| Lek na pochyłość łóżka |
|
|
|
| Utwory - Opowiadania | |||
| Wpisany przez Grzegorz | |||
| Sobota, 11 Lipiec 2009 11:12 | |||
|
Usiadł przy biurku w swoim pokoju i spojrzał na zapisane kartki. Czarne litery skakały mu przed oczyma tworząc rozmytą układankę. Wykrzywiona szyderczym uśmiechem twarz. Ona wiedziała, że jego praca pójdzie na marne. Zawsze tak było i tak pozostanie. To właśnie różniło go od boga. Bóg stworzył wszystko i widział, że jest to dobre. On stwarzał, żeby zobaczyć jak cały jego wysiłek się niweczy. Nie rozumiał nawet po co pisze... Przez ostatnich kilka dni nie spał, bo pisał, a pisał, bo nie mógł zasnąć. Ogarnęło go szaleństwo ludzkości - myślenie. Myślenie wyniszcza, doprowadza do obłędu, a co najgorsze, marnotrawi i tak skąpy czas. On chciał żyć, bo nie chciał umrzeć. Nie chciał umrzeć dlatego, że śmierć była nieznana, a życie mimo iż bolało to było. Trwanie dla trwania. Ból dla bólu, lepiej czuć ból niż nie czuć nic. Nic nie czuć znaczyło umrzeć za życia... Wieczne umieranie, tego bał się najmocniej. Myślenie, grzech pierworodny. Przekazywany kolejnym pokoleniom, skazując je na cierpienie. Dajemy im śmierć, którą otrzymują w darze dopiero po agonii życia. Pisał. Pisał, bo myślał. Myślał więc pisał o tym, że myśli. To wyrywało się na ten świat... Spojrzał znów na kartki i zaczął czytać. *** księgi tajemniczej otwierasz stronice uciekaj... za późno na próżno-zatarte granice realnego i snu świata. który prawdziwy niepewność powraca... biegniesz uciekasz nic z tego czas skraca twe ścieżki ucieczki do księgi powracasz *** Usłyszał szmer głosu za ścianą. Normalne, zapewne jego lokator znów mówi do tłumu znajdującego się w jego głowie. Nie niepokoiło go to, bo po tych kilku latach przestał to nawet zauważać. Usiadł przy biurku i spojrzał na porozrzucane kartki. Jak zwykle nie były jego... To kolejna rzecz, która powinna go denerwować lecz to akurat lubił. Jego lokator od roku, od kiedy znalazł pierwszą taką kartkę, upiera się, że to nie jego. Nie było sensu kłócić się z wariatem, więc przyjęli, że to bóg pozostawia mu wiadomości... Brzmi to idiotycznie, ale w dzisiejszych czasach wszystko tak brzmi, nawet to, że są jakieś czasy... Tak więc bóg regularnie pod jego nieobecność pozostawia mu wiadomości, a za ścianą płyną wersy gniewnej tyrady. Złożył kartki w gromadkę i postanowił je przeczytać później, teraz musi zrobić coś innego. Czeka go praca. Jego praca to jego hobby, czyli pisanie nekrologów. Nie musi tego robić, w wieku 19-stu lat otrzymał w spadku to mieszkanie i konto w banku, ale to jedna z tych rzeczy która daje mu szczęście. "Kochającemu ojcu i dziadkowi..." Ludzie są tacy śmiertelni, a nawet o tym nie wiedzą. Jego drugą pasją jest kopanie grobów. Kocha wyrzucać ziemię z jamy, która stać się ma wiecznym więzieniem dla gnijącego ciała. Spojrzał na plik kartek, korciły go. Co tym razem na nich znajdzie i po co. Dlaczego jego lokator nie wstydzi się bluzgać kobiety, której nikt poza nim nie widzi, a nie przyzna się, że zapisał te kartki... Najpierw herbata. *** Usiadł znów w fotelu stawiając kubek z gorącą cieczą na podłodze. Pierwsza kartka była czysta, tylko w rogu widniał zamazany napis. Zaniepokoiło go to, ponieważ dotąd wszystkie kartki były zapisane. Posmutniał, myśl o tym, że bóg się pomylił lub zawstydził czegoś co napisał, przygnąbiła go... -Przestań. Kolejna kartka był zapisana... *** -i cóż nowego? był pierwszym który zainteresował się poważnie jego problemem. inni tylko rozkładali bezradnie ręce i mówili że zdarzają się gorsze rzeczy. miał ochotę wtedy zabić ale męczyć się z bezsennością w więzieniu... to szybko odpędzało takie myśli. -to co zwykle. zawsze mu to mówił. od roku. równo. -opowiedz mi jeszcze raz czym dla ciebie jest bezsenność. mimo że słuchał tego enty raz wiadomo było że skupi na wypowiedzi całą swoją uwagę. -dobrze... nie życzę tego nikomu... nawet najgorszemu wrogowi... tłok myśli która jest ważna jeśli żadna nie mówi całej prawdy? -jestem tak zmęczony że nie mogę zasnąć... najgorsze jest jednak przebudzenie... gdy jest się jeszcze bardziej zmęczonym niż przed snem... wydech-wdech -byłbym lekomanem ale tabletki nasenne nie działają... obaj wiedzą co zadziała. terapia wstrząsowa. -ile nie śpisz? szybka korekta myśli z Zegarkiem -sto... dwadzieścia... trzy... i dwadzieścia. godzin. minut. -to źle. oto inteligentne stwierdzenie. -już lepiej... halucynacje nie są już tak natarczywe... "już lepiej" słowa człowieka szarego z czarnym okularem natury. -chcę ci pomóc -wiem. ale nic już nie pozostało. -poddaję się. przykro mi. dwa krótko szydercze strzały *** Zza ściany... Przeklinam wszystko co żyje myśląc o życiu a więc człowieku do ciebie te słowa znikasz (znikam) ogarnia nas trwoga *** -Dzieci! Dobranocka! -doleciało go wołanie zza otwartego okna. Wygładził kolejną kartkę... *** biegnie pies piękna włochata bestia o lśniącym futrze i oczach w których inteligencja błyska nie gnie po przygodę by mieć co przeżywać biegnie szukać i świat odkrywać biegnie... wpadł pod samochód sierść krwią splamiona oczy wygasły kończy się przygoda inną opowiastką jedzie samochód piękna lśniąca bestia o gładkim lakierze i z człowiekiem o inteligencji znikomej jedzie do celu jakim jest postój kierowany do niego za pomocą układów jedzie... w psa uderzył ... dalej do celu bez rysy bez szwanku tylko trochę krwi na szybie i kawałek mózgu na lakierze... *** Wybiła godzina. Któraś z kolejnych godzin, które biją. -Każdy ma swego demona! Pamiętaj...może ja nim jestem! -Ciszej tam! *** Jestem słoniem. Jestem, bo mama mi tak powiedziała, a potem nikt nie zaprzeczył. Jestem zielonym słoniem. Mój stosunek do tej zieleni jest specyficzny. Nie jestem inny lecz taki jaki być powinienem. Mama mi tak powiedziała. Mama to taka instytucja, która tłumaczy dużo ważnych rzeczy. To ona mi powiedziała, że jestem słoniem i wytłumaczyła, że słoń jest po to, żeby żyć. Cel słonia to cel wszystkich istot, a ja jestem zielony. To bardzo ładny kolor, tak jak wszystkie ładne kolory. To sam sobie powiedziałem. Rok temu mama odeszła. Przed tym też mnie przestrzegła. Wszyscy musimy żyć, by umrzeć, ale trzeba tak żyć, by pozostawić ślad. Ślad to taki odcisk, na przykład stopy na puszystym piasku, ale ja wiem, że mamie chodziło o inny ślad. Ślad na piasku rozmywa się, ulatuje i przemija, dlatego należy pozostawiać ślady w sercach. Mamam mi taki zostawiła. Pewnie się zastanawiacie po co taki zielony słoń jak ja to wszystko pisze... Słoń również. Prawdopodobnie w ten sposób chcę pozostawić swój ślad. Może. Jak mawia małpa w telewizorze: "Wszystko jest możliwe, bo wszystko to przyszłość". Właściwie to jest bezsensu, ale za to ładnie brzmi. Kiedyś szedłem łąką i zobaczyłem latającego ptaka. -Co robisz? - spytałem. -Latam.