- Zostaw moje włosy! Nie dotykaj mnie i nie obejmuj! - Lena! Uspokój się! Proszę… Uspokój – jej były, wciąż ukochany, bezradnie opuszcza swe dłonie i kuca przed kochanką, próbując w podłodze znaleźć rozwiązanie. Ale go tam nie znajdzie. To tylko stary parkiet babci Malwiny, porysowany i zniszczony, a nawet ze śladami ich miłości, ale niestety bez odpowiedzi: dlaczego? Co dalej? - Co dalej? Chcesz wiedzieć? – Lena ostentacyjnie wkłada majtki i bawełnianą koszulkę. Koszulkę, którą zostawiła któraś z przyjaciółek. Za małą, przyciasny skrawek materiału drażni czułe sutki, przypominając boleśnie o tym, co działo się w tych czterech ścianach. - Powiem ci co dalej, po prostu założysz te swoje martensy i wyjdziesz stąd, zanim roztrzaskam ci na głowie butelkę po winie, które przyniosłeś! Słyszysz? Wynoś się – Lena otwiera drzwi, nie zważając na oburzoną panią Krysię, która właśnie udaje, że szuka kluczy w torebce. Piętro wyżej, pies sąsiadów ujada zajadle, a naprzeciwko stary Borysewicz kłóci się z żoną, próbując przekrzyczeć telewizor. - To tyle – zamyka za byłym, wciąż ukochanym drzwi – zacznijmy jeszcze raz. Może ze mną porozmawiasz? – patrzy na starego misia, ale ten nie raczy odpowiedzieć. – Przecież byłeś świadkiem tego, co tu się działo. Więc powiedz mi teraz, jak poskładać swoje życie, które pękło na kilka kawałków?! Rozleciałam się, rozumiesz? Ty głupi, stary misiu. Dlaczego babcia Malwina tak cię uwielbiała, skoro nic nie rozumiesz? Babcia mówiła: „Miłość jest potęgą, każdy ma swoją połówkę”. On już ma swoją połówkę i nie jestem nią ja. Przez chwilę jego połówka nie była dość słodka, więc postanowił zastąpić ją inną – Lena ciągnie swój monolog, wciąż patrząc na misia. - O! Zobacz, pod stolikiem leżą moje usta. Jeszcze nabrzmiałe z pocałunków, gorące, nasycone. Czy zdążyły nasycić się na tyle, żeby przetrwać kolejną zimę? A potem jeszcze jedną i następną? O! A tam ręce, te, które związywał mi paskiem od spodni, żeby dobrze odegrać swoją rolę w tej kiepskiej komedii. Chyba teraz im zimno, no cóż, będą musiały się przyzwyczaić do stęchlizny i grzyba, do zakurzonych ścian tego pokoju. Obok leży pęknięta filiżanka, do której miałam tak wielki sentyment. Niestety, usiadł na niej. Teraz jest pęknięta, jak ja. Obie mamy ten sam dylemat, wyrzucić się na śmietnik, czy kupić dobry klej? Co ty na to, mój luby? Posklejam się na nowo, chcesz? Może piersi będą ładniejsze, bardziej jędrne i różowe? Może kredką zamaluję wszystkie rysy na mym ciele? Czy ten pokój zmieni kiedyś swój charakter? Lena wyciąga ze starej szafy, schowaną butelkę wódki. Siada na podłodze, opierając się o szafę. Nie szkodzi, że na ścianach jest grzyb i śmierdzi – myśli. Nie szkodzi, że szafa ma tyle lat, ile miałaby babcia Malwina. Cóż z tego, że firanki w oknie brudne, że pościel wymięta, że krzesło opiera się o łóżko, bo brak mu jednej nogi. Czy to ważne, że filiżanka już zawsze będzie nosić ślad pęknięcia? Nic się nie liczyło, kiedy byłeś tu ze mną, na mnie, we mnie, obok. Byłeś. A teraz tylko ten głupi miś patrzy z żalem jak opróżniam butelkę. Z każdym kolejnym łykiem, pokój nabiera kolorów, obraz kochanka oddala się, umyka. Lena zasypia na podłodze, z butelką wódki w objęciach. Miś spogląda z politowaniem.
|