Spotkanie w tramwaju PDF Drukuj Email
Utwory - Opowiadania
Wpisany przez Kjoshi Ahuna   
Wtorek, 24 Luty 2009 14:08


    Tego dnia w tramwaju było znacznie tłoczniej, niż zazwyczaj. Upał dawał się we znaki każdemu. Ludzie mieli zmęczone twarze i zrezygnowane miny. I pomyśleć, że nic ich nie cieszy – pomyślała Ala. Przecież zawsze można znaleźć coś optymistycznego. Chociażby fakt, że jest piątek. Jeszcze tylko dwa przystanki i wreszcie zaczerpnę powietrza! Zapomnę o tych smutnych ludziach z tramwaju. Żeby chociaż jeden uśmiechnął się. I nagle Ala dostrzegła mężczyznę. Dosłownie kilka kroków dalej. Ręce miał zajęte i z trudem utrzymywał równowagę, ale jego twarz była rozpromieniona!!! Wyraźnie uśmiechał się sam do siebie. Starszy od niej, w jego ciemnych włosach pojawiły się pierwsze białe nitki. Oczy również miał ciemne i duże. Spojrzał na nią i odwzajemnił uśmiech.
         Śliczna dziewczyna - pomyślał Igor uśmiechając się do młodej pasażerki. Ma w sobie tyle świeżości, jakby dopiero co wyszła z domu, a nie wracała po całym dniu w tym strasznym upale.

         Tramwaj niebezpiecznie zatrząsł i zatrzymał się. Jakaś babulinka złapała się Igora.


- Przepraszam, bardzo pana przepraszam.
- Nie ma za co, wysiada pani?
- Tak…
- Pomogę – Igor wziął starszą panią pod rękę, jakby miał trzecią wolną dłoń i z gracją pomógł jej wysiąść. Ala spoglądała urzeczona tym widokiem. W ostatniej chwili zorientowała się, że i ona musi wysiąść. Jak to dobrze, że on zajęty jest tą babcią, zdąży oddalić się niespostrzeżenie. Wysiadła za nimi i szybko oddaliła się w kierunku ulicy Mostowiaka. Proszę, żeby on tylko nie odwrócił się i nie spojrzał na mnie – modliła się w duchu, przyśpieszając kroku.
- Naprawdę dziękuję młody człowieku - starsza pani poklepała Igora po ramieniu. – Dziś rzadko można spotkać prawdziwych dżentelmenów.
- Nie ma o czym mówić. Proszę uważać na przejściu. Do widzenia.


         Igor popatrzył za odjeżdżającym tramwajem, ale nie zdążył zobaczyć, czy dziewczyna wciąż w nim była.
         W poniedziałek Ala postarała się, żeby być na przystanku wcześniej. Na wszelki wypadek. Nie mogła sobie przypomnieć, czy ten przystojny mężczyzna wsiadał na tym samym przystanku. Co się ze mną dzieje?! – przeleciało jej przez myśl. Przecież on na pewno ma rodzinę. Zresztą, kto powiedział, że znowu pojedzie tym samym tramwajem?

         A jednak! Rozpoznała go już z daleka. Mimowolnie uśmiechnęła się do siebie, ale zaraz posmutniała. Zobaczy jak wchodzę do środka…

         Dziś chyba mój szczęśliwy dzień! – pomyślał, zbliżając się do przystanku. Ta śliczna dziewczyna czeka na ten sam tramwaj. Podszedł i stanął kilkanaście kroków dalej. Nie chciał jej spłoszyć. Nie mógł się jednak powstrzymać, żeby się nie uśmiechnąć.

         Śmieje się do mnie!!! Ma cudowny uśmiech, taki serdeczny i przyjazny – pomyślała i odwzajemniła się tym samym. Przyjechał tramwaj.

