Wiele lat minęło, wiele mil... Niejeden sztorm. Iluzja? Jawa? Istota bytu, czy igraszka losu? Szukałem cię, szukałem wszędzie. Wielokroć miałem nadzieję. Byłem zbyt pijany? Zmięty losem, zmięty wiatrem. Szukałem. Szukałem! Przecież nawet diabeł miał kiedyś szansę. A ja?! Ja nie. Ten żeglarz ma iść na dno. Niech spadnie w czeluść, niech pogrąży go otchłań. W końcu przestałem wierzyć, przestałem trzeźwieć. Beznadzieja przesłoniła gwiazdy. Noc, ciemna noc. Pas... Gwiazda. Moja Gwiazdka, promyczek nadziei. Styrany do granic wytrzymałości, a jednak. Boże, ty istniejesz! Moja Gwiazdka na ciemnym niebie, Anioł. Szczęście. Nawet, jeśli będę miał biec do ciebie przez resztę życia, znalazłem! I nagle kolejny promyczek, powstały wprost z mojej Gwiazdki. Jak z pyłu gwiazd, owoc. Iluzja? Jawa? A może ktoś coś pomylił, może pękło trybo machiny życia? Nie, nie budźcie mnie, nie chcę! To nie sen. Boże, ty istniejesz! Nie, nie mieszajcie z mitologią! Nie wyrywajcie mi kawałka serca! Błagam... Muszę dokończyć, wyrwać do końca i być. Muszę, nie mamy wyboru. Gwiazda przygasła. Żeglarz zapłakał. Znów pozostały im tylko marzenia... Istota bytu, czy igraszka losu? Bóg? Wy...laj!!! Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. Szukam dalej. Szukam pentagramu. Otulony przygasłym, ale wciąż ciepłym blaskiem swej Gwiazdy. Nadzieja...
|