-odpowiedział wyniośle. -Po co latasz? -zaniepokoiłem się-Możesz spaść! To niebezpieczne! Ptak popatrzył na mnie i odleciał. Kilka dni później spotkałem tego samego ptaka biegającego po ziemi. -Czemu nie latasz? -Bo to niebezpieczne.-wyszeptał konspiracyjnie. Zastanowiłem się nad tym i przyznałem mu rację. Zostaliśmy przyjaciółmi. Kura, ten ptak, powiedział mi, że jestem inny, bo słonie są szare. -Ale szary jest nijaki –odpowiedziałem -po co wtapiać się w tłum, jeśli tłum nie wtapia się w nas? Wtedy zza krzaka wyskoczył człowiek. Człowiek to takie zwierze, tylko głupie, bo nikt nie może go zrozumieć. Człowiek chwycił mnie w sieć i woził po świecie, pokazując innym ludziom. Nie mogłem zostawić śladu w niczyim sercu, dlatego piszę do was... Uważajcie na ludzi! To najgorsze zwierzęta! *** Milczenie i cisza stopiły się w jedno. Jakie to dziwnie smutne... Pozostała mu ostatnia kartka... Aż podskoczył na dźwięk głosu za ścianą. spada i rozbija się rozbija się o strukturę złożoną z takich jak on roztrąca i turla się w dół za nim robi to kolejny następny taki sam okruchy spadające w wielkiej klepsydrze każdy okruch to teraźniejszość chwila która trwała czytałeś one spadały myślisz one spadają odłamki teraźniejszości spiesz się rób wszystko lecz ich nie powstrzymasz w końcu same przestaną bo teraz przeszłością będzie uciekaj nie czytaj nie marnuj okruchów... *** Ze zdenerwowaniem chwycił ostatnią kartkę. Czytał, a wraz z nim głos za ścianą... *** (głos soczysty ociekający słowami) iskra przeskoczyła ruszamy na eskapadę pędzimy po neurostradzie podążamy na myśli po sobie i wnętrzu osoby której na karku głowę nosisz może jej nie znasz śmiechem się zanosisz lecz po chwili w oczach błysk obłędu bo zobaczyłeś kogoś zatrutego nienawiścią bądź biegnącego za korzyścią uciekającego życiu nie wierzysz że to ty? źle nie żyj w ukryciu już lepiej bestię uwolnij pamiętaj... (głos odbija się od ścian grubiejąc wraz z echem) ona i tak kraty rozerwie i w morderczej werwie twe połączenia nerwowe na zawsze przerwie i śmie... (głos się urwał , następnie głos spokojnego dziecka) i śmiej się z tego bo czasem trzeba czasem inaczej nie przerwiesz melancholii uwolnij bestię zaklinaczu uwolnij... (głos tępo ścinający końcówki) uwolnij i sen przerwij i śmierć cię czeka czy zdołasz się uchronić? (głos wszystkich głosów) człowieka zabij w sobie zniszcz bo w cywilizacji dobie i tak śmie... I TAK ŚMIERĆ GO CZEKA *** Cisza. Czuł, że drży. Wrzask nieludzki. W jego pokoju. To nie on. Traci oddech. Słowa same wypływają z niego... *** CIEMNO ZIMNO BÓL ŚMIERĆ KONIEC *** Bezsensowność jego własnych myśli przyprawiała go o mdłości. Po co pozwalać na życie dla tworu zwanemu JA! Może się zabić? Tylu innym się udało mimo, że byli bardziej przydatni. Zanim zastanowił się co robi, rzucił się do okna. To, że było zamknięte nic nie zmieniało. Wyskoczył. Rozbita szyba kaleczyła jego wyobraźnię. Spada. Już nie może nic. *** -Żadnej poprawy? -spytał blady mężczyzna w bieli. Stał w długim białym korytarzu, przed białymi drzwiami. Palcem delikatnie głaskał białą rdzę na drzwiach. -Niestety... Nadal wypada przez zamknięte okno spadając z łóżka. -Zabrać mu łóżko.-wycedził przez nieliczne białe zęby i przez mgiełkę białej śliny ruszył by pogłaskać kolejne drzwi....
|
|||
| Zmieniony: Środa, 04 Listopad 2009 11:53 |










