Strona 1 z 15 Magdalena Wolska wyłączyła komputer i zamknęła zeszyt do historii. Z niechęcią pomyślała, że rok szkolny dopiero rozpoczął się, a już mają tyle obowiązków i nauki. Pewnie tak to jest w klasie maturalnej – pomyślała i przeciągnęła się. Ktoś zapukał do drzwi i do pokoju weszła Weronika – siostra Mady. - Cześć, nie przeszkadzam? – zapytała, cmokając młodszą siostrę w policzek. - Właśnie skończyłam referat z historii – Mada skrzywiła się i usiadła na łóżku. Wera roześmiała się. – Jakoś przetrwasz ten rok, zanim się zorientujesz, będziesz już na studiach. - Chyba jedną nogą! Nie zapominaj, że zdanie matury, to dopiero pierwszy krok. - Pierwszy krok w dorosłe życie. Jestem pewna, że z egzaminami na studia poradzisz sobie równie doskonale, co z maturą. - Nie podzielam twojego entuzjazmu! - Głowa do góry. Wierzę w ciebie siostrzyczko. Zawsze byłaś ambitna, pracowita i samodzielna. Odkąd pamiętam, wiedziałaś czego chcesz i krok po kroczku dążyłaś do celu. Nie to, co ze mną. - Jesteś równie ambitna i zdolna jak ja – Mada oznajmiła z dumą. – Tylko nie do końca wiedziałaś co chcesz robić. Czy obecna praca daje ci satysfakcję? - Redagowanie książek jest ciekawym zajęciem – Weronika westchnęła i zapatrzyła się w okno. - Więc o co chodzi, co jest nie tak w twojej pracy? - W pracy wszystko w porządku… - Więc? - Wiesz co, zejdę na dół do kuchni i zaparzę sobie kawę – wstała, ale siostra zerwała się na nogi, torując jej drogę. - Hola! Nie tak szybko. Jestem wprawdzie twoją młodszą siostrą, ale przecież wiesz, że możesz mi zaufać. Widzę, że masz jakiś problem. Weronika usiadła na łóżku i spojrzała przed siebie. Całe dotychczasowe życie starała się chronić młodszą siostrę i wspierać, a teraz sama czuła się zagubiona. - Chodzi o Jarka… - Odbiła mu palma? – Mada wypaliła bez ogródek. - Dlaczego tak sądzisz? - Od początku wiedziałam, że to nie jest facet dla ciebie. Odnoszę wrażenie, że nie można na nim polegać. Nie wiadomo czego się po nim spodziewać… Weronika popatrzyła przerażona. – Jakbym słyszała mamę. Umówiłyście się, czy co? - A widzisz! Co dwie głowy, to nie jedna! Mów, co twój mąż narozrabiał? - Zdradza mnie – odpowiedź padła natychmiast, jakby dalsze ukrywanie tego faktu było ponad możliwości Weroniki. - Jesteś pewna? – Mada poczuła jak robi jej się słabo. Ogarnęła ją fala mdłości i obrzydzenia. Nigdy nie przepadała za szwagrem, ale teraz czuła, że ich najbliższe spotkanie nie będzie przyjemnym wydarzeniem. Zawsze była pyskata i wygadana. - Tak, nie kryje się z tym. Na początku przepraszał i prosił o wybaczenie, ale teraz już nie przeprasza. - Co zamierzasz? Chcesz się rozwieść? - Najchętniej tak właśnie zrobiłabym. Szczęście, że nie mamy jeszcze dzieci, każde z nas powinno ułożyć sobie życie z kimś innym. - Posłuchaj, myślę, że rozwód to jeszcze nie koniec świata. Mieszkanie jest twoje, pracę masz… - Zapomniałaś o jednym. - Tak, wiem, rodzice. Martwisz się jak to przyjmą? - Pomijam już fakt, że mamcia miała rację. Jednak wiesz co oboje myślą o rozwodach. Bardzo to przeżyją i martwię się o ich zdrowie. - Kochana, myślę, że każdy rodzić pragnie, aby jego dziecko było szczęśliwe. Na pewno nie będziesz radosna w związku z kimś, kto cię zdradza i nie szanuje. - Wiem, ale kompletnie nie mam pojęcia jak im o tym powiedzieć. - A co Jarek mówi? Chce się rozwieść? - Szczerze mówiąc jeszcze z nim nie rozmawiałam. Chwilowo nasze stosunki są w fazie służbowego dzień dobry i do widzenia. Mówiłam Izie i ona twierdzi, że w tej sytuacji rozwód to jedyne rozsądne rozwiązanie – Iza była najbliższą przyjaciółką Weroniki. - Zmieńmy lepiej temat i mów co u ciebie, oprócz nauki oczywiście. Jak tam Sebastian? Sebastian chodził z Madą do klasy i był oczywiście najprzystojniejszym chłopakiem w klasie, a według Mady, i w całej szkole. - Jest wobec mnie miły, ale on jest na ogół sympatyczny wobec nas wszystkich. Czasem mam wrażenie, że oprócz zdobywania wiedzy, niczego i nikogo nie dostrzega. Chce być lekarzem. - Ambitne plany. Już z tego, co mówisz, zrobił na mnie dobre wrażenie. Spokojny, miły, dobrze się uczy. - Chyba za miły i za spokojny – Mada posmutniała. – Trzeba być trochę szalonym. - Oczywiście, ale w granicach rozsądku. - Szkoda, że nie zwraca na mnie uwagi… - Może jest nieśmiały? - Co to, to nie. Raczej nie jestem w jego typie. Mamy też w klasie nową koleżankę. Doszła do nas dzisiaj. - Przeprowadziła się do naszego miasta? - Nie wiem, jest jakaś dziwna. Ma na imię Halina, ale już na przerwie słyszałam jak oznajmiła Ewelinie, że wszyscy mają zwracać się do niej Halka. - Halka? – Wera skrzywiła się. - Chwilowo rozmawia tylko z Eweliną. Szkoda, że jej nie widziałaś. - Dlaczego? - Sztuczne paznokcie, makijaż, na głowie sterczące włosy z czerwonym pasemkiem na środku, a w uchu z pięć kolczyków. Profesorka z polskiego omal trupem nie padła na jej widok. Myślę, że nie polubią się i Halka będzie miała ciężkie życie z Kurasiową. - Wprawdzie pozory lubią mylić i wygląd nie zawsze źle świadczy o człowieku, to jednak szkoła jest miejscem wychowania młodzieży. Powinna trochę przystopować. - Też tak sądzę. Nawet ja, czasem szalona i zwariowana, uważam, że ta cała Halka powinna częściej spoglądać w lustro… Następnego dnia, podczas kiedy Mada pociła się nad przedstawieniem swojego referatu, Weronika wybrała się z Izą na obiad. Iza pracowała jako nauczycielka w prywatnym liceum i często miewała luźne godziny. - Powiedziałam Madzie o Jarku – odezwała się Wera, kiedy obie przyjaciółki złożyły już zamówienie. - I jak to przyjęła? - Nadzwyczaj spokojnie i dojrzale. Moja młodsza siostra często mnie zaskakuje. - Powiedziałaś również co zamierzasz zrobić? - Powiedziałam o rozwodzie, nie o… - O tym, że chcesz się zemścić – dokończyła Iza. - O tym wiesz tylko ty… - I uważam, że to nie jest najlepszy pomysł… - Czy masz pojęcie jak bardzo czuję się poniżona i nieszczęśliwa? Wbrew rodzicom poślubiłam człowieka, którego naprawdę kochałam i z którym planowałam być do końca życia. Pragnęłam by był ojcem moich dzieci. Tymczasem on już w rok po ślubie sypia z innymi! Nie z inną, z innymi! Ciekawe czy planował mnie zdradzać, wtedy, kiedy ja usilnie przekonywałam moją rodzinę, że wiem co robię! - Kochanie, domyślam się co przeżywasz i wierz mi, że gdyby było to możliwe, przejęłabym od ciebie połowę twego cierpienia. Pewnie na twoim miejscu również pałałabym chęcią zemsty, ale nie w ten sposób. Chcesz stać się taka jak on? Zamierzasz sypiać z kim popadnie? - A kto mówi zaraz o pójściu do łóżka? Z chęcią przypomnę sobie, co znaczy dobry flirt. W mieście jest mnóstwo przytulnych pubów i kawiarni. - Uważaj! Mężczyźni inaczej patrzą na te sprawy. Nie chcę, żeby twoje plany odwróciły się przeciwko tobie. - Przecież nie zamierzam robić nic złego. - Zależy w którym momencie powiesz: stop. Obiecaj, że będziesz ostrożna. - Obiecuję. Mada odetchnęła z ulgą, kiedy w końcu profesor historii dał jej spokój. Z referatu otrzymała czwórkę i ucieszona, że teraz przyczepi się do kogoś innego, profesor oczywiście, ukradkiem zerknęła na nową koleżankę. W tym samym momencie profesor