         Co ona robi? – zastanawia się Igor. Czyżby jednak czekała na inny numer? Dziewczyna zaczęła czegoś szukać w torebce, podczas kiedy większość ludzi zdążyła już wejść i zająć miejsce. Może ją zagadam? Nie, dziś nie mogę – zrezygnowany wsiadł, a dziewczyna weszła za nim. Dostrzegł ją po chwili i znowu się uśmiechnął. A jednak jest tutaj. Więc może to moja jedyna szansa? Kiedy stoi tak blisko mnie?


- Dzień dobry, zawsze pani jeździ tą trasą? – zagadnął…
Udało się wejść za nim!
- Słucham? – Ala patrzy zdziwiona.
- Przepraszam, nie miałem zamiaru przeszkodzić w rozmyślaniach.
- Ależ nic się nie stało.
- Pytałem czy zawsze jeździ pani tą trasą?
- Prawie codziennie, a pan?
- Od kilku dni. Wracam ze szpitala.
- Ze szpitala?
- Jestem lekarzem.

Tylko nie lekarz!!!

- Mam na imię Igor, a pani?
- Ala, to znaczy Alicja.
Igor uśmiecha się. – Ala znacznie bardziej do pani pasuje.
- Naprawdę pan tak sądzi?
- Tak, Alicja brzmi poważnie, a pani…
- Tak?
- Proszę mi wybaczyć moją śmiałość, wygląda tak młodo i świeżo…
- Dziękuję – spłonęła rumieńcem.
- Zdradzi mi pani skąd wraca?
- Z uczelni.
- Jaki kierunek?
- Dziennikarstwo, już kończę, w tym roku będę się bronić.
- Na pewno wszystko pójdzie po pani myśli.
- Mam taką nadzieję…

Dlaczego ten tramwaj nagle tak szybko jedzie? – pomyślała Ala, zawiedziona, że oto musi już wysiadać.
- Wysiada pan tutaj? – pyta nieśmiało z nadzieją w głosie. Z nadzieją, którą wolałaby ukryć…
- Tak, ale nie dziś, jadę do pacjenta.
- W takim razie do widzenia – Ala stara się ukryć swój zawód, a jednocześnie oddycha z ulgą, że on pojedzie dalej i nie zobaczy jej chodu.
- Do zobaczenia – mówi.


         Ostrożnie wysiada z tramwaju, modląc się w duchu, żeby wyglądać naturalnie. Wysiada i udaje, że szuka kogoś wzrokiem, a potem spogląda na zegarek i znów się rozgląda. Nie ma śmiałości spojrzeć na tramwaj, a kiedy w końcu ten niknie w oddali, rusza dalej. Po drodze wciąż się uśmiecha do siebie. Jak to dobrze, że człowiek może marzyć… Dopóki nie zetknie się z brutalną rzeczywistością. A ona nadejdzie, prędzej czy później…

         Ciekawe na kogo czekała – rozmyśla tymczasem Igor w tramwaju. Na męża? Na chłopaka? I ta natrętna myśl nie opuszcza już lekarza, aż do wieczora. Nawet kiedy kładzie się spać, zastanawia się czy ma jakieś szanse.


- Dzień dobry – jak to miło znów usłyszeć ten cudowny głos. Ala znowu przyszła wcześniej, a teraz stoi jak najbliżej miejsca, w którym otworzą się drzwi. Przecież nie może codziennie szukać czegoś w torebce!
- Dzień dobry – odpowiada dziewczyna. – Jak minął dzień?
- Jak zwykle pracowicie, a pani?
- Jak zwykle nudno! – Igor spogląda zdumiony.
- Studiuje pani ten kierunek wbrew swojej woli?
- Nie, ale teraz zajęcia nie są już tak ciekawe, jak wcześniej. Chodzimy bardziej dla formalności. Każdy już myśli tylko o swojej pracy magisterskiej.
- Rozumiem.


