| Krótko o ogrodzie |
|
|
|
| Utwory - Opowiadania | |||
| Wpisany przez Anna-Maria | |||
| Wtorek, 24 Luty 2009 14:14 | |||
|
- Niestety nie wiem, o co panu chodzi. - Wie pan. - Nie, nie wiem. - Proszę nie udawać głupiego. - Nawzajem. Siedziałam sobie na kamieniu przy oczku wodnym na naszej posesji, nie zważając na to, że pobrudzę sobie sukienkę. Obrzydłą, w różowe kwiatki. Matula posłała mnie tu, abym w spokoju wyłuskała groch do sałatki. Bez telewizji, która mnie rozprasza i czyni moje spojrzenie szklanym. Bezsens. - Trudno się mówi. Co to – w Warszawie nie ma już innych agencji…? - Nie o to chodzi! – przerwał mi tatulo, a ja się ze zniecierpliwieniem obróciłam w jego stronę. Stał, taki bidota, metr ode mnie i kamienia, który mi brudził obrzydłą sukienkę. - No tak, teraz wszystko jasne – zakpiłam. – Nie o to chodzi! Tak, tatulo, sprecyzowałeś to jak nikt. - Aśka, przestań. To jest poważna sprawa. - Mhm – mruknęłam, odwracając się i powracając do mojego nudnego zajęcia. – Kolejne precyzyjne ujęcie rzeczywistości. - Oni nam posadzili nie to drzewo, co trzeba! - Aha. - A to bardzo rzadkie drzewo! Zerknęłam do miski z grochem. - No to z pewnością jakiś bogacz chętnie je weźmie. - Ale Asiu, tu nie o to chodzi! Oni nie chcą się przyznać do pomyłki i każą nam za nie zapłacić! - Ile? - Sto tysięcy.
- Cześć. Nie odpowiedziało. Te egzotyki zawsze są zarozumiałe. - Nie lubię zieleni, wiesz? – spytałam i usiadłam naprzeciw. Ani drgnęło. Już nasza delikatna mimoza spod okna jest bardziej rozmowna. – A wiesz, czemu? Bo was słyszę. Rozmowy waszych korzeni. I wasze oddechy liśćmi. I śpiew waszych kwiatów. Dlatego was nie lubię. Bo robicie ze mnie czuba. Chyba nie zamierzało ze mną rozmawiać. Ale chyba je trochę przestraszyłam tym swoim wyznaniem, że wiem, o czym mówią. - Wredny jesteś, wiesz? – warknęłam do kaktusa, stojącego sobie spokojnie na parapecie w moim pokoju. – Wredny i tyle. Specjalnie to robisz. Strojniś jeden. Od pewnego czasu Francuz zaczął nałogowo zrzucać swoje kolce i produkować nowe w zastraszającym tempie. Mówi, że nie chce mieć na sobie ani plamki zgnilizny. - Nie jesteś zgniły, przestań – mruknęłam, kiedy mi to jeszcze raz oznajmił i wlałam mu sporo wody z różowej konewki. Znowu miałam na sobie obrzydłą sukienkę w kwiaty. Francuz i koniczyna w ogrodzi mówią, że nasza nowa jabłoń tu zostanie. Ja do tego wniosku doszłam już dawno, bo tatulo zapłacił za nią, a ona nie zamierza się wynieść. Tak powiedziała koniczynie, która powiedziała mnie. - Głupie, zarozumiałe zielsko – warknęłam do Francuza, usiłującego zaprotestować przeciw wlewaniu mu tyle wody. - Aśka! – usłyszałam głos matuli zza drzwi pokoju. – Znowu rozmawiasz z kwiatami?! - To nie ja z nimi rozmawiam, to one do mnie krzyczą!
|
|||
| Zmieniony: Wtorek, 24 Luty 2009 14:53 |