powiedział: - Może teraz nasza nowa koleżanka Halina Murczyk, odczyta nam swój referat. Halka nie pofatygowała się nawet, żeby wstać. – Nie mam, zapomniałam zabrać z domu. - Może by tak panna Murczyk wstała, kiedy z nią rozmawiam? – Halka posłusznie wstała, ale wyraz jej twarzy dalej ukazywał znużenie i kompletny brak zainteresowania tym co dzieje się na lekcji. - Na początku lekcji pytałem kto jest nieprzygotowany, ale nie przypominam sobie, żeby panna Murczyk zgłaszała się. Czy w twojej dawnej szkole, panowały inne zasady? - Właściwie to nie musieliśmy pisać referatów – padła bezczelna odpowiedź. Połowa klasy pilnowała się, żeby nie wybuchnąć śmiechem, druga połowa w napięciu oczekiwała na rozwój wypadków. Mada zrobiła wielkie oczy. Taka postawa wobec profesora historii mogła oznaczać tylko jedno: kłopoty! - Przykro mi, że panna Murczyk trafiła do takiej, w której referaty są obowiązkowe, w dodatku w maturalnej klasie – powiedział profesor, następnie zwrócił się do całej klasy. - Zdaje się jednak, że wasza nowa koleżanka nie jest w stanie napisać referatu, skoro musi powtarzać klasę! – Halka poczerwieniała na twarzy, ale nie przestała spoglądać na profesora. Mada odniosła wrażenie, że gdyby to było możliwe, profesor Kępiński padłby trupem, trafiony jednym z piorunów, jakie wydobywały się z oczu dziewczyny. - No cóż, jeśli wasza koleżanka nie nauczy się pisać owych referatów, ponownie nie zostanie dopuszczona do matury. Może jedynka, którą właśnie wstawiam do dziennika, zmotywuje panną Murczyk do przyniesienia pracy na następną lekcję. Teraz żegnam państwa – Kępiński zamknął dziennik i w tym samym momencie rozległ się dzwonek na przerwę. - Za każdym razem to samo – powiedziała cicho Ewelina do Mady. – Skąd on na Boga wie, że zadzwoni dzwonek, ma je w głowie, czy jak? - Nie mam pojęcia, bardziej ciekawi mnie co ona zrobi – Mada wskazała na Halkę, która ze stoickim spokojem pakowała rzeczy do torby. - Daj spokój, naraziła się Karasiowej, teraz temu, nie będzie miała łatwego życia. Dziewczyny udały się do ubikacji. W tym samym momencie pojawiła się Halka. - Sukinsyn, jeszcze mnie popamięta – rzucała obelgi, nie patrząc, że koleżanki przyglądają się jej na poły z przerażeniem, na poły z zainteresowaniem. - Macie ogień? – zapytała nagle, spoglądając na Ewelinę i wyciągając z kieszeni wytartej kurtki paczkę papierosów. - Niestety – odparła Mada. – Poza tym tu nie wolno palić. Jeśli ktoś… - Gówno mnie to obchodzi, muszę zapalić, bo inaczej wrócę do klasy i walnę tego frajera od historii. Wchodzicie? – wskazała na ubikację, wyciągając z torby zapałki. - Tak myślałam, że je mam – powiedziała. Dziewczyny, jak w transie, weszły za Halką do jednej kabiny. W kabinie było ciasno i biało od dymu. Halka zaciągnęła się mocno i podała papierosa Ewelinie. – Chcesz? - Nie, dziękuję… - Frajerka! Jak wy tu wytrzymujecie? Trzeba przecież jakoś odreagować. - Kogo nazywasz frajerką? – Ewelina poczuła się urażona. – Daj, zapalę. – Halka zerknęła z politowaniem, ale papierosa podała. Mada nie zdążyła nic powiedzieć. Zanim się obejrzała, sama zaciągnęła się papierosem, patrząc niejako z podziwem na koleżankę. Tego samego dnia wieczorem, Mada zastanawiała się jak to możliwe, że zaledwie wczoraj krytykowała koleżankę za wygląd i zachowanie, a teraz owa koleżanka zaczyna ją intrygować… - Wychodzisz? – zapytał Jarek Weronikę. Zapytał, ale nawet nie pofatygował się, aby spojrzeć na żonę. W łazience przed lustrem kończył golenie. Weronika weszła, aby sięgnąć po perfumy. - Obchodzi cię to? – zapytała