         Nadjechał tramwaj. Ala bierze głęboki oddech i ostrożnie wsiada. Przed Igorem. Nie wyszło tak zgrabnie, jakby sobie tego życzyła, ale jeśli nawet mężczyzna coś zauważył, nie dał tego po sobie poznać. Teraz pewnie zorientował się. Koniec marzeń…


- Może da się pani zaprosić na filiżankę kawy? – zagaduje. Ala patrzy zdumiona. Szeroko otwiera oczy.
- Mam coś na twarzy, czy zobaczyła pani ducha? – pyta ze śmiechem.
- Przepraszam, zaskoczył mnie pan.
- Zaproszeniem na kawę? Dlaczego?
- Ja… ja nie mogę.
- Rozumiem. W domu ktoś na panią czeka, tak?
- Słucham?
- Wczoraj po wyjściu z tramwaju, czekała pani na kogoś, więc skoro nie chce pani wypić ze mną kawy, to znaczy, że…
- To nic nie znaczy – nie dała mu dokończyć zdania. - Tak, czekałam na kogoś… - nie bardzo wie jak wybrnąć z tej sytuacji. Kłamstwa nie leżą w jej naturze.
- Na męża, chłopaka?
- Nie, na przyjaciółkę.
- A mąż, chłopak?
- Nie ma nikogo takiego.
- Więc proszę mi zdradzić powód dla którego nie może pani wypić ze mną filiżanki kawy. Nie jestem zboczeńcem, proszę się nie obawiać.
- Nie obawiam się.
- Już wiem, nie podobam się pani…
- Nie! – pada szybka odpowiedź. Za szybka. Znowu czuje jak jej twarz pąsowieje. – To znaczy chciałam powiedzieć, że…
- Droga Alu, ja dziś tutaj wysiadam, ponieważ mam wizytę u pacjenta. Proszę przemyśleć moją propozycję, dobrze? I odpowiedź dać mi jutro, do zobaczenia, mam nadzieję – mówi Igor i opuszcza tramwaj. Ala z bijącym sercem jedzie dalej. Nawet nie zauważa stłoczonych koło siebie ludzi. Nic się nie liczy, tylko Igor.


         Wieczór dłuży się w nieskończoność. Tak chciałaby już zobaczyć „swojego” lekarza. A z drugiej strony wciąż nie podjęła decyzji. Niczego bardziej nie pragnie, niż przyjąć zaproszenie, lecz co dalej? Nawet gdyby przyszła do kawiarni dużo wcześniej, będą musieli przecież razem wyjść! Poza tym czy ma prawo dawać komuś złudne nadzieje? Wiadomo przecież, że kiedy ten przystojniak pozna prawdę, poczuje się bardzo niezręcznie i będzie szukał pretekstu, żeby zakończyć krótką znajomość.

         Następnego dnia tramwaj jest pusty. Pusty dla niej, nie ma Igora! Biedne, oszukane, zawiedzione, głupie serce! Nie przyjmuje żadnych wyjaśnień…


- Dzień dobry – słyszy Ala kolejnego dnia. – Tak się bałem, że dziś pani nie spotkam! Nie zdążyłem wczoraj na tramwaj.
- Nic się nie stało, przecież jest pan lekarzem, to zrozumiałe.
- Czy przemyślała pani moją propozycję?
Ala podnosi głowę i patrzy prosto w duże oczy Igora.

Jakaż ona piękna! – myśli mężczyzna.
- Ja… chętnie przyjmę pana zaproszenie – mówi cicho.
- Cieszę się, proponuję niedzielę, jeśli ten dzień pani odpowiada. Mam wtedy wolne.
- Dobrze.
- Może spotkamy się przy parku? Jest taka piękna pogoda, w sam raz na spacer.
- Nie! – wyrywa się Ali. – Myślałam, że zaprasza mnie pan na kawę? – dodaje szybko spłoszona.
- W takim razie najpierw wypijemy kawę, a spacer zostawimy sobie na deser – mówi uradowany i ustala miejsce spotkania.

 


- Przepraszam, czy już zechce pan złożyć zamówienie? – kelner podchodzi po raz trzeci do stolika. Igor setny raz spogląda na zegarek, a potem na drzwi.
- Poproszę kawę – mówi tylko po to, żeby kelner sobie poszedł. Znów spogląda na zegarek. Ala nie przyszła…


         Poniedziałek, wtorek, środa, Igor traci nadzieję, że zobaczy jeszcze piękną nieznajomą w tramwaju. Nagle wszystko dookoła wydaje się szare i brudne. Ale w czwartek…

         Opuściłam trzy dni na uczelni, może mój lekarz zrezygnował z tej trasy – myśli Ala z nadzieją, chociaż serce podnosi bunt. Przystanek jest pusty. Tramwaj już prawie rusza, kiedy ktoś pędem wbiega do środka. Zdyszany, w ostatnim momencie. Igor! Głupie serce raduje się.


- Dzień dobry – pierwszy wyciąga rękę na zgodę.
- Przepraszam – mówi zamiast tego Ala. – Czekał pan na mnie?
- Owszem, ale pomyślałem, że zmieniła pani zdanie. Takie rzeczy zdarzają się.
- Zmieniłam – mówi dziewczyna i chce się jej płakać z rozpaczy. – Ale nie z powodu o jakim pan myśli.
- Hm, a skąd pani wie co pomyślałem? – pyta bez cienia gniewu w głosie, chociaż zawiedzionym tonem.
- Nie wiem, ale sądzę, że pewnie pan sobie pomyślał, że jednak zmieniłam zdanie, bo nie jest pan w moim guście, lub coś podobnego, równie absurdalnego.
- Jeśli nawet tak było, to nie ma to już znaczenia. Pani zdecydowała, a ja muszę uszanować tę decyzję…
- Nie! – powiedziała Ala głośno. Jakiś pasażer obok popatrzył na nią zdumiony. – Jestem panu winna prawdę, przynajmniej tyle…
- Nie rozumiem…
- Zaraz pan zrozumie, ale musimy razem wysiąść.
- Dobrze, wysiądziemy…


         A więc jednak o to chodzi! – pomyślał z ulgą. Wreszcie tramwaj zatrzymał się na przystanku. Wysiedli. Ala pierwsza. Już nawet nie próbowała poruszać się z gracją. Igor wysiadł i spojrzał pytająco na dziewczynę. Ta jednak nic nie powiedziała, tylko zaczęła podążać przed siebie. Niezgrabnie, utykając, powłóczyła lewą nogą. W końcu zatrzymała się, odwróciła i spojrzała na Igora. A raczej w jego duże, mądre oczy. Szukała w nich politowania, ale nie znalazła…


- A więc o to chodzi? – zapytał. – To jest moja rywalka? – wskazał na nogę.
- Krótsza, o dużo, od urodzenia.
- Cóż, będę musiał poważnie z nią porozmawiać – Ala mimowolnie uśmiechnęła się, ale zaraz spoważniała.
- Ludzie patrzą na mnie z politowaniem, sądziłam więc…
- Sądziłaś, że ucieknę z restauracji z krzykiem, jak tylko zorientuję się?
- Coś w tym rodzaju…
- Dobrze, więc skoro już lepiej poznaliśmy się… – Igor bierze Alę pod rękę.
- Co pan… Co robisz? – pyta zdumiona.
- Zapraszam cię na kawę!

 

Zmieniony: Wtorek, 24 Luty 2009 14:21
 


Pokaż inne publikacje tego Autora..

Logowanie





Nie pamiętasz hasła?
Nie pamiętasz nazwy?
Załóż swoje konto!

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 11 gości 

Imieniny


5 Lutego 2012
Niedziela
Imieniny obchodzą:
Adelajda, Agata,
Aga, Albin, Izydor,
Jakub, Jan,
Justynian, Paweł,
Piotr,
Strzeżysława
Reklama:
Reklama
Reklama: