Opowiadanie zostało opublikowane w Arkuszach Literackich Stowarzyszenia Twórców Wszelakich Nr 1/2/2008r. Wracałam do domu późno. Kiedy w pracy piętrzyły się zaległości, pracodawca pozostawał człowiekiem nieugiętym… Byłam zmęczona i zła. Kolejny taki dzień. Całe moje ciało buntowało się zaciekle. W dodatku doskwierał mi uporczywy głód. Wychodząc z windy przypomniałam sobie o pustej lodówce. Cicho jęknęłam, zastanawiając się, czy zawrócić do pobliskiego sklepu, czy zamówić coś na wynos. Ledwie otworzyłam drzwi, w moje nozdrza uderzył aromatyczny zapach, roznoszący się po całym mieszkaniu… - Tomasz?! Co Ty tu robisz? – zapytałam zaskoczona, ściągając płaszcz. - Obiad dla ciebie, a właściwie kolację. Myj ręce, już gotowe. Usiadłam i przyglądałam się przystojnemu mężczyźnie, krzątającemu się po mojej niezbyt dużej kuchni. Jego jasne, zawsze roześmiane oczy, co rusz puszczały mi figlarne oczko, jego delikatny, męski zapach unosił się gdzieś nad moją głową. Kiedy jego ciało niechcący ocierało się o moje, na tych paru metrach kwadratowych, czułam przyjemny dreszczyk podniecenia. Przyrządzał dla mnie posiłek. Nie chciał, żebym głodna położyła się spać. Kochany jak zawsze… - Hej! Nie myśl tyle, bo wszystko ostygnie - Tomasz wyrwał mnie z zamyślenia. - Tomaszku, jesteś kochany! - Wiem – przyznał z ochotą. - I jesteś wspaniałym kucharzem. - Chyba już to kiedyś słyszałem – przyglądał się mojej twarzy i delektował się winem. - I najlepszym przyjacielem... Nie powiedział "wiem". Zrobił się smutniejszy, czy to moja wyobraźnia?! Wzrok utkwił w pustym już kieliszku. Przez chwilę milczeliśmy, ja zajęta jedzeniem, Tomasz swoimi myślami. W końcu odezwał się: - Opowiedz mi o tej nowej miłości. - Nie ma o czym mówić. Pomyliłam się… Tomasz napełnił kieliszki winem i zabrał się za zmywanie. - Nie rób tego, wystarczy, że dbasz o mój żołądek – powiedziałam, ponieważ wyrzuty sumienia szarpnęły moim ciałem. - Jesteś zmęczona, napij się wina i odpręż. Kiedy skończył, przenieśliśmy się do pokoju na kanapę. Sączyłam wino maleńkimi łyczkami, pozwalając, żeby pieściło moje zmysły i rozlewało się po mym ciele. - Co się stało? – zapytał. - Znowu zamierzasz słuchać moich nudnych zwierzeń? - Wolę, żebyś mówiła do mnie, niż do pustych ścian… - Nie rozumiem cię - powiedziała moja najlepsza przyjaciółka. - Albo jest z tobą coś nie tak albo na siłę szukasz miłości! A może wcale nie musisz jej szukać? ! Działasz zbyt pochopnie. Zadzwoniła Agniecha. - Słuchaj, jutro wyjeżdżamy na weekend, wszyscy potwierdzili oprócz Tomka. Coś nie tak? - Nie wiem! Od paru dni nie widzieliśmy się. Zadzwonię do niego. Telefon uparcie milczy. Zostawiłam na sekretarce cztery wiadomości. Chodzę zdenerwowana po mieszkaniu. Dlaczego jestem zdenerwowana? Wędrówki po górach bez Tomka?! Pojechaliśmy całą paczką, bez Tomasza. Siedziałam w schronisku i piłam gorącą czekoladę. Przyszła Agniecha. - Powiesz mi co się z tobą dzieje? - Nie ma go! - Kogo? - Tomka... Zawsze był, a dzisiaj go nie ma. Był, kiedy musiałam się komuś wypłakać, był przy mnie, kiedy leżałam w szpitalu, pocieszał mnie, kiedy tego potrzebowałam, pomagał rozwiązywać problemy i nigdy nie musiałam mu mówić, kiedy ma przyjść, po prostu wiedział… Zawsze on, nigdy tamci… - Taki lek na całe zło? - Właśnie! A teraz go nie ma. - Przecież to tylko wędrówka po górach… - Góry zatraciły swoje piękno. Nawet gorąca czekolada nie smakuje tak jak dawniej… - Chcesz wiedzieć co o tym myślę? – Agniecha zapytała brutalnie. - Nie! Wiem co zamierzasz powiedzieć. Masz rację! Nagle rozpłakałam się. Łzy wielkości grochu kapały do czekolady. W końcu wstałam. - Idę się spakować. Nie mogę go stracić, nie mogę stracić miłości mojego życia. Jechałam taksówką i modliłam się, aby był w domu. Ręce mi drżały i serce biło jak oszalałe, kiedy pukałam do drzwi. Był w domu. Otworzył tak szybko jakby stał za nimi i czekał… Jego twarz… Taka znajoma, ale teraz inna. Napięta i skupiona. Oczy straciły swój blask. Poczułam, że mam tremę… - Jesteś sam? - zapytałam po cichu. - Teraz już nie – odpowiedział równie cicho. - Mogę wejść? – otworzył drzwi szerzej i wpuścił mnie do środka. Potem oparł się o nie, krzyżując ręce na piersi. Nie zamierzał niczego mi ułatwiać, w milczeniu spoglądał w moje oczy. - Mogę zostać? – odważyłam się zapytać. Odpowiedziała tylko głucha cisza. Czy mogłam spodziewać się pozytywnej odpowiedzi? Czy na nią zasługiwałam? W końcu odkleił się od drzwi i podszedł bliżej. - Jak długo chcesz zostać? - zapytał tak poważnie, jak nigdy dotąd. - Dzisiaj, jutro, całe życie… - wyszeptałam. - Jako moja przyjaciółka? – zamiast odpowiadać, zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam w usta. Dłuższą chwilę trwało, nim jego usta z niedowierzaniem przyjęły moją pieszczotę. - Myślę, że teraz już wiesz… - powiedziałam, otwierając oczy. Tym razem to on mnie pocałował. Namiętnie, czule i zachłannie, najwyraźniej chcąc nadrobić stracony czas… - Tomasz, nie pozwolę ci odejść, słyszysz?! Już nigdy nie pozwolę ci zniknąć, nie wytrzymam bez ciebie nawet sekundy - powiedziałam i zaczęłam odpinać mu koszulę. - Co robisz? - zapytał zachrypniętym głosem. - Kocham Cię! Kocham, kocham, kocham... - Wiesz ile czasu musiałem czekać na te słowa? - Wiem, stanowczo za długo...
|