z nadzieją, że w końcu uda jej się sprowokować męża do jakiejkolwiek rozmowy. - Nieszczególnie – odparł zimnym tonem. – Widzę jednak, że stroisz się. - Skoro nieszczególnie interesują cię moje plany na wieczór, ja nieszczególnie mam ochotę o nich rozmawiać. - Dla mnie nigdy tak się nie stroiłaś – zauważył, taksując żonę wzrokiem. – Kochanek? Miała ochotę uderzyć męża w twarz. – Nie rozumiem jak mogłam tak się pomylić. Gdybym tego nie doświadczyła, nigdy nie uwierzyłabym, że można tak zmienić się zaledwie w ciągu roku. Powiedz, co się z nami dzieje, co dzieje się z tobą? Nie mieliśmy problemów w łóżku, dlaczego mnie zdradzasz? - Tak sądzisz? – odpowiedział pytaniem. – Może jednak nie zdołałaś mnie na tyle zadowolić, abym nie musiał szukać rozkoszy gdzie indziej. - Daruj sobie – starała się mówić spokojnie, choć do oczu napływały łzy. – Nie uda ci się wzbudzić we mnie poczucia winy. Rozwiedziemy się i nie myśl sobie, że pójdę na jakąś ugodę – i widząc wściekłą minę męża, czym prędzej opuściła mieszkanie. Kilka dni później Wera spotkała się z przyjaciółką. - Nie wiem co Jarek zamierza osiągnąć, ale odkąd kilka dni temu powiedziałam mu o rozwodzie i że nie zgadzam się na żadną ugodę, nie widziałam go na oczy. Pewnie zaszył się u którejś z kochanek. - A rodzicom już powiedziałaś? - Jeszcze nie, wciąż nie mam pojęcia jak to zrobić. - Jesteś pewna, że chcesz rozwodu? - Jak najbardziej, już nie zamierzam ratować tego związku, bo nie ma czego ratować. - Kochasz go jeszcze? - Chyba nie, gdybyś go słyszała co mówi i jak stara się mnie poniżyć… - A twoje flirty? – Iza martwiła się o przyjaciółkę. Pomysł flirtowania i przelotnych znajomości nie przypadł jej do gustu. - Wyobraź sobie, że bardzo dobrze. Miło spędziłam kilka wieczorów. - A jak już wypatrzysz tego przystojniaka w tłumie, co robisz? - Przede wszystkim chodzi o to, żeby mężczyzna, który wzbudzi twoje zainteresowanie, zauważył cię. Oni bardzo szybko zaczynają odbierać nasze sygnały. Niby przypadkiem zaczynasz spoglądać w jego stronę, żeby sprawdzić czy on również patrzy. Jeśli tak, to już krok do przodu. Spoglądasz więc coraz śmielej, uśmiechasz się, bawisz włosami… Uwierz mi, że to działa… - Wierzę – Iza skrzywiła się. - Udajesz, że poprawiasz pończochy, tylko po to, żeby on zobaczył twoje nogi… Reszta właściwie należy do niego. - Gdyby ktoś posłuchał tego co mówisz, pomyślałby, że prawdziwa z ciebie femme fatale! Nie podejrzewałam, że w tobie tyle ognia… - Chcesz mi powiedzieć, że jestem zbyt zimna? Że nie jestem pociągająca?! - Nic takiego nie powiedziałam. Dlaczego tak zareagowałaś? - Przepraszam, takie zarzuty usłyszałam pod swoim adresem. Nie potrafiłam zaspokoić do końca potrzeb Jarka! Nie ma we mnie seksu. - Wiesz co? Rozwiedź się czym prędzej, skończony z niego palant. - Chyba popadam w jakiś obłęd, ale kiedy człowiek wysłuchuje wciąż tych samych zarzutów, zaczyna w nie wierzyć. - Nawet nie waż się w nie wierzyć! Przypomnieć ci ilu miałaś w szkole i na studiach adoratorów? - Dawne dzieje, przez ten czas faktycznie mogłam się zmienić. - Owszem, ale Jarek jest przystojnym facetem, skłamałabym mówiąc, że jest inaczej i nie widzę powodu, dla którego miałabyś stać się oziębła. Jeśli z kimś jest coś nie tak, to właśnie z nim. Boję się tylko, żeby te flirty nie przerodziły cię w zbyt wyrafinowaną femme fatale! Co zrobisz, jeśli trafisz na takiego, który tak łatwo nie odpuści, któremu nie starczy wypita butelka wina i kilka czułych słówek? - Nie zastanawiałam się nad tym. - Może powinnaś, igrasz z ogniem!
|