Dżipies PDF Drukuj Email
Utwory - Opowiadania
Wpisany przez Hinc Emilia   
Piątek, 19 Marzec 2010 23:20


DŻIPIES

 

 

             Dzień był naprawdę ładny,więc wymęczeni jałowym wypoczynkiem, postanowiliśmy poszukać zamku. Zamek miał pochodzić jeszcze z osiemnastego wieku i kryć w sobie historię, ale jaką– tego nie wiedzieliśmy. Po śniadaniu zebraliśmy się pod stołówką i sporą grupą ruszyliśmyw las. Byli państwo Wasiakowie, państwo Karuzel, pani Iwonka bez męża,który jużod pewnego czasu nie żył i my. My, czyli młodzi,jak nas nazywano w ośrodku. Pan Wasiak, jako że był najbardziej siwy z nas, naturalnie przyjął na siebie rolę przewodnika.

-Proszę państwa, mam tutaj dżipies,który nas zaprowadzi do naszego miejsca – w tym momencie nasz przywódca podniósł w górę urządzenie na potwierdzenie swoich słów. Przytaknęliśmy głowami ochoczo i ruszyliśmy wteren. Las pachniał świerkami, ponieważ był tolas świerkowy.Mój Pierożekco raz potykał się o wystające korzenie ukryte wposzyciu. Jak na letnika przystało, ubrany był w krótkie spodenki ikoszulkę bez  rękawów,tak więc szybko na jego nogach pojawiły się zadrapania. Osobiście najbardziej bałam się pajęczyn, które rozwinięte między gałęziami drzew, były prawie niewidoczne. Nie chciałam przypadkiem połknąć  pająka.

-Dżipies mówi, że teraz powinniśmy iść w prawo – zaanonsował pan Wasiak. Szedł pierwszy i wyglądał bardzo profesjonalnie. Mimo wieku mógł pochwalić się prężnym krokiem i wytrzymałością. Pomyślałam, że chciałabym móc być dumna z mojego Pierożka za kilkadziesiąt lat, tak jak musiała być dumna pani Wasiakowa. Skręciliśmy wszyscy posłusznie w prawo, jednak państwo Karuzel odeszli od nas trochę, tak jakby potrzebowali chwili samotności. Gdyby nie byli małżeństwem od dwudziestu lat, mogłabym przysiąc,że podszczypywali się wzajemnie kryjąc za drzewami. Wydało mi się jednak nieprawdopodobne, że żylasta pani Karuzel może jeszcze podniecać swojego męża. Pani Iwonka, która czuła sięchyba trochę osamotniona, ponieważ nie miała przy sobie nikogo, tak jak pani Karuzel pana Karuzela, albo ja Pierożka, niespodziewanie wyciągnęła z kieszeni foliową torbę.

-Warto poszukać grzybów – oznajmiła i zaczęła filtrować runo leśne.Szliśmy już dobre półgodziny, kiedy pan Wasiak stwierdził, że zanikł sygnał i dalsza droga nie jest już oczywista..

- Przecież miejscowi mówili, że dojście zajmie nam nie więcej niż dwadzieścia minut. Musiałeśz gubić drogę– rzuciła pani Wasiakowa. Zaniepokoiłam się tym oskarżeniem,bojąc się gniewu pana Wasiaka, w którym wszyscy pokładaliśmy nadzieję.Wasiak jednak ani drgnął i dalej wpatrywał się w urządzenie.

- Może idźmy na północ?Trzeba zobaczyć jak rośnie mech na drzewach. Sposób harcerski – błysnął pan Karuzel.

-Ale czemu na północ – zauważyłam przytomnie, bo Pierożek schylał się i lustrował swoje zadrapania na łydkach.

- A masz lepszy pomysł? – stanęła w obronie męża pani Karuzel. W tym momencie usłyszeliśmy głośny, acz krótki pisk.

- Mam, mam – krzyczała pani Iwonka podnosząc triumfalnie sporego maślaka – jaki piękny!- zachwycała się. PanWasiak nieczuły na pojawienie się grzyba, zmieniał kąt nastawienia ręki, usiłując złapać sygnał.

- Jest. Drodzy państwo dżipies pokazuje, że musimy w dalszym ciągu iść w prawo. Ruszyliśmy bez słowa w drogę. Minęły kolejne minuty, a my ciągle nie widzieliśmy zamku. W dodatku zaczęliśmy robić się głodni,a pani Iwonka znalazła następnego grzyba.

 - Nie wiem,dlaczego tak ślepo ufasz temu urządzeniu. Już tyle razy cię zawiódł– wyrzuciła w końcu z siebie pani Wasiakowa. Nasz przewodnik jednak postarał się, by nie usłyszeć słów żony i hardo kroczył przez chaszcze. A my za nim.

- Wracajmy do domków. Nic z tego nie będzie– zaproponowała pani Karuzel.

- Skoro tyle przeszliśmy, idźmy dalej – zaoponował jej mąż.

- Przez twoją głupią ambicję nie zauważasz, że twoja żona jest zmęczona i ma dość– popłakała się pani Karuzel. Zrobiło mi się nawet jej szkoda i poczułam się z nią solidarna.

- Ty też jesteś zmęczona? – spytał Pierożek.

- Zamknij się – odburknęłam.Co z niego za egoista! Taki sam jak z pana Karuzela. Pani Iwonka nazbierała jużł torby grzybów, a mnie swędziały całe plecy. Byłam pewna, że to kleszcze drążą swoimi nóżkami w moim ciele, by spijać ze mnie soki.

- Nigdy nie potrafisz niczego znaleźć.Zawsze byłeś kiepski w orientacji w terenie- pomściła pani Wasiakowa. Szliśmy przygnębieni w ciszy, kiedy pani Wasiakowa wytoczyła najcięższe działa.

- Zmieńmy przewodnika! – wezwała. Byłam pewna, że dżipies wyląduje zaraz na głowiepani Wasiakowej, ale nic takiego się nie stało, ponieważ nagle znaleźliśmy się na asfaltowej drodze. Dodało nam to trochę otuchy, mieliśmy  tylko problem, w która stronę ulicy pójść. Na szczęście wkrótce nadjechał żuk, którego zatrzymał machnięciem reki pan Karuzel.

- Podwieźć państwa?- zapytał przyjaźnie kierowca – Ze spacerku, co? Przyjemnie tak sobie pochodzić po lesie. Jutro jak byście chcieli, możecie zobaczyć taki zameczek z osiemnastego wieku. Stoi o tu, niedaleko.

 


Pokaż inne publikacje tego Autora..

Logowanie





Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?
Załóż swoje konto!

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 15 gości 

Imieniny


19 Maja 2012
Sobota
Imieniny obchodzą:
Augustyn, Celestyn,
Iwo, Mikołaj,
Pękosław, Piotr,
Potencjana
Reklama:
Reklama
Reklama: