś jak najszybciej zawiozła go do szpitala, operacja jest nie unikniona a nawet powiem grozna. Ubytek w jego komorze jest na tyle wielki, że pewnej nocy zaśnie i może się już nie obudzić. Zamarłam, znów zamarłam. Zaczęłam płakać jak bóbr. W ten sam dzień udałam się do kościoła poprosić Boga aby wszystko w moim życiu wreszcie się ułożyło. Teraz kiedy jesteśmy razem, kiedy wreszcie jesteśmy szczęśliwi dowiaduje się że mogę stracić męża . Długo zastanawiałam się dlaczego to ja mam takie problemy. Nie raz pytałam Boga dlaczego? Doszło do tego że zastanawiałam się na inkarnacją, myślałam nawet że może w poprzednim życiu strasznie nagrzeszyłam i teraz muszę wszystko odpokutować. Po dłuższej modlitwie jakaś ogromna siła znów postawiła mnie na nogi. Byłam gotowa znów walczyć o męża z którym byłam bardzo szczęśliwa. Po powrocie do domu zrobiliśmy serję badań. Okazało się że Dinu musi usunąć ząb który był zagrożeniem do operacji. Udaliśmy się więc do stomatologa. Poinformowany o chorobie męża nie zabezpieczył go podaniem antybiotyku. Mąż po dwóch dniach czuł się jeszcze gorzej. Kiedy to mówiłam do niego nagle zauważyłam że zsuwa się z łóżka całkiem nieprzytomny. Ogarnął mnie ogromny strach. W głowie przymykało mi tysiące myśli, że straciłam męża. Zadzwoniłam po pogotowie. Przyjechali tak szybko że nie zdążyłam się obejrzeć. Wszystko działo się kosmicznie szybko. Reanimacja. Dinu odszedł na kilka sekund z tego świata. Zatrzymało mu się serce. Jednak lekarze nie poddawali się. Walczyli o niego z całych sił. Czułam że moje serce również zamarło. Stałam jak posąg. Strach sparaliżował mnie całą. Wreszcie, Dinu otworzył oczy. W ciągu kilku sekund był na noszach. Zdążyłam tylko zapytać do jakiego szpitala go zabierają. Od razu zadzwoniłam do rodziców i do koleżanki, która zostałą z Sonią do przyjazdu mamy. Wsiadłam w samochód i nawek kiedy byłam już na Izbie Przyjęć. Dowiedziałam się że podejrzewają zapelenie wsierdzia. Powinien dostać osłonowo antybiotyk ale tym przypadku nie musimy czekać. Byłam wśiekła na lekarza który podjął się usunięcia zęba. Dosyć że wziął kupę pieniędzy to jeszcze Dinu niezle musi się nacierpieć. Obiecałam sobie że nie zostawie tak tej sprawy i że udam się do adwokata o odszkodowanie za zle wykonane usługi stomatologiczne. W szpitalu przesiedziałąm całą noc. Kiedy Dinu odzyskał przytomność zawieżli go na oddział aby podać odpowiednie leki. Przeleżał tam ponad tydzień. Sonia pojechała do rodziców a ja cały ten czas siedziałam przy jego łóżku. - kochanie, idż do domu, widać że jesteś zmęczona, idż i odpocznij, powiedział Dinu; - nie kochanie, nic mi nie jest, nie zostawię cię samego; rzekłam i mocniej przycisnęłam jego dłoń. Po kilku dniach wrócił do domu. Czekała na nas wizyta w klinice gdzie miał zostać operowany. Oczywiście pojechaliśmy razem. Po rozmowie z ordynatorem dowiedzieliśmy się że ma się zgłosić na następny dzień na operacje. Znów strach. Odczuwałam go ale tak naprawdę stał się dla mnie już przyjazny. Towarzyszył mi praktycznie całe życie także zdążyłam się do niego przyzwyczaić. Wróciliśmy do domu. Kiedy tak leżeliśmy obok siebie Dinu wziął mnie za rękę i powiedział; -kochanie, gdyby coś mi się stało, gdyby operacja się nie udała to wiedz że bardzo cię kocham, w szafce masz wszystkie dokumenty, moje ubezpieczenie za które przeżyjesz kilka lat, opiekuj się naszą córką, dobrze; Łzy spływały mi po policzkach, miałam w głowie pustkę. Próbowałam coś powiedzieć ale nie mogłam wydusić z siebie słowa. Leżałam jeszcze jakiś czas obok niego aż w końcu powiedziałam; - nie możesz umrzeć, rozumiesz ! nie możesz, za długo walczyliśmy o nasze szczęście i spokój żebyś teraz m,nie tak po Prost zostawił; Wzięłam jego twarz w moje dłonie i jeszcze raz powtórzyłam to samo. Przytulił mnie mocno i zasneliśmy w objęciach. Następnego dnia zadzwoniłam do siostry która dosłownie za dwie godziny była w moim mieszkaniu. -w takiej sytuacji nie zostawię cię samej, podczas operacji będę przy tobie; -rzekłą -Agata; odpowiedziałam; - nie ma sensu żebyś była przy mnie ja i tak cały ten czas spędzę w szpitalu - nie Ewa, nie możesz być w szpitalu, po operacji i tak nie wpuszczą cię na salę. Musisz odpocząć aby mieć dużo siły, po operacji na otwartym sercu będzie Dinu bardzo potrzebna, przez dłuższy czas nie będzie mógł się ruszać także musisz mieć siłę dla niego, pomyśl o Sonii, mają teraz tylko ciebie; Nie miałam już w ogóle siły, byłam przemęczona wszystkim tym co działo się w moim życiu. Na siłę uśmiechałam się do Dinu aby pokazać mu że wszystko będzie dobrze. Następnego dnia pojechaliśmy do szpitala. Dinu dostał łóżko i na zajutrz miała odbyć się operacja. Nie chciał abym siedziałą przy nim, widział jak bardzo się denerwuje. Pojechałyśmy z Agatą do domu. W tym czasie robili mu badania. Tej nocy nie spałam pytałam ciągle siostry jak odbywa się taka operacja wiedząc że pracuje przy nich więc wiedziała bardzo dużo. Rano ubrałyśmy się i pojechałyśmy z powrotem do szpitala. Lekarz zabronił mu jeść i za godzinę miał zostać zabrany na salę operacyjną. Poproszono mnie abym zgoliła mężowi włosy na klatce. Goląc nie mogłam przełknąć śliny, tak bardzo się bałam. - nie martw się kochanie , wszystko będzie dobrze, rzekł, przepraszam że musisz przeze mnie tyle cierpieć - kocham cię mężu , jak możesz mówić że ja cierpię, moja miłość jest tak ogromna że nie pozwoli aby coś ci się stało. Mówiąc to usłyszałam głos lekarza, który prosił go na wózek. Dinu usiadł, na kolana położyli mu kilka dawek krwi która będzie potrzebna do operacji. Otworzyły się drzwi z których kobieta w białym ubraniu przejęła wózek i pozwoliła nam się pożegnać. Nie wiedziałam co powiedzieć, łzy płynęły mi ciurkiem, w końcu siostra poklepała mnie i Dinu po ramieniu i powiedziała, że na pewno wszystko będzie dobrze. Dinu też miał łzy w oczach ale nie chciał pokazać że płacze. Pożegnał się i kazał mi jechać do domu. Wreszcie zniknął z horyzontu, drzwi zatrzasnęły się a ja zostałam znów sama po tej stronie. Tysiące myśli przechodziło mi przez moją głowę, czy jeszcze go zobaczę? Czy jeszcze zobaczę mojego ukochanego męża? Byłam cała sparaliżowana. Czułam tylko jak siostra bierze nie za ramię i prowadzi przed sobą. Kazała mi usiąść i uspokoić się bo w ten sposób mu nie pomogę. - chodż Ewa pojedziemy do kościoła w ten sposób, modlitwą pomożesz mu na pewno. Usiadłam za kierownicą nie wiedząc gdzie mam jechać, zamyślona prowadziłam auto w pewnej chwili siostra wyrwała mi kierownicę i skręciła w w prawo. Zatrzymałam się, tak o mało nas nie zabiłam, nie zauważyłam jak wjeżdżam pod ogromnego tira. Agata wyciągnęła mnie z auta i sama poprowadziła samochód. Dziękowałam Bogu że była obok mnie. Długo modliłam się w kościele po czym pojechałyśmy do domu. Dosłownie co pół godziny dzwoniłam do szpitala czy operacja już się skończyła. Niestety nie miałąm żadnych wieści. Siostra pwiedziała mi że dzisiaj są naszego ojca imieniny. -Ewa Dinu ma operację w imieniny naszego taty, pamiętasz dzisiaj jest ósmy maja, Stanisława, rodzice nie robią żadnej imprezy, zamówili mszę w kościele i cała rodzina modliła się za Dinu. Wieczorem pojechała do domu. Zostałam sama. Siedząc w kuchni zsunięta na podłogę zauważyłam że nagle zapaliło się światło w sypialni gdzie mąż miał swój ołtarzyk i gdzie modlił się codziennie rano. Ciekawa poszłam do pokoju ale nie było tam nikogo. Jakaś siła próbowała powiedzieć mi że operacja skończona, czułam to. Złapałam za telefon. Rzeczywiście okazało się że po kilkugodzinnej operacji wszystko jest dobrze i mój mąż jest już na sali pooperacyjnej. Szczęśliwa podziękowałam lekarzowi i zapytałam czy mogę dzwonić w nocy. Odpowiedział że zawsze ktoś poinformuje mnie o stanie zdrowia męża. Dzwoniłam jeszcze kilka razy ale mąż był jeszcze w śpiączce. Rano pojechałam sama i poprosiłam czy mogą chociażby na chwilkę wpuścić mnie do męża. Ubrałam się w fartuch, maskę i weszłam do środka. Moje przerażenie nie miało końca, na łóżkach leżeli ludzie podłączeni do ogromnej ilości kabelków, na pół siedząco z dużymi oczami patrzyli na siebie. Jak roboty podłączone do sieci. Po prawej stronie leżał Dinu, słaby i obolały. Kiedy mnie zobaczył łzy popłynęły mu z oczy, nie mógł mówić więc o nic nie pytałam. Trzymałam go za rękę i głaskałam po włosach; -widzisz kochanie wszystko się udało, znów będziemy razem; Lekarz podszedł do mnie i powiedział, że muszę wyjść już z sali ale zaraz zawiozą męża na inną sale i tam mogę już przy nim być. Wyszłam. Za chwilę przewiezli Dinu na oddział. Siedziałam przy nim codziennie, od świtu do nocy. Pomagałam mu się podnosić, jeść, czytałam mu gazety.Póżnym wieczorem wracałam do domu. Kilka razy dziennie dzwoniłam do Sonii, która tęskniła za mną i Dinu. Po tygodniu wypisali męża do domu. W ostatni dzień pobytu złapałam jakąś grypę jelitową. Ledwo co chodziłam ale nie poddawałam się. Brałam węgiel, miałam straszne skurcze mięśni. Kiedy przyjechała moja mama rozpłakała się i patrząc na mnie powiedziała; - dziecko bardzo zle wyglądasz, powiedz jak mogę ci pomóc? - już dużo mi pomogłaś, odpowiedziałam; -pilnowałaś mojego dziecka gdy ja siedziałam w szpitalu, nawet nie wiesz jak dużo mi pomogłaś, zawsze mogę na ciebie liczyć; Przemęczona i chora musiałam pilnować jeszcze dwóch sklepów które prowadziliśmy razem z Dinu. Po tygodniu zadzwoniłam do dziewczyn które pracowały u mnie i poprosiłam aby same zajęły się sklepami bo ja już nie mam siły. Zgodziły się bez problemu i kazały mi się nie przejmować. Rodzice zostali u nas kilka dni, kiedy już poczułam się lepiej wrócili do siebie. Przez kolejny miesiąc opiekowałam się Dinu, codziennie przemywałam mu rany po operacji. Rano prowadziłam Sonię do przedszkola , pracowałam, opiekowałam się mężem. Sama nie wiem skąd miałam tyle sił aby wszystko ogarnąć. Często zdarzało się że Dinu płacząc brał mnie za rękę i mówił; - żono dlaczego ty mnie tak bardzo kochasz?, dlaczego? Tak dużo cię skrzywdziłem a ty teraz opiekujesz się kaleką który nie potrafi nawet sam wstać? - na ślubie przyrzekłam że cię nie opuszczę w zdrowiu i w chorobie, nie opuszczę cię aż do śmierci; pamiętasz – odparłam; - pamiętam i dziękuje ci za to z całego serca. Dni mijały, Sonia miała wakacje więc pojechała do babci. Często pytałam Dinu dlaczego nie zadzwonił do swojej mamy i nie poinformował jej o operacji, w końcu to jego matka i na pewno chciałaby wiedzieć. - nie kochanie; odpowiadał; - nie zadzwonię, kiedyś jak będę w Indiach to sam jej powiem. ŻYCIE Z OBCOKRAJOWCEM.Mąż czuł się coraz lepiej, dłuższy czas nie mógł dźwigać niczego co przekraczało dwa kilogramy. Chodził do pracy. Ja coraz częściej zastanawiałam się aby pójść dalej na studia. Po maturze nie miałam okazji i pieniędzy. Teraz mogłam sobie pozwolić na opłaty. Mąż również twierdził że to dobry pomysł. Zapisałam się do Wyższej Szkoły Cła i Logistyki w Warszawie na stosunki międzynarodowe o specjalności służba celna. Coś co zawsze mnie interesowało. Wszystko między nami układało się bardzo dobrze. Jedynie sąsiedzi na nowym mieszkaniu dokuczali nam coraz bardziej. Często zdarzało się jak dozorczyni mówiła na niego „ten cygan się odgrodził”, nie zwarzając że akurat przechodzę obok niej, zaczepiali go przed klatką że zle zaparkował samochód czy też moja córka zamknęła za głośno drzwi. Na samochodzie często znajdowałam bluźniercze napisy o których nie mówiłam Dinu. Pewnego dnia po kolejnej burzy z dozorczynią nie wytrzymałam i powiedziałam kilka brzydkich słów, tacy ludzie nie rozumieją kulturalnie, rozumieją prostackie słownictwo. Udałam się do kierowniczki spółdzielni. Wezwano dozorczynię na dywanik gdzie długo się tłumaczyła aż wreszcie cała czerwona przeprosiła mnie w obecności pracowników. - jest Pani tylko sprzątającą, - powiedziałam; - nie po tak ciężko pracowałam na moje własne mieszkanie żeby taka osoba jak Pani mówiła mi co mam robić, jeszcze raz usłyszę jakieś brzydkie słowo na mojego męża skieruję sprawę do sądu; odwróciłam się i wyszłam. Inna kobieta z drugiego piętra poszła na policję złożyć zażelenie że pająki z mojego ogródka wchodzą jej na balkon. Przemilczałam sprawę tym bardziej że dzielnicowy uznał ją za wariatkę. Do tej pory nie rozmawiamy z sąsadami, długo próbowali zrobić nam chrzest ale niestety nie udało się. Na każdym kroku walczyłam jak lwica o swój teren. W moim przypadku mogę stwierdzić że w Polsce jest ogromny rasizm. Da się zauważyć szczególnie u starszych ludzi. Nie mogą zrozumieć że ja Polka mam czarnego faceta z którym żyję już tyle lat i najgorsze to to że wszystko u nas dobrze. Często słychach kłótnie za ścianą, bo niestety obok nas mieszka dozorczyni ze swoją rodziną. Do tej pory nie wiem ile ludzi mieszka w jej mieszkaniu i w pewnym momencie przestało mnie to interesować. Powiedziałam jej aby nie wtrącała się w nasze życie bo gorzko tego pożałuje. Po jakimś czasie wszystko umilkło. Czasem mam tylko mandat za złę parkowanie, ludzie w blokach znudzeni życiem znajdują sobie rozrywkę dzwoniąc do straży miejskiej. Podkablowanie kogoś sprawia im wielką przyjemność. Pewnego dnia wsiadając do samochodu zauważyłam ogromną rysę wzdłuż mojej nowej hondy. Rozpłakałam się ale co mi to dało nic. Ktoś kto bardzo mnie lubił załatwił mnie inaczej. Czymś ostrym porysował mi samochód. Dużo mnie kosztowało aby to zlikwidować. To jest cena miłości do czarnego. Mąż w porównaniu do innych hindusów nie wyglądał na obcokrajowca, miał jasną karnację czarne włosy i oczy. Jednak wystarczyło inne nazwisko i już było ciekawie. Nie mogę sobie wyobrazić co przeżywają dziewczyny które za mężów wzięły sobie murzyna. Było mi przykro, że moi rodacy segregowali ludzi tym bardziej że będąc w Indiach nie odczułam nienawiści z ich strony. Wręcz przeciwnie gościli mnie wszędzie gdzie nie poszłam. Tam przynajmniej traktują obcokrajowców z szacunkiem. Często przychodziło mi na myśl co by zrobiła taka dozorczyni w obcym kraju gdyby ktoś jej tak dokuczał. Zapłakałaby się na śmierć. Z biegiem czasu stałam się odporna na takie traktowanie. Przestałam zwracać uwagę na przycinki i zachowanie sąsiadów. Zajęłam się pracą, domem i rodziną. Z czasem przestali mi zbytnio dokuczać. Bali się mnie. Zrobiłam się niebezpieczna, na jakiekolwiek uwagi reagowałam już kontra atakiem. Było mi wszystko jedno. Nauczyłam się walczyć o moje miejsce na ziemi. PRZYJAZD TEŚCIOWEJ.Wakacje dobiegały końca. Sonia wróciła do domu i przygotowywałyśmy się do przedszkola. Pewnego dnia mąż usiadł przy mnie i powiedział; - żono moja za dwa tygodnie jadę do Indii, minął czas od śmierci taty gdzie ponownie muszę udać się na modlitwy jako jedyny syn, wrócę z mamą , wreszcie musimy przełamać lody; - co ty opowiadasz, Dinu- odpowiedziałam; - ja razem z twoją mamą pod jednym dachem?, chciałabym ale to jest raczej niemożliwe, przecież ona nie zgodzi się mieszkać z kimś kogo nienawidzi? - rozmawiałem z nią, mówiła że jest już stara i chce wreszcie poznać swoją wnuczkę a przy okazji poznać dobrze synową, nigdy nie było okazji, teraz kiedy wie że nic nas nie rozdzieli nie ma już wyjścia- odpowiedział i wziął mnie za rękę - nie bój się wszystko będzie dobrze, jestem z tobą. Długo zastanawiałam się czy to ma sens. Matka Dinu, była kobietą bez skrupułów. Twardą i zakłamaną. Po ostatnim przyjezdzie siostry Dinu bałam się że sytuacja znów się powtórzy a wtedy nie miałabym już sił do walki. Czułam się przemęczona. Kochałam męża, ale nie wiedziałam do końca czy zostałabym z nim dalej gdyby matka zaczęła ingerować w nasze życie. Trudno, myślałam zgodzę się chociaż do końca nie wiedziałam czy to dobry pomysł. Moja mama nie była zbyt szczęśliwa z przyjazdu teściowej; -dziecko, pamiętasz co było z Vimi, mało miałam kłopotów, zle to widzę, to jest inny świat, mama Dinu ma swoje przyzwyczajenia, nie zgodzicie się razem w jednym domu ale to jest twoja decyzja. Jak się pozniej okazało znów miała rację. Był wrzesień, Odprowadziliśmy Sonię do przedszkola a póżniej udaliśmy się na lotnisko. Dinuucałował mnie mocno i rzekł; - uśmiechnij się, wiem że nie lubisz jak wyjeżdżam ale teraz nie będzie już problemów , mam polski dowód, jestem już polakiem. Jadę tylko w odwiedziny, za dwa tygodnie będę z powrotem. Jeżeli chodzi o mamę to wyluzuj, bądź sobą, to ty jesteś u siebie i to ona musi się dostosować; - wiem ale jak ja mam z nią rozmawiać, słabo znam język, ona wciąż mnie nienawidzi więc jak to będzie? -nie myśl dużo, opiekój się Sonią, dwa tygodnie szybko minie- odpowiedział i podszedł do odprawy. Pomachał mi zza bramki i znów zniknął z horyzontu. W domu przez te dwa tygodnie nie było chwili abym nie myślała o przyjezdzie teściowej. Często przychodziła do mnie koleżanka z którą rozważałyśmy kwestie wspólnego mieszkania z nową babcią Sonii. Wysprzątałam całe mieszkanie, kupiłam nowe firanki i dywany. Chciałam pokazać się z jak najlepszej strony. Nawet rzuciłam palenie. Wysyłałam sms-y do Dinu czy jego mama coś o nas pyta ale niestety nic się nie dowiedziałam. Nadszedł dzień przyjazdu. Poprosiłam męża koleżanki Nepalczyka aby ugotował coś wegetariańskiego dla teściowe. Umyłam samochód i wystrojone z Sonią pojechałyśmy na lotnisko. Nogi uginały się pode mną. Bałam się. Byłam zła na siebie że zgodziłam się na ten wybryk. Znudzona Sonia często pytała co to za babcia, jak wygląda i czy będzie fajna jak babcia Hańcia? Nie potrafiłam jej odpowiedzieć bo sama nie wiedziałam jaka ona jest i na co ją stać. Stanęłyśmy blisko wyjścia aby Dinu zdołał nas zauważyć. Nagle przy kolejnym rozsunięciu ujrzałam męża a zaraz za nim małą osóbkę która ubrana byłą w białe sari, włosy długie do kolan uczesane miała w warkocz, w ręku trzymała różaniec. Wystraszona szła za synem nie wiedząc co ją czeka. Ze strach nie mogłam przełknąć śliny. Sonia zauważywszy Dinu zaczęła głośno krzyczeć; - tato, tato tu jesteśmy, rzuciła mu się na szyję i spojrzawszy na obcą kobietę schowała się za tatę. Ja nie wiedzą co zrobić podeszłam do niej i dotknęłam ręką stóp. W ten sposób oddaje się w Indiach szacunek do starszych od siebie. Zapakowaliśmy walizki do samochodu i w ciszy pojechaliśmy do domu. Ukratkiem widziałam jak spogląda raz na mnie raz na Sonię. Wchodząc do domu dotknęła progu dłonią i roglądając się usiadła cichutko na skórzanej kanapie którą kupiliśmy specjalnie na jej. Patrzyła na mnie dosyć długo, mając łzy w oczach otworzyła walizkę i wręczyła mi kilka złotych bransoletek tłumacząc przez Dinu że jest to prezent od niej i Vimi. Byłam zaskoczona, podejrzewałam że coś jest nie tak bo jest dla mnie taka miłą. Nie chciałam ich przyjąć lecz ona wcisnęła mi je w ręce i po angielsku powiedziała że będzie jej przykro jeżeli odmówię. Dinu pokazał jej łazienkę po czym położyła się na podłodze aby odpocząć po podróży. Przez kilka godzin snu teściowej rozmawialiśmy z mężem jak było w Indiach i jak ja mam się przy niej zachowywać. Bałam się kolejnego dnia gdy Dinu pójdzie do pracy a ja zostanę z nią sam na sam. Wieczorem zjedli kolację i położyliśmy ją spać na naszym ogromnym łożu. Sami zaś położyliśmy się na nowej kanapie. Stęsknieni kochaliśmy się pierwszy raz mając za ścianą matkę Dinu. Nie wiem dlaczego ale nie mogłam się do końca wyluzować. Krępowałam się we własnym mieszkaniu. Następnego dnia rano zawiezliśmy Sonie do przedszkola, Dinu pojechał do pracy a ja musiałam wrócić do domu. Nie wiedziałam co mnie tak naprawdę czeka. Kupiłam w kiosku papierosy i ze strachu znów zaczęłam palić. Kiedy weszłam w drzwi modliła się przy ołtarzyku męża. Usiadłam do komputera i zaczęłam szukać sobie zajęcia. Po chwili przyszła do pokoju i patrząc na mnie zaczęła rozmowę. - Ewa jak się masz? – rzekła - nerwowo odrzekłam że dobrze i znów patrzyłam na monitor. Podeszła bliżej i zapytała czy możemy porozmawiać. Nagle jednak zadzwonił telefon. Z rozmowy wywnioskowałam że była to Vimi. Podała mi słuchawkę i kiwnęła ręką, że chce ze mną rozmawiać. Niechętnie podeszłam i powiedziałam -halo? -Ewo to ja Vimi, minęło tyle czasu ale twój głos nic się nie zmienił, dziękuje ci że pozwoliłaś na przyjazd mamy do Polski, bez twojej zgody byłoby to niemożliwe. W Indiach jest zwyczaj że matka mieszka z synem i jego rodziną. Zaraz, pomyślałam jaki zwyczaj, ja zgodziłam się tylko na odwiedziny a nie na wspólne życie z teściową. Bez mojej zgody snuły sobie przyszłość która dla mnie nie była realna. - Ewo, jesteś tam; usłyszałam nagle w słuchawce? - tak, jestem; - odparłam - mama siedzi obok ciebie i chce wiedzieć czy Sonia jest dzieckiem Dinu? Zamarłam, zaczyna się pomyślałam. - Vimi nie chcę z Tobą rozmawiać co do Sonii nie będę wam się tłumaczyć tym bardziej że jest tak podobna do teściowej że nie ma wątpliwości, Pan Bóg specjalnie dał mi ją podobną do twojej mamy aby takie pytanie nigdy nie padło a po resztą uważasz że śpię z każdym napotkanym mężczyzną?; - rzekłam i odłożyłam telefon. Spojrzałam na teściową i ze łzami w oczach powiedziałam bez zastanowienia; -jak mogła Pani tak pomyśleć, ja Pani mogła. Pierwszy dzień pobytu a Pani zadaje mi taki ból. Wiedziałam, że przyjazd to kiepski pomysł. Rozpłakała się. Kiedy chciałam opuścić pokój złapała mnie za rękę i powiedziała - Ewa nie gniewaj się ale muszę usłyszeć to z twoich ust, Dinu kłamał i przez to miałam problemy w Indiach o mało nie zamknęli mnie w więzieniu. - nic na to nie poradzę, wiedziała Pani że syn ma żonę w Polsce a jednak próbowała Pani ułożyć mu życie po swojemu; - tak, Sonia jest dzieckiem Dinu, czy nie widzi Pani podobieństwa do siebie, przecież Sonia to cała Pani, jakby zdjął skórę; na moje nieszczęście zresztą, co na nią patrzę to tak jakbym patrzyła na Panią, a nie powiem nie jest to dla mnie zbyt miłe;- odsunęłam rękę i wyszłam z domu na papierosa. W tym czasie zadzwonił Dinu, kiedy usłyszał mój zapłakany głos bardzo się zdenerwował. Opowiedziałam mu całe zdarzenie. Obiecał że porozmawia z mamą i postawi jej ultimatum. -jeżeli będzie wtrącać się w moje małżeństwo wyjedzie stąd bardzo szybko, nie płacz kochanie, już więcej nie będzie cię dręczyła. Wróciłam do domu. Tego dnia nie rozmawiałyśmy więcej. Dinu po powrocie z pracy wziął ją na spacer. Po jakiejś godzinie wrócili, matka była zapłakana. Usiadła w kąciku i długo się modliła. Następnego dnia znów usiadła przy mnie i poprosiła mnie abym pokazała jej zdjęcia. Długo oglądała pytając kto na nich jest. Poznawała całą moją rodzinę. Próbowałam zapomnieć o tym co powiedziała mi poprzedniego dnia. Zresztą i tak Dinu powiedział jej parę przykrych słów dlatego starała się być już dla mnie miła. Starała się ale jej to zbytno nie wychodziło. Oglądając zdjęcia zaczęła od początku temat Dinu. Nie mogła zrozumieć dlaczego okłamał własną matkę. - Dinu kocha Panią ale kocha również mnie i Sonię, zadręczała go Pani dlatego żeby mieć spokój postąpił taj jak uznał za stosowne. Chciał aby Pani była szczęśliwa ale również myślał o nas. Teraz jesteśmy razem i nic tego nie zmieni; -odparłam i spojrzałam jej prosto w oczy. -zmieszana, nie wiedziała co mówić dalej, zdała sobie sprawę że rozmawia z inną Ewą niż tą sprzed ośmiu laty, zastraszoną młodą dziewczyną która sama przyjechała do jej domu. - tak, dziecko masz absolutną rację, lepiej nie wracajmy do tego tematu, bo znów Dinu będzie na mnie zły, ty wszystko mu mówisz? –zapytała -oczywiście, obiecaliśmy sobie mówić całą prawdę nawet tą która bardzo boli, tak jest najlepiej, dlatego to co mówi Pani Dinu wiem również ja; -proszę nie mów do mnie Pani; -odparła -jestem twoją teściową, matką twojego męża, jeżeli możesz mów do mnie mamo i proszę przebacz mi za wszystko co ci zrobiłam, za co tak bardzo cierpiałaś. Mówiąc to znów się rozpłakała. Byłam skłonna uwierzyć w jej szczere chęci chociaż cały czas mówiło mi że jest w tym jakiś cel. Spojrzałam na zdjęcie nieżyjącego teścia i obiecałam mu w duszy że spróbuję tylko i wyłącznie dla niego. Po kilku dniach nasze relacje nieco się polepszyły. Codziennie rano wstawała wcześniej i szykowała dla Dinu hinduskie jedzenie do pracy. Później ćwiczyła jogę. Jeździłyśmy razem na zakupy. Widziała jak ciężko pracuję. Sama ogarniałam dwa sklepy, uczelnię i dom. Często mówiła Dinu że za dużo wzięłam na siebie obowiązków i że jestem bardzo pracowita. Mijały tygodnie, miesiące. Często dzwoniła do Vimi układając sobie przyszłość w moim mieszkaniu. Zaczęło mi to przeszkadzać. Zaniepokojona zapytałam Dinu czy to prawda? -nie, kochanie, mama jest tutaj ale kiedyś i tak wróci do domu, mamy małe problemy finansowe dlatego zgodziłem się wejść w spółkę z mężem Vimi, obiecał że zainwestuje trochę pieniędzy w naszą firmę -co ty mówisz przecież oni nie mają grosza; -odparłam -wynajmują mieszkanie w Indiach które przynosi im zyski, te pieniądze chcą zainwestować w naszą firmę, zresztą wujek ma im oddać dużo pieniędzy; - nie wiem mężu, jeżeli chce zainwestować i być członkiem zarządu to wiąże się to z jego przyjazdem do Polski? –zapytałam; -tak, jeżeli się zgodzisz to na zezwolenie przyjedzie już za miesiąc; -odpowiedział - nie wiem czy zniosę w moim domu jeszcze jedną osobę która będzie rozmawiać w niezrozumiałym dla mnie języku; obiecałam Dinu że przemyśle to na spokojnie. Przeglądając naszą księgowość rzeczywiście widziałam że finansowo nie stoimy dobrze. Mieliśmy coraz więcej kredytów. Sklepy zarabiały tylko na czynsz, nie mówiąc o pensji dla pracowników i innych opłatach. Zgodziłam się. Miesiąc później jechaliśmy na lotnisko po szwagra. Był bardzo wystraszony ponieważ zatrzymali go na kilka godzin na granicy. Pytali do kogo przyjechał i po co? Dzwonili do męża aby potwierdzić przyjazd człowieka o takim imieniu. Po sprawdzeniu stosownych dokumentów puścili go ale nie wyglądał najlepiej. Przez cały wieczór mało co się odzywał. Siedział cichutko jak teściowa po swoim przyjezdzie. Kilka dni później udaliśmy się do notariusza aby wpisać go do dokumentów. Przywiózł ze sobą trochę euro i jak się później okazało na tym koniec. Zaczęli z wielkim rozmachem, wydawali bez sensu pieniądze na które ciężko pracowałam. Próbował robić interesy w Indiach które kończyły się fiaskiem. Nie mogłam na to patrzeć, kilka razy upominałam męża żeby trochę uważał i kiedy wreszcie zobaczę obiecane pieniądze. -nie martw się kochanie, już niedługo wpłaci na konto pieniądze które obiecał- odpowiadał mąż -Dinu, szwagier siedzi tutaj już trzeci miesiąc, wydaje nasze pieniądze a tak naprawdę nic nie potrafi zrobić, zainwestowałeś w końcu całe nasze oszczędności tylko po to bo uwierzyłeś komuś takiemu jak on, nie obraz się, to jest twoja rodzina ale zle to widzę, zobaczysz zostawi nas i wyjedzie, skąd wezmiemy pieniądze? –pytałam -Ewa, co ty opowiadasz, teraz założyłem ale on mi wszystko odda, ma teraz zły czas ale wszystko będzie dobrze, zobaczysz; Czekałam, patrzyłam na to wszystko i wiedziałam że znów będą problemy. Teściowa coraz bardziej zaczęła ingerować w nasze życie. Jednak miałam dobre przeczucie. Przyjechała tu po coś ale jeszcze nie wiedziałam po co? Gotowała dla Dinu i szwagra, często rozmawiali we troje w sindhi, języku którego nie znałam. Coraz częściej widziałam że tłumaczą cos Dinu jak jego siostra przed laty. Twierdził, że robią interesy. Znów czułam się obca we własnym mieszkaniu. Mając nauczkę z Vimi byłam zła że znów zgodziłam się na przyjazd jego rodziny. Matka Dinu tak jak powiedziała moja mama miała swoje przyzwyczajenia. Serce mi rozdzierało jak kroiła na moim jedwabnym dywanie roślinki które pozostawiały plamy. Nie dbała o rzeczy. Kuchnia kleiła się od brudu. Siadała brudnymi nogami na skórzanej kanapie razem ze szwagrem. Nie używali sztućców. Nie mogłam na to dłużej patrzeć. Miała swoje naczynia w których nie mogłam gotować. Były przeznaczone tylko dla niej ze względu że nie jadła mięsa a nawet jajek. Często w kuchni dawała mi do zrozumienia że w jej religii nie jada się zwierząt a ja będąc żoną jej syna powinnam się do tego dostosować. Opowiadała że jest z wyższej kasy tzw „bhranin” w której synowie i córki nie mogą robić ślubu z inną religią. Zaciskałam zęby i wychodziłam z kuchni. Pewnego dnia nie wytrzymałam i powiedziałam jej że ona jest „bhranin” a ja jestem katoliczką i że w mojej religii w przeciwieństwie do jej wybacza się innym za ich krzywdzenie, jeżeli chodzi o mięso to bardzo mi przykro ale zawsze jadłam i będę jadła bez względu na to co ona o tym myśli. Jakiś czas dała mi spokój, jednak zauważyłam że sprawia jej przyjemność kiedy mnie krzywdzi. Starałam się z nią nie spoufalać. Zamykałam się w sypialni bo przeszkadza mi jej głośne oglądanie hinduskiej telewizji. Przestałą sprzątać i mi pomagać. Jedzenie robiała tylko dla siebie. Cały dzień nie zmywała po sobie naczyć. Nie dotykałam się do nich jak zauważyłam że po powrocie do domu Dinu robi wszystko. Tak, byłac wana. Kiedy Dinu wchodził do domu pokazywała jak to ona ciężko pracuje. Z nerwów reagowałam już dziwnym ironicznym śmiechem. Mąż wiedział doskonale co się dzieje w jego własnym domu. Często obrażała się na cały świat lub płakała bez powodu aby zwrócić na siebie uwagę. -Dinu, twoja mama płacze, idz zapytaj czy wszystko porządku; -mówiłam -nic jej nie będzie , niech się wypłacze; -odpowiadał i oglądał dalej telewizję w sypialni. Rzeczywiście miał racje. Kiedy tylko zauważała że nikt nie zwraca na nią uwagi przestawałą i sama zaczynała temat. Wieczorami smarowała Dinu jakimiś balsamami na co nie mogłam patrzeć. -dlaczego smarujesz się tymi śmierdzidłami? –pytałam -kiedy byłem mały robiała to codziennie, teraz też mi to nie przeszkadza- odpowiadał ZNÓW SAMI.Sytuacja była coraz cięższa, brakowało nam pieniędzy z teściową nie dało się wytrzymać. Do tej pory zastanawiam się jakim cudem zdałam wszystkie egzaminy na uczelni. Nerwy miała postrzępione jak kawałek oderwanego materiału. Coraz częściej pytałam Dinu kiedy mama zamierza wrócić do Indii. -nie wiem Ewa, nie mogę jej tak po prosu wyrzucić; - odpowiadał; Pewnego dnia zadzwonił telefon. Usłyszałam straszny płacz teściowej. Zaniepokojona zapytałam co się stało. -dzisiaj umarła moja teściowa, dlatego jako najstarsza z całej rodziny muszę wrócić do Indii i poprowadzić ceremonię pogrzebu. Nie mogłam zrozumieć jej żalu, przecież zawsze mówiła że teściowa bardzo ją gnębiła i jej mąż nigdy się za nią nie stawił. Twierdziła, że ja to mam ogromne szczęście mając takiego męża jak Dinu. Dba o mnie i opiekuje się mną i córką. Ona nie miała takiego szczęścia. Pochodziła z bogatej rodziny i mając naście lat rodzice poznali ją z ojcem Dinu ,który był bardzo biedny. Wyszła za niego tylko dlatego że był wykształconym człowiekiem. Jej mama zawsze jej powtarzała że majątek to nie wszystko, liczy się to co ma w głowie. Długo po ślubie płakała, że nie było ją na nic stać, mieszkała z rodzicami męża gdzie musiała sprzątać, gotować i prać. Była służącą teściowej i teraz nie wiedziałam czy płacze po stracie teściowej?, ze szczęścia?, czy dlatego że musi jechać do Indii i nie wie czy ponownie wróci? Za to ja byłam bardzo szczęśliwa. Żyłam myślą że znów będziemy sami. Teściowa miała wrócić ze szwagrem któremu kończył się pobyt w Polsce i niby miał załatwiać interesy w Indiach. Po tygodniu znów byliśmy sami. Zapłakana teściowa pożegnała się n nami na lotnisku. Wróciliśmy do codziennego życia. Kiedy wróciłam do domu pierwsze co zrobiłam to spakowałam jej rzeczy w walizkę i wszystkie garnki które zawalały mi kuchnię. Sytuacja finansowa bardzo się u nas pogorszyła. Brakowało nam pieniędzy na opłaty. Patrzyłam na męża ale starałam się nic nie odzywać. Kilka dni później przyszło nam wezwanie do opłaty podatku. Kiedy zobaczyłam sumę stanęłam jak wryta. - Dinu kiedy szwagier wpłaci pieniądze? –zapytałam; -nie wiem żono, twierdzi że nie może odebrać swoich pieniędzy od wujka- odparł; Nie wytrzymałam. - co ty opowiadasz, jakie pieniądze, on nie ma rzadnych pieniędzy, wkręcił cię i to bardzo, tyle razy tłumaczyłam ci abyś mu nie ufał i teraz co? Zawsze twoja mama powtarzała żebyśmy mu dali szanse bo ma zły czas i to że mu pomagamy Bóg widzi - mam dość, dlaczego uwierzyłeś w to wszystko, on nawet paczki nie potrafi wysłać, nie mówiąc o interesach które nie kleją się kupy- odparłam ze złością; -nie mam zamiaru więcej ci pomagać, mamy ogromne problemu -wiem Ewa, wiem ; -krzyknął wierząc że szwagier odda pieniądze które włożyliśmy w nieudane interesy. Dni mijały. Matka zadzwoniła z Indii, że potrzebuje pieniądze aby pochować teściową. Bez namysłu Dinu przelał większą kwotę co wywołało u mnie ogromną złość. -nie wierze, nie wierze że na jedno zawołanie przelałeś tyle pieniędzy, teraz kiedy mamy takie problemy? –powiedziałam do obrażonego męża; -musiałem, nie znasz naszych obyczajów, mój ojciec był najstarszym jej synem dlatego to ja muszę opłacić pogrzeb; - jeszcze jedno Ewa, mama wraca z powrotem za dwa tygodnie, będzie pilnowała Sonii wtedy ty będziesz mogła spokojnie pracować i chodzić na uczelnie. Kolejny raz uwierzyłam tym brediom. Najgorsze, że nie potrafię wytłumaczyć dlaczego się ponownie na to zgodziłam. POWRÓT MAMY.Nie minęły dwa tygodnie a teściowa znów zawitała w moim domu. Tym razem myślała że na dobre. Przez pierwsze dni była znośna później pokazała jednak na co ją stać. Uroiła sobie wraz z Vimi że zrobią ze mnie pilota który będzie kierował jej synem. Zaplanowały sobie że Dinu skoro mnie tak słucha to przeze mnie będą załatwiały swoje sprawy. Często teściowa mówiła o przyjezdzie Vimi do Polski i jej pracy tutaj. Zaczęły się coraz częstsze kłótnie z mężem o plany jego rodziny. Stałam się bardzo nerwowa. Doszło do tego że wstając rano odczuwałam potężny strach i nie wiedząc dlaczego bałam się wyjść z domu. Teściowa coraz bardziej ingerowała w nasze życie nawet do tego stopnia że zaczęła pokazywać pod moją nieobecność Sonii ołtarzyk hinduski i tłumaczyła jej o Vishnu. Kiedy dowiedziałam się o tym wybuchłam jak pocisk; w obecności męża poprosiłam ją na rozmowę. -nie życzę sobie aby mama wtrącała się w wychowanie mojej córki, -krzyczałam; -została ochrzczona i będzie wychowywana w mojej wierze, rozumie mama, jeżeli będzie dorosła sama zdecyduje a teraz będzie tak jak jak było do tej pory, będzie dalej chodziła ze mną do kościoła i proszę nie mieszać jej w głowie; -wyszłam z pokoju i walnęłam drzwiami. Dinu nic się nie odzywał. Widziałam tylko jak płakała przez cały wieczór. Jednak moje słowa nie utkwiły jej długo w pamięci. Na drugi dzień zaczęła wieszać na ścianach obrazki ze swoim bogiem. Nie było dnia abym nie kłóciła się z mężem. Co najgorsze szwagier zadzwonił z Indii i tak po prosu zrezygnował ze współpracy. Załamałam się. Wrobił nas w takie długi a teraz tak bez żadnych skrupułów rezygnuje. To był chwyt poniżej pasa. Widziałam jak Dinu strasznie się z nim pokłócił. Jednak znów miałam rację. Przyjechali tutaj obydwoje aby zakręcić Dinu w głowie i wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy. Myśleli że uda się może zamieszkać całej rodzinie z nami a ja będę ich służącą. Tego było za wiele. Wreszcie zrozumiał że znów zawiódł się na swojej rodzinie. Tak bardzo im ufał a oni to wykorzystali. Zawsze teściowa powtarzał że Bóg widzi. Wtedy natomiast nic nie widział. Zostawili nas z ogromnymi problemami. Zaczęłam chorować. Nabawiłam się strasznej depresji która bez pomocy specjalisty blokowała mój organizm. Codziennie brałam leki na uspokojenie, rano i wieczorem po dwie tabletki. Dinu widział co się ze mną dzieje i zdecydował sam beze mnie że mama opuści mieszkanie i wróci do Indii. To był dobry moment. Nie mieliśmy pieniędzy na jej wyżywienie które w Warszawie było bardzo kosztowne. Przeczuwała, że chcemy się jej pozbyć. Chwytała się pomysłów które nie mieściły mi się w głowie. W słoneczną niedzielę rano ubrałam się i poszłam sama do kościoła. Czułam potrzebę iść do spowiedzi i pobyć bez nich wszystkich jedynie z Bogiem. Przed samym wejściem zadzwonił Dinu i wystraszony zapytał? -czy mama poszła z tobą do kościoła? -mężu normalny jesteś, twoja mama ze mną do kościoła, chyba żartujesz; -odparłam; -poważnie pytam, nie ma jej w domu; -wychodząc z domu siedziała w pokoju i oglądała telewizję- odparłam, chociaż nie powiem lekko się wystraszyłam. Co by ludzie powiedzieli jakby zginęła mi teściowa- pomyślałam. -dobrze, zobacz na balkonie, ja zaraz wrócę. Potwornie zła zawróciłam z powrotem. Ponownie zadzwonił Dinu i powiedział że znalazł ją w parku i że mam się już nie przejmować. -Dinu, mam dość, opętał ją jakiś diabeł, dlaczego zniknęła ? po to abym nie dotarła do kościoła?; mam serdecznie dość, muszę się przejść, nie wiem kiedy wrócę, muszę się uspokoić- odrzekłam i rozłączyłam telefon. Poszłam do brata. Mieszkał po drugiej stronie ulicy. Czasem przychodził do nas na kawę ale on też nie przepadał za moją teściową. Usiadłam w kuchni przy kawie, nagle poczułam że robi mi się słabo, podeszłam do okna. Czułam jak serce przyspiesza tempa. Zrobiło mi się słabo i w jedej chwili znalazłam się na podłodze. Pamiętam tylko jak brat wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Leżąc nie czułam kończyn, było mi bardzo zimno. W jednej chwili zaczęłam się cała trząść tak jak bym miała padaczkę. Nie mogłam zapanować nad powiekami. Same zamykały się i otwierały. Wystraszony braciszek złapał za telefon i miał już dzwonić po pogotowie, zebrałam wszystkie siły i poprosiłam; -pogotowie mi nie pomoże; -wydusiłam; -zadzwoń do Dinu, niech przywiezie mi moje leki; -dobrze; –odpowiedział; Zaraz pojawił się mój mąż. -kochanie co ci jest? –zapytał; -za bardzo się wszystkim przejmujesz; -daj mi tabletkę-odparłam cała się trzęsąc. Włożył mi ją do ust i podał odrobinę wody. Nie wiem jak długo leżałam w takim stanie, widziałam że za oknem robi się już ciemno. Siedział przy mnie i masował mi ręce. Sonia przytuliła się do mnie i cichutko płakała. Wreszcie brat wziął ją do drugiego pokoju i włączył jej bajki. Dinu położył się obok mnie i leżał ze mną. Czułam że jest mi trochę lepiej. Wieczorem zebrałam wszystkie siły i wróciliśmy do domu. Ponownie położyłam się do łóżka. Teściowa siedziała sama w ciemnym pokoju i płakała. Dinu nie poszedł do niej, był na nią bardzo zły. Zasnęłam. Rano nie mogłam mówić, coś mnie całą blokowało. Zadzwoniłam do mojego lekarza i z trudem opowiedziałam co się wydarzyło. -pani Ewo to są napady lęku, musi pani brać regularnie leki i pomyśleć nad spokojem, takie leczenie wymaga czasu; -powiedziała i głęboko wzdychnęła Dinu zawiózł Sonię do przedszkola. Leżałam w łóżku, widziałam jak teściowa krąży koło mojej sypialni. Wreszcie odważyła się i weszła. Usiadła obok mnie i zapytała; -jak się czujesz? Kiwnęłam głową że lepiej. -Ewa, Dinu powiedział że masz depresję, czy to przeze mnie? Nic nie odpowiedziałam. Zamknęłam oczy. -ja wczoraj wyszłam tylko na spacer; -mówiła dalej -przecież nie jestem małe dziecko; -mamo, przecież ty nigdy nie wychodziłaś sama w domu, chciałaś zobaczyć czy będziemy cię szukać, chciałaś nas wystraszyć? To ci się niezle udało. Mam dość twojego zachowania. -nie pomagasz mi, mamy tyle problemów, szwagier zostawił nas na lodzie, ukradli nam samochód, nie widzisz że wszystko nam się wali? A ty odwalasz jeszcze takie numery? -wiem Ewo, wiem, przepraszam; -powiedziała i wyszła. Tak dwa tygodnie wcześniej ukradli nam naszą hondę z salonu na którą tak ciężko pracowaliśmy. Moje nerwy nie wytrzymały. SPOKÓJ.Miałam wszystkiego dość. Było mi już wszystko jedno. Marzyłam o spokoju.. Po południu Dinu przyszedł do domu i pokazał mi rezerwację matki do Afryki. Postanowił że dość już kłopotów. -jesteś dla mnie najważniejsza na świecie, postanowiłem że jeszcze w tym tygodniu mama wyjedzie; -powiedział i włożył mi do ręki potwierdzenie wylotu -dlaczego do Afryki? –zapytałam -tam jest taty bratowa, jest również sama, pamiętasz niedawno jej mąż zmarł, mama nie chce wrócić do Indii, -Co boi się ludzi? –zapytałam ponownie; - boi się co ludzie powiedzą? Przecież i tak kiedyś wszyscy się dowiedzą że masz żonę w Polsce, wtedy dopiero będzie wstyd jak zobaczą że masz dorosłą córkę a twoja matka nic nie powiedziała -mężu przecież nikt nie będzie jej utrzymywał na dłużej, to jest celowe po to aby za jakiś czas znów wrócić tutaj i to jeszcze na nasz koszt, tym razem daję ci wybór, ja albo twoja matka- powiedziałam twardo -nie możesz mieć nas obydwie, nie zgadzam się aby jeszcze kiedyś tu wróciła, jest fałszywa i cwana ale nie cwańsza ode mnie, bierze cię zawsze na płacz; -kontynuowałam; -jeżeli chcesz z nią być to wróć z nią do Indii, ja się nie zgadzam na mieszkanie jej w tym domu, rozumiesz. -rozmawiałam z bratem, nawet jemu tłumaczyła że ja chce się pozbyć, czego nigdy nie próbowałam, teraz jednak podjęłam decyzję, albo ja albo twoja mama, wybieraj; -już wybrałem żono, już wybrałem; -odpowiedział i poszedł do niej pokazać jej rezerwacje. Do końca myślała że jakoś przekręci syna i zostanie z nami. Jednak Dinu znał mnie dobrze i wiedział że jest to moja ostateczna decyzja. Miała kilka dni do wyjazdu. Do końca płakała w końciku. Przechodząc obok mnie udawała że mnie widzi. Nie jadła, nie spała. Wyjazd był w niedziele kiedy to miałam zajęcia na uczelni. Postanowiłam jednak że nie pójdę do szkoły aby zobaczyć jak opuszcza moje mieszkanie. Rano w niedziele zapłakana ubrała się w to samo sari w którym przyjechała pierwszy raz. Stałam na korytarzu i patrzyłam jak szykuje się do wyjścia. Dinu wziął jej walizki i poszedł do samochodu. Stanęła na środku pokoju, rozejrzała się i podeszła do Soni. Pogłaskała ją po głowie i pożegnała się z nią. Na mnie nawet nie spojrzała . Próbowałam coś powiedzieć ale złapała walizkę i wyszła zatrzaskując przede mną drzwi. Tak oto, jak to mówił teść „czas wraca”. Teraz ja nie odprowadziłam jej na lotnisko jak dziewięć lat temu ona. Nie przyszła się ze mną pożegnać kiedy wyjeżdżałam z Indii. Teraz to ja miałam uśmiech na twarzy. Byłam szczęśliwa chociaż było mi jej szkoda. Stojąc przed zamkniętymi drzwiami myślałam o niej i o tym wszystkim co wydarzyło się podczas jej pobytu. Ponownie spakowałam jej rzeczy i wystawiłam na balkon. Zadzwoniłam do mamy. -jestem znów sama, tak strasznie się cieszę, teraz wiem że minęło tyle lat a ona wciąż mnie tak samo nienawidzi; -odpoczywaj córko, odpoczywaj i niczym się nie przejmuj, wszystkie długi spłacicie, ja wam w tym pomogę, zdecydowaliśmy z twoim ojcem że przepiszemy ci działkę za która spłacisz wszystkie zaciągnięte kredyty; -powiedziała ciepłym głosem i rozłączyła telefon. Minęło już kilka miesięcy, często pytam Dinu jak jego matka. Za pieniądze Vimi wróciła do Indii i siedzi razem z córką. Nie dzwoni do mnie, nie wysyła maili. I znów osiem lat mam z głowy.
Minęło troche czasu i w moim życiu znów wydażyło się bardzo wiele........ale nie wiem czy pisać i dalej Was zanudzać?
|
|||
| Zmieniony: Czwartek, 27 Październik 2011 18:33 |










